Adieu Varsovie to wspomnienie o utraconej tożsamości autorstwa córki ocalałych z Zagłady. Opowieść o tajemniczej Irenie Gelblum – bohaterce Powstania Warszawskiego lub włoskiej poetce oraz o Ignacym Waniewiczu – uwiedzionym komunizmem dziennikarzu prasowym i telewizyjnym lub statecznym pobożnym Żydzie. Przepełniona empatią autobiograficzna historia o tym, jak antysemityzm w komunistycznej Polsce pokierował życiem jednostek. Niezwykle osobista introspekcja w głąb rodziny, której bieg dziejów nie stworzył warunków do prawdziwej bliskości.
Surowe świadectwo wystawione Polsce oparte na intymnej rodzinnej opowieści, która staje się kolejną - współczesną - wersją mitu Żyda wiecznego tułacza. To historia o tym, jak z dnia na dzień można stać się Innym.
No niestety „Adieu Varsovie” mnie delikatnie rozczarowało, co było dla mnie sporym zaskoczeniem bo tematycznie to zdecydowanie coś dla mnie, sięgam po tego typu książkę nie po raz pierwszy. Choć może to właśnie jej zmora, bo niczym nie wyróżniła sie wśród wcześniej przeze mnie czytanych? Książka Janki Kaempfer Louis to świadectwo odkrywania rodzinnych historii przez tzw. drugie pokolenie, czyli dzieci ocalałych z Holocaustu. Autorka wychowana w Polce, przez całe życie w cieniu cierpienia bliskich, wyemigrowała z ojczyzny przez antysemicką kampanię roku 1968. Po komunie raz, drugi, kolejny odwiedza Polskę (ale też inne związane z jej familią kraje) i próbuje dowiedzieć się więcej o swojej rodzinie, a szczególnie rodzicach Irenie Gelblum i Ignacym Waniewiczu przy okazji wystawiając Polsce niezbyt sprzyjająca laurkę (i dobrze!). I to dość chaotyczna kronika ujawniania nieznanych losów swoich najblizszych, choć z tego co zrozumialam autorkę to ten chaos to nawet zaplanowany, bo ma oddawać kolejność odkrywania kolejnych aspektów rodzinnych tajemnic. No i nie pomogło to w odbiorze, a przynajmniej dla mnie ten zabieg średnio się sprawdził. Ale nie to jest dla mnie największym minusem tej książki. Jest nim język, który bardzo mi w niej zgrzytał i przeszkadzał w czytaniu. Nie wymagam w takich tytułach kwiecistości języka czy przerostu formy nad treścią, ale tutaj ta prostota stylu była dla mnie too much. Nie chce was jednak zniechęcać do lektury, bo takie historie oczywiście warto spisywać i warto o nich czytać, ja po prostu liczę w nich na ciut więcej niż dostałam u Kaempfer. I na koniec PS, dla tłumaczki lub redaktorki - w Krakowie nie ma Starówki. Stare Miasto, Rynek - tak, ale Starówka to dopiero w Warszawie.
Zawładnęła mną ta książka. Zafascynowała, zaangażowała i pochłonęła totalnie. Pozycja autorstwa Janki Kaempfer Luis to ten typ literatury faktu, do którego mam wyjątkową słabość - osobiste intymne wspomnienia, próba rekonstrukcji historii rodzinnej na podstawie skąpych skrawków informacji, nielicznych przebłysków pamięci i skrupulatnie prowadzonego prywatnego śledztwa. Autorka córka Żydów - intelektualistów - enigmatycznej piękności, bohaterki Powstania Warszawskiego Ireny Gelblum i znanego dziennikarza Ignacego Waniewicza kawałek po kawałku, okruszek po okruszku dopasowując kolejne rozsypane po całym kraju i całym świecie puzzle rekonstruuje liczącą kilkanaście dekad historię swojej najbliższej rodziny. Intymna opowieść Kaempfer Luis to pasjonująca, bogata w mało znane fakty sięgająca końca XIX wieku lekcja historii Polski i dziejów mieszkającej tu ludności Żydowskiej. Przeciekawe są fragmenty o kiedyś przepięknych luksusowych kamienicach warszawskich wybudowanych przez przodków autorki jak i o sytuacji Żydów na wiejskich ziemiach w pierwszych dekadach po 1900 roku. W końcu i czas II Wojny Światowej - pomimo bardzo dobrej znajomości tego okresu - opowieść Kaempfer Louis w żadnym momencie mnie nie nużyła. Korzystając z pomocy m.in. Marka Edelmana i Remigiusza Grzeli autorka „na naszych oczach” poznaje całkiem inne wcielenie swojej dosyć surowej, oschłej matki - kobietę odważną, pełną empatii i dobroci, ryzykującą swoje życie dla innych. Przejmująca jest to opowieść. Niesamowita, piękna i pełna smutku historia. Jestem pewna, że to jedna z tych książek, które zostaną we mnie na długie długie lata.
ROZCZAROWANKO duże patrząc na to jakie książka zbiera recki. Doceniam ironiczny styl autorki. Ale ta książka jest o niczym XD dosłownie nie ma w niej niczego ciekawego, żadnych rodzinnych niesmaczkow którymi czytelnik mógłby się zainteresować. To, co mogłoby być rzeczywiście ciekawe (obraz dziecka którego rodzice przeżyli zagładę lub wizerunek Ireny w oczach Edelmana) zostały potraktowane skrótowo i jako coś pobocznego. To jest de facto drzewo genealogiczne autorki i nic poza tym. I co to kogo obchodzi? XD marzec 68 - w polskim podręczniku do historii znajdzie się więcej informacji niż tutaj (a to wcale nie takie oczywistexd).
Świadectwo różnych postaw przybieranych po wojnie i wydarzeniach marca 1968 roku, a także studium ich wpływu na relacje, budowanie własnej tożsamości i przekazywanie traumy pokoleniowej. Autorka opisuje losy swoich rodziców i to, jakie piętno odcisnęła na nich Zagłada. Lubię książki, które potrafią opowiadać o „Wielkiej Historii” skupiając się na jednostkach i indywidualnych przeżyciach, a historia Ireny Gelblum (a może Ireny Conti di Mauro?) stanowi arcyciekawy przykład. No i świetnie mi się to czytało.
Dałabym tej książce 3+ ale nie można, więc daję 4. Lubię tę tematykę, ale po przeczytaniu tak wielu podobnych książek, muszę stwierdzić, że i ta jest podobna. Losy ocalałych z Zagłady są na swój sposób spójne. Ale… metamorfoza matki autorki i przybranie nowej osobowości jest tu bardzo interesującym elementem. Książka mimo tego, że jednak w jakiś sposób powtarzalna, wciągnęła mnie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jeśli byliście pod wrażeniem „Fałszerzy pieprzu” Sznajderman, jeśli podobał wam się „Dom z dwiema wieżami” Zaremby Bielawskiego, jeśli poruszyła was „Czystka” Surmiak-Domańskiej, to pewna jestem, że i „Adieu Varsovie” trafi w wasze czytelnicze gusta, bo to tematyka poniekąd podobna, a i poziom wrażliwości całkiem wyrównany. Mam na myśli wrażliwość cechującą literaturę, którą ja nazywam intymną, z czułością rekonstruującą historie rodzinne. Właśnie to w „Adieu Varsovie” czyni Janka Kaempfer Louis, która z okruchów, skrawków i przebłysków pamięci, a z konieczności również i z domysłów i poszlak tka opowieść o swoich rodzicach, bohaterce powstania w getcie warszawskim i powstania warszawskiego Irenie Gelblum vel Irenie Conti Di Mauro oraz dziennikarzu Izaaku Weinbergu vel Ignacym Waniewiczu. W fascynujących losach tych postaci jak w soczewce skupia się doświadczenie całego narodu żydowskiego, od grozy II wojny światowej aż po marzec '68 w komunistycznej Polsce, który przyniósł kampanię antysemicką i wygnanie. Każda ludzka historia jest jednak niepowtarzalna, a opisana z sercem, ciepłem i tkliwością staje się jeszcze bardziej wyjątkowa. Jak ta książka.