Zacznę od podziękowań dla Sylwii, która oddała pod moją opiekę historię Jillian i Kyle’a. Jestem dozgonnie wdzięczna, piekielnie szczęśliwa i dumna, że to między innymi moje logo jest na tej świetnej książce.
Ta książka dla mnie jest idealna pod każdym względem. Historia mnie wciągnęła od pierwszych stron, bohaterzy mnie zaintrygowali już w momencie ich poznania. Nie będzie to chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie mogłam się oderwać od książki!
„Frat boy” to historia idealna dla fanów książek, których akcja rozgrywa się w college’u. Uniwersytecki klimat, bractwa i siostrzeństwa, imprezy, mecze futbolu amerykańskiego i trener, który sprawiał, że miałam ochotę krzyczeć wniebogłosy.
Przysięgam, że to, ile razy trener Kevin podniósł mi ciśnienie, jest aż zaskakujące, ale nie ma co się dziwić, skoro jest on postacią godną potępienia, krytyki i po prostu obrzydliwą.
Zdecydowanie nie mogę tego powiedzieć o Kyle’u. Członek drużyny amerykańskiego futbolu, który nie wpisuje się w kanon typowego, stereotypowego chłopca sportowca. Kyle urzekł mnie totalnie. Uwielbiam jego postać, troskę i życzliwość względem Jillian. Oprócz ładnej buźki chłopak posiada również wielkie serducho. Chociaż fakt, czasami potrafi najpierw coś powiedzieć, zanim pomyśli, czy w ogóle powinien się odzywać w pewnych kwestiach 😂. Jest zabawną i barwną postacią, która niejednokrotnie sprawiła, że parskałam śmiechem.
Jillian Wheeler. Jejku, jak ja uwielbiam tę bohaterkę. Jillian to dziewczyna, która nie potrzebuje nikogo, aby być KIMŚ. Chłopak u jej boku mógłby wydawać się tylko miłym dla oka dodatkiem. Jest silną bohaterką z ciętym językiem. Potrafi skupić na sobie uwagę wszystkich osób w pomieszaniu, dopiero wchodząc przez framugę drzwi - tak właśnie ją widzę. Rozumiecie, o co mi chodzi? Jillian wydaje się zimna dla osób, które ją widzą. Dziewczyna trzymała w garści całą drużynę futbolistów, więc to już coś znaczy.
Kiedy Jillian i Kyle połączyli siły, aby pokazać wszystkim, jak złą osobą jest trener, moje serce się radowało, bo coś, co miało być tylko prostolinijną współpracą, przerodziło się w coś zdecydowanie zawiłego, gorącego i nieodpowiedniego.
Jakkolwiek to zabrzmi, ale jedną z moich ulubionych scen w książce, jest ta, w której Jillian pierwszy raz od kilku lat płacze, a tego wszystkiego świadkiem jest Kyle. Nie wiem, kto był w większym szoku wtedy. Kyle, że widzi zawsze silną i niezależną Jillian, która w tamtym momencie płakała, czy może Jillian, bo płakała pierwszy raz od tak dawna i to w obecności chłopaka, z którym tkwiła w dziwnej relacji.
Frat boy to slow burn, czyli coś, co UWIELBIAM. Sylwia świetnie rozbudowała napięcie w książce, które trzyma do dosłownie ostatniej strony książki. Przyjemnością było dla mnie czytanie, jak relacja bohaterów ewoluuje i rozkwita.
Wątek hate-love został poprowadzony perfekcyjnie i faktycznie bohaterzy tkwią w skomplikowanej relacji, w której raz się lubią, a raz unikają, jak ognia. To nie tak, że już na 30 stronie mamy wielkie uwielbienie i nie wiadomo co.
Frat boy wyciągnie z was całą paletę emocji. Śmiałam się, wzruszałam, rozczulałam i złościłam - mówię wam, książka idealna.