Widać, że to jego pierwsza powieść. „W polu” jest o wiele lepsze i jest zauważalny bardziej kunsztowny sposób psychologizacji bohaterów, wejścia w głębie ich uczuć i przeżyć, ale też otoczenie i przyroda (oraz trupy) dookoła ma większe znaczenie niż w „Naganie”. Widać jednak zalążki kunsztu, który potem będzie błyszczał w powieści z 1938. Od czegoś trzeba jednak zacząć;) Uważam też, że postacie kobiece wychodzą Rembekowi dość nieudolnie. Po lekturze jego dzienników, jestem pewna, że bardzo mocno jego prywatne doświadczenia wpłynęły na kreacje Maryśki… Bardzo podoba mi kreacja sierżanta Gołąbka. Na myśl nasunęło mi się, że to ciekawy kontrast - bohater o nazwisku, które jest dość niewinne i ma konotacje z symbolem pokoju, jest tak bardzo oddaną wojnie, nieustraszoną maszyną do zabijania. Świetne!
Jeśli ktoś się interesuje Rembekiem (albo jest psychofanką jak ja) warto przeczytać „Nagan”, aby widzieć rozwój jego twórczości:))
Pierwszy kontakt z Rembekiem - rozpoznanie bojem - zdecydowanie bez satysfakcji. Koturnowe dialogi kartonowych postaci, wśród których niestety nikną mocne sceny batalistyczne. Główny bohater, chyba wbrew intencjom autora, budzi jedynie irytację, co chwilę dowodząc swej całkowitej odporności na wiedzę płynącą z doświadczeń i zupełnego braku kwalifikacji dowódczych. Na dodatek redakcją merytoryczną i tworzeniem przypisów do tekstu zajął się jakiś bogoojczyźniany niedouk, któremu wydaje się np., że "garson" w restauracji to chłopak na posyłki.