Te zbrodnie spędzały sen z powiek najbardziej doświadczonym śledczym. Były śmiertelnymi łamigłówkami, pełnymi mylnych tropów. Zdawało się, że wszystko sprzyja zabójcy, że szczęście jest po stronie zła.
Na przełom w śledztwie trzeba było czekać latami. O rozwikłaniu tajemnicy decydował niewiarygodny splot wydarzeń lub pozorna błahostka, na przykład wiejska plotka albo zwykły szyld reklamowy. Także czas obracał się przeciwko sprawcom. Bo chociaż śledztwa tkwiły w martwym punkcie, to nauka pędziła do przodu. Niewidoczna gołym okiem kropla krwi lub zaciśnięty w dłoni ofiary włos stawały się wizytówką mordercy.
Książka jest reporterską rekonstrukcją pracy śledczych, próbą ukazania zwrotów akcji, których często nie widać w procesie sądowym. Pokazuje, jak wyrachowany i okrutny może być człowiek. Osłania emocje policjantów i prokuratorów. Emocje, do których profesjonaliści rzadko się przyznają.
W “Tajemnicach zbrodni” Ewa Ornacka zebrała i opisała trzynaście spraw kryminalnych, które miały miejsce w Polsce na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat. Głównym kryterium, którym dziennikarka kierowała się przy wyborze przypadków była ich tajemniczość i długotrwała niewykrywalność i nieuchwytność sprawców. Ośmielę się stwierdzić, że Ornacka nie poświęciła zbyt wiele czasu na research, bo wybrane przez nią historie są nader przeciętne. Z kilkunastu różnych (bo jest i młodociany morderca i seryjny gwałciciel i wybuch bomby w aucie policjanta, żeby wymienić kilka) spraw tylko jedna - o spalonych w domowym kominku studentkach, autentycznie przykuła moją uwagę, wywarła wrażenie i mocno zaciekawiła. Trudno mi uwierzyć, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nie mieliśmy w Polsce bardziej niejasnych i nietypowych zbrodni i skomplikowanych śledztw. Albo problem w tym, że to Ornacka nie potrafi ich frapująco przedstawić. Co jest bardzo możliwe, gdyż opisuje ona sprawy wyjątkowo pobieżnie i skrótowo, nie zagłębia się w motywacje i przeszłość sprawców, nie interesuje jej ich psychika, charakter tak jak i tło społeczne i kontekst zabójstw. Samym ofiarom dziennikarka również nie poświęca więcej czasu i tekstu. Może właśnie przez ten zupełny brak skupienia się na głównych „bohaterach” zbrodni, ich nieobecność, nie potrafiłam wciągnąć i zanurzyć się w te historie i pomimo, że niektóre makabryczne to jednak nijak mną nie wstrząsnęły i nie poruszyły i czytałam bez emocji. "Tajemnice zbrodni” to jedna z najsłabszych pozycji true-crime, jakie dane mi było czytać. Zwykle książki tego typu oceniam bardzo wysoko, bo najczęściej trafiają mi się przerażające i fascynujące tytuły, w których w każdym zdaniu czuć zafiksowanie, ale i sporą wiedzę, autora w temacie kryminalistyki i/lub kryminologii. Ornackiej tej pasji brak. Możliwe, że kiedy ta książka ukazała się po raz pierwszy - w 2011 roku - była dla ówczesnych czytelników rzeczywiście interesującą propozycją. Jednak dziś, kiedy od podcastów i kanałów true crime roi się jak od grzybów po deszczu “Tajemnice zbrodni” wypadają nadzwyczaj blado i są zbędną lekturą. Nawet Karolina Anna ze swoimi krótkimi filmami o zbrodniach prezentuje się dużo ciekawiej od książki Ornackiej. W zasadzie to każdy pierwszy lepszy film na YouTubie czy podcast kryminalny wypadają lepiej od nużącego tytułu Ornackiej.
Ocena: 3+ Wrażenia: Jako doświadczona słuchaczka podcastów kryminalnych powiem tyle, że większość opisanych spraw już znałam, poza tym w podcastach były one przedstawione bardziej szczegółowo i ciekawie. Minusik za uporczywe nazywanie Romów "Cyganami". Dla kogo: Dla tych, którzy nie są wyjadaczami true crime
Zbrodnie krótko i ogólnie opisane przez co w ogóle nie zapadają w pamięć. O kilku sprawach słyszałam z podcastów kryminalnych i dowiedziałam sie znacznie więcej.
Zbrodnie nieidealne. Zabójstwa, śledztwa, które wydawałoby się prowadziły do nikąd i sprawiedliwość po latach.
Przesłuchałam tę książkę i realizacja naprawdę świetna. Słuchałam z zapartych tchem, ale i z przerażeniem, że takie rzeczy się dzieją, że to nie jest fikcja literacka. W książce mamy kilka historii i każda jest inna. Łączy je jednak jedno - tragedia, za którą stoi człowiek. Ogromnym plusem jest rozwiązanie wszystkich zbrodni i znalezienie winnych. To daje coś na kształt nadziei, że nie można zabić i nie ponieść konsekwencji swoich czynów. To poczucie sprawiedliwości sprawiło, że udało mi się zasnąć po lekturze Ornackiej.
Moją uwagę szczególnie przykuły tutaj emocje policjantów. Rzadko o tym czytamy, patrzymy na nich raczej jak na maszyny do rozwiązywania spraw, które przerastają przeciętną osobę. Autorka pokazała ich pracę z trochę innej perspektywy i za to należy się ukłonić w pas.
3/5 SŁUCHANE W AUDIOBOOKU Treść tej książki nie pozostanie ze mną na długo. Pomysł na nią jest dość powszechny, nie ma w sobie nic z wyjątkowości. Nie twierdzę, że to coś złego, a jedynie sugeruję, że ta forma jest stosowana od wielu lat i przez dużą ilość twórców. Jeśli autorowi zależałoby na wnikliwym obrazie czytelnika, długim wspomnieniu o fabule, intensywnej i głębokiej refleksji – musiałby użyć więcej szczegółów, opisać sprawę bardziej dokładnie. W dzisiejszych czasach dysponujemy takimi materiałami, że niektórzy wydają osąd (czy poprawny jest już inną kwestią), „skazują” oraz wyrabiają opinie ciężkie do podważenia. Tutaj mamy podane wiele informacji, natomiast są niepełne – nie wżynają się nam do głowy na stale, a zapomnienie o nich bywa na porządku dziennym. Co jak co, ale dana lektura pozwoliła mi wyjść z mojej bańki, której założenia donosiły, że takie wydarzenia nie mają miejsca, a gdy już się pojawiają to jest to aspekt incydentalny. Zastanawiał mnie też pewien fakt – skąd takie natężenie przestępstw z udziałem, (czy to w roli sprawców, czy ofiar) osób pochodzenia romskiego? Było to intencjonalne, czy przypadkowe ze strony Pani Ewy Ornackiej?
"Tajemnice zbrodni" to fabularyzowane rekonstrukcje pracy zespołów śledczych i autorka postawiła nacisk głównie na emocje towarzyszące osobom prowadzącym śledztwo lub w nie zamieszanym (podejrzani, rodziny ofiar). Drastycznych szczegółów popełnionych zbrodni w niej za dużo nie ma, nie jest też ona przeładowana suchymi faktami przez co czyta się ją bardzo szybko i zainteresowaniem. Nie jest to jednak lekka i rozrywkowa literatura. Pierwszą myślą po przeczytaniu książki było dla mnie to to ile zła dzieje się wokół nas i jak kruche jest ludzkie życie, a jak małą mamy tego świadomość.
Moim zdaniem wadą książki są momenty, w których autorka już trochę na siłę stara się jeszcze bardziej uwypuklić emocje policjantów, rodzin czy też podejrzanych i wygląda to trochę sztucznie.
Mimo wszystko jest to książka dobra w swojej kategorii. Polecam zainteresowanym kryminalistyką. 6/10
Opinie na temat tej książki są podzielone. Jedni uważają, że opisane historie nie porywają i nie są w żaden sposób ciekawe, jednak moim zdaniem po części ukazują to, czym kierują się oprawcy w różnych rodzajach zbrodni. Książka mi się podobała i chętnie zapoznałbym się z innymi sprawami opartymi na faktach, skondensowanymi w krótkich rozdziałach.
Chwilami bywała nudna, jednak ogólnie rzecz biorąc była przyjemna. O ile oczywiście takie sprawy mogą być przyjemne. Zbrodnie były bardzo przewidywalne. Mam wrażenie, że zostały wybrane one tutaj z dwóch powodów: 1. Przeszły selekcje spraw, o których można powiedzieć coś więcej 2. Przechwałki policji, że udaje się im nie raz rozwiązać sprawę Jestem pewna, że do wakacji o niej zapomnę
Rozdziały są krótkie i treściwe, ale zostawiające pewien niedosyt. Nie słyszałam o żadnej z tych zbrodni, więc wiele zaskoczeń dla mnie, pomimo tego, że autorka nie buduje kryminalnego suspensu, dużo ujawniając już na samym początku.
Dla mnie to było po prostu takie średnie. Niby spoko, tak sobie do posłuchania, ale nic specjalnego. Żadnej sprawy nie znałam, ale przedstawienie ich nie było dla mnie jakieś niesamowite.