Pierwsza przeczytana książka w tym roku i największy zawód książkowy, bo życiowy to ja mam za każdym razem, jak się budzę na tej planecie.
Opisowi tej książki możecie wierzyć tak samo, jak polskiemu rządowi w 100 konkretów, czyli kurwa w ogóle. Dlaczego? Bo Olśnienie na pierwszych stronach i w opisie zakłada, że będzie to książkach o prostych ludziach i o zwierzętach, a jest to raczej książka, która by była czytana podczas spotkań snobów w pałacu króla pseudointelektualistów.
I wiecie, nie ma w tym nic złego, że pojawiają się tu naukowcy i ludzie uczeni, ale jaki jest sens książki, w której każda istota na planecie staje się super Inteligenta, ALE Cały czas słuchamy tylko o intelektualistach i naukowcach, którzy już wcześniej byli geniuszami, a jacy to oni nie są MEGA inteligentni teraz. ''Mam 400 IQ'' To super gościu, a ja mam tylko 400 zł do końca miesiąca i się tym nie chwale.
Mamy w książce wątek mężczyzny, który był opóźniony rozwojowo, ale z super inteligencją staje się zwykłym gostkiem, który hoduje zwierzęta tylko, że te również zaczynają rozumieć swoje miejsce we wszechświecie. Część z nich nie chce już dłużej pracować ciężko na polu, część zaczyna rozumieć, do czego są hodowane i popada w panikę, a biedny człowiek, stara się dojść z nimi do porozumienia w rozpadającej się cywilizacji. Brzmi super prawda? Problem w tym, że to nie on jest głównym bohaterem tej historii, wiec szybko zostaje zapomniany, tak samo, jak królik, który ogarnął jak otwierać klatkę, chłopiec, który był blisko zostania geniuszem matematycznym, zwykły kowalski, gosposia, starszy pan mijany na chodniku, o takich ludziach powinna być ta książka…
A dostajemy grupę naukowców, którzy ciągle ględzą o tym, jak to ludzka rasa jest najinteligentniejsza we wszechświecie, plus ludzie zwykli szarzy kowalscy, wcale nie zaczynają mieć głębokich przemyśleń i otwierać się na nowe idei, bo większość z nich zmieniła się w bandę dzikusów, oszaleli z powodu przypływu myśli, o których nigdy wcześniej nie wiedzieli, a tylko ci naukowcy są TAK WYJĄTKOWI, że dają sobie rade. Autor miał też jakieś poczucie wyższości, bo kiedy w książce pojawiają się obce cywilizacje, to oczywiście człowiek jest panem świata lepszym od reszty z powodu swojej mądrości
Wale to, w jakim roku ta książka wyszła i w jakich realiach, mógł ja nawet napisać jaskiniowiec, nic nie zmienia faktu, że jest totalnym gównem, rozczarowanie totalne.