Tyrmand warszawski to zbiór felietonów Leopolda Tyrmanda o Warszawie. Teksty te nigdy dotąd nie były wydane w formie książkowej. Autor drukował je głównie w "Stolicy", ale także w "Tygodniku Powszechnym". Leopold Tyrmand powrócił po wojnie do Polski – głównie z miłości do Warszawy. I właśnie ta miłość, z którą się bynajmniej nie krył, jest osnową wszystkich jego tekstów na temat naszej stolicy, takiej jaką była w latach 1946–1953. Okazuje się jednak, że wiele z jego obserwacji aktualnych jest do dziś. Przywołując słowa Autora: ...wszystko, dziejące się poza Warszawą, było niedobre, nudne, niewłaściwe i pozbawione wdzięku. Tak samo wszystko, dziejące się w Warszawie, jest dobre, interesujące, właściwe i pełne czaru i uroku. Przykład – proszę bardzo: gdy w Łodzi pada deszcz w Wielkanocne święta, jest to tylko i wyłącznie winą Łodzi, bo tylko w takim mieście może w Wielkanoc padać deszcz. Gdy natomiast Warszawa ma nad sobą złą pogodę w każde święta, można, a nawet należy to wybaczyć. Bowiem winna jest pogoda, a nie miasto. Na pewno. A zresztą w Warszawie, na Wielkanoc musi być ładnie...
3,5/5✨️ Dobrze się czyta tą książkę, mając Trójkąt Warszawski w słuchawkach. Tekst przedstawia bardzo ciekawą oraz wyjątkową relację warszawiaków z ich miastem. Już po paru stronach widać, jaką sympatią Tyrmand darzy stolicę kraju. Skłaniające do myślenia opisy Warszawy po wojnie są czymś z czym spotkałam się wcześniej, a jednak w tym przypadku wiele mi uświadomiły.
Jako oddzielne felietony jak najbardziej oceniam na 4. I że Leopold Tyrmand właśnie tak pisał te teksty, to na taką ocenę zasługuje. Problem jest taki, że ktoś zebrał to w jedną książkę. Dzięki temu dzisiejszy czytelnik może poznać wszystkie te teksty bez siedzenia w archiwach, niestety też w efekcie czyta po kilka razy te same przemyślenia, bo (nic dziwnego) Tyrmand jednak w kolejnych tekstach się powtarza. Książka sama w sobie staje się więc mocnym 3/5, bo jako „ciągły” tekst nuży.
Polecam zatem czytać ją na raty;) wtedy teksty stają się cenniejsze, skłaniają do przemyśleń i wciągają kwiecistym językiem, zamiast irytować tym samym komentarzem po raz drugi czy trzeci w jednym czytaniu.
„Najprawdziwsza Warszawa - to Warszawa porywu i uderzenia, [...] miasto ginących na stokach Cytadeli i ostatniego, tragicznego Powstania. Zgoda - przyznam - lecz to tragicznie piękne oblicze, ten bohaterski patos Warszawy poznaliśmy wszyscy i ukochali; mnie zaś chodzi o inną Warszawę, [...] Warszawę dzielnego, różnokolorowego życia.”
To po latach się nie zmieniło. I dzięki temu teksty Tyrmanda o Warszawie są ponadczasowe.
Zbiór nieśmiałych (bojących się przedstawić jakąkolwiek krytykę) artykułów. Ciekawie czyta się książkę, gdy można się przejść po wspominanych miejscach w Warszawie. Nie jest pochłaniająca.
Tyrmand był bardzo zakochany w sobie, ale te teksty dają unikalne spojrzenie na odbudowę Warszawy, wiele anegdot i ciekawych rozważań (np. zaskoczył mnie pomysł zostawienia części ruin jako pomnika wojny, przerażającego świadectwa tego, w jakim stanie była Warszawa po wojnie)
tyrmand strasznie się powtarza i wymądrza, ale za tę miłość do warszawy i dokumentowanie jej powrotu do świetności mogłabym go uściskać. o warszawie pisze się tak mało, zwłaszcza w pozytywnym świetle, że każdy felieton tyrmanda jest na wagę złota i czyta się go z wypiekami na twarzy. przeczytałam w pięć minut.