Koszmar się zaczyna, a skrywane tajemnice wychodzą na wierzch…
Bianka odwiedza rodzinny Nasielsk, gdzie rozmawia ze starymi znajomymi i idzie na grób matki. Wieczorem prowadzi zajęcia w warszawskiej szkole językowej, ale nie wraca do domu. Odzyskuje przytomność w ciasnym piwnicznym pomieszczeniu. Za jej porwaniem stoi ktoś skryty za groteskową maską. Mąż i ojciec Bianki zawiadamiają policję i próbują działać na własną rękę. Bezskutecznie. Czy to przeszłość daje o sobie znać? Czy jest jeszcze szansa dla Bianki i jej rodziny?
Magdalena Zimniak zabiera nas do świata przesyconego strachem i nagłymi zwrotami akcji…
Magdalena Zimniak ma już swoim dorobku kilka ciekawych pozycji, jednak, jak dotąd nie miałam okazji poznać jej twórczości. „Nasza prywatna gra” przyciągnęła mnie do siebie intrygującą okładką i nie mniej ciekawym opisem.
Koszmar się zaczyna, a skrywane tajemnice wychodzą na wierzch….
Bianka jest lektorką w warszawskiej szkole językowej. Pewnego dnia nie wraca do domu po skończonej pracy. Zaniepokojony Emil informuje teścia o zniknięciu żony. Po wstępnych ustaleniach okazuje się, że w dniu zaginięcia Bianka odwiedziła rodzinną miejscowość oraz osoby, które były jej bliskie w dalekiej przeszłości. Czy odwiedziny w Nasielsku mają coś wspólnego ze zniknięciem Bianki?
Magdalena Zimniak stworzyła thriller z tych, któregonie odłożycie przed poznaniem zakończenia. Rozpoczynając lekturę tej książki, nie spodziewałam się, że odłożę ją dopiero po przewróceniu ostatniej strony. Historia Bianki zaintrygowała mnie do tego stopnia, że książkę przeczytałam w zasadzie w jeden wieczór. Mroczna i duszna atmosfera wyczuwalna jest niemal od pierwszych stron, a stopniowo budowane napięcie tylko podsyca ciekawość czytelnika, a tym samym sprawia, że trudno jest odłożyć lekturę na potem. Oprócz dwóch płaszczyzn czasowych autorka serwuje nam fabułę przedstawioną z perspektywy kilku bohaterów. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się ten pomysł, bo dzięki temu mogłam lepiej poznać bohaterów, ich myśli, a przede wszystkim motywy działania. Ogromne brawa należą się autorce za kreacje bohaterów, duże wrażenie zrobiły na mnie ich portrety psychologiczne.
„Nasza prywatna gra” to bardzo dobrze skonstruowany thriller psychologiczny pełen tajemnic i mrocznych sekretów. Choć nie ma w nim zawrotnej akcji, to stopniowo budowane napięcie trzyma czytelnika w swoich szponach do samego końca. Autorka umiejętnie wodziła mnie za nos, co chwilę, podrzucając mylne tropy, a ja kartkowałam kolejne strony i próbowałam rozwikłać zagadkę. Odkładając książkę na półkę, byłam bardzo zaskoczona, bo nie spodziewałam się, że ta historia będzie miała taki finał. Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu pisarskiego pani Magdy, styl i język, jakim posługuje się autorka, sprawia, że przez powieść dosłownie się płynie.
„Nasza prywatna gra” Magdaleny Zimniak to thriller, w którym oprócz ciekawej fabuły, dostajemy również dużą dawkę emocji, którą serwują nam poruszone przez autorkę trudne tematy, takie jak przemoc w rodzinie, depresja poporodowa, problemy z odżywianiem. To historia idealna dla miłośników mocnych wrażeń. Jestem przekonana, że fani gatunku będą usatysfakcjonowani!
"Nasza prywatna gra" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Pani Magdaleny Zimniak, ale już wiem, że z pewnością nie ostatnim. Uważam, że jest to naprawdę dobrze skonstruowany thriller.
Główna bohaterka - Bianka odwiedza rodzinny Nasielsk, rozmawia ze starymi znajomymi, odwiedza swój dom rodzinny, a wieczorem po skończonej pracy znika. Nikt nie wie gdzie może być Bianka i co się mogło stać. Historia się powtarza, już 15 lat temu Bianka zaginęła, lecz wtedy jej ojcu udało się ją odnaleźć. Czy uda się i tym razem? Ojciec Bianki - Stefan, wraz z jej mężem Emilem rozpoczynają poszukiwania na własną rękę.
Wydarzenia przedstawione w książce poznajemy z perspektywy różnych bohaterów, mamy okazję towarzyszyć Biance w piwnicy, w której jest uwięziona, jej ojcu i mężowi w trakcie poszukiwań, a także pozostałym bohaterom, którzy skrywają tajemnice. Jest to świetny zabieg, szczególnie dla tych czytelników, którzy lubią rozwiązywać zagadki razem z bohaterami. Tutaj możemy im towarzyszyć i wysnuwać własne teorie na ich temat oraz typować podejrzanych.
Akcja biegnie w umiarkowanym tempie, ani za szybko, ani za wolno - w sam raz. Nie ma przydługich fragmentów, ale też wydarzenia dzieją się w takim tempie, że można się wciągnąć i na spokojnie śledzić fabułę. Autorka sprawnie manewruje pomiędzy bohaterami, co sprawia, że czytelnik jest w stanie na spokojnie podążać za fabułą, nie ma możliwości zagubienia się w wątkach. Muszę przyznać, że dałam się nabrać, autorka tak poprowadziła akcję, ze w połowie byłam przekonana, że wiem co się stało i jak się rozwiąże sprawa. Jakże ja się myliłam! Absolutne zaskoczenie, totalnie nie spodziewałam się takiego obrotu akcji.
W fabułę zostają również wplecione bardzo trudne wątki, takie jak zaburzenia psychiczne oraz zaburzenia odżywiania. Nie są to bardzo rozbudowane wątki, a szkoda. Uważam, że zdecydowanie autorka mogła bardziej rozwinąć przynajmniej wątek zaburzenia psychicznego (w tym przypadku borderline).
Podsumowując, świetnie spędziłam czas czytając "Naszą prywatną grę", niesamowicie się wciągnęłam. A najbardziej podobało mi się to zaskoczenie. Uwielbiam, kiedy autor robi mnie w balona i to co podejrzewam okazuje się błędne. Zdecydowanie polecam wszystkim fanom thrillerów i mrocznych książek.
„Nasza prywatna gra” to powieść, na którą trafiłam przez przypadek, przeglądając nowości na Legimi. Opis bardzo mnie zaintrygował, więc od razu siadłam do czytania. Nie miałam wobec tej książki żadnych oczekiwań, bowiem to było moje pierwsze spotkanie z Autorką i tak naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Czy książka dała radę? I tak i nie. Wprawdzie dostałam wszystko, czego oczekuję od tego gatunku, lecz z drugiej strony czuję również ogromny niedosyt. Ale po kolei.
„Nasza prywatna gra” to historia Bianki, która zjawia się w rodzinnym Nasielsku, aby odwiedzić grób matki. Wieczorem prowadzi zajęcia w szkole językowej, lecz nie wraca już do domu. Budzi się za to związana w ciasnym i dusznym piwniczym pomieszczeniu. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego się tam znalazła, nie wie również, kto mógłby za tym stać. Wie jedynie, że jej oprawca skrywa się za przerażającą maską i nie ma wobec niej dobrych zamiarów. Mąż i ojciec Bianki próbują odnaleźć dziewczynę na własną rękę. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy jej przeszłość cichutko zapuka do ich drzwi. Przeszłość, która skrywa wiele tajemnic. I wiele złego.
„Nasza prywatna gra” to zdecydowanie fajnie skonstruowany thriller, z przemyślaną i spójną fabułą, nasączoną wieloma zaskakującymi wątkami jak i zwrotami akcji. Autorka bardzo umiejętnie manipuluje czytelnikiem, przez co do samego końca ciężko rozgryźć, kto tak naprawdę stoi za porwaniem głównej bohaterki, więc finał jak najbardziej zalicza się do tych zdumiewających i nieoczywistych. Tajemnice, sekrety rodzinne, walka z chorobą psychiczną, mroczna otchłań porwania, dylematy, intrygi, oraz skomplikowane relacje międzyludzkie, także stanowią tutaj smaczny kąsek. To książka, w której króluje duszny i psychodeliczny klimat, nasączony przerażonym oddechem Bianki, więzionej w ciasnych murach klaustrofobicznej piwnicy. Także jak widać, książka daje radę. Ale też nie do końca. Cała ta historia została przedstawiona z perspektywy kilku bohaterów, i o ile uwielbiam taki zabieg w literaturze, o tyle tutaj totalnie się to nie sprawdziło. Nie twierdzę - ci bohaterowie potrafią nieźle namącić w głowie, jeśli chodzi o rozwiązanie sprawy porwania, lecz sama ich kreacja pozostawia wiele do życzenia. Tutaj każda osobowość jest nijaka. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Autorka serwuje nam minimum. Stawia na ogromny minimalizm, nie tylko w opisach postaci, ale również i samych dialogach, czy pobocznych, ale i znaczących wątkach. Sam styl pisania Autorki również nie przypadł mi do gustu. Jak dla mnie był zbyt prosty. Momentami nawet banalny i trochę bezbarwny. Niestety, ale w moim odczuciu książka wiele przez to traci.
Podsumowując: „Nasza prywatna gra” nie jest najlepszym thrillerem na świecie, lecz również nie można zaliczyć go do tych najgorszych. Patrząc na całokształt- to była po prostu całkiem w porządku historia - prosta, bardzo oszczędna w tekście, ale w jakiś sposób ciekawa, angażująca, mroczna i przede wszystkim - nieprzewidywalna. Posiadająca wiele wad, jak i wiele zalet. W sumie ciężka do ocenienia. Krótkie rozdziały powodują, ze książkę czyta się naprawdę błyskawicznie, więc jeśli ktoś ma ochotę na szybką lekturę - jak najbardziej polecam.
Bianka i Emil to małżeństwo jak każde inne. Bianka ma jednak dość skomplikowaną przeszłość, o której jej maż nie wiele wie. Jej matka podobno zabiła się. Pewnego dnia Bianka postanawia wrócić w swoje rodzinne strony. W jej starym domu teraz mieszka matka Roberta, jej byłego chłopaka. Teraz ma on żonę Cecylię i syka Jasia. Później udaje się do przyjaciółki mamy, Marianny i jej syna Grzegorza, który zawsze budził w niej strach. Chciała dowiedzieć się od nich co tak naprawdę stało się z jej mamą. Dlaczego popełniła samobójstwo? Po powrocie z Nasielsk, prowadzi wieczorne zajęcia w szkole językowej, z których już nie wraca do domu. Zostaje porwana. Przez kogoś kto nazywa się Dodo? Kim jest ta osoba i po co uprowadziła Biankę? Czy ma to coś wspólnego z tym, że po latach postanowiła odwiedzić starych znajomych? Jakie tajemnice zostaną odkryte podczas poszukiwań? Przekonacie się sami. To co bardzo spodobało mi się w tej książce co styl w jakim została napisana. Autorka nie opisuje za wiele życia bohaterów, a później samego porwania i poszukiwania Blanki. Zastępuje to dialogami pomiędzy bohaterami. Dzięki czemu możemy popatrzeć na życie kobiety z różnych punktów widzenia, co bardzo lubię w książkach tego typu. Autorka posiada również lekko pióro, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko. Ale strony same przekładają się nie tylko ze względu na styl i lekkie pióro pani Magdaleny, ale również ze względu na uczucie strachu, które towarzyszy już od pierwszych stron, kiedy to główna bohaterka postanawia odwiedzić starych znajomych i poszperać w swojej przeszłości. „Nasza prywatna gra” posiada wszystkie cechy charakterystyczne dla thrillera. Mroczne tajemnice, porwanie przez kogoś w groteskowym przebraniu, uczucie napięcia i strachu tego co wydarzy się za chwilę oraz nagłe zwroty akcji. Wszystko to sprawia, że od książki nie można oderwać się. Bardzo polecam fanom thrillerów i nie tylko. [współpraca reklamowa] Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Bianka jest lektorką języka angielskiego. Zajęcia prowadzi popołudniami i późnymi wieczorami, co odbija się niestety na jej małżeństwie. Oboje z mężem pragną dziecka, mimo braku jakichkolwiek przeciwskazań, kobiecie nadal nie udało się zajść w ciążę. Traumatyczna przeszłość, od której kobieta całkowicie się odcięła, wraca ponownie. Bianka budzi się związana, w ciemnej opuszczonej piwnicy, skazana na łaskę człowieka w przebraniu. Na jaw wychodzą tajemnice rodzinne, które już dawno wydawać by się mogło, zostały zapomniane. Ojciec i mąż kobiety rozpoczynają śledztwo na własną rękę. Czy uda im się uratować Biankę?
Świetnie wykreowani bohaterowie, tropy tak mylące, że do ostatniej chwili nie byłam pewna kto stoi za porwaniem głównej bohaterki. Sama historia kobiety, jej przeszłość dosłownie mnie poraziły. Nie mogłam objąć rozumem tego, przez co przeszła i jak się z tym wszystkim uporała. Narracja jest pierwszoosobowa, poprowadzona oczami Bianki. Przepleciona z narracją trzecioosobową, pokazującą perspektywę innych postaci, ojca czy męża kobiety – choć nie tylko. Autorka umiejętnie miesza czytelnikowi w głowie, przeplatając wspomnienia, codzienność kobiety i jej relacje z innymi. Stwarzało to pełniejszy obraz sytuacji, ale i wprowadzało dodatkowe wątki, nasuwało nowe wnioski. To wszystko zarazem sprawiało, że w głowie czytelnika pojawiają się kolejne pytania. Tajemnice z przeszłości, odkrywane stopniowo przerażają, wzbudzają współczucie. Jednak to napięcie i adrenalina, przede wszystkim nie opuszczały mnie nawet na moment. To była genialna powieść, którą dosłownie pochłonęłam. Nie mogłam się od niej oderwać. Doskonale przemyślana fabuła, napięcie, które sięga zenitu, zaskakujące zwroty akcji. To thriller na naprawdę wysokim poziomie, który z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom gatunku. Czy uda się uratować Biankę? Kto stoi za jej uwięzieniem co skrywa przeszłość kobiety? Odpowiedzi na te pytania poznacie w „Naszej prywatnej grze”. Polecam.
Książki Magdaleny Zimniak wchodziły w skład powieści, które miałam chęć przeczytać. Do tej pory przegrywały z innymi premierami, a potem zawsze zabrakło mi czasu. Po najnowszą książkę sięgnęłam za namową koleżanki, której jestem wdzięczna za polecenie.
Lektorka języka angielskiego, Bianka Magnecka, cierpi na zaburzenia odżywiania, snuje plany swojego teoretycznego samobójstwa. Nie chce się zabić w realu, jak to zrobiła jej matka Iza. Bianka jedzie do rodzinnego miasta, by odkryć bezpośrednią przyczynę samobójstwa matki. Wkrótce po tym znika bez śladu. Mąż Emil i ojciec Stefan zgłaszają zaginięcie i na własną rękę starają się odnaleźć kobietę.
Powieść to thriller psychologiczny, w którym znaczna część postaci ma mniejsze lub większe problemy emocjonalne. Narratorzy to w przeważającej większości pierwszoosobowo Bianka i trzecioosobowo Stefan, Emil. Ma to swoje uzasadnienie w doświadczeniach i wspomnieniach postaci. Choć szkice psychologiczne bohaterów są spójne, to pozostał mi pewien niedosyt. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy z którymś sympatyzowałam. Brakowało mi rozwinięcia tematu osobowości borderline oraz zaburzeń odżywiania. Nie lubię zabiegu, jakiego używała autorka, a mianowicie rozbudowywania dialogów poprzez powtarzanie wypowiedzi. Rozmowy to często kopiuj - wklej tą samą wypowiedź. Jedyną różnicą były znaki interpunkcyjne na końcu - jedno zdanie zakończone kropką, drugie znakiem zapytania.
Powieść wciągnęła i odcięła mnie na kilka godzin od świata zewnętrznego. To nietuzinkowa historia z zaskakującym zakończeniem. Z pewnością sięgnę jeszcze po inne książki autorki.
Co kiedy nasza przeszłość nas dopadnie? Czy możemy wyprzeć część naszych wspomnień...?
Bianka, młoda mężatka i lektorka angielskiego, znika. Okazuje się, że tego dnia między zajęciami pojechała z Warszawy do Nasielska, swojej rodzinnej miejscowości.
Jej mąż wraz z ojcem rozpoczynają poszukiwanie, w którego czasie na jaw wychodzą przerażające tajemnice z przeszłości, związane z Bianką, jej ojcem, śmiercią matki i rodzinnym miasteczkiem...
Kto porwał Biankę? Jakie ma wobec niej zamiary? A w końcu, czy jej zniknięcie łączy się z wydarzeniami sprzed piętnastu lat?
Poznajemy wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów - każdy rozdział to punkt widzenia jednego z nich. Co ciekawe, czasami narracja jest pierwszo, a czasami trzecioosobowa.
Książkę czyta się bardzo szybko, w dużej mierze dzięki dialogom i wielu interakcjom między bohaterami - lektura zdecydowanie stoi mocniej rozmową niż opisami. 👌
Na wielki plus oceniam fakt, że do samego końca nie spodziewałam się zakończenia i tego, kto stoi za zbordniami. Wszystkie moje przypuszczenia legły w gruzach. 🫣
Zdecydowanie polecam, szczególnie fanom gatunku. 🖤
Wciągający thiller psychologiczny, opowiedziany przez perspektywę każdego bohatera osobno. Książka niełatwa, fabuła brutalna. Historia zapada w pamięć.
5/5 to napewno nie jest moja ostatnia książka tej autorki! Nie spodziewałam się takiego zakończenia. I już czasem byłam jak Bianka, bo każdego oskarżałam.
„Naszą prywatną grę” przesłuchałam w audiobooku. Zaintrygowana opisem postanowiłam zapoznać się z tą historią. I choć z początku wydawało mi się, że trafiłam na coś naprawdę super, tak końcowo książka wypada tylko dobrze – bez fajerwerków i zachwytów. Bohaterką książki jest Bianka, która pewnego dnia odwiedza swój rodzinny Nasielsk. Rozmawia ze starymi znajomymi, odwiedza grób matki, wieczorem prowadzi zajęcia w szkole językowej i… Nagle znika. Kobieta budzi się w piwnicy, a jej porywacz skryty jest za maską. Ojciec i mąż Bianki zawiadamiają policję. Próbują też działać na własną rękę. Od tej pory skrywane tajemnice powoli zaczynają wychodzić na wierzch. Historia rozkręca się powoli, aby później nabrać całkiem fajnego tempa. Mimo to jednak momentami wieje nudą. Natłok różnych bohaterów, niektórych tak podobnych do siebie, sprawiają, że postacie te niemalże się ze sobą zlewają. Nie ma też nikogo, kto by mocniej mnie w tej książce zainteresował. Nawet główna bohaterka nie wywołuje zbyt wielu emocji, a co za tym idzie, jej los był mi nieco obojętny. Autorce udało się stworzyć dość fajny klimat i jest on całkiem nieźle utrzymywany aż do finału. Plusem też jest sam pomysł na historię. Porwanie i rodzinna tajemnica to są schematy, które lubię. Momentami do fabuły wdziera się chaos. Jest też dość przewidywalnie. „Nasza prywatna gra” jest dla mnie książką po prostu dobrą, jednak nie taką, która zostanie w mojej pamięci na dłużej. Nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych, podobnych do niej historii.
- nie podobał mi się styl pisania, był "suchy" i bezbarwny, bardzo prosty i to nie w taki dobry sposób - bohaterowie bez charakteru, portrety psychologiczne praktycznie nieistniejące, myślę, że każdego z bohaterów można określić jednym krótkim zdaniem - narracja Bianki jest pierwszoosobowa, a całej reszty trzecioosobowa - skoro książka i tak jest podzielona na perspektywy różnych osób (co też zostało słabo zrobione swoją drogą + jest raczej niepotrzebne) to po co tak mieszać narrację :/ - wydarzenia pod koniec książki nie są dla słabych emocjonalnie, dzieją się rzeczy BARDZO ciężkie, zastanawiam się czy może nie zbyt ciężkie jak na książkę, a z drugiej strony wywołały mocne emocje, więc może dobrze? nie wiem...
podsumowując to mam mieszane uczucia ale raczej wolę do tej książki nie wracać...