W rejonie Rezydencja Sów mieszkańcy już kilka lat wcześniej usłyszeli o istocie Q. Jego pierwsi wyznawcy byli jednak tak egocentryczni, a ich przywódca tak szalony, że odeszli w zapomnienie. Została po nich jedynie książka, pamiętnik jednego z uczestników. Zakazane dzieło, przestroga przed tym, jak tragicznie kończy się samo pragnienie bycia Kimś. Przestroga, a może też inspiracja. Eleanor i jej znajomi to grupa, która dzięki wskazówkom z owej książki powoli rozpętuje w mieście nowe piekło. Ktoś im jednak z ukrycia pomaga. Tajemnicze 'Źródło', które inwigiluje ich osoby lepiej niż rząd Nowego Kraju, nie chcąc się ujawnić. Mimo że oni są wyjątkowo chętni, by znaleźć jego.
W Nowym Kraju każdy ma jakąś przypisaną wiarę. Lub jej brak. Znaczy to też jest wiara, ale niewierzącego. Są wiary wprowadzone w system władz. I wiary nieoficjalne. I właśnie jedną z nich jest kult Q.
„Mogliśmy się bawić, jakbyśmy byli panami tego wszystkiego, […]. I to wszystko dzięki Q, czyż nie? Jego boska, nieskończona energia.”
Może przeszlibyśmy obok niego obojętnie, Natalie. W ogóle nic byśmy nie zauważyli, gdyby nie to, że znaleźliśmy tą cholerną książkę. Albo to ona znalazła nas, Eleanor. I teraz ona nam każe znaleźć Źródło, bo Źródło jest łącznikiem z tym realnym światem, David. Bo w tym świecie, w tym świecie z Rozpadlinami, Zaczarowanymi, Zatenświatami i balerinkami, okazuje się, że żyjemy w kłamstwie, Christian. Bo nikt nie powiedział nam, że mamy wybór, Jane.
„[…] w tym każdy zasługuje na szansę, by zdecydować, czy chce być wszystkim... czy jednak niczym.”
Gdyby ktoś się mnie zapytał, o czym jest Radioaktywny Domek dla Lalek, wcisnąłbym tej osobie książkę do rąk bez słowa. Bo to trzeba po prostu przeczytać. Historia ma wiele wątków, wiele postaci, które odkrywa się w ciągu czytania całej książki. Kawałek po kawałku. Sam sposób napisania książki jest fenomenalny. Ciągle miałem ochotę podkreślać zwykłe zdania, sarkazm albo niebezpieczne myśli bohaterów. Pozwolić sobie w tych słowach się zgubić, jak we mgle. Albo Rozpadlinach.
"Wolał przeżyć z najciemniejszymi zakamarkami umysłu, przez które ona by go przeprowadzała, niż pozwolić własnej duszy do końca uschnąć z niewyobrażalnej tęsknoty."
A postacie to dopiero są złożone. Nie znajdziecie tutaj wzorów do naśladowania, a jedynie młodych dorosłych, którzy chcieli się pobawić w bogów (zbrodnia i kara vibe ngl). Nie zawahają się przed otruciem innych czy jeszcze mniej moralnymi środkami, żeby głosić swoje hasło - "Qtwórz swój umysł"... Żeby przeciwstawić się szarej rzeczywistości dookoła. I w słowach nie ujmę tego, jak bardzo ubóstwiam Davida i Natalie. Totalne przeciwieństwa, a jednak równie przykuwające równowagę. Zresztą wszystkie postacie tutaj są różnorodne i ludzkie. Wręcz przerażająco.
„David najpierw spojrzał na tę trójkę normalnie, jak zawsze. Dopiero po tej krótkiej chwili ciszy pomyślał o nich jak o kolejnych eksperymentalnych pionkach, [...]”
I z racji tego, że ja lubię się doszukiwać różnych rzeczy, uważam, że książkę można odczytywać na różnych płaszczyznach, jako fantastykę albo też głębiej – psychologicznie (złożone postacie) i/lub filozoficznie (różne kulty i wierzenia). I TO CO NAJBARDZIEJ KOCHAM W KSIĄŻKACH - po prostu WIEM, że za każdym razem, kiedy będę na nowo czytał, odkryję coś nowego. Prawdopodobnie coś, co zmieni mój sposób postrzegania fabuły, postaci. Rzeczywistości. Świata. I znowu... I znowu.
„Chcę, żeby to ode mnie zabrali. Ja już nie chcę być bogiem.”
Przyznam, że dałem się w to wkręcić. I ja potrzebuję znaleźć Q. Tylko trochę boję się tego Źródła. Które wszystko wie. Więc trzeba szeptać.
Skończyłam ostatnio tę pozycję i muszę przyznać, że jestem miło zaskoczona! Nie jest to książka o idealnym świecie z bohaterami którzy nie popełniają błędów, wręcz przeciwnie. Tu wszystko jest przesiąknięte wysoką, wręcz chorą ambicją zaistnienia w społeczeństwie. Bycia Kimś. Udowodnienia wyższości swojej racji nad innymi. Przed przeczytaniem radziłaby mi zapoznać się z listą trigger warningow, które znajdują się na samym początku książki bo porusza ona ciężkie tematy takie jak toksyczne zachowania czy przemoc. To co mnie urzekło, prócz mrocznej tematyki, skupionej na katastrofanym świecie, zbrodniach i sekcie to z pewnością kreacja postaci. Każdy z czterech, a raczej pięciu głównych postaci to indywiduum, które odznacza się konkretnymi cechami. Christian jest więc naiwny i cichy, zazwyczaj nie ma niczego do powiedzenia, raczej nikt nie chce go słuchać. Eleonor ma trudny charakter i wydaje się jej, że może wszystkimi kierować, dąży po trupach do celu, nie oglądając się za siebie, a jednocześnie ma wszystko doskonale zaplanowane. David to... po prostu David - sarkastyczny, wszystko potrafiacy chłopak, który widzi więcej niż pozostali, a Natalie podchodzi do wszystkiego sceptycznie i ma swoje zdanie, którego raczej nie wyraża na głos. Z kolei Jane jest nieco irytująca, co być może jest celowym zabiegiem autorki, po to, aby dziewczyna wzbudzała w nas sprzeczne uczucia. Chciałabym też na pewno zaznaczyć, że styl jakim posluguje się autorka w tej książce jest świetny - nieco zagadkowy, momentami poetycki. Podczas czytania niezwykle pomocny okazał się dla mnie słowniczek - kiedy tylko zapominałam znaczenia jednego z kluczowych pojęć szybko je sobie przypominałam i dzięki temu nie miałam problemu z dalszym zrozumieniem tego co ma miejsce w fabule.
Na pewno autorka miała pomysł na fabułę. Początek jest dość toporny, chaotyczny, nie wiadomo kompletnie o co chodzi. Z czasem akcja nabiera większego tempa, a przy końcu mają miejsce najciekawsze i najlepsze momenty z całej książki. Doceniam bardzo jako debiut, choć nie odczuwam takiego zachwytu, jak większość osób. Jane zdecydowanie jest moją ulubioną postacią, myślę, że ogólnie jest to seria zdecydowanie bardziej "character-driven" (oparta na postaciach - nie wiem jak inaczej to przetłumaczyć, wiadomo o co chodzi), ponieważ fabuła jest powolna, bardzo opisowa, także polecam zwolennikom takich historii.
Nie wiem dlaczego ale ta książka naprawdę mi się spodobała nie jest ona dla każdego, ale ma w sobie coś co sprawiło, że spędzałam 3h dziennie na czytanie jej... smash I DAVID 🛐😩
Reread 1: Dalej kocham i zauważam tyle smaczków że o jezu
"Radioaktywny Domek dla Lalek" autorstwa Joanny Rosińskiej (wydawca niezależny).
Książkę kupiłem samodzielnie, ponieważ jest to prawie patronat @zapisanawksiazkach (nieoficjalny, ale ja go widzę pod patronatem Kasi).
Nowy Kraj to podzielone, kontrolowane państwo, powstałe po katastrofalnym rozłamie religijnym. W Rezydencji Sów krąży zakazana książka - zapomniany pamiętnik dawnych wyznawców istoty Q, będący ostrzeżeniem przed zgubną potrzebą bycia kimś wyjątkowym. Dla Eleanor i jej przyjaciół staje się ona jednak impulsem do rozpętania chaosu. Z cienia obserwuje ich tajemnicze Źródło, wiedzące o nich więcej niż sam rząd.
RDDL interesował mnie już od jakiegoś czasu. Bardzo lubię autorów niezależnych, bo często okazują się nieoszlifowanymi diamentami. Przegrany zakład z patronką serii okazał się idealną okazją, by w ramach „kary” poznać świat Nowego Kraju. Niestety w moim przypadku zadanie okazało się prawdziwą karą - nie tylko tą braną w cudzysłowie.
Kasia uprzedzała, że nie czyta się tego łatwo, ale warto. Miałem nadzieję, że po prostu dłużej zajmie mi wciągnięcie się w historię. Niestety aż do ostatniej strony nie poczułem żadnej radości z czytania. To lektura dla cierpliwych, wypoczętych i skupionych. Każdy, kto w danym momencie ma problem z jedną z tych cech, może mieć również problem z odbiorem książki. Często po całym dniu pracy nie potrafiłem skupić się na tym, co pisała autorka, parę razy zasnąłem i cały czas czekałem na moment, w którym zacznie mi się podobać.
Świat jest świetny i bardzo mnie zaintrygował. Poczułem, że to coś nowego i świeżego, ale mimo to nie potrafił mnie w pełni wciągnąć. Dodatkowo z immersji wyrywały mnie nazwy wprost zaczerpnięte z naszego świata (np. kraje skandynawskie, germańskie). Przy kreowaniu nowego uniwersum trudno było mi pogodzić te dwie sprzeczności.
Kolejną, bardzo subiektywną wadą okazał się dla mnie balans między tym, co czytelnik wie, a tym, czego nie wie. Tajemnic było tak dużo, że zamiast ciekawości czułem zniechęcenie. Wiem, że własne światy rządzą się własnymi prawami i potrzeba czasu, by poczuć się w nich „jak w domu”, jednak w Nowym Kraju nie poczułem się tak ani przez chwilę.
RDDL to trudna lektura, którą należy czytać w odpowiednim czasie i miejscu. Nie nadaje się na krótkie sesje, ponieważ wymaga ogromnego skupienia i nieustannie pracujących szarych komórek. Niestety do mnie nie trafiła, ale skoro na półce mam już drugą część - "Radioaktywny domek bez wiary" - być może przyjdzie moment, w którym po nią sięgnę. Podobno jest znacznie lepsza i bardziej przystępna. Niemniej Asię bardzo cenię i lubię jako osobę i z chęcią będę dalej śledził jej poczynania. Niewykluczone też, że sięgnę po inną lub nową serię, jeśli powstanie.
Dla mnie lektura otrzymuje 3/10. Bardzo żałuję, że nie poczułem tego, co moja przyjaciółka, bo mam wrażenie, że ten świat ma niezapomniany potencjał. Mam jednak nadzieję, że Wam książka przypadnie do gustu.
Więcej napisze w recenzji na bookstagramie, ale moim zdaniem ta książka miała w sobie te nieokreślone „coś”, co zdecydowanie mnie chwyciło.
Możliwe, że chodziło o wręcz mistrzowsko (mimo debiutu) wykreowany mroczny klimat, może chodziło o intrygujący wysyp zagadek i tajemnic, a może chodziło o ciekawych bohaterów z rozbudowanym charakterem, co było czuć przy każdym dialogu.
Zdecydowanie polecam, mimo że mogę powiedzieć, że to dosyć specyficzna historia, którą po prostu się polubi lub nie.
Absolutnie zakochałam się w tej książce. Jak tylko przeczytałam opis i motywy w niej zawarte, wiedziałam, że muszę ją kupić. I myślę, że już za sam pomysł, ta książka zasłużyła na wysoką ocenę. Jest ciekawy i oryginalny, nigdy nie czytałam niczego podobnego. Spodobał mi się klimat kraju, w którym żyją bohaterowie, mroku, który wisi w powietrzu. Uwielbiam też motyw kontroli ze strony władz oraz mnóstwa religii, tych oficjalnych i zakazanych. Fabuła rozwijała się bardzo szybko i intensywnie. Mimo wszystko dość szybko zrozumiałam jak wygląda świat wykreowany przez autorkę. Podczas lektury miałam więcej pytań niż odpowiedzi, zwłaszcza w pierwszej połowie. Wciąż działy się nowe rzeczy, na początku niezrozumiałe, ale z czasem zaczęły się wyjaśniać i składać w całość. Część wątków została zamknięta w tej części, a kilka zostawiono na następne tomy. Jeśli chodzi o samo zakończenie, zamyka pewien etap, ale też świetnie otwiera możliwość dla kolejnych tomów. Po ostatnich stronach tym bardziej nie mogę się doczekać kontynuacji. Myślę, że najlepszą częścią tej książki są bohaterowie. Są świetni i bardzo szybko ich polubiłam. Wszystkim im zależy na byciu kimś, ale mają różne motywacje i sposoby na osiągnięcie swojego celu. Asia wykreowała ich w mistrzowski sposób. Czytanie o Davidzie było niesamowitym przeżyciem, ponieważ po prostu postanowił umieć wszystko. Nigdy nie spotkałam się z kimś takim i każda scena z jego udziałem powodowała, że przechodził mnie dreszcz. Niezwykle polubiłam również Jane, której decyzje były dalekie od moralnych. Eleanor wzbudzała we mnie bardzo mieszane emocje, co było celowym zabiegiem autorki. Dąży po trupach do celu i nie opiera się przed krzywdzeniem przy tym najbliższych, ale sama bardzo ucierpiała przez ich decyzje. Natalie i Christian, choć do tej pory byli najmniej znaczący, również wzbudzili moją sympatię i liczę na rozbudowanie ich postaci, a po wypowiedziach Asi jestem pewna, że się nie zawiodę. Wątek romantyczny w tej części jest naprawdę delikatny, relacja między bohaterami dopiero się zaczyna, ale każda ich scena była naładowana czymś charakterystycznym tylko dla nich. Bardzo liczę na rozwinięcie tego wątku, bo sam zalążek był piękny. Kolejna rzecz, która całkowicie mnie kupiła, to styl pisania. Nie wiem jak inaczej go opisać, jest po prostu piękny. Pełen świetnych cytatów, tych związanych z uczuciami bohaterów, a także z głębszym przesłaniem. Choć nie jest to może do końca częścią historii, myślę, że na uwagę zasługuje również to, jak pięknie została wydana ta książka. Zaczynając od takich rzeczy jak mapka, słowniczek i spis religii, które pomagają zrozumieć to co czytamy, po ozdobniki przy rozdziałach oraz między scenami. Każdemu, kto lubi fantastykę, nie do końca moralnych bohaterów i liczy na coś nietypowego, polecam tą książkę. Mam nadzieję, że polubicie ją równie mocno co ja.
Nie wiem co można powiedzieć o tej książce, aby miała moja wypowiedz jakikolwiek sens. Była niesamotny, pod każdym względem. Stworzone postacie, które maja swój własny powód dlsczego dołączyły do Eleanor są różnorodne i każdy znajdzie choć jedna, która polubi bardziej niż reszte. Ja mam tak zdecydowanie z Davidem, którego uwielbiają prawie wszyscy. Mamy tutaj różne religie i wiary, o której książka cały czas mowi i nie zapomina o niej. Przetaczają się orzez nią postacie, które wydają się podejrzane i w głowie ma się tylko, a może to jest to Źródło? Sam motyw Źródła i Edama był tak ciekawy, ale jednocześnie tak niespodziewany, że chyba wciaz nie wiem co się tam działo. A koncowka to już w ogóle była inna rzeczywistosc i nie wiem jak przeżyje czekanie na następna czesc. Jedna z lepszych książek jakie przeczytałam!!
Moim zdaniem jest to bardzo dobry debiut. Książka ,, Radioaktywny domek dla lalek” opowiada o grupie znajomych, którzy w porozłamowym świecie chcą stać się kimś ważnym. Jest to nieszablonowa fantastyka. Dostajemy tutaj mroczny świat, ciekawie wpleciony motyw religii oraz sekt. Najbardziej urzekli mnie jednak bohaterowie (Monitor❤️)Każdy z nich różni się od siebie i ma inne motywacje do działania. Styl autorki jest przyjemny, książkę czyta się szybko. Na końcówce ciężko jest się oderwać. Czekam z niecierpilowością na kontynuacje. 🥰
Bardzo przyjemny styl pisania i pomimo że czasami nie ogarniałam co się dzieje (jak zawsze w fantastyce) to bardzo mi się podobało… Czekam na drugi tom 🩷
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją książki idealnej na jesienne chłodne wieczory. “Radioaktywny domek dla lalek” jest pozycją zdecydowanie intrygującą i niepowtarzalną, ale przejdźmy do konkretów. Plusem tej książki zdecydowanie jest klimat, który został dobrze wykreowany oraz przedstawiony nam jako czytelnikom. Mgła zaczyna spowijać miejsce, w którym się znajdujecie od momentu otworzenia przez was RDDL. Osobiście, gdy czytałam przed oczami miałam takie “wymarłe” ciemne miasto, bez różnicy czy akcja rozgrywała się za dnia czy w nocy. Czułam chłód bijący z tych kartek. To, że nawet przez sekundę w mojej głowie nie pojawił się inny obraz niż właśnie taki, który widzicie idąc o 24 na spacer, jest czymś co mnie urzekło. Ogromną zaletą jest oczywiście sam pomysł na fabułę. Rozłam wiary skutkujący tworzeniem się sekt, różnych nieoficjalnych stowarzyszeń, wyznań oraz sam fakt istnienia w tym świecie telekinetyków, jest tak oryginalny, że jestem pod ogromnym wrażeniem umiejętności wymyślenia czegoś takiego. Słownik umieszczony na końcu książki jest tutaj bardzo istotny i potrzebny, bo świat wykreowany przez Joanne nie należy do najprostszych. Jeśli już mówię o tym co mi się podobało to muszę napisać tutaj o głównych bohaterach – Eleonor, Jane, David, Natalie oraz Christian. Wszyscy są inni i bardzo różni od siebie. Uwielbiam to, że w tej książce nikt nie jest dobry, tutaj każdy jest szary moralnie i ciężko kogoś z nich tak typowo polubić. Niestety książka posiada również, oczywiście według mnie, minusy, o których muszę tutaj napisać. Można uznać, że czepiam się szczegółów, lecz jestem bardzo uczulona na błędy tego typu – a mianowicie chodzi mi o błędy stylistyczne. Momentami miałam wrażenie, że tekst nie został sprawdzony przez osobę za to odpowiedzialną. Czasami brakowało zaimków, innym razem pojawiały się błędne końcówki. Jest to detal, lecz bardzo pływał na moje odczucia i przyjemność z czytania. Jeśli chodzi o minusy fabularne to mam jeden. Nie rozumiałam za bardzo jak rozłam wiary wpłynął na to, że społeczeństwo upadło i cofnęło się w rozwoju do jakichś lat 80. Zdaję sobie sprawę, że religia i wiara bardzo często są fundamentalną częścią społeczeństwa, ale brakowało mi wytłumaczenia “jak krowie na rowie” czym to skutkowało. Czu ludzie po uświadomieniu sobie, że ich “bóg” nie jest jedynym słusznym i prawdziwym przestali chodzić do pracy, bo uważali, że nie ma to znaczenia? Czy ludzie wpadli w panikę, bo nie czeka ich życie wieczne? Właśnie tego mi brakowało. Odpowiedzi na takie, moim zdaniem, kluczowe i proste pytania, które zrodziły się w mojej głowie na samym początku książki. Może dostaniemy wytłumaczenie w kolejnej części, która już niebawem się ukarze. Styl pisania autorki jest bardzo specyficzny i wiem, że nie każdemu przypadnie on do gustu. Sama momentami musiałam przeczytać dane zdanie bądź cały akapit 4 razy, aby zrozumieć o co właściwie chodzi, bo często musimy czytać “między wierszami”. Nie dostajemy wszystkiego od razu na tacy i nie jest nam to powiedziane wprost. Ale nie uważam tego za wadę, raczej cechę charakterystyczną, która jednym się spodoba, innym mniej. Książka momentami mi się dłużyła i niestety nie potrafiłam do końca zaangażować się w historię tej paczki nieprzyjaciół, lecz polecam Wam zapoznać się z tym tytułem. To naprawdę ciekawa i oryginalna opowieść umieszczona w mrocznym i strasznym świecie.
"Z wyuczonym uśmiechem myślała, że dla niej był tak potrzebnym tego świata końcem"
Mam trochę love-hate relację z tą książką. Ponieważ czytając ją nie rozumiałam praktycznie nic z tego co czytam, ale jednocześnie nie mogłam jej odłożyć.
Świat zbudowany jest bardzo obszernie, dużo się w nim dzieje, jesteśmy bombardowani informacjami w takim tempie, że ja niestety nie byłam w stanie nadążyć za narracją.
To że gubiłam się w świecie i jego funkcjonowaniu to jedno, ale również gubiłam się w fabule.
Seria o radioaktywnych domkach wita nas historią Eleanor, która przewodzi grupie zajmującej się propagowaniem kultu Q.
I pewnie zastanawiacie się czym jest kult Q? Noo ja sama nie do końca wiem, bo niby mamy informacje, ale chyba nie załapałam konceptu. To jest istota, której wyznawcy mają osiągnąć szczęście, i guess?
No i oni sobie ten kult propagują, urządzają jakieś nielegalne imprezy, tam jakieś podawanie dziwnych substancji jest grane i ogółem dzieje się sporo, ale to już przeczytajcie sami. 🤭
Poza moim brakiem zrozumienia konceptu, że po co oni w ogóle to robią, to niestety nie rozumiałam też postaci i ich dialogów.
Każdy coś mówił, ale niektóre rozmowy zupełnie nie miały dla mnie sensu. Tak jakby mieli słuchawki na uszach, leci głośna muzyka i czytają z ruchu warg.
Do tego na dobitkę tom pierwszy ma sporo niedociągnięć redakcyjnych, przez co momentami ciężko się czytało.
Naprawdę rozumiem zamysł tajemniczości, zagadek etc., jednak ten tom jest po prostu niezrozumiały dla takiego czytelnika jak ja..
I teraz zapytacie, gdzie jest ta love, skoro było tyle hate. A już tłumaczę!
Nie wiem, nie jestem w wstanie powiedzieć, może to Q mnie opętało i trzyma przy tej historii? Być może!
Świat jest ciekawy, naprawdę chcę go poznać i zrozumieć (zdradzę wam że czytam już drugi tom i jest lepiej(ale to pogadamy w recenzji drugiego tomu) i im więcej rozumiem tym lepiej się bawię). Plot twist z końca mnie zszokował, zupełnie się tego nie spodziewałam i ostanie 3 rozdziały czytałam dwa razy żeby mieć pewność że to co czytam ma sens. Ta książka jest zagadką, trochę takim wyzwaniem które sobie obrałam i chciałabym zrozumieć.
Z tego co też widziałam jest to debiut autorki, więc starłam się wziąć to pod uwagę, jednak na pewne rzeczy nawet moje oczy się nie zamykają.
Czy polecam wam tą książkę? W sumie tak, bo chciałabym żeby więcej osób przeczytało, żebyśmy mogli usiąść i podyskutować. Ciekawa jestem czy ktoś też ma takie zdanie jak ja.
Drugi tom ma podsumowanie na początku, także nie trzeba się bać że coś się zapomni. Tak tylko mówię.
Książki takiej jak ta zdecydowanie nigdy wcześniej jeszcze nie czytałam. Zafascynowała mnie swoim tajemniczym i nietypowym, dystopijnym klimatem. Bohaterowie są świetnie wykreowani, szarzy moralnie (co UWIELBIAM w książkach), a świat bardzo dobrze rozbudowany, co moim zdaniem jest największą zaletą tej pozycji. Moimi faworytami zostali Jane oraz David i ciekawie śledziło mi się ich losy. Relacje między postaciami również zostały fantastycznie opisane. Jeśli chodzi o styl pisania i język, mam mieszane uczucia. Czasami przeszkadzały mi zbyt długie opisy, ale poza tym powieść została świetnie napisana i dopracowana. Słyszałam, że podobno występują w niej jakieś błędy stylistyczne, lecz ja ich nie zauważyłam 🙈 Według mnie autorka stosuje cudowne zabiegi, które jeszcze bardziej podkręcają klimat historii. Niestety, przez te opisy czytanie momentami mi się dłużyło - tak naprawdę wciągnęłam się dopiero około 200 strony. Dałabym tej książce niższą ocenę, gdyby nie niesamowite zakończenie, które BARDZO przypadło mi do gustu. Chciałabym pochwalić też elementy estetyczne w książce - mapkę, spis rejonów i wiar oraz słowniczek. Oprócz tego, że są ślicznie wykonane, to jeszcze bardzo przydatne. Jestem również ogromną fanką okładki 🤭🤭 Polecam fanom specyficznej i nieschematycznej fantastyki/dystopii, którzy szukają intrygującej i tajemniczej historii. Ku Q!
god dmn, kocham tę książkę jak nic, mimo, że czytałam ją gdzieś lekko ponad miesiąc (ale to głównie przez szkołę i zmęczenie przez które nie byłam w stanie czytać), myślę, że może zostać moim ulubieńcem maja i znaleźć się w top trzech roku. historia jest świetnie rozpisana i zaplanowana, styl autorki mimo, że niecodzienny to po dwóch rozdziałach już przyzwyczaja i wciąga, postacie są świetne, kocham każdego z osobna. a cała historia i owianą tajemnicą Źródło jest po prostu świetne i potrzebuje do życia drugiej części.
Absolutnie uwielbiam, debiut Joanny Rosińskiej zwala z nóg. Radioaktywny domek dla lalek, czyli książka fantasy, post-apo, opowiada o świecie po rozłamowym, kiedyś niczym nie różnił się od naszego, lecz gdy zatenświaty miejsce, gdzie magiczni żyli sobie przenikając do naszej rzeczywistości upadło na świat spadł strach, cierpienie i nie wyobrażalna konsternacja. Wkońcu magia nie istnieje? A jednak ludzie mieli przed sobą namacalny dowód, osoby władające magią, rozpadliny otaczające świat z każdej strony, powodujące ból. Jednak to już przeszłości teraz kilka naście lat później jest to tylko smutna historia w szarej rzeczywistości, pełnej głodu, inwigilacji i pustki. W tym wszystkim różne religię próbują przetrwać mniej lub bardziej legalnie, bowiem ludziom została już tylko wiara. Wiara, która pewna sektą z literka w nazwie, chętnie wykorzysta. To już się wydarzyło. Teraz nowe pokolenie przejmuje brzemię, nie wiedząc z początku na co się zgodzili. Ich życie Davida, Christiana, Jane, Natalie oraz Eleanor nigdy już nie będzie takie samo. Nie mogą się już wycofać, nie mogą uciec. On im nie pozwoli. Będą błagać o śmierć. Tylko czy napewno? Piątka ni to przyjaciół, ni wrogów, ma przed sobą wiele zadań, wiele problemów, sukcesy i kryzysy idą ze sobą nie odmiennie w parzę. A cena? Najwyższa z możliwych.
Książka prowadzona jest z kilku perspektywy, mamy więc możliwość spojrzeć na każdą sytuację z innej wyjątkowej perspektywy, bowiem każdy bohater ma własne wartości, inna przeszłość, inne problemy i spojrzenie na otaczający świat. Autorka poradziła sobie świetnie z zabawą perspektywą, żaden bohater nie zostaje pominięty, narracja nie rozjeżdża się, wszystko jest spójne. Widać ogrom pracy i serca włożoną w bohaterów, historię dająca spójny obraz książki. + Jest pięknie wydana ☺️
Jednym słowem polecam. Dwoma? Bardzo polecam. I trzema: Ogromnie mocno polecam.
4,5/5 o matko, to była tak świetna ksiazka. Mega ciekawa I intrygująca już od samego początku. Oryginalna historia, intrygujący bohaterowie i cudowny klimat
Książka porusza takie kwestie jak: alkohol, sekty, uzależnienia, samobójstwo, przemoc!
Spodobał mi się zamysł antyutopijnego świata gdzie główni bohaterowie nie są wzorem do naśladowania. Wykreowany świat jest owiany tajemnicą i mrokiem. Początkowo miałam problem z orientacją w fabule. Na szczęście na końcu książki znajduje się słowniczek z pojęciami, które pomagają w zrozumieniu świata. Książka zawiera mnóstwo barwnych bohaterów. Bardzo podoba mi się to, że każda postać ma inne motywacje do działania! Z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów i przeżywałam z nimi kryzysowe sytuacje. Osobiście mam całą książkę w znacznikach ponieważ dużo scen mnie rozbawiło. Podczas czytania można zauważyć specyficzny styl pisarski. W pewnych momentach zauważałam dosyć nietypowy szyk zdania, który nie do końca do mnie przemawiał. Jednak warto zaznaczyć, że jest to debiut. W moim odczuciu jest on bardzo udany i warty przeczytania.
Osobiście pokochałam tę książkę. Nie jest idealna, ale darzę ją ogromnym sentymentem. Nigdy nie zapomnę słuchania po nocach audiobooków RDDL nagrywanych przez @naroi_books , robienia memów do poszczególnych scen czy też wyjazdowej sesji zdjęciowej. Będę zawsze z przyjemnością wspominać tę książkę oraz nie mogę się doczekać kolejnych tomów serii!
Kraj, w którym wiara jest bardzo ważna. Każdy obywatel musi mieć ją określoną w swojej książeczce, którą zawsze przy sobie nosi. Władzę szybko podejmują działania przeciw nielegalnym wyznaniom, ale niespodziewanie pojawia się kult Q, a państwo wydaje się być bezbronne na jego działania. Witajcie w Nowym Kraju.
Zacznę od czegoś, co najbardziej podobało mi się w tej książce, czyli bardzo oryginalny i ciekawy świat. Mimo że nie zawsze do końca rozumiałam, jak wszystko tam działa, to i tak uważam, że pomysł na dystopijny świat, który głównie skupia się na wyznaniach, był strzałem w dziesiątkę! Zdecydowanie czuć ten mroczny klimat. Trochę ciężko było mi się przyzwyczaić do stylu pisania autorki oraz wkręcić w historię. Wydaje mi się, że zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę i nie za bardzo na początku rozumiałam, co czytam i skąd to wszystko się bierze. Oprócz tego uważam również, że akcja była zbyt wolna. Czytałam i trochę nie wiedziałam, do czego to zmierza. Mam też mały problem z bohaterami. Mimo że zostali wykreowani naprawdę bardzo dobrze i są od siebie różni (a dla mnie to naprawdę ważne, bo nie lubię bohaterów pisanych na jedno kopyto) to nie przywiązałam się do nich. Najbardziej polubiłam Jane i Davida i to w nich pokładam największe nadzieje na przyszłe tomy.
Jest tu trochę rzeczy, które nie do końca do mnie przemawiają, ale nie jest to zła historia. Myślę, że naprawdę ma potencjał. I nie wykluczam też tego, że czytałam tą książką w złym momencie swojego życia, kiedy dopadł mnie zastój, a wiadomo, że wtedy wszystko odbiera się inaczej 🥲 [współpraca reklamowa]
JESTEM ZAKOCHANA. Szczerze aż trudno mi uwierzyć że „Radioaktywny domek dla lalek” jest debiutem Joanny. Książka napisana jest świetnie, wydarzenia przedstawione z różnych perspektyw dają nam inne spojrzenia na dane sytuacje i pomagają zrozumieć bohaterów. Doskonale wykreowany świat który od samego początku mnie zachwycił oraz barwni bohaterowie którzy mimo odczuwalnej niechęci do siebie działali w wspólnym celu totalnie mnie kupiły. Polecam tą pozycje każdemu❤️
„Była zwyczajnie otruta, ów stan można porównać tylko do niszczycielskich sił trucizny przenikającej do organizmu. Prawdopodobnie dzięki temu, że tkwiła w tym po uszy i przyczyniała się do społecznej tragedii, stała się tego faktu świadoma. Ale tu i tak było pięknie. […] Nie, nie było.”
„Radioaktywny domek dla lalek” to książka, która z jednej strony może na początku przytłoczyć swoją objętością, ale z drugiej - bardzo szybko wciąga i nie puszcza do samego końca. Ciężko mi powiedzieć, o czym dokładnie jest, bo nie chcę niczego zdradzić - i szczerze mówiąc, nawet gdybym chciał, to nie wiem, czy potrafiłbym to ująć w jednym zdaniu. To trzeba po prostu przeczytać.
„Edam to na tobie z początku miał wypróbować tę sztuczkę. Padło na mnie, bo dowiedzieli się, że istnieję i najwyraźniej uznali to za ciekawe. Tak, bardzo ciekawe. Ale to nie gwarancja, że koniec końców i z tobą nie spróbują, tylko może w trochę inny sposób. Ja byłam zbyt interesującym, nowym obiektem, żeby mnie do reszty dobić.”
Styl pisania autorki jest momentami poetycki, czasem wręcz brutalnie dosadny, ale właśnie to sprawia, że łatwo poczuć klimat tej historii. Mnóstwo cytatów zostaje z czytelnikiem na dłużej - takich, które aż chce się podkreślić i wracać do nich później. Świat stworzony w książce jest dziwny, trochę przerażający, pełen religii, sekt i postaci, którym bardziej zależy na byciu 'kimś' niż byciu dobrym człowiekiem.
„Wolał się wykrwawiać z uśmiechem satysfakcji.”
Postacie to osobna sprawa - są naprawdę różnorodne, pogmatwane, nieidealne i przez to bardzo ludzkie. Czasem irytują, zaskakują, ale nigdy nie są nijakie. Każdy ma swój motyw, swój cel i swoje sposoby. Szczególnie zapamiętałem Davida i Natalie - totalne przeciwieństwa, a jednak coś między nimi działało.
„Zatopiła się w ciepłych ramionach, powstrzymując od wbicia ostrych paznokci w jego skórę. Przejechałaby po niej, przebiłaby się przez własne rękawiczki. Do krwi. Ten jeden raz pozbyłaby się emocji inaczej, krzywdząc go tak, by leżał pod jej stopami, prosząc o litość.”
Momentami książka może być trudna - przez długość, przez ciężkie tematy, przez mnogość pojęć (na szczęście jest słowniczek!), ale to wszystko wynagradzają zwroty akcji, złożoność świata i bohaterów. Dla mnie szczególnie ostatnie 50 stron były czymś wyjątkowym - nie spodziewałem się tego, co tam się wydarzyło i do teraz o tym myślę.
„Kiedy indziej ironicznie wdychała z karteczki, pokrytej odciśniętymi czerwonymi ustami, zapach drogiego alkoholu. Dziś zastała tylko nędzny papierek, którego może nawet by nie zauważyła, gdyby nie szukała. To było niczym cierpkie wyznanie, że faza fascynacji już minęła.”
Fakt, że autorka jest młodą Polką, która zrobiła to wszystko sama - od pisania po wydanie - jest inspirujące. Pokazuje, że jak się czegoś naprawdę chce, to można to zrobić. I za to wielki szacunek.
Od razu zamawiam drugi tom, bo nie mogę przestać myśleć o tym, co będzie dalej. A jeśli ktoś mnie zapyta, o czym jest ta książka, to po prostu dam mu ją do ręki. Bo nie da się tego łatwo opowiedzieć - to trzeba przeżyć.
RADIOAKTYWNY DOMEK DLA LALEK Joanna Rosińska ⭐️⭐️⭐️,5/5
ORYGINALNY POMYSŁ NA FABUŁĘ Sam koncept jest bardzo nietuzinkowy, bo czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, jak wiara oddziałuje na ludzi i co by było, gdybyśmy stracili poczucie kontroli nad własnym życiem? Joanna Rosińska zwraca uwagę na tematy i odpowiada w kreatywny sposób na pytania, których pewnie bym nie zgłębiła, jeśli nie przeczytałabym „Radioaktywnego domku dla lalek”.
TAJEMNICZOŚĆ Autorka stosuje ciekawy zabieg - nie mówi nam wszystkiego, a pod osłoną niedopowiedzeń, kłamstw i tajemniczości kryje się mroczna prawda. Moim zdaniem, czasem było tego trochę za dużo, bo trudno było mi się „wgryźć” w historię i zorientować w tej wykreowanej przez Joannę Rosińską rzeczywistości.✨
BOHATEROWIE Postacie „Radioaktywnego domku” są zdecydowanie morally gray, co osobiście uwielbiam. Większość z nich ma trudną przeszłość, a połączyło ich pragnienie władzy oraz potrzeba bycia istotnym w tym przerażającym świecie. W miarę czytania dowiadujemy się o nich coraz więcej i okazuje się, że niekoniecznie są tymi, za których ich uważaliśmy. Bohaterowie są również wielowymiarowi, a także interesujący pod aspektem psychologicznym.💓
AKCJA „Radioaktywny domek dla lalek” jest pierwszą częścią pięciotomowej serii, więc autorka skupia się głównie na wprowadzeniu czytelnika do świata książki oraz powolnym odkrywaniu faktów z życia bohaterów. Rozumiem, dlaczego się na to zdecydowała, ponieważ poniekąd buduje to napięcie, ale brakowało mi jednak nieco dynamiczności i akcji.
Na tej książce trzeba niekiedy mocno się skupić i choć jest to dla mnie satysfakcjonujące, to musiałam robić sobie przerwy w czytaniu, bo czasami ilość informacji mnie po prostu przytłaczała:( Mimo to, wciąż uważam świat przedstawiony w „Radioaktywnym domku" za ogromnie imponujący, złożony i stanowiący jedną wielką (chorą) łamigłówkę, której może tym razem nie dane było mi zrozumieć.
Podsumowując, myślę, że ta książka była dobrym wstępem do serii i mam nadzieję również zapowiedzią czegoś większego. Jest to jedna z najbardziej oryginalnych książek fantasy, z jakimi miałam się okazję spotkać i liczę, że kolejne tomy spełnią moje oczekiwania!❤️🔥
Witamy w Nowym Kraju, w miejscu, które kilkadziesiąt lat temu zostało zniszczone przez rozłam wiary, przez co teraz każdy musi określić swoje wyznanie. W miejscu, które idealnie sprzyja działaniu mrocznych sił, szczególnie jeśli ktoś odnajdzie pewną zakazaną książkę i postanowić zabawić się w bycie bogiem…
„ona nigdy nie powinna zostać napisana. Dlatego, że wszystko, co w niej jest, wydarzyło się już w przeszłości naprawdę i prawdopodobnie było na tyle niebezpieczne by za wiele zniszczyć”
To właśnie spotkało pewną grupę przyjaciół. Jeszcze dzieci, ale już dorosłych, którzy jedyne co mają ze sobą wspólnego to chęć bycia Kimś istotnym i możliwość kierowania społeczeństwem z ukrycia, tworząc podwaliny kultu istoty zwanej Q. Aby opisać rddl wystarczy użyć dwóch słów. Kompleks Boga. Bo jak inaczej określić moralnie szarych bohaterów, którzy chcą zmieniać świat, mając się za lepszych od innych? Nie spotkacie tu dobrych postaci. Ci nastolatkowie są zepsuci do szpiku kości, mają mnóstwo traum i są kompletnie egoistyczni. Jak zostali trafnie określeni - „obiecujący socjopaci”. Ale ich historia jest najlepszym ostrzeżeniem przed nadmierną ciekawością i pychą…
Poza tym muszę poświęcić kilka słów by powiedzieć wam, że świat fantastyczny który został tu wykreowany jest naprawdę niesamowity. Nie umiem tego porównać do żadnej innej fantastyki, mimo, że czytam wiele książek tego gatunku. To jest tak inne w dobrym znaczeniu tego słowa i do tego ma świetny, mroczny klimat. Faktem jest, że próg wejścia książki jest dosyć wysoki, bo wpadamy w środek akcji nie wiedząc co się dzieje, ale im bardziej zagłębiamy się w tę opowieść tym lepiej rozumiemy świat i odczuwamy większy niepokój domyślając się dokąd to prowadzi.
„Ja już w nic nie wierzę”
Te słowa dokładnie odwzorowują moje uczucia. Nowy Kraj to miejsce, w którym nie da się wierzyć w coś takiego jak przyjaźń, rodzina, szlachetne cele czy uczciwość. Tu nie można nikomu ufać. Nawet samemu sobie…
Jestem pewna, że jeśli przeczytacie tę książkę to wyzuje z was wszelkie emocje, tak jak zrobiła ze mną, ale wiedzcie że warto. Dla tych bohaterów, dla tego świata. Dla Q. Warto.
„Proszę pamiętać, że zawsze działamy ludziom na duszę.”
Wierzenia odgrywają ważną rolę w życiu człowieka jako jednostki, jak i w społeczeństwie. Od tysięcy lat ludzie prowadzają wojny i zabijają w imię swoich bogów. Uzależniamy swoje życie od religii, manipulujemy ją, szerzymy czy chociażby podważamy. Cały czas wiara jest wokół nas i stanowi filar naszego życia. Każdy w coś wierzy, nawet jeśli tym czymś jest nic. A co jakby uczynić wiarę swoją drogą do zaistnienia? Dokładnie o tym jest książka "Radioaktywny domek dla lalek" autorstwa Joanny Rosinskiej. Pięciu młodych ludzi, bardziej bądź mniej do siebie przywiązanych, ale razem tworzących niebezpieczną mieszankę, postanawia reaktywować sektę, głosząc kult tajemniczego Q. Są młodzi, pragną władzy i potęgi, pragną stać się kimś więcej. Pomimo ostrzeżeń nie są jednak świadomi jak bardzo droga którą obrali okaże się dla nich zgubna. "Radioaktywny domek dla lalek" to jedna z tych książek, która ma swój jedyny niepowtarzalny klimat. Od początku czytelnik jest wciągnięty do tajemniczego i ponurego świata Nowego Kraju, w którym wszystko budzi grozę. Przewracając kartki czułam się jakby autorka przeniosła mnie do innego wymiaru, który sprawiał, że nie raz dostałam gęsiej skórki na rękach.
książka tak osobliwa, tak starannie skonstruowana, tak przemyślana, z tak dobrze wykreowanym światem oraz interesującymi bohaterami, że chyba jeszcze długo o niej nie zapomnę
poczatek trudny, dosc ciezko sie polapac, ale zdecydowanie warto. calosciowo ksiazka ma niesamowity klimat, chyba jeden z lepszych debiutow jakie czytalam