"Samo pojęcie nadprzyrodzonego nie daje się skonstruować w myśli Plotyna" (26). Podział na rzeczywistość przyrodzoną i nadprzyrodzoną byłby pozbawiony sensu w plotyńskiej konstrukcji" (30).
Oświecenie. "Dwa hasła najbardziej sztandarowe [dla Oświecenia], 'natura' i 'rozum' nie układały się, przy bliższej analizie, w koherentną całość. Jak [...] uzgodnić kult rozumu jako daru natury z kultem natury jako rozumnej? Jeśli, jak wywodzą materialiści, rozum rozum jest dalszym ciągiem natury zwierzęcej i nie ma nieciągłości między tresura małp a rozumowaniem matematyków, jeśli przy tym moralności jest całkowicie redukowalna do odruchów związanych doświadczeniem przyjemności i przykrości, to człowieczeństwo ze swym myśleniem abstrakcyjnym i prawidłami moralnymi jest wprawdzie dziełem natury, ale nie wznosi się ponad ślepy pęd jej mechaniki. Jeśli zaś natura [...] jest rozumna, celowa, opiekuńcza, to jest ona inną nazwą bytu boskiego. Albo więc rozum nie jest rozumem albo natura nie jest naturą; albo trzeba uznać irracjonalność myśli, albo przypisać przyrodzie bogopodobne jakości" (55). "Okazało się, że możliwa jest afirmacja człowieka jako bytu skończonego przy jednoczesnym przeświadczeniu, że można dowiedzieć się, czym jest człowiek prawdziwy albo na czym polega wymaganie bycia człowiekiem. Jeśli więc istnienie człowieka trzeba uznać za przypadkowe w tym sensie, iż nie jest ono w naturze objawem aktywności ducha, który naturę wyprzedza, to jednak sama natura dostarcza informacji o człowieczeństwie spełnionym [...]" (54). Hume. "Skoro przywiodło się założenia empiryzmu do konsekwencji ostatecznej, wyszło na jaw, iż kategoria porządku przyrodzonego nie może się ostać" (57). "Krytyka Hume'a zachwiała ostatecznie podstawami oświeceniowych konstrukcji, które wydawały się zrazu kojarzyć spójne reguły empiryzmu z wiarą w ład przyrodzony, utylitaryzm moralny z wiarą w powołanie człowieka do szczęścia, obraz rozumu jako tworu przyrody z wiarą w suwerenność tegoż rozumu" (59).
### Hegel ###
taka "interpretacja bytu, w której zniesiona będzie wszelka moc przypadkowości, a jednocześnie - ocalone całe bogactwo i wielorakość świata. [...] Hegel [...] nie chciał redukować bytu do niezróżnicowanej identyczności absolutu, w którym zatraca się luz za złudę musi uchodzić całą rozmaitość i wielość form rzeczywistości skończonej [...]. Myślał tedy o tym, jak świat uczynić w całości sensownym, ale zarazem nie poświęcać jego zróżnicowania [...]" (73).
"Rozum w postaci ducha rozpoznaje siebie w świecie, czyli świat czyni rozumnym i znosi jego przypadkowość, ale zarazem nie uważa świata za złudę, lecz za rzeczywistość, w której on sam się urzeczywistnia. Nie jest on więc rozumem, który wydziela siebie ze świata i stawia ponad nim lub obok niego, nie godzi się powierzyć bytu jego własnej przypadkowości, ale nie godzi się też na zapewnienie sobie iluzorycznej autonomii przez ogłoszenie świata za pozór" (84-85).
"Wedle Hegla myśl toleruje tylko przymus samego myślenia" (93).
"Consensus omnium nie jest żadnym kryterium oceny" (97).
"Rozwój dziejowy nie zaczyna się bynajmniej od złotego wieku [w realności]; wszelka mitologia szczęśliwego stanu, czy wyjściowego raju jest Heglowi najzupełniej obca" (93).
### Dialektyka Hegla a dialektyka Marksa ###
"Wielkość heglowskiej dialektyki negatywności polega - zdaniem Marksa - na tym, iż proces ludzkiego samostanowienia ujmuje on jako kolejne fazy alienacji i jej znoszenia. Człowiek, zdaniem Hegla, ujawnia swoja istotę gatunkową jedynie w ten sposób, że najpierw odnosi się do własnych sił w postaci uprzedmiotowionej, by je sobie potem z zewnątrz niejako przyswajać. Praca jako urzeczywistnienie istoty człowieka ma więc dla Hegla sens jedynie pozytywny, jest stawaniem się człowieczeństwa poprzez jego wyobcowanie. Jednakże istota ludzka utożsamia się dla Hegla z samowiedzą, a praca - z działaniem duchowym [kontemplacją]; tym samym proces alienacji w najpierwotniejszej formie jest alienacją samowiedzy, a wszelka przedmiotowość - samowiedza wyobcowaną; zniesienie alienacji, przyswojenie sobie ponownie przez człowieka jego własnej istoty, jest wobec tego zniesieniem przedmiotu i jego powrotem do duchowej natury człowieka. Integracja człowieka z przyrodą dochodzi do skutku na poziomie duchowym i jest, z tej racji, dla Marksa abstrakcyjna i tylko iluzoryczna. Marks [...] jako sytuację wyjściową w rozważaniu człowieczeństwa przyjmuje pracę w znaczeniu zmysłowego obcowania z przyrodą. Praca jest warunkiem wszelkiej duchowej działalności ludzkiej i w niej człowiek tworzy zarówno siebie samego, jak przyrodę - obiekt swojej twórczości. Przedmioty ludzkich potrzeb, a więc przedmioty, w których człowiek ujawnia i realizuje własną istotę są niezależne od niego; znaczy to, że człowiek jest również istotą bierną. Jednakże jest on także bytem dla siebie, nie tylko istotą przyrodnicza, stąd rzeczy istnieją dla niego po prostu takie, jakie są bez względu na ową sytuacje bycia ludzkimi przedmiotami. 'Ani więc przedmioty ludzkie nie są przedmiotami przyrodniczymi w tej postaci, w jakiej dane są bezpośrednio, ani też zmysł ludzki, tak jak jest dany bezpośrednio, w swej przedmiotowości, nie jest ludzką zmysłowością, ludzką podmiotowością'. Zniesienie przedmiotu jako wyobcowanego nie może być przeto, wbrew Heglowi, zniesieniem samej przedmiotowości. Ukazać możliwość ponownego przyswojenia sobie przez ludzi natury i przedmiotu można dopiero po wyjaśnienia sposobu, w jaki rzeczywiście zjawisko alienacji powstaje, to jest po ujawnieniu mechanizmu pracy wyobcowanej" (159-160).
Jednym z najczęściej cytowanych fragmentów na ten temat jest posłowie do drugiego wydania kapitału, a zwłaszcza słowa: 'Moja metoda dialektyczna jest nie tylko w założeniu różna od Heglowskiej, lecz jest jej wprost przeciwstawna. Według Hegla proces myślenia, który on nawet przekształca w samodzielny podmiot pod nazwą idei, jest demiurgiem rzeczywistości stanowiącej tylko jego zewnętrzny przejaw. Według mnie zaś przeciwnie, idea nie jest niczym inny, jak ideą przeniesioną do głowy ludzkiej i przetworzoną w niej' (383).
"Jeśli dla Hegla dialektyka była historią rozszczepiania pojęć, w której toku świadomość dochodzi ostatecznie do rozumienia bytu jako własnego produktu, to dla Marksa jest ona historią materialnych warunków życia, w której formy świadomościowe i instytucjonalne nabierają pozornej autonomii, by następnie - w historii antycypowanej - powrócić do jedności ze swoją podstawą. Dialektyka jako sposób rozumienia świata jest wtórna wobec dialektyki rzeczywistej tegoż świata, w tym mianowicie sensie, że sama teoria dialektycznego ruchu realności społecznej ma samowiedzę swojej zależności od historycznego procesu, który ją do życia powołał. [...] Rodząc się, [świadomość teoretyczna] wie, że jest nie jest niczym innym, jak teoretycznym odzwierciedleniem realnego procesu historycznego, nie zaś jego zewnętrzną kontemplacją; że jest wytworem faktycznej praktyki społecznej. 'Jedność podmiotu i przedmiotu' jest ostatecznym wynikiem tego ruchu dialektycznego, ale sens tej jedności jest inny aniżeli w heglowskiej konstrukcji: jest to przywrócenie człowiekowi rzeczywistej funkcji samowiednego podmiotu historii, to znaczy sprawienie, by świadoma i wolna inicjatywa ludzka nie obracała się w swoich wynikach przeciwko sprawcom" (385-386).
"Antagonizm klasowy w świadomych politycznie formach jest następstwem sprzed ości, założonych w całkiem nieuświadomionym 'obiektywnym' procesie. Dla Hegla pojęcia ujawniały w rozwoju sprzeczności wewnętrzne, których przezwyciężenie prowadziło do powstawania wyższych form świadomości. Dla Marksa sprzeczności "dzieją się" w historycznym procesie niezależnie od tego, czy są uświadamiane, czy mają formę pojęciową. Polegają one na tym, że pewne zjawiska wyłaniają sytuacje, które obracają się przeciw zawartej w nim i konstytutywnej dla niego tendencji. [...] Mamy zatem analogom Heglowskiego schematu rozdwajania pojęć, ale jest to schemat, który historia rozwija własną mocą, niezależnie od świadomości czyjejkolwiek - a świadomość uczestniczyła dotąd w tym procesie tylko jako zbiór złudzeń i mistyfikacji; powrót do jedności podmiotu i przedmiotu nie jest jak dla Hegla odebraniem światu jego przedmiotowego charakteru, zniesieniem jego przedmiotowości w ogóle; człowiek nadal będzie uprzedmiotawiał swoje siły w procesie pracy i nadal stać będzie w obliczu natury, której nie stworzył. [...] Teoria dialektyczna, która ten proces opisuje, jest świadomością klasy robotniczej podniesioną do poziomu intelektualnego rozumienia. [...] Dialektyka jest świadomością klasy robotniczej" (386-387).
### Determinizm materializmu Marksa ###
Marks "bardzo wcześnie próbował rewolucyjną zasadę permanentnej negatywności ducha zrozumieć tak, by nie zakładała ona wiary w tegoż ducha nieograniczoną suwerenność. Nie przyjmował absolutu powinności racjonalnej narzucającej się światu jako zewnętrzny imperatyw, w treści zupełnie obojętny względem faktycznym okoliczności historycznych, ale chciał ocalić antyutopijne stanowisko Hegla, przechować uznanie dla nieodpartych faktycznych jakości zastanego świata. [...] Możemy śledzić te wysiłki umiejscowienia się Marksa wobec dwóch negatywnych punktów odniesienia - utopii racjonalnej i konserwatywnego ładu 'pozytywności'" (120).
"Ogromna rola, jaką Marks przypisuje rozbudzeniu świadomości, nie polega na tym - jak u większości młodoheglistów [...] - że można zaproponować dowolnie wymyślony ideał społeczeństwa doskonałego, który porwie ludzkość i samą swoją wzniosłością sprawi, że wszyscy zechcą go natychmiast w życie wcielić. Świadomość zreformowana jest dla Marksa dlatego fundamentalnym warunkiem przeobrażenia społecznego, że jest - [...] odsłonięciem i doprowadzeniem do formy wyraźnej tego, co było tyko świadomością implicite; że nadaje postać przejrzystą założeniom, które prawdziwie leżały już u podstaw prowadzonej dotąd walki wyzwoleńczej, że więc czyni z bezwiednej tendencji historycznej tendencję uświadomioną; albo że to, co było tylko pędem dziejów, przemienia w aktywność wolną. Projekt ten stanowi podstawę doktryny, którą nazwał Marks socjalizmem naukowym w opozycji do socjalizmu utopijnego, ograniczającego się do propagandy arbitralnie skonstruowanego ideału. W żądaniu przewrotu, który dochodzi do skutku przez to, iż ludzie osiągają zrozumienie sensu własnych zachowań, ujawnia się odwrót Marksa zarówno od utopijnego stanowiska współczesnych mu socjalistów, jak od fichteańskiej opozycji powinności i bytu przez młodoheglistów przejętej" (153).
"W rzeczywistości dla Marksa nie zachodzi dylemat: konieczność historyczna albo świadome działanie, gdyż świadomość klasowa proletariatu jest dla niego nie tylko warunkiem rewolucji, ale sama jest już procesem historycznego dojrzewania" (176).
"Jest widoczne, że niepodobna przypisać Marksowi twierdzenia, iżby proces historyczny przebiegał samą mocą "praw dziejowych, zgoła niezależnie do tego, co ludzie myślą sami o swoim życiu, i by myślowe procesy oraz ich procesy stanowiły tylko 'pianę' historii nie uczestniczącą w jej przebiegu. [...] Powiada Marks: 'okoliczności w tym samym stopniu tworzą ludzi, w jakim ludzie - okoliczności. [...] Pytanie o to, czy można Marksowi przypisać teorię, która ujmuje dzieje jako anonimowy proces , gdzie świadome zamiary i myśli ludzkie występują jedynie w charakterze ubocznych dodatków, wydaje się negatywnie przesądzone. [...] Można [jednak] przechować całkowicie zasadę ścisłego determinizmu historycznego, mianowicie traktować 'subiektywne' okoliczności jako konieczne ogniwa wydarzeń, lecz zarazem ogniwa wyznaczone bez reszty przez okoliczności niesubiektywne, z których powstają, przywidywać im tedy rolę współczyną, lecz odmawiać zdolności do inicjatywy. to jest przeczyć temu, by swobodny ruch myśli i uczuć mógł w dziejach cokolwiek w dziejach zainicjować" (188-189). materializm dialektyczny vs materializm ekonomiczny
"W Ideologii niemieckiej Marksowi i Engelsowi chodziło nade wszystko o ogólną myśl, wedle której komunizm nie jest arbitralnie skonstruowanym ideałem najlepszego świata, lecz naturalną konsekwencją historycznego procesu. Dopóki przesłanki społeczne całkowitego przewrotu nie są w pełni gotowe, jest rzeczą obojętną, jak i ile razy idea tego przedmiotu była wypowiadana" (191).
"Marks nie zajmuje nigdy etycznego, normatywnego punktu widzenia, który każe najpierw ustalić cel, czyli pewien stan rzeczy pożądany, aby następnie zastanawiać się nad środkami do jego wprowadzenia. Ale nie jest prawdą, z drugiej strony, aby rozważał on socjalizm tylko jako nieuchronny rezultat historycznych determinizmów, nie interesując się nim zgoła jako wartością. Dążenie do wyminięcia obu tych sposobów - deterministycznego i normatywnego ujmowania świata - jest najbardziej swoista cechą marksowskiej myśli, i tą właśnie, która odsłania jej więź z heglowską tradycją, a przeciwstawia się socjalistyczno-utopijnym doktrynom" (266).
"Socjalizm nie jest ani arbitralnie ustanowioną wartością, ani produktem prawa historycznego, działającego mocą przyrodniczego mechanizmu, ale wynikiem świadomej walki człowieka odczłowieczonego o przywrócenie sobie człowieczeństwa i przywrócenie sobie świata jako świata ludzkiego; proletariat inicjując tę walkę nie jest bynajmniej narzędziem bezosobowej historii, ale samowiedzącym ośrodkiem inicjatywy; mimo to proces dziejowy musiał najpierw w jego sytuacji klasowej dojść do ostatecznego odczłowieczenia, aby walka ta była możliwa" (269).
W przeciwieństwie do naukowego, zdaniem Engelsa "socjalizm [utopijny] jest produktem sytuacji, w której sytuacja robotnicza nie dojrzała jeszcze do samodzielnej inicjatywy historycznej i występowała tylko jako klasa uciskana i cierpiąca, nie zaś jako nosiciel rewolucji społecznej. Socjalizm utopijny pozbawiony jest przeto, mocą samych warunków własnego powstania, zdolności do ujęcia perspektywy socjalistycznej jako konieczności dziejowej. Pojmuje sam siebie jako wynalazek, który mógłby pojawić się w dowolnej epoce, jest przeto szczęśliwym trafem umysłowego rozwoju ludzkiego. [...] Socjalizm jako teoria jest tylko teoretyczną samowiedzą rzeczywistego ruchu inicjatywy rewolucyjnej, powstającej w samej klasie robotniczej, ruchu, który jest zarazem konieczny historycznie i wolny w działaniu" (278).
"Myśl o powrocie człowieka do samego siebie zawarta jest w samej kategorii alienacji [...] Czym jest alienacja, w rzeczy samej, jak nie procesem, w którym człowiek wyzbywa się czegoś, czym sam jest prawdziwie, wyzbywa się tedy własnego człowieczeństwa? Aby z sensem posługiwać się tym słowem, musimy założyć, iż wiemy, czym jest wymóg bycia człowiekiem, to jest, czym jest człowiek urzeczywistniony w odróżnieniu od człowieka zatraconego, czym jest człowieczeństwo albo natura ludzka [...]. Bez owego, mgliście choćby zarysowanego, wzorca czy modelu niepodobna słowu 'alienacja' przypisywać sensu. Dlatego w pismach Marksa odwołujących się do tej kategorii obecny jest nieprzerwanie, choć w utajeniu, ów niehistoryczny czy przedhistoryczny wzór człowieczeństwa. [...] Nie tylko tedy idea swobody od alienacji, ale idea alienacji samej jest niezrozumiała bez założenia wartościującego, bez wiedzy o tym, czym jest 'bycie człowiekiem'" (318-319).
"Jeśli Mark był zdania, że 'choć klasę robotniczą mogą spotykać nawet chwilowe klęski, działanie wielkich praw społecznych i ekonomicznych w końcu zapewni jej zwycięstwo', to nie wnosi stąd wcale, że klasa robotnicza może po prostu oczekiwać ostatecznego sukcesu niczym daru, który jej wręczy sama historia. Przeciwnie, świadomość polityczna, przygotowana przez walkę ekonomiczną, jest nieodzownym warunkiem zwycięstwa: same 'prawa ekonomiczne' zapewniają możliwość tego zwycięstwa, ale ruch politycznej inicjatywy jest obok nich drugim samodzielnym czynnikiem procesu dziejowego. Spotykamy tu, w bardziej uszczegółowionej postaci, ten sam motyw, który obecny jest u Marska od najwcześniejszych tekstów: w świadomości klasowej proletariatu konieczność historyczna zbiega się z wonnością działania; przeciwieństwo między wolą ludzką i biegiem 'obiektywnego' procesu przestaje istnieć, dylemat utopizmu i fatalizmu zostaje rozwiązany. Tylko klasa robotnicza znalazła się w tej uprzywilejowanej pozycji, w której nie jest skazana na to, że jej pragnienia i marzenia rozbijać się będą o mur nieubłaganych konieczności; sama jej wola i inicjatywa stanie się częścią koniecznego historycznego przebiegu" (364).
"Proces historyczny i proces swobodnego rozwoju świadomości staną się tym samym" (386).
"Nabyta świadomość [klasy robotniczej] jest 'ocknięciem się' historii, nie zaś narzuceniem jej nowego zadania. Człowiek poznaje siebie tylko jako działającego - choć może łudzić się, czy może nawet notorycznie dotąd łudził się, co do rzeczywistej treści samowiedzy" (389).
"Kapitalizm wyłonił się stopniowo jako niezamierzony rezultat milionów ludzkich indywidualnych aspiracji i dążeń. Był to więc 'obiektywny' proces, w którym świadomość ludzka brała udział tylko w formie zmistyfikowanej. Ale konieczność socjalizmu jest - według Marksa - innego rodzaju. Ta konieczność nie może się żadną miarą zrealizować bez zrozumienia sensu własnych działań przez ludzki, którzy ją doprowadzają do skutku; świadomość proletariatu, włączając świadomość jego miejsca w procesie produkcji oraz świadomość jego własnego posłannictwa historycznego, jest niezbędnym warunkiem spełnienie się konieczności dziejowej. Konieczność ta dochodzi do skutku [...] poprzez świadomą działalność, podmiot historycznej przemiany jest sam przedmiotem, wiedza o społeczeństwa jest sama rewolucyjnym ruchem tegoż społeczeństwa" (449).
"Krytycy marksiści [którzy podważali dialektykę przyrody Engelsa] powoływali się na to, że w rozumieniu Marksa dialektyka jest opisem pewnej gry między świadomością i j ej społecznymi uwarunkowaniami, że więc nie może być na przyrodę przeniesiona, ani nie może uchodzić za zbiór uniwersalnych praw, które tylko przejawiałyby się na swój sposób w prawach życia społecznego; zwracali tez uwagę na to, że w tym ujęciu rozwój społeczny i w szczególności rewolucyjne przekształcenie istniejącego społeczeństwa ukaże się jako wynik naturalnych praw przyrody, co jest sprzeczne z intencją Marksa" (494-495).
### Marks i Engels - Inne ###
"Blanqui i Blanc uchodzą zasłużenie za XIX-wiecznych protoplastów dwóch skrajnie przeciwstawnych tendencji w ruchu socjalistycznym, obu przeciwstawnych doktrynie Marksa. Pierwszy wierzył we wszechmoc rewolucji, wcielonej w konspirację zbrojną, drugi pokładał nadzieję w państwie, które drogą stopniowych reform usunie nierówność, kryzysy, wyzysk i bezrobocie. Pierwszy wywodzi się z babuwizmu, drugi z saintsimonizmu złagodzonego w punktach dotyczących demokracji oraz ryczałtowego upaństwowienia wszystkich środków produkcji. Nast