"Akcja „Świadka” rozgrywa się na przełomie 1940/1941 roku w Besarabii - -przechodzącym z rąk do rąk skrawku ziemi pomiędzy Prutem, Dniestrem i dolnym Dunajem. Tytułowym bohaterem i zarazem narratorem opowiadania jest fryzjer, Fiodor Pietrowicz Pokora, który zdaje relację z tego, co wydarzyło się w Besarabii po wkroczeniu Armii Czerwonej. Jego oczyma widzimy jak nad Kotłowiną, małym miasteczkiem położonym nad Dunajem, przetacza się niszczący huragan dziejów i pozostawia przy życiu tylko nielicznych świadków tego, co się wydarzyło. „Świadek” jest znakomitym literackim dokumentem, który zwraca uwagę czytelników na historię krainy, której od dawna nie ma już na mapie"
Mitrofanow swoim Świadkiem sprawił, że poczułem, jakbym wysłuchał etiudy, która dostarczyła mi tylu artystycznych wrażeń, ile wagnerowskie misterium sceniczne. Jest to powieść o objętości mini, lecz jakość tej prozy jest wymiaru maksi. Na jej lekturę wystarczy jedno popołudnie. W głowie pozostanie przez wiele tygodni. Srogo się napracował tłumacz, Aleksander Horodecki. Wielkie brawa za odwagę, trud i translatorskie wybory. Głębokie ukłony dla Claroscuro za podjęcie ryzyka wydawniczego. Życzyłbym sobie tego autora więcej i więcej.
Od razu przypomniał mi się "Chleb rzucony umarłym" Bogdana Dawida Wojdowskiego. Ostatnio czytana książka o podobnym ładunku emocji, po przeczytaniu której dosłownie z trudem można było się pozbierać. Niby, jak się urodziło w tej części Europy, sporo się wie o tym, co się działo u sąsiadów. Jak w praktyce budowano ten "arcyludzki system" na Węgrzech, w Rumunii czy w samych Sowietach. Ale tak przetworzona historia, opowiedziana z takiej perspektywy - tak pięknie literacko - wręcz obezwładnia. Wszystkim "paputczykom", "użytecznym idiotom", starym i młodym - bo to ciągle nie przechodzi - do lektury i namysłu. I wielkie, naprawdę wielkie, wyrazy uznania dla tłumacza.
Była sobie kiedyś Besarabia - historyczna kraina we Wschodniej Europie między Dniestrem a Prutem, będąca obecnie częścią Mołdawii i Ukrainy. Było sobie niewielkie miasteczko Kotłowina nad Dunajem. Miasteczko na środku niczego - rzeka, tereny podmokłe i skupisko chat. Byli ludzie tworzący tę krainę; ludzie, którzy stracili wszystko.
Głównym bohaterem i narratorem książki jest Fiodor Pietrowicz Pokora – fryzjer i golibroda, mieszkający w tym niewielkim miasteczku z żoną i dwoma córkami. Opowiada o przemianach Besarabii, ucieczce wielu jej mieszkańców przeczuwających nadchodzące zło, wkroczeniu Armii Czerwonej do miasteczka Kotłowina. Dzięki swojej profesji, Fiodor może obserwować nie tylko zmiany zachodzące w miasteczku, ale przede wszystkim zmiany zachodzące w samych jego mieszkańcach - zmiany nastrojów i relacji wśród wszystkich warstw społecznych. Zwykli mieszkańcy, rybacy, żołnierze, wysoką rangą przedstawiciele nowych rządów. Jednym z jego klientów jest Paweł Pietrowicz Tołobucha - lejtnant, człowiek oddany władzy i wykorzystujący swoją wysoką pozycję. Mimo początkowych nadziei, że "jakoś to będzie", dość szybko okazuje się, że dobrze nie będzie. Nie będzie nawet przyzwoicie. Tołobucha, nie zważając na mieszkańców tej krainy, a licząc się tylko z wynikami przedstawianym zwierzchnikom, wprowadza kolejne zmiany, nie patrząc na dobro mieszkańców. Jedna z wprowadzonych przez niego zmian polega na zabieraniu mieszkańcom środków niezbędnych do życia. Tym samym skazuje Fiodora i resztę życie w nędzy... Mała ojczyzna mieszkańców okolicznych terenów, która została im odebrana, teraz jest niszczona i plądrowana. Gdy w końcu nadchodzą tragiczne czasy, ludzie zaczynają wyprzedawać wszystko, co mają. Żebrzą o jedzenie, kradną, oszukują. Z braku innych możliwości jedzą trawę i korę. Nad niegdyś spokojną krainą zawisa aura śmierci - umierają dzieci, chorzy, słabi, starsi. Zima okazuje się jeszcze cięższa do przetrwania niż zwykle. Ratunkiem dla wygłodniałych i wycieńczonych mieszkańców jest transport chleba przysłany przez władzę, na który czekają długo, a gdy w końcu nadchodzi, rozpoczyna się walka między ludźmi o choć kawałek jedzenia. Człowieczeństwo schodzi na dalszy, dużo dalszy plan. Besarabia, ich mała ojczyzna, wyjątkowa kraina, w niedługim czasie przemienia się w krainę głodu i ubóstwa, w której ludzie zrobią wszystko, by zdobyć kawałek chleba. A każda forma sprzeciwu, nawet najmniejsza, jest surowo karana. Nadchodzi gehenna, w której nadzieja na lepsze jutro jest jedynie wspomnieniem, a kolejny dzień – walką o przetrwanie.
Autor stworzył książkę wybitną. Przelał na karty tej niewielkiej książki koszmar i traumy, które na zawsze zostały w pamięci mieszkańców tamtych ziem, ale z czasem zawieruszyły się gdzieś w historii naszego świata. Opisał to, czego doświadczył on i mieszkańcy tego niewielkiego miasteczka – śmierć głodową kobiet, mężczyzn i dzieci. Stworzył przerażający obraz początku końca małej ojczyzny, powolnej agonii ludzi i kultury. Jego relacja dobitnie ukazuje, jak sowiecki okupant zniszczył to miejsce i jego mieszkańców, zagłodził i odebrał im wszystko, co mieli. Również godność i człowieczeństwo. A Besarabia? Besarabia była krainą wyjątkową, którą zamieszkiwały różne narodowości, rozmowy toczyły się w różnych językach, ale wszystkich łączyła wspólna tradycja. Sąsiadami żyjącymi w zgodzie byli Bułgarzy, Rumunii, Mołdawianie, Ukraińcy, Rosjanie, Cyganie i Żydzi. Po wejściu Armii Czerwonej wszystko to przestało istnieć. "Świadek" to również poruszające i wręcz elektryzujące studium tego, co dzieje się z człowiekiem przerażonym i wyniszczonym, któremu odbiera się wszystko, co posiada. To, jak wpływają na niego zmiany, którym jest poddawany oraz to, co robią z ludzką psychiką traumy, które zostają w nim na zawsze. Język książki jest bardzo mocną stroną tej pozycji. Może nawet gra on główną rolę w obiorze tej historii. Dzięki niemu Czytelnik przenosi się w czasie i miejscu, staje się jednym z bohaterów. W oryginale książka była pisana nieistniejącym już dzisiaj dialektem rosyjskiego, a w książce pojawiają się zwroty ze wszystkich języków, którymi posługiwali się mieszkańcy Besarabii: ukraińskiego, mołdawskiego, rumuńskiego, żydowskiego i właśnie rosyjskiego. Aleksander Horodecki, tłumacz tej książki, dokonał rzeczy niesamowitej - przełożył tę treść w taki sposób, żeby po polsku brzmiała ona jak archaiczny dialekt. Wyszło doskonale, za co należą się panu Horodeckiem ogromne gratulacje i podziękowania za ogrom pracy, jaki w to włożył. Mówiąc o tej książce, nie można zapominać o jej wspaniałej oprawie. Okładka przywołująca na myśl stary brulion, znaleziony gdzieś na strychu, karki w linie, czcionka imitujące odręczne pismo, numery stron "wystukane" na maszynie do pisania. Te wszystkie szczegóły tworzą niepowtarzalny klimat i sprawiają, że Czytelnik jeszcze mocniej przeżywa historię opisaną na jej kartach.
Ilja Mitrofanow napisał książkę poruszającą i wyjątkową pod każdym względem. Książkę ważną, a nawet bardzo ważną. Książkę niepozorną z zewnątrz, ale kryjącą wewnątrz zapis niszczycielskiej siły zła w najczystszej postaci. Książkę opowiadającą o tragedii zwykłych ludzi i o czasach trudnych, o świecie, ludzkich ambicjach i słabościach, czynach, które przerażają. Książkę, obok której nie sposób przejść obojętnie. Książkę, od której nie sposób się oderwać. To jedna z tych książek, które każdy powinien przeczytać. Przeczytać i nigdy nie zapomnieć. A że ta historia zostaje w pamięci na długo i że zmusza czytelnika do refleksji nad życiem i przeszłością. Serdecznie polecam.
Znakomita i wstrząsająca zarazem historia o destrukcyjnej sile totalitaryzmu, której nie da się oprzeć. Codzienność zagubionego gdzieś nad Dunajem miasteczka zostaje wywrócona na nice wraz z pojawieniem się nowej komunistycznej władzy. Niby to wszystko znamy z niezliczonych innych lektur i relacji, ale tu w książce Mitrofanowa relacja prostego fryzjera uzyskuje ciężar świadectwa o wadze ewangelicznej. Jeśli myślimy, że totalitaryzm można przeczekać, gdzieś się przed nim ukryć i schować i po prostu żyć dalej, robiąc swoje, to Mitrofanow w genialny sposób pozbawia nas złudzeń. Wielka literatura. Brawa dla wydawnictwa Claroscuro za publikację tej książki.