W „miłości” Kamili Janiak życie nowego człowieka rozpoczyna się od państwowej instytucji, pierwszego krzyku i krwi. To niełatwe uczucie, i jeśli zdarza się, że opowieść o nim przez chwilę przypomina setki innych oraz wydaje, że za chwilę padniemy ofiarami hormonalno-ckliwego szantażu, natrafiamy na kontry: wypadek samochodowy, myśli samobójcze, przywiązanie podszyte paranoicznym lękiem, wyobrażone ucieczki… W końcu także: przewidywania socjalizacji i indywiduacji dziecka, podpatrywanie innych rodzin w inny, zmieniony już sposób. Wszystko to w chłodnej, surowej stylistyce montażu, która od lat jest znakiem firmowym warszawskiej poetki.
podoba mi się koncept tego tomiku, ale same wiersze niezbyt ze mną rezonują, chociaż widać doskonale, że warsztat jest ściśle nowoczesny i utrzymany w zgodzie z konwencją poezji najnowszej
„(...) na plaży nikt nie chciał uwierzyć, że rodziła. niemożliwe, mówili. niemożliwe to jest to, jak głęboko jest poraniona. anna, alicja, marta, magda, mewa, jakoś tak. tego kurwa nie widać. chciała wytrzeć pot z rąk, piersi i brzucha, który zlepiał ją z dzieckiem przez ostatnią godzinę.
śpiewając kołysankę, zamiast oddychać, zaciskała szczęki. tego kurwa nie widać. (...)”
Wahałam się pomiędzy 3, a 4, bo tomik znów wydaję mi się nierówny. 4 za perspektywę często zapominaną albo pomijaną, ale same wiersze nie były wybitne. Dobre były. Poszczególne frazy mnie chwytały, ale całościowo raczej sięgało pierwszego poziomu rozumienia. Wyżej nie.
próbuje zapomnieć, że parę razy dziennie ogarnia go strach i rozłazi się po klatce piersiowej. jest dziesięciopiętrowcem i topi się jego klatka, piętro po piętrze.
3.4/5⭐ mimo iż tematyka utworu i sposób jego podania bardzo ze mną rezonuje, to poszczególne wiersze jawiły mi się jako mniej dopracowane, nie tak angażujące, jak początkowo sobie wyobrażałam. after all, bardzo dobry tomik poezji, warsztat autorki jest godny podziwu.