Po raz pierwszy zebrane w jednym tomie dwie kultowe książki Marii Czubaszek: Na wyspach Hula-Gula i Dziewczyny na ścianę i na życie!
Słyszałem i widziałem już tysiące Marii Czubaszkówien: wąsatych i siedzących na wózkach inwalidzkich, garbatych i zatrudnionych w usługach, mundurowych i chodzących służbowo w cywilu. Ostatnim wcieleniem imienia własnego Maria Czubaszek jest dla mnie czerstwy staruszek, który dla kawału prosił mnie do tańca na sylwestra, mówiąc: "Bynajmniej posiadam narzeczoną osobistą zresztą niestety".
Ty też bezbłędnie rozpoznajesz ten typ i z uporem szukasz jego obecności? Ta książka jest dla Ciebie! Czubaszek ironiczna, absurdalna, genialna. Teksy i felietony, za które pokochały ją miliony czytelników. A że w życiu i tekstach Marii Czubaszek może wydarzyć się naprawdę wszystko…. Nieprawdaż? Prawdaż, niestety! Bo ludzie nienormalni są w tym świecie jak najbardziej normalni! Uwaga! Przeczytanie tej książki grozi miłością albo uwielbieniem do autorki!
Maria Czubaszek, właściwie Alicja Bacz (ur. 9 sierpnia 1939 w Warszawie) - polska poetka, pisarka i satyryk, autorka tekstów piosenek, także scenarzystka, felietonistka i dziennikarka. Nazwisko Czubaszek zachowała po swoim pierwszym mężu.
Studiowała na Wydziale Dziennikarstwa, a także na Wydziale Filologii Angielskiej Uniwersytetu Warszawskiego.
20 maja 2009 z rąk ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego odebrała Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis"[1].
Niesamowicie schematyczna książka, każde opowiadanie wygląda tak samo, a humor absurdalny polega na "dziś jest niedziela, a tak naprawdę to wtorek". Dodatkowym elementem humoru są zdrady pomiędzy bohaterami. Podsumowując, nie widzę tu kunsztu literackiego tylko powtarzalność i brak nauki pisania, skoro każde opowiadanie zawiera te trzy elementy. Okropne doświadczenie czytelnicze.
Dawno, dawno temu, przed kilkoma godzinami, wysoki chłopak o niskim wzroście szedł z sześcioletnią staruszką po łące pokrytej asfaltem. Był czwartek i jak na początek tygodnia przystało, chłopak szedł leżąc na siedząco, w pozycji kucznej, podczas czołgania do sklepu hydraulicznego po mąkę, lecz mieli tylko zielone pomarańcze. Poszedł z nimi do wujka, z którym poszli samochodem, na rowerze, na basen pobiegać w górach na rękach z odważnikami. Po powrocie, wchodzi wujek do windy, a tam schody. Naciska przycisk i wchodzi na górę. Czeka tam ubrany golas, na boso, w butach, z gaśnicą i zapytał się czy nie pójdą do kina na zakupy. Był wieczór, około ósmej rano po południu, więc zaczęli pić kanapki, zagryzając wodą niegazowaną z gazem. Po niesytym posiłku byli bardzo najedzeni, więc poszli jeść dalej, gdyż byli głodni. Po drodze spotkali małą dziewczynkę o dużym wzroście, z kwadratowymi trójkątami w kształcie koła na plecach, więc nie zapytali jej: co się stało? a ona nie odpowiedziała im, że dziadek ma zielone sandały. Wpadli w szok po zobaczeniu tej wiadomości i zaczęli krzyczeć z całych sił po cichu, żeby nie przeszkadzać ludziom, bo byli w bibliotece, na stadionie, gdzie odbywał się mecz bicia się kablami od telewizora, w którym uczestniczył wielki tłum ludzi, liczący jedną osobę, która siedziała na drewnianym kamieniu zrobionym z aluminium, opalając się w cieniu. W tym samym momencie, trzy dni później, nastał upalny mróz. Chłopak pobiegł nad jezioro, gdzie nad brzegiem stały trzy łódki: jedna cała, drugiej pół, a trzeciej wcale nie było. Wpełzł na rzęsach do trzeciej i poleciał na bezludną wyspę, gdzie była wioska węgierskich indiańców z północno-południowej Afryki. Wszedł na palmę, poślizgnął się i zleciał z jabłoni na wierzbę. Przychodzi właściciel tej sosny i mówi: złaź z tej topoli, bo to mój dąb. Chłopak zszedł, pozbierał kokosy i poszedł na plac sprzedawać marchewki. Wtedy głuchy usłyszał, jak niemy powiedział, że ślepy widział, jak szczerbaty odgryza włosy łysemu, który biegnie razem ze sparaliżowanym. Pobiegł za nimi, zakręcił prosto i się zgubił, ale wiedząc, gdzie jest, wrócił do domu, wysikał kupę i wyskoczył przez okno spać. Niechcący kopnął się w środkowe kolano trzecią pachą. Spadł na dach tegoż oto budynku, z którego wyskoczył godzinę temu. Nie wiedząc, co robić, zdecydowanie poszedł dalej tymże chodnikiem.
Momentami zabawna ale poza tym bardzo.... nijaka. Z przykrością muszę stwierdzić że się zawiodłam, bo na prawdę spodziewałam się czegoś więcej a po prostu się wynudziłam
Za moment minie już 7 lat odkąd Pani Marii, skarbnicy wspaniałych powiedzonek, i „nienachalnej z urody”, ale uwielbianej przez wielu felietonistki i autorki tekstów nie ma już z nami. Powiedzieć o Niej że była osobą niezwykłą, to mało. Niewiele jest osób, które wzbudzają tak skrajne uczucia, bo Panią Marię albo się wielbi, albo nie znosi. Ja należę do tej pierwszej grupy – cenię i wielbię za poglądy, za dystans, za humor, za upartość, za tego przyklejonego do ust i ręki fajka, za teksty, które ciągle gdzieś tam w głowie tkwią. Mój ulubiony, pod którym mogłabym się podpisać wszystkimi kończynami to „Mózg to najseksowniejszy męski organ. Prawdziwa tragedia to przystojny facet, ale durny i bez poczucia humoru”
I właśnie dla wielbicieli autorki jest ta pozycja, czyli zebrane w jednym tomiku felietony z książek „Na wyspach Hula-Gula” i „Dziewczyny na ścianę i na życie”. O czym są te felietony? A czy ktoś da radę opisać ten poziom abstrakcji, ironii i satyry jakimi Pani Maria operowała? Opisać to, to jak starać się tłumaczyć idiom - dla mnie nierealne. Za to gwarantuję że przeczytanie wywołuje co najmniej uśmiech, a niekiedy wewnętrzny rechot. A czy to nie jest to czego nam w tych niełatwych czasach potrzeba?
Do której grupy Wy należycie? Macie ulubione powiedzenia autorstwa Pani Marii?
Maria Czubaszek słynęła z niezwykle lotnego umysłu i rozbrajającej szczerości – co nie każdemu się podoba. Dokładnie te cechy odzwierciedla zbiór jej tekstów "Wszyscy niestety normalni", w którym autorka na każdym kroku zaskakuje czytelników nagłymi zwrotami akcji.
W felietonach Czubaszek czuć, że autorka uwielbiała bawić się słowem. Poziom absurdu w niektórych tekstach przywodzi na myśl dzieła Vonneguta, który nie miał sobie w tej kwestii równych, ale i tu warto zaznaczyć, że nie każdemu takie poczucie humoru przypadnie do gustu, a część czytelników może nawet poczuć się zmęczona takim stylem.
Tekstom Marii Czubaszek trudno odmówić inteligencji czy polotu, ale z pewnością nie jest to ten typ twórczości, który da się pochłonąć za jednym podejściem. W przypadku "Wszyscy niestety normalni" warto rozłożyć lekturę na raty (ja nie rozłożyłam) – w innym przypadku czytelnika może dopaść znużenie i poczucie, że cały czas czyta ten sam tekst.
"Wszyscy niestety normalni" odpowiednio dawkowane, dla wielu czytelników może okazać się lekką i przyjemną lekturą – ja sama jednak czuję delikatne “przedawkowanie”. Dla tych, którzy chcieliby poznać twórczość i styl Marii Czubaszek, a nie wiedzą od czego zacząć, pozycja złożona z krótkich tekstów, po które można sięgnąć w wolnej chwili może okazać się idealna.