Książka jest prezentem od Empiku w ramach Światowego Tygodnia Książki 2011.
"Wiesz, co to depresja? To taka cyklofrenia, w której napady euforii już nie występują. Jest ci wyłącznie smutno. Zrób coś zanim cię to złapie i zeżre".
Zrób coś! Gdybym miała szukać motta wspólnego dla wszystkich moich powieści - mogłoby ono brzmieć właśnie tak. Bohater minipowieści "Nie dla mięczaków" - tym razem mężczyzna! - znalazł się w pewnym zawieszeniu, zakończywszy ważny etap w swoim życiu. Rozwiódł się i praktycznie zerwał ze swą dawną rodziną (swoją drogą - trochę trudno mu się dziwić). W momencie kiedy wychodzi z sądu i cieszy się świeżo odzyskaną wolnością, przypadek, potężne bóstwo, stawia na jego drodze kobietę. Niby wiadomo, jak sprawy się potoczą - ale oto wkraczają na scenę tak zwane cienie przeszłości. Bohater sam czuje, że musi coś zrobić, podjąć jakąś decyzję. Happy end? A to już zależy, co kto uważa za szczęście...
"To, że mężczyzna jest łagodnego serca, nie znaczy wcale, że jest mięczakiem.". Niby się podobała i szybko się czytało, a z drugiej strony mam chyba przesyt cukierkowości po jej przeczytaniu...
Szwaja to mój guilty pleasure. Literatura łatwa, prosta, przyjemna, pokrzepiająca, z morałem, z happy endem.
To — jak się okazało — już kiedyś czytałam. Tylko w innym wydaniu (zbiór). Wydanie w tej wersji mam z wymiany książkowej sprzed lat. A że książki z biblioteki — teraz zamkniętej (it's corona time) — mi się skończyły, to najwyższa pora zabrać się za własne półkowniki/stosiki wstydu i oczyścić trochę półki.
Gatunek nie dla mnie, choć były momenty, które mnie zaskoczyły. Krótka historia o miłości i trudnościach życia, które spotykają każdego. Uważam jednak że można było przedstawić tę historię w ciekawszy sposób.
Zaraz po wyjściu z sądu, gdzie odbyła się jego sprawa rozwodowa, Piotr trafia na Myszkę (jak się później okazuje Maję), która jest miłością jego życia. Po kilku zabawnych perypetiach, żyli... O, przepraszam, przecież nie wolno zdradzać zakończenia.
Niewielka książeczka (96 stron) którą znalazłem w empikowej reklamówce z kupioną książką, okazała się być prezentem od sieci z okazji Światowego Tygodnia Książki 2011. Chociaż czcionka jest dosyć drobna, przeczytanie jej to góra 2 wieczory.
Fabuła jest lekka i można ją zaliczyć do kategorii harlequinowych, lubiący czytadła powinni być zadowoleni. Na kolejnych kartkach widać jednak rękę zawodowej pisarki, więc jest szansa, że inne książki autorki są ambitniejsze. Myślę, że ta darowana, nie jest pozycją reprezentatywną ani też... obowiązkową.
A very short and predictable story about a man who shortly (no more than 15 minutes) after his divorce meets the love of his life. Read it on a bus or train and leave there, don't bother to put it on your shelf.
Książka otrzymana jako prezent z od Empiku z okazji Światowego Dnia Książki. Moja pierwsza książka pani Szwai. Wyjątkowo przewidywalna. Frajdy z czytania nie miałam.