Nová próza Emila Hakla volně navazuje na autorovu nejúspěšnější knihu O rodičích a dětech. Ve třech příbězích píše vypravěč soukromou kroniku svého dosavadního života. Nejprve se vydává se dvěma mladšími přáteli vyzkoušet paragliding, aby se v napůl bezmocném závěsu začal přibližovat k vlastní minulosti. Nejpůsobivějším, absolutním předělem tohoto triptychu je loučení s otcem a závěr patří cestě do dunajské delty, symbolickému pokusu najít sebe sama. I v nejsmutnější situaci si Haklův hrdina dokáže zachovat odstup a s jazykem i vlastní pamětí zachází se stejnou bravurou jako Hrabalův Haňťa. Je ovšem dnešní, a proto drsnější, když v sebeironických glosách a metaforách konstatuje, o co jde outsiderům i vítězům: Vzájemně si předvádět odrbané plechové slepičky svých životů. Natahovat klíč a přihlížet, jak zobou... "Tahle knížka se Haklovi skutečně povedla - je to nejlepší z letošních českých próz.", Alice Horáčková, MF Dnes
Mám Hakla tak nějak rád – jak kreslí obrazy ztracených osudů a předurčených životních ztroskotanců, kteří jsou vlastně normální, nejnormálnější a nejopravdovější – protože nic nepředstírají, žijí sami sebou, žijí pro sebe, své životy, nic neobětovávají, nic neztrácejí, nic nemají. Nic. Osvobozeni od všeho, nic nevlastní.
-----
Doktor z dálky přikyvuje. S uspokojením kvituje, jak se na té židli kymácím. Zdá se mu, že se vyznávám z čehosi hlubinného. Že pozdě, ale přece nacházím cestu ke svému stvořiteli. „Vyhřezlý motory, pokroucený plechy, nejty vysypaný do písku,“ špitám do otcova odpojeného sluchovodu. „Trubky, hadice, odpadaný krytky, zkroucený žebra, všecko zarostlý krušinou, posraný vod racků, víš. Úplně cejtim ty zpuchřelý pneumatiky, vyteklej volej, ten do křídel zadřenej nebeskej prach. Tenhle tejden se specializuju na vraky izraelskejch Kurnassů. V Berševě jich hnijou desítky, mezi nima eště předloni žárlivě utajovanej přízrak RF-4ES Peace Jack. Před čtrnácti dny mě zase braly MiGy-15 až 19, sprostý, křivě snejtovaný brachratý roury. S tou nesmlouvavou nasávací hubou vepředu, rozumíš.“ „Možná je divný, že se zabejvám takovejma kravinama,“ říkám. „Mě zkrátka fascinuje ten bezdůvodně prudkej optimizmus a traumata dvacátýho století, střídání jatek s rajskejma zahradama kvetoucích ekonomik. Plynulej přerod bezstarostnýho vejletu v pochod smrti. Zajímá mě pravá podoba těch chvil. Sbírám fotky, no. Jsem spotter. Vášeň můžeš vrazit, do čeho chceš. A nemusí to bejt nic vznešenýho. Naopak, čím stupidnější podnět, tím silnější rezonance.“
Tatík jemňounce pochrochtává. Držím ho za ruku. Někde tu visí cedule, že se návštěvy žádají, aby se nedotýkaly pacientů. Puchvaldek to naopak propaguje, tak se v tom vyznej. „Možná si říkáš, že jsem se za těch padesát let nikam neposunul,“ šeptám. „Ale neni to tak – vidím věci z úplně novýho, mnohem zajímavějšího úhlu. Přinejmenším se dozvídám, že tenhle svět není jedinej, že světů je spousta. Dokonce i na stejným místě ve stejným čase se jich vyskytuje několik. Fakt je, že praktickej výstup je nulovej, nikoho to nezajímá. Známý jsou plný svejch vlastních objevů. A muj synek, tvuj vnuk? Ten trajdá po Evropě a vydírá pomocí rozštěpěnýho ega, který má po mně, starší bohatý ženský. Stal se z něj euro-gigolo. Ozve se jednou za rok. Sere na mě, jako já sral na tebe.“
Musiałem w końcu sięgnąć po książkę, która będzie odskocznią od skrojonych pod masowe gusta powieścideł, z którymi ostatnio było mi dane się spotykać. Miałem już serdecznie dosyć tekstów... Wiecie jakich? Wystarczało, że czytałem dialogi i dwa, trzy zdania bezosobowego i nijakiego stylu narratora, a już człowiek galopował na przez kolejne rozdziały.
Irytowało mnie, że mogę bez żadnej straty pomijać całe akapity zbędnych opisów krajobrazów i wnętrz, ubrań i gestów, kolorów oczu i długości paznokci. Jakiś pisarz(yna) męczył się, bym o tym wszystkim przeczytał, a ja wzruszam ramionami, bo guzik mnie interesuje, jakiej długości sukienkę nosiła hrabianka i o której wyszła z domu. Wiem, jestem podły.
Znalazłem więc tekst, który nie pozwolił się przeczytać w biegu - "Zasady śmiesznego zachowania" czeskiego pisarza Emila Hakla. Gdybym w czasie lektury pozwolił sobie na chwilę dekoncentracji, na drogę na skróty, umknęłyby mi zdania najzwyczajniej w świecie piękne, egzotyczne, poetyckie i dziwne. Porównałbym to do jazdy pociągiem; wystarczy tylko na chwilę odwrócić wzrok, by oczom umknęły niepowtarzalne detale krajobrazu. No powiedzmy, że mniej więcej o to chodzi... Książka podzielona jest na trzy części, które opisują trzy epizody z życia starzejącego się pisarza. Najpierw korzysta z wątpliwej przyjemności paraglidingu (unosząc się na spadochronie, przypomina sobie własną młodość, dziwaczną służbę w wojsku, relacje z jeszcze dziwniejszą dziewczyną), potem odwiedza w szpitalu umierającego ojca, w ostatniej części wybiera się z kolegami na ryby, by przy okazji spełnić ostatnią wolę zmarłego.
Tak naprawdę nic się nie dzieje - samotny bohater rozmawia, wspomina, podsumowuje, spowiada się przed czytelnikiem. Pielęgnuje zużyte prywatne rytuały. Dawno przekroczył smugę cienia, przeżył kryzys wieku średniego, ale nie nastąpiło po nim żadne nowe rozdanie, a druga młodość okazała się mitem.
Żenujące próby dogonienia życia są raczej wymuszane przez innych. Bohater jest pchany, prowadzony, mobilizowany, ale niewiele się aktywności podejmuje sam z siebie. Ci, którzy mają do niego jeszcze odrobinę cierpliwości, walczą o jego uwagę, o to by choć przez chwilę skoncentrował na nich spojrzenie.
"Za dziesięć lat zesrasz się z przerażenia, że wszystko zmarnowałeś. Przyjdzie czas, że będziesz wdzięczny za każdy przypadkowy spam, bo będzie ci odwalało z samotności” - ostrzega jeden z sms-ów, jakie otrzymuje bohater. Myślicie, że zrozumiał przekaz?
Smutne to jest życie. Największym osiągnięciem jest własna gęba na billboardach, jedynym członkiem rodziny, z którym trzeba porozmawiać, jest leżący w szpitalu ojciec, miejscem, do którego jest sens się wybrać, jest delta Dunaju - cywilizacyjny śmietnik pełen chwastów, żelbetonu i natrętnych owadów.
W sumie niczego nowego od Hakla nie usłyszałem. Kilka razy rozśmieszyły mnie żenujące przygody bohaterów, wiele razy westchnąłem głucho, gdy pisarz przypomniał mi o nijakości i banale życia, najczęściej jednak przecierałem oczy ze zdumienia. Fantastycznie prowadzona narracja utkana jest z całej masy środków poetyckich. Odkrywcze i ożywcze metafory lub porównania ("Zły jak diabeł morski" zapisuję w pamięci i będę się posługiwał) potwierdzają, że proza jako taka może bez większych problemów wchłonąć to, co we współczesnej poezji brzmiałoby w za mało wyrafinowany sposób. (Chrzanić współczesną poezję!)
Czy polecam? Tak. Na tle innych, pewnie bardziej rozpoznawalnych tekstów czeskich pisarzy, "Zasady śmiesznego zachowania" nie wyróżniają się czymś szczególnym. Ale wystarczy, że dacie tej książce szansę, a wtedy na pewno się ze sobą dogadacie.
Hoe schrijf je wereldliteratuur? Het gevaar in een thematisch grootse, een emotioneel ambitieuze roman, is vaak dat de personages te specifiek zijn en daardoor afstand scheppen, of dat ze te vaag blijven omdat ze iets moeten uitbeelden, of in een tor veranderen. Niet zo in Kerkhof aan zee.
Hier gaat het om een vader en zoon. De eerste is stervend, de ander een ietwat vereenzaamd en aan lagerwal geraakt vijftiger. De actie voltrekt zich in Praag, en ergens in het kapotte Roemeense rietland bij de Zwarte zee. Ik had vervreemding verwacht maar heb het tegendeel ervaren.
De flaptekst focust dan ook overdreven op de vader-zoongesprekken (slechts een klein onderdeel in de roman) en verwijst herhaaldelijk naar Hakl’s Zoon & vader hoewel dat volgens de auteur zelf weinig aansluit. Kerhof aan zee is veel meer dan de emobio die je zou verwachten.
Het eerste deel vergt inderdaad wat gewenning. Waar zijn we, wie is dit, en wat is er in ‘s hemelsnaam aan de hand? De taal is hier radicaal en de tekst flitst van een bizarre parachutevlucht naar herinneringen uit de jeugd van het hoofdpersonage. Het tweede deel leest veel traditioneler én veel aangrijpender. Hier leren we ook de vader en enkele andere familiale en relationele satellieten kennen. De stijl blijft droog met buien van cynisme en donkere humor.
Het derde deel wordt in recensies nauwelijks vermeld maar is het sterkst. In een hallucinante mix tussen een post-apocalyptische roadmovie en een bedevaart krijgen de gebeurtenissen vorm, kijken we in de ziel van de karakters en worden de thema’s vriendschap en liefde, leven en dood vakkundig gedissecteerd. Dit deel is tegelijk postmodernisme, realisme en huiveringwekkende poëzie.
Het sterke aan Kerkhof is dat het verhaal nergens naar abstractie neigt. De lezer blijft in de 21ste eeuw, in deze wereld, en vindt herkenning in de sms-gesprekken, de pijnlijke grappen en ludieke situaties. Het verdriet, het isolement, de teleurstelling, de hoop lijken eerst verwaarloosbare neveneffecten uit een bijsluiter, maar blijken achteraf zeer reëel aanwezig.
Dit is zo’n roman die maar doordendert en nergens over gaat, tot je hem uit hebt. Dan merk je dat hij dagenlang doorzindert en je er nog lang niet klaar mee bent.
Ryzí haklovina až do morku kostí; jak v tom dobrém (jazykově i stylisticky pábitelská vyšší dívčí, náladotvornost), tak i v tom špatném (forma místy přeci jen vítězí nad obsahem).
Mám rád čtení o chlapech, kterejm tak nějak utíká život. Se asi připravuju, abych věděl, do čeho jdu. Ideální je, když jsou ti chlapi navíc nějak vzdělaní / chytří / vtipní, mají takové ty nihilistický průvodky a tak.
O tom píše Hakl, říkali mi. A taky vo pití, to máš taky rád. Tak jo.
A dobrý. Můj první Hakl. Nadšenej nejsem, ale ani zklamanej. Což jsem vlastně chtěl, žádný velký amplitudy, ono taky co jinýho bych měl cejtit, když takovej je i lajf hlavního hrdiny. Trefilo se mi to navíc do prázdný nálady z mýho půročního pobytu v Praze, možná bych taky potřeboval nějakej Dunaj, kde se odehrává druhá půlka knihy. Ta mě bavila víc, směšnej je ale život i tam.
Přečtu si od něj něco dalšího, odsejpá to a je to chytrej pasr, ten Hakl. Taky jsem četl, že přiměřeně posranej život dobře popisuje Ladislav Šerý, tak na něj se taky těším.
Taky jsem díky němu narazil na knihu sebraných kritik od Pavla Janouška, strašně vtipný, takže su spoko.
Co k tomu říct. Pokud máte podobně jako já pro Hakla slabost, nebudete Pravidly zklamáni, protože tohle je typický Hakl. Pokud vás nebaví číst o zoufalci, který se jen tak protlouká životem, a čekáte od knížky pořádný příběh, tak to radši nečtěte. Motiv s otcem mi trochu připomněl Balabánovo Zeptej se táty, ale vlastně mi tohle přišlo daleko lepší. A telefonické rozhovory o největší vylovené chobotnici byly boží.
Jsme smutní, když se bereme vážně Kniha je hulvatska, hlavní hrdina je hulvat Nechce se smířit se stárnutím a tím, ze skončí jako jeho otec - k němu si ale nakonec vztah najde a jede rozprášit jeho popel do delty Postmoderní - je sám a stesk po životě, který by možná rad žil, ale je neschopný ho naplnit plní knihami- to co čte mu tak splývá, ze neví z které knihy je co a kdo co řekl - bere slova jiných a nezná zdroj
Čím to, že ty nejkratší knihy se vždycky čtou nejhůř. Vyprávění mi vůbec nesedlo a absence jakýchkoli emocí mi tam vzhledem k tomu, co se tam dělo, dělala spíš ještě větší paseku.
Tak to byla rychlovka. Kniha je napsana velmi dynamicky, pritazlive, Hakl veci kolem sebe jen tak natukava, stouch sem, stouch tam, az je z toho takovej ten klasickej kaleidoskop chlapka ve strednim veku. Predne bych ale mel rict, ze Haklovy hrdinove a ja jsme si hodne, hodne podobni, takze tezko psat neco objektivniho. Celou dobu se u toho clovek lehce usmiva a vzpomina si, kdy neco podobneho zazil, jestli v devadestejch nebo pozdej..... Hakl je proste vtipnej a bystrej chlapek a tohle dilko se mu opravdu povedlo, neni co resit, petihvezdna zalezitost
7/10 - tři př��běhy jednoho osamocenýho padesátníka se četly dobře. Pán je sympatickej, protože má posranej život, má syna, živí se psaním, je sám a leje. Obzvlášť prostřední příběh, kde popisuje poslední chvíle se svým otcem v nemocnici, kde pan táta umírá, je skvělej.
Následná cesta hlavního hrdiny se dvěma píčusema lodí na východ k moři už tak zábavná neni - občas světlé výjimky v podobě sms diskuze s jeho buchtičkou v Praze, která u něj mermomocí chce přespat.
Hakl píše pěkně, akorát mě to moc nebaví. Ale je to krátký, takže to zas tak hrozný nejni a než začne nudit, tak je konec.
Výjimečná próza: sebekritická, pozorně vnímající svět, humorná, psaná v podstatě obecnou češtinou. Pro mě ty tři části: příběh o prvním letu padesátníka na padáku a jeho rozjímání své minulostí, pak nemoc a umírání jeho otce ("- Opět píšeš o mně?", "Ne, nepíšu, tati") a konečně cesta Dunajem v Rumunsku, aby rozptýlit popel otce v moři, byly jedinečný zážitek a doslova jsem to všechno viděl. Mohl by to být film, Češi by to uměli natočit. Ačkoliv radši jsem si tento film promítal sám, ve vlastní hlavě.
To jest jedna z takich książek, które uderzają w człowieka niczym rozpędzona lokomotywa. Podświadomie wiemy, że to coś naprawdę wielkiego, coś, z czego długo nie będziemy potrafili się wyplątać i zapamiętamy na długi czas. Podświadomie lubimy głównego bohatera, a kiedy przychodzi do rozstania (zresztą nie tylko z nim), świat nagle robi się szary, bury i ponury.
Bardzo ciekawa forma, jeszcze ciekawsza narracja, barwni i nietuzinkowi bohaterowie. Warto, zdecydowanie warto.
Nádherná kniha, pro mě Hakl do třetice( třetí knížka od něj) jednoznčně jedničkou. Je tam mezi řádky skryto spousta osobního až mě to samotného zaráželo. Pomohlo mi to se podívat na některé vztahy kolem mě trochu jiným pohledem a dokázalo mě to přimět se zamyslet, jak můj život bude vypadaz za pár let. Mám na kindlu několik jeho citací, tak je tady snad někdy vložím...
Haklove "Pravidla směšného chování" koniec koncov nie sú až také zlé. Smsky, muži a vzduch, muži a voda, muž a žurnalizmus a písanie, prach a jeden starý dedko po ktorom ostali už len nahraté rozhovory (mimochodom najlepšia časť knihy-čo do kritiky). Tento komentár toho asi tak veľa nehovorí, holt bola by som rada keby aspoň tá kniha hovorila viacej a nešetrila.
Můj první výlet do světa Emila Hakla určitě nezůstane posledním. Nepříliš rozsáhlá novela o samorostlém padesátníkovi, smrti jeho otce a výpravě do dunajské delty mi připomíná, jak bych taky jednou mohl skončit já. A nacházet svá druhá, třetí a čtvrtá "já" v knihách mě baví.
Rozhodně se ke knížce zase jednou vrátím :) Kdyby všechny knížky ze seznamu povinné literatury byly jako tato, měla bych už vše přečteno :) A kdyby všichni spisovatelé psali jako Hakl četla bych české knihy mnohem častěji a raději :)
Číst knihy Emila Hakla je jako setkat se se starým známým. Nebo alespoň tak na mě jeho styl působí a já ho mám za to fakt ráda. Nakonec "jen" 3, třetí část mě tak nějak nezaujala.
Prostřední část o vztahu syna, který se nenaučil hrát podle pravidel života, a umírajícím otcem, byl fajn. Ten zbytek, ten už tak moc fajn nebyl, někdy ta snaha o zajímavou formu prostě nevyjde.
Много объркано написване, сякаш е бил по въздействието на субстанции по време на писането. Не е близък до нашият изказ и мислене и е труден за смилане. Като цяло трудно я прочетох.