5☆ no shame o moj boże co to była za jazda
nie ma złych rzeczy, które mogę powiedzieć o tej książce (jedyne co to opis pierwszej części mówiący coś tam o "prawdziwych okropnościach nazizmu i wojny", czego właściwie nie było wcale, ale to pierwsza część, a to jest recenzja drugiej).
interludium przedstawiające przeszłości istotnych dla fabuły bohaterów są interesujące i pokazują realia, z jakimi musieli się zmierzać przed wojną w swoich (w większości) dysfunkcyjnych rodzinach. szczególnie wpłynęło na mnoe interludium podchorążego rednitza i wraz z nim oficjalnie został jednym z moich ulubionych bohaterów książki, zaraz obok porucznika kraffta. nawet jeśli ich przeszłość nie odnosi się zbyt wyraźnie do tego, w jaki sposób postępują w książce, nie sprawia to wielkiego problemu. wgląd na ich dzieciństwo i tak jest mile widziany pokazując, że oni nie są jedynie bohaterami książki, a prawdziwymi ludźmi, którzy mieli życia przed i po akcji utworu, szczególnie biorąc pod uwagę to, że najpewniej oni naprawdę istnieli, a oba tomy "fabryki oficerów" są na podstawie przeżyć autora z czasów, gdy sam był uczniem takiej szkoły wojskowej jak ta w wildingen nad niemnem.
wątkiem głównym (ale zdecydowanie nie jedynym!) jest śmierć podporucznika barkowa, który zginął podczas ćwiczeń z podchorążymi. generał modersohn — stoicki, kamienny, spokojny — wyznacza do zbadania tej sprawy porucznika kraffta, który zostaje dowódcą grupy, zastępując zmarłego barkowa. co ciekawe, ten wątek, powiedzmy, kryminalny, ciągnie się przez oba tomy, z czym nie spotkałm się nigdy wcześniej, jest to jednak co najmniej interesujące i przez poziom, w jaki byłm wciągnięta w lekturę, nie byłm wcale zła, bo "oohh cliffhanger", "ohh skok na kasę, bo musisz kupić drugą część". wręcz przeciwnie! co prawda ja nie musiałm kupować obu książek, bo dostałm je po dziadku, któremu do końca życia chyba będę dziękować za jego gust czytelniczy, i może to zmienia mi perspektywę, ale pozytywne odczucie względem książek pozostaje niezmienione!
odpowiedź na to, co stało się z barkowem była do przewidzenia—domyśliłm się jej już w ostatnim rozdziale pierwszego tomu. ale nie odjęło to ekscytacji i satysfakcji, gdy prawda została wyjawiona.
satysfakcji nie odjęło także zakończenie. słodko-gorzkie, tak je nazwę, moje ulubione. do ostatniej chwili miałm nadzieję, ale zdecydowanie nie zawiodło, a jedynie przekazało to, co autor starał się przekazać od momentu przedstawienia postaci porucznika karla kraffta. to chyba stąd wziął się cały ten "nazizm" w opisie pierwszego tomu, chociaż nie jest on użyty w tym sensie, w jakim myślałm, że będzie. zostaje on dobitnie skrytykowany, nawet jeśli na daremno. brzmi pewnie dziwnie, ale ten kto czytał lub przeczyta zrozumie zapewne, co mam na myśli:]
bez wstydu przyznaję też, że koniec doprowadził mnie do łez. nie do agresywnego płaczu ani nic z tych rzeczy, ale parę łez poleciało, nosem parę razy pociągnęłam.