Bascha, Dvorka und Die Frauen sitzen auf dem nackten Boden. Erinnerungen brechen in die Dunkelheit ihrer an die Kindheit, die Eltern, die Geschwister, die Schule – und das Leben hier und Dreck, Gestank und Hunger in einer Welt, in der sie sich selbst nicht sehen können und nicht wissen, ob es überhaupt noch eine Zukunft geben wird. Weil sie wissen, was der Rauch bedeutet.Von Oliven, Ameisen und Ratten handeln die neuen Geschichten von Christoph Heubner, die den Erinnerungen von Auschwitz-Überlebenden gewidmet sind und ihnen Raum auch dem Schmerz und dem Glück ihres Lebens nach dem »Überleben«.Christoph Heubner hat über vier Jahrzehnte Überlebende von Auschwitz begleitet und ihnen zugehört, was sie zu sagen Worte, Gefühle und Bilder, die die Überlebenden ihr ganzes Leben lang nicht verlassen werden und die Forderung, der sie sich selbst immer wieder Sprecht von denen, die nicht mehr sprechen können!
Tytuł „W samo serce” przywołał mnie podczas pobytu w Krakowie w restauracji Austeria i siedzibie wydawnictwa. Przechadzałam się pomiędzy tymi pięknymi stosami piętrzącymi się na korytarzach, by ściągnąć ten tytuł z regału. Zaczęłam czytać pierwszą stronę, na której pierwszy bohater pisze z perspektywy ocalonego mieszkającego wówczas już w USA i oglądającego przez druty mecz tenisa i podczas obserwacji przypomina sobie druty w obozie koncentracyjnym…
Ten wymowny początek sprawił, że znów pochłonęły mnie kolejne świadectwa ocalałych z Zagłady w tym niewielkim zbiorze, który zostaje na długo w pamięci. Zbliża się 80. rocznica wyzwolenia obozu w Auschwitz, a Heubner jest wiceprezydentem Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, więc jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu jeśli chodzi o zebranie świadectw historii.
„W samo serce” to niewielki, ale treściwy zbiór kilku opowieści, w której usłyszymy wielogłos wspomnień, ale też prób ich wyparcia, które przetrwały pobyt w oświęcimskim piekle nazizmu. To nie jest książka, która krzyczy krzywdą, to wręcz cichy szept, próba skrycia siebie w walce o normalne życie.
„Nikomu z nas nie żałowano atramentu wtedy, gdy opatrywano nas numerami” - często będzie tu mowa o wytatuowanych na zawsze numerach i chwilach, gdy ktoś z boku przypadkiem je odkrywa albo ocalały stopniowo dzieli się historią, a nam pozostaje cierpliwie słuchać, czytać. „W samo serce” opowiedziane jest słowami, które nie proszą się o uwagę, są wycofane, skryte i wymagają cierpliwości słuchacza, które zechce je ze świadka wydobyć. Co nie znaczy, że te szepty ocalałych nie zacisną nam gardła i nie poruszą do głębi. Czytajmy świadków historii, chociaż tyle możemy.