Ta książka to dowód, że nawet jak jestem skrajnie negatywnie nastawiona, to dobra treść obroni się sama.
A byłam nastawiona gorzej niż skrajnie negatywnie nawet, głównie przez opis, który sugeruje mocno inną zawartość niż faktyczna + całą oprawę wokół książki, sugerującą jakąś idolizację rozwiązanej już grupy Stop Bzdurom. Wszystko składało mi się na obraz przeciętnego użytkownika Twittera z lewicowymi poglądami, ikonką w picrewie oraz sierpem i młotem w nazwie, którego cała wiedza polityczna opiera się na threadach edukacyjne, dlatego też Anouk Herman mile mnie zaskoczyło. Przede wszystkim dlatego, że "Nigdy nie będziesz szło samo" wydaje mi się na ten moment najlepszą polską młodzieżówką o queerowej tematyce. Nie mamy ich na naszym rodzimym poletku wiele (tzn. takich nieprzetłumaczonych), a z tych, co mamy, większość skupia się na męskim punkcie widzenia i związkach męsko-męskich, więc już samo przyjęcie w debiucie Herman perspektyw kobiet oraz osoby niebinarnej stanowi miłą odmianę, zwłaszcza że seksualność każdej z postaci oraz jej tożsamość płciowa traktowane są ze zrozumieniem ze strony autorszcza. Ogólnie jest w tej książce wiele zrozumienia dla każdej z postaci, nad którą Herman postanawia się nieco pochylić. Nikt nie jest idealny, bohaterowie popełniają błędy, ich ustami nie przemawia tumblrowe wyobrażenie grupy wsparcia - i właśnie to czyni zawartą w tej książce reprezentację dobrą. Bo nie jest idealna - jest prawdziwa. Herman pozwala swoim postaciom na złość, na czyny i słowa podyktowane negatywnymi emocjami, na egocentryzm, jednocześnie nie trzymając ich w jednym miejscu i pozwalając im powoli dojrzewać. Ani podróż Łanieczki, ani Katuchny, które odbywają w książce najdłuższą drogę, tu się nie kończy - co jest zrozumiałe, zważywszy na wiek obu postaci, acz oczekiwałam jednak jakiegoś pełniejszego domknięcia ich wątków. Na ten moment wygląda to albo tak, jakby Herman planowało kolejną część, albo chciało zostawić zakończenie otwarte, acz nie było do końca pewne, jak tego dokonać.
Generalnie, jest w tej książce pewna niezgrabność typowa dla debiutu. Nie wiem, jak brzmią wiersze Herman, ale po opisie tomiku na GR mam pewne wyobrażenie, które pokrywa się z pierwszymi rozdziałami tej powieści, co każe mi podejrzewać, że chwilę zajęło osobie autorskiej znalezienie swojego rytmu w prozie i najpierw próbowała pisać ją w tym samym stylu, co swoją lirykę. Z czasem było już dużo lepiej, ale prolog to niestety zwykły bełkot, choć tu może wynikać to również z chęci zbudowania tajemniczej atmosfery i zdradzania jak najmniej, co niestety nie wyszło. Niemniej, jako całość, styl Herman trzyma poziom, choć np. wypowiedzi bohaterów mogłyby bardziej się od siebie różnić, ale ogólnie widać sporą przestrzeń na rozwój, jeśli autorszcze zamierza kontynuować przygodę z prozą. Jest też problem z tempem pod koniec, o którym wspomniałam, oraz z tym, że wątek Sobaki, reklamowany właściwie jako całe spoiwo książki wydaje się taki... "mocno niepotrzebny" to złe określenie, ponieważ jego los stanowi jednak punkt przełomowy, ale na pewno sprawia wrażenie najmniej przemyślanego, zwłaszcza przy zakończeniu i sprawie Kuby. Podobnie bohaterowie książki poza Melody wydają się żyć w pewnej próżni, do końca nie dostałam informacji, jak zaprzyjaźniły się Katuchna z Łanieczką, ani co z ojcem Izy, czemu Łanieczka nie próbuje ściągać alimentów, bo jedyna wzmianka o nim sugerowała, że mają jakiś kontakt, a potem postać przepadła po prostu w eterze. Niemniej to wszystko są problemy, które mogą zniknąć wraz z rozwojem warsztatu oraz atakowaniem własnych pomysłów na zasadzie zadawania sobie pytań podważających poszczególne punkty fabularne, by sprawdzić, czy potrafi się zadowalająco taki argument odeprzeć, wyjaśnić jakoś w fabule inaczej niż "było mi to potrzebne".
Ze strony redakcyjnej było przyzwoicie, choć nie bez błędów - kilka literówek oraz zjedzone słowo zachowały się w druku, a kiedy Łanieczka przeszukuje wiadomości o Sobace, tekst poza cytatami jest tą samą czcionką, co cytowane nagłówki artykułów.
Nie jest to idealna książka, ale jest dobra. I jest dobrym debiutem. Widać w niej miłość do queeru, do dzielenia się swoją wiedzą, nawet do Katowic z ich ponurą panoramą. I do ludzi, do ich odmienności, do pragnienia zapewnienia, że nigdy nie są sami, choć pomocna dłoń może nadejść z nieoczekiwanego kierunku.