Zacząłem czytać... i tak mnie wkurzała, że gdybym nie zapłacił za nią ponad 20zł (czyli więcej niż zwykle płacę za książki :D ), to chyba bym sobie odpuścił... Zamysł jest oczywiście super ale tak średnio mi się chciało czytać o losach "syna matki sąsiada"... czułem się jakbym czytał wypracowanie, gdzie wciśnięte zostało wszystko, byle było więcej treści. I o ile lubię szerokie ujęcie tematu, tak tu przesadzili. Książka do skrócenia o co najmniej 1/3... no minimum 1/4. I nie chodzi mi tu o opisy ptaków czy przyrody, bo to pasuje i jest ok. Potem się chyba jednak przyzwyczaiłem (albo było tego trochę mniej) i książka nie jest zła... tylko niepotrzebnie rozdęta. Ale to jest tak, że o Hitlerze, Himmlerze czy Göringu napisano już wszystko i napisano to wcześniej. Więc teraz trzeba wynajdywać jakichś innych, nie ważne jak małych, ale wynaleźć, a potem napisać o nich wszystko co tylko można jeszcze odnaleźć, łącznie z kolorem skarpetek. Nie, ja myślę że ocena 7/10 jest jednak trochę za wysoka, dam jednak 6/10.
Tym niemniej... nie można odmówić autorom zrobienia kawału ciężkiej roboty w dotarciu do tych wszystkich informacji (mimo że nie wszystkie są istotne i można by pewne jednak pominąć). No i plus za nie ocenianie, to po prostu rzeczowa relacja z przedstawieniem opinii różnych stron.
Podsumowując: moim zdaniem przeczytać jednak warto, choć należy się przygotować na mnóstwo pobocznych informacji.
Tyle miałem do powiedzenia o książce jeszcze do wczoraj. A potem przeczytałem w innej opinii: "Nie chcę wpisywać tu imienia i nazwiska tego zbrodniarza, o którym jest ta książka. Powinno być zapomniane. W przeciwieństwie do jego ofiar." i pomyślałem, że ktoś się chyba pomylił i to nie o tej książce :D (jakiego zbrodniarza?) ...a potem dotarło do mnie, że chyba jednak nie i chyba jednak ktoś naprawdę może to tak widzieć. I to mnie skłoniło do przemyśleń większych niż sama książka... To jest to trudne pytanie, czy ktoś jest winny bo jest świadkiem i nic nie robi? A czy może realnie zrobić cokolwiek? Czy można to w ogóle tak ocenić? No przepraszam, ale mnie to brzmi niczym: "jaka depresja, weź się w garść" albo: "jakie zaburzenia lękowe, po prostu rób, a nie myśl o głupotach". Bardzo często ludzie nie dlatego nie działają, że się z czymś zgadzają albo jest im to obojętne, tylko dlatego że są tak zalęknieni, skupieni na sobie i swoich lękach, że nie potrafią zadziałać (skoro nie potrafią nawet wyłączyć swoich lęków). Zupełnie szczerze mówiąc, też bym nic nie zrobił, zwłaszcza w stanie w jakim byłem te 20 czy nawet jeszcze 15 lat temu - pewnie 90% czasu poświęciłbym na myślenie co zrobić żeby wypaść jak najlepiej przed kolegami i w ogóle, 8% czasu na pracę, a jakieś 2% na całą resztę w tym więźniów. Ja wiem jak niezdrowo to brzmi, nie jest to zdrowe i tak nie powinno być ale tak bywa. A świat się nie składa wyłącznie z jednostek zdrowych i bez zaburzeń i zapewne w 1940-1945 też się nie składał (a może nawet tym bardziej się nie składał).
Podobnie jak chybiony jest argument, że wielu odmówiło wypełniania rozkazów (np. rozstrzelania jeńców) i nic im się nie stało i w ogóle nikomu chyba nie stało się nic poważnego z powodu odmowy zabijania, więc można było tak zrobić - no to świetnie ale my to wiemy dzisiaj, 85 lat później... Naprawdę gratuluję ludziom odwagi, nie sądzę bym mógł im dorównać. Ale również nie sądzę, że ktoś wypowiadający tak stanowcze wyroki 85 lat po rzeczonych wydarzeniach wie na pewno co mówi.
[Ok, może ostatnie akapity nie były dokładnie o książce ale dla mnie częścią czytania książki są również przemyślenia z nią związane.]
(czytana: 23.09-15.10.2025)
3+/5 [6/10]