Sierpień 1939 roku. Na molo w gdańskim Glettkau zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Zagadkę jej zabójstwa próbuje rozwikłać doświadczony komisarz Franz Thiedtke, jednak szybko zostaje on odsunięty od śledztwa. Kim jest zamordowana? Czy komisarz porzuci swoją ostatnią sprawę? Komu zależy na jej wyciszeniu?
W tej historii nic nie jest takie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Prawda miesza się z fikcją, a rzeczywistość okazuje się zwykłą mistyfikacją...
Nie mogłam się zdecydować, 3 czy 4 gwiazdki :) dałabym 3,5 bo Teufel trochę sprzeczne wzbudza we mnie uczucia. Pierwsza rzecz, to gdańskie dygresje, które z jednej strony są fajne, buduje się z nich historia miasta i ludzi, ale z drugiej strony, siada na nich tempo akcji. Fabuła poprowadzona inaczej niż oczekiwałabym od powieści kryminalnej - ogólnie mi się podoba, ale w pewnym momencie zaczęłam się gubić w tym, kto kogo zdradza właściwie. Bohaterowie niejednoznaczni - kolejny plus. Ale po co spotkany na ulicy dziecięcy dobosz mówi "Mam na imię Oskar"? Gdański czytelnik takich podpowiedzi nie potrzebuje.
Autorka solidnie odrobiła risercz. I to jest jednocześnie wada i zaleta książki. Zaleta oczywista, wada... No cóż - za dużo tego było. Jestem z Gdańska, lubię okres międzywojenny, ale nadmiar niepotrzebnych szczegółów był przygniatający. Wspomnienia komisarza o babce i mszach w Oliwie robią klimat, długi wtręt w stylu "babka nie wiedziała jednak, że w XVI wieku - i tutaj jakaś niezbyt porywająca historia jednego czy drugiego opata" to za dużo. A takich wtrętów, nawiązań i odwołań była cała masa. Na dodatek sama historia dość nudna, żadnego suspensu, rozwiązanie "największej tajemnicy" pojawia się w 2/3 książki, potem znudzony czytelnik obserwuje jak miotający się bohaterowie odkrywają to, co on już wie. Polecam nie tyle miłośnikom, co maniakom historii Gdańska.
Nie powinnam oceniać według takich kryteriów, ale przez duży format ciężko się czytało. Poza tym, trochę opornie szło samo czytanie przez styl autorki, trochę na siłę pisane jak dla mnie, zakończenie też dziwne, pozostaje niedosyt. Dla pasjonatów Gdańska tuż przed II wojną światową będzie to wspaniała lektura.