Pierwszy tom, z który z konieczności poznania dalszych losów bohaterów Durarara!! natychmiast, zaczęłam czytać po angielsku. Na początku trochę ciężko szło, ale spokojnie 70% tekstu można bezproblemowo zrozumieć i przejmować się brakiem znajomości niektórych słówek (mówię to z perspektywy osoby, która zna angielski na poziomie B1).
Ale przechodząc do samej książki, Durarara to fascynująca powieść, od której naprawdę ciężko się oderwać. Dochodzą nowe wątki, nowe postaci, a główne pytanie "O co w tym, do cholery, chodzi?" jest powtarzane przez czytelnika od niemal pierwszej do ostatniej strony. Powracają starzy główni bohaterowie, intrygi piętrzą się, czerwona lampka zapala się w umyśle, a my nadal nie możemy odgadnąć, do czego to wszystko dąży. Kto jest głównych przeciwnikiem, kto tutaj jest zły a kto dobry, dlaczego ludzi się tak zachowują, czy głowa Celty ma nadal jakieś znaczenie, od czego to wszystko się zaczęło i dlatego Mikado jest tak ważną postacią? Wszystko, co wydaje się mało znaczące, przybiera na sile. Już wiemy, że Narita to nie jest autor, który coś pisze aby coś napisać, tylko po to, by zrobić z tego coś wielkiego. Nie wiem, czego mogę się spodziewać po dalszych tomach. Zmierza to w niepojętym dla mnie kierunku; równie fascynującym, co strasznym...