Najbardziej rozbawiła mnie "skrucha" Hoessa. Jak to chciał coś zmienić, ale nie mogl. Och, jak żałuje. Mam nadzieję, że żaden czytał im nie nabrał się na jego żałość. Poza tym fajnie się czyta, bo raczej więcej mamy do czynienia z zeznania i ofiar. Już sam fakt że to inny pkt widzenia zaciekawia.