"Inność. Gdyby ktoś zapytał Witalija, jak określiłby samego siebie, użyłby dokładnie tego słowa. Problem w tym, że nikt nigdy nie zapytał”.
"Słodko-gorzko” to opowieść o Witaliju, który odkrywa swoją homoseksualność. Powoli, brutalnie, niszczony przez apodyktycznego ojca – konserwatywnego byłego górnika, który aspiruje na stanowisko prezydenta miasta. Zmanipulowany przez księdza zmusza syna do niechcianego małżeństwa, z którego Witalij pragnie uciec.
Czy kiedykolwiek pozna kogoś, kto zaakceptuje to, kim naprawdę jest?
Stanowczo nie mam cierpliwości do książek Patrycji Żurek. Jej nieumiarkowanie w zarzucaniu czytelników nieszczęśliwymi i wyczerpującymi wątkami wydaje mi się jakimś patologicznym, sadystycznym fetyszem... Drugie podejście do twórczości Autorki raczej będzie ostatnim, szkoda mi czasu i energii.
Natknęłam się na ten tytuł w jednym z niedawnych postów na Instagramie @empikgo, a że @patrycja.zurek.pisarz kibicuję, to sięgnęłam po niego tuż po #miłośćztiktoka, zderzając się kolejny raz z problematyką akceptacji dla orientacji seksualnej. W powieścią #słodkogorzko dużo więcej jest goryczy niż słodyczy, bo gorzkie i pełne cierpienia jest życie głównego bohatera - Witalija - najmłodszego dziecka ukraińskiej emigrantki i mysłowickiego górnika. Matka kochała swego syna, podobnie jak starsze cztery córki, miłością wielką, jednak nie na tyle odważną, aby uchronić go przed fanatycznymi zapędami ojca, o którym dziś powiedzielibyśmy „reprezentant toksycznej męskości”, dla którego syn-gej to potwarz, wstyd i zakała rodziny. Patrycja wykreowała bardzo realistycznie rodzinne relacje, w których pozory i fałszywa religijność zabijają, i to zarówno wprost, jak i w przenośni 😓 Kibicowałam jednak młodemu Sztygarowi, aby odnalazł spokój. Czy mu się to udało? Przeczytajcie koniecznie. Bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, którzy zasługują na miłość, bezpieczeństwo i zrozumienie. . . . #czytamzempikgo #patrycjażurek #powieśćpsychologiczna #dramatobyczajowy #przeczytane #showmustgoon #czytamebooki #ebooktoteżksiążka #czytamnaczytniku
Autorka mnie nie zawodzi, choć nie poruszyło to mną jak ślimaki, wciąż jestem pewna, że myślami będę do niej wracać. Tytuł świetnie określa historię, pomimo, że jest tam zdecydowanie więcej goryczy niż słodyczy. Podobało mi, że mieliśmy perspektywę kilku osób i przy każdej mogłam chociaż trochę wczuć się w ich sytuację. Dla niektorych też książkę są zbyt smutne i okrutne, ale ja to lubię. Nie chce czytać tylko cukru i ta autorka jest do tego świetna.
Książka powinna mieć, moim zdaniem, ograniczenie wiekowe; może 16+ (?)
Podobało mi się, że poznajemy stopniowo nie tylko głównego bohatera, ale i pozostałe postacie. Ich historie też są interesujące... i mamy opowieść o rodzinie. Choć może przez to Witalij wydaje się być nieco mniej w tym wszystkim widoczny czasem (?) Plus za ciekawy wątek ukraiński i jego zakończenie. Śmierć ojca nie do końca przekonuje, list również (co wybacza Witalijowi??), jego postać została tak wykreowana, że niełatwo o współczucie. Chciałoby się też rzec, że nie wszystko, co w książce opisane, mogłoby się wydarzyć naprawdę; i o to niełatwo, chciałbym jednak wierzyć, że to, w jaki sposób ojciec znęca się nad Witalijem, zostało chociaż trochę przerysowane... Nie do końca natomiast zrozumiałem przesłanie, jakie ma nieść ze sobą dedykacja na początku książki. Obyczajówka, za którymi nie przepadam, ale której przeczytania nie żałuję. Więcej w niej jednak gorzkości, niż słodkości, nawet w zakończeniu tej drugiej jakby bardzo zabrakło, a nie zawsze takiej lektury potrzeba nam do szczęścia. Nie zawsze też smutne zakończenie przekonuje najbardziej.