Póki co, opus magnum, dosłownie i w przenośni, Dukaja.
Książka fascynująca pod każdym rodzajem, przede wszystkim poprzez charakterystyczne dla tego autora połączenie elementów fantasy, historii alternatywnej i fantastyki naukowej. Mimo mamucich rozmiarów i, nie ukrywajmy, lekkiego przegadania, czyta się świetnie.
Czym jest Lód?
Powieścią filozoficzną i historiozoficzną. Co sprawia, że historia toczy się tak, jak się toczy? Czy człowiek tworzy historię, czy historia tworzy człowieka? Czy jest w tym wyższy sens, czy sami próbujemy wydarzeniom historycznym ten sens narzucić? Gdzie jest miejsce dla Boga: czy Bóg tworzy historię, ujawnia się w historii, a może historia to czas bez Boga? Czy wydarzenia rozwijają się w ściśle określony sposób (matematycznie przewidywalny, duh!), czy też historia dzieje się dzięki zbiegom okoliczności, przypadkowym wydarzeniom, cudem ocalonym życiom postaci, które potem zmienią historię? Jaki jest stosunek jednostki do historii – czy będąc jej elementem może się od niej zdystansować na tyle, by zobaczyć rządzące nią prawa a nawet na nią wpływać?
Powieścią alternatywną – meteor, który 30 czerwca 1908 roku spadł w Tungusce zmienił historię. Sprowadza na Ziemię nowy pierwiastek, tungetyt, który stanie się podwaliną syberyjskiego przemysłu. Wojna światowa nigdy nie wybucha, Rosję skuwa wieczna zima, zmuszająca ludzi niemal do przebudowania cywilizacji pod kątem wiecznego mrozu, Polska jest dalej pod zaborami, Piłsudski ze swymi „terrorystami” opłacany przez Japończyków w 1924 roku dalej „zimuje” w okolicach Bajkału. Jak w przypadku każdej powieści alternatywnej dostarcza to miłego dreszczu intelektualnej emocji: a gdyby rzeczywiście to wszystko tak się potoczyło? Stale obecny element fantastyczny w kreowaniu świata nie odbiera opisywanym w powieści wydarzeniom życiowego i historycznego prawdopodobieństwa. Tym bardziej, że za Lodem stoi ogromna praca historyczna wykonana przez autora. Lód JEST jednocześnie powieścią historyczną i fantastyczną, w fascynujący, zarezerwowany tylko dla największych dzieł literatury sposób.
Powieścią science fiction – w chyba najbardziej tradycyjny sposób: w zmienionej fizykalnie i społecznie rzeczywistości ludzie usiłują tworzyć nową cywilizację. Mamy nawet nowe wcielenie Geista z Lalki (dr Tesla) z jego szaloną wizją walki z Lodem, który jednocześnie jest hiperboliczną (u Dukaja wszystko jest hiperboliczne) wersją archetypicznego szalonego naukowca z każdej powieści fantastycznonaukowej. Nauka jest dla niego fetyszem i narkotykiem: nieustanne „odćmieczanie się”, które jest balansowanie na granicy życia i śmierci i niby cyberpunkowym zjednoczeniem człowieka z wytworzoną przez siebie maszyną. Lód jest też powieścią SF poprzez swego głównego bohatera, który jest naukowcem – matematykiem. Gierosławski przekonany, iż subiektywizm jednostkowego poznania oddziela człowieka od obiektywnej prawdy, zaczyna myśleć o sobie jako o bezosobowym podmiocie poznającym, starając się uwolnić od ról społecznych i wywierającego nieustanne piętno „bycia synem swego ojca”. Prowadzi to nieustannego „migotania” głównego bohatera, którego wszyscy bohaterowie biorą za kogo innego, niż jest, przypisują mu funkcje i dążenia, których nie ma. Pozbawiony tożsamości Benedykt, wzięty jest za agenta carskiego, rewolucjonistę, anarchistę, piłsudczyka, węgierskiego arystokratę, przestępcę, złodzieja, zamachowca, przemysłowca, agenta wywiadu, Syna Mroza. Na poziomie literackim ujawnia się to w najbardziej zauważalnym i najbardziej dominującym elemencie powieściowej tkanki – narracji. Mimo że, powieść opowiadana jest w perspektywie pierwszoosobowej i skrajnie personalnej, Benedykt Gierosławski stara się opowiadać o tym w formie bezosobowej – „widziało się, zrobiło się, powiedziało się”. Dukaj znajduje wyjście z tego galimatiasu bardzo konwencjonalne, ale przekonujące i satysfakcjonujące: doprowadzenie do śmierci ojca jest dla Benedykta sposobem odzyskania tożsamości. Stopniowo wróci on do przekonania o poczuciu własnej jednostkowości a powieści kończy się jakże znamiennym „ja”.
Powieścią fantasy – poprzez wizyjność. Świat Lodu, jego fantastyczność, jest w dużej mierze pozbawiona celu, celu intelektualnego. Nie istnieje on „po coś”, lecz mówi się o nim, bo jest fascynujący i samo opowiadanie o nim jest celem samym w sobie. Wyobraźnia Dukaja buduje obrazy, które zostają w pamięci, nieludzki świat wiecznego lodu, skrajnych temperatur i mrozu, który zachowuje się jak żywy do tego stopnia, iż kontakt z nim jest kontaktem z obcą formą bytu jest światem koszmarnej baśni – piękny, straszny, fascynujący i – dosłownie – nieludzki. W końcu to powieść o Syberii. Zresztą wiele elementów świata przedstawionego, takich jak „ćmiecz”, które opisywane są jako przynależne do SF (bada się je naukowo), są de facto z fantasy, to składniki budowania inności dla samego efektu budowania wrażenia inności.
Powieścią postmodernistyczną – wszystko u Dukaja jest „skądś”, ale poskładane w fascynująca całość, która mimo wielości odniesień nie traci spójności. Kafka, Dostojewski, Agatha Christie, Conrad, Witkacy (ten z Nienasycenia i ten z Szewców – genialna scena w warsztacie szewskim), Słowacki, Sieroszewski, Prus, Stary Testament – w Lodzie odbija się historia kultury tworząc nowe znaczenia i rzucając światło na stare.
Powieścią o Rosji – i to jedną z najlepszych, jakie napisano. Bez zadęcia, bez nienawiści, bez uprzedzeń, ale przenikliwie. Opozycja ciepło – Lód, jest dla Dukaja pomysłem na zbudowanie opozycji polskość – rosyjskość, a cała powieść rosyjskością jest na wskroś przesycona. Rosyjskie charaktery: imperialno-arystokratyczne, chamskie, „rosyjskie dusze”, postacie wyciągnięte jakby z kart powieści Dostojewskiego, „święci starcy”, maniacy religijni, cyniczni politykierzy, czynownicy, nieustanny galimatias idei, stronnictw, politycznych obsesji, wszelkiej maści rewolucjonistów, „ojczyzny proletariatu” bez proletariatu, żydokomuny, krwawy nonsens rewolucji, poszukiwanie sensu historii, obsesja wielkich idei. Wszystko to skontrastowane z mieszkającymi na Syberii Polakami, których Dukaj pokazuje jako zdecydowanie bardziej pragmatycznych, skłonnych bardziej do robienia interesów niż „wyzwalających ludzkość” rewolucji.
Fascynujący jest tez język, który jest być może największym dokonaniem Dukaja w tej powieści, bo jest – na równi ze światem przedstawionym – konstruktem alternatywnym: brzmi tak, jak być może brzmiałby język polski wykształconego Polaka zmuszonego jednak w codziennym życiu używać rosyjskiego, mieć z Rosjanami codzienne zawodowe kontakty. A więc pełen zaśpiewu, rusycyzmów lub wręcz rosyjskich wyrazów, przekleństw z obcą, ale pięknie brzmiąca inwersją wyrazów z przymiotnikami na końcu zdań.
Wielka powieść.