Skye to dziewczyna, której nie można jednoznacznie określić. Z jednej strony mamy do czynienia z bardzo dobrą uczennicą, której nauka nie sprawia problemów. Z drugiej - nieźle z niej ziółko, jeśli chodzi o niektóre zachowania. Ale, żeby nie było - to wszystko ma swoją podstawę. Za nieokiełznanym charakterem kryje się przeszłość, która do wybudziła.
Historia Nicka również niesie za sobą ból. Nielegalne wyścigi towarzyszą mu od pewnego czasu. Ma dopiero dziewiętnaście lat, a zaznał cierpienia, którego nie życzy się największemu wrogowi. Cóż, nikt normalny nie życzy. Jak sobie radzi? Nie ma co ukrywać, że idzie mi to kiepsko.
Tych dwoje staje na swojej drodze dzięki jednej, szybkiej decyzji chłopaka. To ma być "jednorazowa akcja", ale obrót spraw wygląda odrobinę inaczej.
Jest to historia o młodych bohaterach, o czym nie da się zapomnieć przez dialogi, które między sobą prowadzą. Niektóre z nich wydawały mi się aż za bardzo niedojrzałe (przynajmniej na początku książki, co właśnie przypisuję wiekowi postaci), jednak ładunek emocjonalny, który Autorka przemyciła w fabule zdecydowanie mi to zrekompensował. Tak więc, mimo lekko opornego dla mnie startu, nie mogłam się później oderwać od literek.
Nie jest to łatwa opowieść, chociaż sam początek może tego nie zwiastować. Będzie bolało. Sam fakt wystąpienia kilku wątków, które dla człowieka z natury są ciężkie, powoduje, że książka może wywołać cierpienie. Zostało w niej poruszone coś więcej i za to ją cenię.
Mam bardzo mieszane uczucia, co do samego zakończenia historii. Nie było ono złe, nie chcę żeby ktoś mnie opacznie zrozumiał. Po tym, co Autorka zafundowała kilkadziesiąt stron przed ostatnią kropką, byłam po prostu zła. Pamiętajcie, że to tylko subiektywna opinia, spowodowana moim bólem. Jednak zrozumiałam przekaz, który za sobą niesie te niespełna czterysta stron. Wszystko w życiu dzieje się po coś. Los bywa przewrotny - daje, zabiera, pozwala się śmiać, zmusza do wylewania łez. Ważne jest wsparcie bliskich, kolejne szanse - nie tylko te, które dostajemy od innych, ale przede wszystkim te, które dajemy sobie sami.