Mam na imię Alex. Imię-kameleon, które może zmienić się razem z człowiekiem. Czasami powtarzam je głośno. Można przyjaźnić się z kimś, kto nosi takie imię. Można nawet kogoś takiego kochać. Ale na to jest jeszcze za wcześnie. Jeszcze odkrywam świat i dziwię się, że tylko w bajkach można zmienić skórę. Może jeszcze próbuję zadowolić wszystkich wokół siebie. Ale im bardziej próbuję, tym bardziej mi to nie wychodzi. Czy ma to jakiś sens? To, co mnie okrywa to ośla skórka, która robi się coraz bardziej niewygodna. Często budzę się w nocy, bo mam wrażenie, że brakuje mi powietrza. Duszę się. Jakby ktoś trzymał moją głowę pod wodą. Ci którzy próbują ze mą rozmawiać tak naprawdę nic o tym nie wiedzą. Jestem przypadkiem. Tak naprawdę nikomu nie zależy na tym, aby znaleźć odpowiedź. Może naprawdę szukają jej moi rodzice? Ale nie znajdą. Mam na imię Alex. Jestem dziewczyną zamkniętą w ciele chłopca. Dlatego nie wiem, jak o sobie mówić. Byłem czy byłam? Pomyślałam czy pomyślałem? I to ja mam pytanie: kiedy i jak się to skończy?
Na początku bardzo wciągnęła mnie ta historia, przez parędziesiąt pierwszych stron czytałam z przyjemnością. Później ten zachwyt trochę spadł, niestety. Byłam zdziwiona, gdy w opiniach na goodreads dowiedziałam się, że autorka jest po sześćdziesiątce! Takie tematy poruszają raczej młode osoby, a tu taka niespodzianka. W zasadzie to nawet plus dla tej pani, ze względu na swój wiek i doświadczenie potrafiła dobrze przedstawić sytuację Alex. Jest bardzo dużo jej myśli, to jest dobre. W tej książce zobaczyłam chyba wszystkie możliwe sposoby narracji, trochę mnie to zdezorientowalo, raczej mi się nie spodobało, ale zgodzę się, że to dodaje taki smak niepewności, tajemniczości. Plus za ten nieprzesłodzony koniec, lubię prawdziwe, nie "bajkowe" książki (o tym zresztą wskazuje sam tytuł). Jednak co najważniejsze - ta książka trochę wpłynęła na mój stosunek do takich osób jak Alex.
"Często myślę o tym, co to jest czas. Jak działa. Płynie szybko, kiedy jest dobrze. A kiedy na coś się czeka - rozciąga się w nieskończoność"
"Oczywiście - mówi babcia - to jest jedynie umowna granica. Równie dobrze można byłoby podejmować te wszystkie bezsensowne postanowienia pierwszego lutego lub drugiego marca... I, oczywiście, wszyscy liczą, że Nowy Rok coś zmieni. A zmiana jest w nas. I jeśli my nie zabierzemy się za życie, nowa data z pewnością tego za nas nie załatwi. "
niesamowicie wartosciowa ksiazka… problem, ktory jest zawarty na jej stronach to cos tak bardzo waznego i wspolczesnego, ze zdecydowanie kazdy powinien po nia siegnac!!