3,5/5
"Alicja. Po drugiej stronie przyjemności" była książką niezwykle specyficzną, która wyróżnia się dla mnie na tle innych pozycji od tej autorki. Podobały mi się nawiązania do "Alicji w krainie czarów", które nadawały tej historii fantastycznego wydźwięku, mimo że nie było tu żadnych wątków fantastycznych. Lubię też, gdy autorzy rozwijają historie postaci drugoplanowych, pobocznych z innych swoich książek (okay, przyznam się, że nie pamiętałam postaci Alicji z innych książek autorki, ale minął szmat czasu odkąd je czytałam, ale to znak, że czas na reread, a was uspokajam, możecie sięgnąć po tę książkę bez ich znajomości).
Tylko, że niektórzy, zwłaszcza osoby, które nie znają twórczości pani Anny Langner (oraz te, które szybko łączą fakty, bo może ich ominąć pewien element zaskoczenia), mogą mieć mały problem z historią Alicji i odłożyć ją po parudziesięciu pierwszych stronach. Dlaczego? No cóż... Ja już się przyzwyczaiłam do początkowych zgrzytów z książkami tej autorki, ale wiedziałam, że później będzie tylko lepiej. Owszem było, ale problem w tym, że środek akcji sprawia, iż dostajemy tzw. "laga mózgu", ponieważ całkowicie nie jesteśmy w stanie pojąć, co się dzieje (znaczy ja nie byłam w stanie, może wy będziecie). Za to pod koniec, gdy wszystko zaczęło się rozwiązywać, miałam oczy wielkie za zdziwienia. Wiedziałam, że jest na co czekać.
Polubiłam się z postaciami. Znaczy nie ze wszystkimi, ale chyba nie było jeszcze książki, w której tak by się stało. Pokochałam to uczucie tajemnicy, ten dreszczyk emocji, który pojawiał się u mnie momentami. Ja mam chyba po prostu słabość do historii pani Anny.
Czy polecam? Jeśli jesteście pełnoletni, poszukujecie romansu z nutką tajemnicy oraz nieco fantastycznym klimatem, to jak najbardziej, ale nie obiecuję, że wam się spodoba, bo jednak ta historia, przynajmniej dla mnie, jest nieco specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu, dlatego też polecam zapoznać się z opisem oraz poczytać także inne opinie o niej!