Gdyby akcję kultowego serialu Breaking Bad umieszczono w Polsce, wyglądałaby właśnie tak.
Ryszard J. zwany Profesorem potrafił w ciągu dwóch dni w polowych warunkach wyprodukować amfetaminę o wartości czterech milionów funtów. Brytyjska policja uznała jego narkotyki za najczystsze, jakie kiedykolwiek skonfiskowała. Nad substancjami, nad którymi pracował, pochylali się najlepsi eksperci.
Kielecki chemik, elokwentny, a przede wszystkim doskonale wykształcony, przez lata skutecznie wymykał się sprawiedliwości. Wykorzystując skandaliczne luki w systemach prawnych państw w całej Europie, wodził za nos biegłych, prokuratorów i sędziów.
Grzegorz Walczak od lat śledzi i opisuje w mediach sprawę Profesora oraz związane z jego postacią wydarzenia: pożar mieszkania w kieleckim wieżowcu, w którym zginęły trzy osoby, tajemniczy wybuch i śmierć byłego współpracownika. Przeprowadził wiele rozmów, przeczytał setki tomów akt, spędził dziesiątki godzin na opracowywaniu zebranych informacji i materiałów. Dzięki tej książce szeroko i wnikliwie prezentuje sylwetkę jednego z najbardziej inteligentnych polskich przestępców związanych z narkobiznesem, który do wytwarzania narkotyków nigdy się jednak nie przyznał.
Bardzo słaby reseach, jeden wielki chaos i naiwna teza, którą autor stara sie forsować przez całą książkę. Nie pamietam kiedy męczyłam aż tak jakiś reportaż i po jego skończeniu wiem jeszcze mniej niż przed, czyli w zasadzie jedno wielkie nic.
Mam już po dziurki w wielkim krzywym nosie promowania gangusów, złodziei, morderców i innej patologii w książkach, filmach i serialach.
Tytułowy Profesor, czyli Ryszard J. ma tyle wspólnego z Walterem Whitem co (bez urazy) moja pani od fizyki z liceum z Andrzejem Draganem. Żeby za tym clickbaitowym blurbem szła chociaż jakaś ciekawa historia, ale nie... Ryszard J. to pospolity bandzior z wyższym wykształceniem, który dla pieniędzy postanowił zająć się produkcją narkotyków, czy był inteligentny? No pewnie, że tak, ale czy był tak genialny, jak chce go widzieć autor książki? A czy geniusz przesiedziałby połowę życia w więzieniu?
Na domiar złego książka jest słaba, chaotyczna, powierzchowna i po prostu nudna, nie wiem po co została napisana.
Ciekawa, właściwie nie wyjaśniona do dziś historia na miarę polskiego Breaking Bad. Książkę czyta się trudno ze względu na dużą ilość materiału i osób występujących tylko pod inicjałami.
Jest to absolutnie najnudniejsza rzecz, jaką przeczytałem w ciągu ostatniej dekady. Ma swoje momenty, ale całość mocno meh. Tyle to ma wspólnego z Breaking Bad, co ja z Janem Pawłem 2.
W zasadzie to nic z tej ksiazki nie wynika. Research slabiutki, sprowadzil sie do przejrzenia akt sadowych, rozmow z prokuratorami, sedziami i pojedynczymi innymi osobami. Co irytuje to, ze autor nie potrafi syntetyzowac informacji, po prostu pisze wszystko zamiast cos z tego wyciagnac. Wiele slow malo tresci. Np. rozdzial gdzie opisuje kwieciscie osiedle na ktorym glowny bohater mieszka i probe kontaktu z jego byla zona. Jak to dzwonil domofonem, a jak nie chcial z nim rozmawiac, to zaczekal, zeby z kims wejsc do klatki i zadzwonic prosto do drzwi. Zenujace, a do tego nic nie wnosi. I tak jest caly czas, kazda pierdola jest opisana. Przypomina mi to ksiazke "Hiacynt" do ktorej mam te same zarzuty, tylko, ze tutaj autor chociaz potrafi skladnie pisac, i redaktor wykonal swoja prawe. Nie polecam, wystarczy przeczytac wywiad z autorem dostepny gdzies na gazeta.pl
Książkę tą dostałem przypadkiem, z winy naiwnego i spoglądającego na rzeczy bardzo powierzchownie członka rodziny, który widząc to tomidło w Empiku szybko dodał dwa do dwóch i skojarzył je - zgodnie z zamierzeniem autora - z Breaking Bad. Wobec tego otrzymałem je ja, bo przecież coś o takiej tematyce musi być przeciekawe. Przeczytałem ją również przypadkiem, w pośpiechu pakując rzeczy na podróż, biorąc nie tą książkę w białej okładce, którą zamierzałem - i siłą rzeczy z braku ciekawszych alternatyw w drodze wziąłem się za lekturę.
W skompletowaniu hattricka przypadków pomógł mi autor, który prawdopodobnie wybrał temat książki losowo, spośród tysięcy innych pospolitych rzezimieszków którzy akurat znali się na produkcji narkotyków. Nie pomaga fakt, że książka w wielu aspektach przypomina artykuł na Pudelku. Prawie każdy detal zapisany na okładkę mający zachęcić czytelnika okazuje się być swoistym clickbaitem. "Genialny chemik z Kielc" był w rzeczywistości ze Skarżyska-Kamiennej, "produkcja amfetaminy o wartości czterech milionów funtów w polowych warunkach w ciągu dwóch dni" okazała się plotką wymyśloną przez brytyjski brukowiec zdementowaną zresztą przez samego rzekomego producenta. "Brytyjska policja uznała jego narkotyki za najczystsze, jakie kiedykolwiek skonfiskowała" - tak, bo w Wielkiej Brytanii produkcja amfetaminy prawie się nie odbywała - zresztą książka sama przyznaje, że w zasadzie to w skali światowej jego narkotyki wcale nie były takie dobre, byle laboratorium w Polsce produkuje lepsze, tyle tylko że Brytyjczycy nigdy podobnych nie widzieli. "Doskonale wykształcony" - faktycznie nigdy nie posiadał tytułu profesora. "Wykorzystując skandaliczne luki w systemach prawnych w całej Europie" = odzyskując srebro z odpadów fabrycznych. I wreszcie to sensacyjne porównanie do Breaking Bad, w istocie obraźliwie dla serialu wykreowanego przez Vince'a Gilligana, bo w książce nie mamy do czynienia z bohaterem postawionym pod ścianą zagłębiającym się w moralnie wątpliwe czynności dla ratowania rodziny, a pospolitym przestępcą kierowanym wyłącznie chęcią zarobku (chociaż autor bardzo się stara dorobić to tego jakąś głębsza teorię, przywołując Raskolnikowa, Moriarty'ego czy innych "niezrozumianych geniuszy zbrodni"), przy okazji wpadając w ręce policji sześć razy. Na dodatek za każdym razem pokazując, że wszystkich swoich bliskich ma w głębokim poważaniu, jak to u pospolitych przestępców bywa.
Cały sens tejże książki to szukanie sensacji tam, gdzie jej nie ma, i wyolbrzymianie pospolitych zbrodni do skali operacji stulecia. Autor zachwyca się inteligencją Profesora - z tekstu wynika, że był on geniuszem szachowym i chemicznym - tyle że największe wrażenie na p. Walczaku robi rzucanie niezrozumiałymi chemicznymi terminami w kierunku sędziego i innych zgromadzonych na sali rozpraw. Tak, to co ma świadczyć o jego wybitnej inteligencji, to przechwalanie się swoją wiedzą chemiczną przed osobami z innej branży podczas procesu w ramach próby obrony (spoiler: ani jedna z tych prób nie przyniosła skutku, Ryszard J. został skazany w każdej sprawie, w której był sądzony, poza jedną). Na dodatek autor uwielbia przywoływać jego zainteresowanie muzyką klasyczną i sztuką, które to również ma świadczyć o jego inteligencji. Spoko, trąci klasizmem, ale jestem zbytnim plebejuszem żeby to oceniać.
Strona techniczna książki też nie powala. Co drugie nazwisko wspomniane na stronach jest inicjałem, przez co dość ciężkie jest śledzenie losów tam opisywanych na bieżąco, bez wracania się lub notowania. Ok, przepisy prawne nie są winą autora, natomiast formatowanie tekstu już tak. W dodatku sporo miejsca poświęcono opisowi chemicznej strony produkcji ecstasy czy amfetaminy, jak się domyślam w celu przemycenia czytelnikom praktycznej wiedzy, ale są to procesy tak skomplikowane, że przeciętny chemiczny laik (czyli większość osób sięgających po tą książkę) nie zapamięta z tego nic.
Od jednej gwiazdki ratuje fakt, że wydarzenia są naprawde szczegółowo opisane, i autor nie rozwodzi się zbyt długo nad żadnym z procesów (zapewne w celu zmieszczenia wszystkich wątków w z góry ustalonym limicie, ale liczy się efekt, prawda?). Mimo wszystko jest to literatura lotniskowa, i to raczej z gatunku tych bardziej nużących, obierająca sobie na cel znudzonych poszukiwaczy sensacji mniej lub bardziej zainteresowanych tzw "true crime" potrzebujących jakiejś lektury podczas podróży do Dubaju.
Tej książce zabrakło rzetelnego zredagowania. Gdyby wyciąć z niej trzy czwarte treści, w tym wynurzenia i gdybania samego autora być może byłaby nieco bardziej przystępna. Książka jest przepełniona zbędnymi wtrąceniami, jakby autor nie mógł się zdecydować, czy składać relacje w pierwszej osobie, jako redaktor śledzący przebieg procesu chemika, czy jako trzecioosobowy, poboczny obserwator (na pewno nie bezstronny, bo ta książka ma niewiele wspólnego z bezstronnością). W tej książce robotę robi promocja, porównująca ją do Breaking Bad. Jako ktoś, kto nie oglądał tego serialu - książka sprawia, że nie mam ochoty się za niego zabierać. Piszę to w chwili, gdy nie przeczytałam jeszcze ostatniego rozdziału tej książki i patrząc po całej reszcie treści, nie sądzę, aby czekało mnie w nim coś błyskotliwego, co przewróci mój pogląd na tą książkę do góry nogami.
Nie mogę niestety polecić tej książki, choć miałam wobec niej duże oczekiwania. Jako pasjonatka chemii liczyłam, że będzie to dla mnie fascynująca lektura, jednak rzeczywistość okazała się rozczarowująca. W książce chemia, która miała być centralnym tematem, była zaledwie tłem, a to, co miało być największą przyjemnością, zamieniło się w trudne do przebrnięcia doświadczenie. Sama historia tytułowego profesora, choć mogła być interesująca, została przedstawiona w sposób dość chaotyczny. Liczne inicjały i pseudonimy, którymi autor żonglował, nie ułatwiały zrozumienia, a wręcz prowadziły do zamieszania. Bohaterowie, będący postaciami z prawdziwego życia, często zlewali się w jedno, co dodatkowo utrudniało śledzenie fabuły.
The book was recommended to me, but after listening to it, I don't quite understand why it was recommended. Yes, it's a biographical story with elements of ambiguity because the characters, wanting to cleanse themselves, may omit or say something differently. So, one has to take everything with a grain of salt. The book didn't blow me away; maybe it was the style, maybe it was the descriptions and form. It's hard for me to judge this book; we got some unresolved elements, there's indeed a potential for the story to be turned into a series, but whether such a scenario took place is unclear. It's not bad, but it's not great either
Moim zdaniem bardzo ciekawa historia o polskich mafiozo-biznesmenach narkotykowych. Takie Breaking Bad jaki kraj, chce mi się rzec. Troszkę się ta książka w drugiej połowie zaczęła rozciągać i rozmemływać, ale sama historia profesora, jego talentu, oraz pewności siebie z jaką bronił się od zarzutów, była bardzo ciekawa. Jest to taki polski Walter White trochę, ale mówię na miarę tamtych czasów. Kombinatorstwo, laboratoria w garażach. Dla mnie ciekawa historia, o której nie miałam pojęcia. Bez żadnej gloryfikacji przestępczości. Bardziej pełna ciekawostek, również o tym, jak trudno jest wykazać winę w sądzie.
Bardzo długa i skomplikowana historia. Autor przedstawił ją w chaotyczny sposób. Przez co raz jesteśmy w trakcie jakiegoś zdarzenia, raz po, a raz przed. Często wracamy do zdarzeń, które mi osobiście bardzo się mieszały. Używanie skrótów imienia albo nazwiska było przeplatane z ksywkami. Totalnie się pogubiłam i zmęczyłam. Zapowiadało się ciekawie...
Historia nawet ciekawa ale uważam że książka jest bardzo chaotycznie napisana, raz o jednym raz o drugim. Takie trochę masło maślane, ciągle o tym samym. Gdzieś od połowy czytało się bardzo ciężko.
Książka bardzo chaotyczna. Czytało się ją bardzo nieprzyjemnie. Nie polecam, bo autor nie zrobił researchu i stworzył z naprawdę ciekawej historii, pozycję, która strasznie nudzi.