To miał być najpiękniejszy dzień w życiu Aubree Sullivan. Eleganckie wesele, piękna suknia, cudowne miejsce i przystojny narzeczony. Wszystko się zgadzało.
Z wyjątkiem jednego szczegółu: to nie Aubree szła do ołtarza, ale jej siostra.
Dziewczyna w tym dniu najchętniej stałaby się niewidzialna. Jednak to na nią spadały spojrzenia wszystkich gości. W końcu to był skandal. Jej eksnarzeczony zostanie ojcem dziecka jej siostry.
Ktoś jednak odwrócił uwagę zebranych od plotek. To Axel Murphy, starszy brat jej byłego narzeczonego, który w dodatku niedawno wyszedł z więzienia. Wkroczył na ceremonię jak chmura gradowa, uniemożliwiając Aubree ucieczkę.
Teraz dziewczyna nie może tak łatwo zniknąć. Chyba że uda jej się wymknąć z pokoju Axela. Potrzebuje tylko swojej bielizny… i odrobiny szczęścia.
2/5 Połowa książki Ok , pomimo tego jak abstrakcyjna była relacja romantyczna bohaterów , lecz druga połowa książki naprawdę wynudziłam się , za brakło mi w tej część rozwinięcie konfliktu bohaterki z rodziną , bo szczerze to był z jednych ciekawszych wątków , który mógłby być bardziej rozwinięty.Też zakończenie ,które było nijakie i brak z mojej strony ciekawości co będzie dalej
4,25/5 Ta książka jest świetna. Dokładnie wpasowuje się w mój gust i poczucie humoru. Jedyny minus? Podzielenie historii na dwie części, zwłaszcza, ze pierwsza ma jedynie 265 stron. Pod koniec, gdy zaczęłam łączyć fakty i domyślać się jak to wszystko się rozwiąże, ukazały mi się podziękowania… dawno nie czułam takiego zawodu. Z jednej strony jest to typowy romans. Dość szybko głowni bohaterowie zaczynaja do siebie coś czuć, ale stwarzają choć pozory zaprzeczenia. Maja swoje „zasady”, choć potwierdza się ze są one po to żeby je łamać. Przede wszystkim podoba mi się początek tej historii. Jak sam opis głosi, siostra ukradła jej narzeczonego, ślub i marzenie o dziecku. Czy jest lepszy początek historii? Wstawki z Harry’ego Pottera, czytania ebooków i zwykłego życia są na tyle realistyczne, ze czytając nie mogę powstrzymać uśmiechu. Półprostą jest to książka napisana tak, jakbym sama brała w tym udział. To dokładnie mój poziom humoru, choćby czarnego, moja porównania i moja znajomość pop kultury. Innymi słowy, ksiazke napisała autorka zapewne w moim wieku, z moimi zainteresowaniami. Teraz niecierpliwie czekam na cześć druga i na inne książki tej autorki. Chyba na dłużej się z nia polubię.
3,5/5⭐️ Początek miał mega duży potencjał na fajna fabularnie książke, która mogłaby być bardzo intrygująca. WŁAŚNIE mogłaby…, ale nie był. Pierwsze 50 stron faktycznie mega zaciekawiły ale później to strasznie było nudne. Tylko poznawaliśmy bohaterów wokół których sie toczyła akcja, dosłownie zamknęliśmy sie na 2 bohaterów w ich domu. Były problemy, które podwyższają troszkę tą ocenę, ale to nie była niesamowita książka. Była mocno średni i uważam ze zmarnowany potencjał bo początek książki brzmi świetnie! Jedyne co uratowało ta książke w dużym stopniu to humor który podczas czytania cały czas mi towarzyszył. Wiele razy się uśmiałam na tekstach bohaterów wiec tu fajny plusik! Pewnie zapomnę o tej książke w najbliższych dniach…
Mam z ta pozycja jeden problem. Mianowicie na Wattpadzie wydawała sie dłuższa i taka jakaś bardziej rozwinięta. Może przez to ze te rozdziały pojawiały się różnie i nie odczuwało się tak jej braków. Tutaj było to jakieś takie szybkie i nijakie. Plus książka została podzielona czego nie rozumiem bo ma niecałe 300 stron na Legimi a to już dalej niż połowa historii. Takie to nie wiem czemu w tym wydaniu nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia
Gwarantuję wam, że nie spotkaliście się z książką, z tak świetnie poprowadzoną fabułą. Z połączeniem tylu świetnych motywów! Z tak ciekawymi bohaterami, z ogólnym vibe’m jaki ma historia, który też jest prześwietny! to książka, która wciągnie was w swój świat od pierwszej strony, a wy nie będziecie chcieli jej kończyć, a gdy dobrniecie do ostatniej strony będzie wam mało i będziecie chcieli jak najszybciej poznać dalsze losy naszych ukochanych bohaterów.
Black Roses, to historia, która spodoba się wielu osobom, nawet tym którzy rzadko sięgają po romanse. to książka w której się zakochacie i długo po przeczytaniu będziecie o niej myśleć, bo jest tak dobra!
bohaterowie są prześwietnie wykreowani, ci którzy mieli mieć naszą sympatie i ci, których raczej lubić nie mieliśmy. postać Aubree zdecydowanie została moją ulubienicą. Było mi jej mega żal, no bo kto chciałby znaleźć się w takiej sytuacji jak ona? bardzo ją też podziwiałam, że po tym co ją spotkało była w stanie normalnie funkcjonować, na szczęście na jej drodze staje Axel, facet marzenie. opiekuńczy, troskliwy i mimo swojej nie za ciekawej przeszłości był cudowny i jest zdecydowanie kandydatem na kolejnego książkowego męża. reszta bohaterów też została wykreowana w bardzo fajny sposób, w mojej pamięci został też Killian<3
pisałam to już wcześniej, ale Black Roses to książka, przez którą dosłownie się płynie i nawet nie wiadomo kiedy będzie się już przy końcówce. napisana jest w bardzo przyjemny i bardzo miły sposób, co dodatkowo umila lekturę, a fabuła jest tak świetnie poprowadzona, że na pewno nie będziecie się nudzić podczas czytania. będziecie chcieli wiedziecieć co wydarzy się za chwilę i jak potoczą się dalej losy naszych ukochanych bohaterów.
nie ma co się zastanawiać tylko kupować swój egzemplarz i poznać historię tej dwójki i zatracić się w tej książce tak jak już jakiś czas temu!
delikatnie mówiąc, zamurowało mnie. To, jak się wyczułam w tą historię i jak bardzo zrezygnowana byłam, gdy zobaczyłam wielki napis "epilog" zupełnie zmiotło mnie z planszy. Z jednej strony mamy doczynienia z lekkim romansem, ciepłym poczuciem humoru i najbardziej niesamowitym głównym bohaterem na świecie. Z drugiej, widzimy ból, dwa jego rodzaje. Zdrada narzeczonego Aubree z jej własną siostrą, a następnie ślub, który miał być jej ważnym dniem, a na domiar złego, matka, która sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie przejmowała się uczuciami starszej córki. I kto by pomyślał, że to jest ten lżejszy rodzaj bólu, jakiego doznałam w tej książce. Axel, jego historia, ciągnąca się za nim przeszłość i fakt, jak nieubłaganie ojciec z bratem chcą zniszczyć mu życie i odciąć nie od niego na dobre jest tak okropnym połączeniem, że przy końcu nie wiedziałam co powinnam ze sobą zrobić. Jego łagodne usposobienie, troska i miłość, która bije na kilometr, chęć pomocy innym, sprawia, że nie potrafię wyobrazić sobie tego przez co musiał przejść. Strasznie boli mnie jego niepewność siebie, którą skrywa za maską egocentryka i poczucie winy za śmierć matki, choć nie mógł nic zrobic. ciągle powtarza, że nie zasługuje na Aubree i jej miłość, a ja w tym momencie nie wiem czy bardzo dobija to ją czy mnie. Axel Murphy jest niezaprzeczalnie moim kolejnym książkowym mężem i mam nadzieję, że się to nie zmieni. Zakończenie zupełnie mnie nie usatysfakcjonowalo, choć zostało zawarte w dobrym momencie. Czuje jakąś pustkę, szczególnie po ostatnim rozdziale przed epilogiem i już nie mogę się doczekać kolejnej części.
Książka taka przeciętna, mam wrażenie że czytałam ją na wattpadzie, jak to czytałam miałam takie, że już taki wątek gdzieś widziałam, bohaterka strasznie pogubiona i niezdecydowana, potrzaskana między decyzjami strasznie chaotyczna, trochę mało się tu działo moim zdaniem i było to takie monotonne, ale zdecydowanie na plus że jest coś z przeszłości bohatera, ale znowu na minus, że mało było o relacji bohaterki z jej rodziną a to mnie bardzo ciekawiło, dostaliśmy zdecydowanie za mało na ten temat po za wiadomym żalem do nich
Jeśli raz wejdziecie do świata Aubre i Axela, nie znajdziecie drogi powrotnej!
Zaplanowany od dawna dzień ślubu dla Aubree miał być najlepszym dniem w jej życiu, jednak został najgorszym. Zamiast niej przed ołtarzem, u przystojnego narzeczonego, stanęła jej siostra. W dodatku z ich poczętym dzieckiem pod sercem. W najgorszym dla Aubree czasie pojawia się niesamowicie przystojny Axel - starszy, przyrodni brat pana młodego, uważany za czarną owcę rodziny.
“-Zobaczymy się jeszcze? - spytałam zmartwiona. - Wrócisz, tak? Skinął krótko głową. -Znajdę cię - zapewnił. -Zawsze cię znajdę, moja słodka Aubree”.
Na samym początku pozachwycam się klimatem książki, który mnie oczarował. Pomimo mrocznego i tajemniczego charakteru z nutą bólu i przeszłości, czytało mi się ją z ogromną przyjemnością. Warsztat pisarski autorki trafił do mnie w stu procentach. Od historii bił taki mega komfortowy klimat, że aż nie chciało się jej odkładać. Przeżywałam każdy najmniejszy aspekt, który spotkał bohaterów. Wzruszyłam się, uśmiechałam czy denerwowałam. Aby przy zakończeniu siedzieć z otwartą buzią przez zakończenie i to jak mocno zżyłam się z bohaterami. Czuje ogromny niedosyt! Dlatego niecierpliwie wyczekuję drugiego tomu serii “Black”, w którym poznam dalsze losy Aubree i Axela.
Wartka akcja sprawiła, że się ani trochę nie nudziłam. Pochłaniałam każde słowo, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej! Mocne zaangażowanie się w historię sprawiło, że odczuwałam wszystkie wydarzenie mocniej niż przypuszczałam. Emocji w tej pozycji znajduje się od groma. W dodatku nawet nie wiem, kiedy minął mi czas spędzony nad lekturą, przeczytałam ją bardzo szybko.
Na samym końcu chciałabym pogratulować autorce tak fenomenalnego debiutu, który jest wart Waszej uwagi. Tylko ostrzegam, jeśli raz wejdziecie do świata Aubre i Axela, nie znajdziecie drogi powrotnej. Przynajmniej ja nie znalazłam, ich historii ciągle krąży mi po głowie na tyle mocno, że aż planuję w najbliższym czasie ponowne jej przeczytanie!
2,5 ⭐️ Ta książka jest za krótka. Zwyczajnie za krótka, a jednocześnie trochę się dłuży? Przez niecałe 300 stron mamy dwa tygodnie wydarzeń. I to tyle. Jednocześnie mamy dużo nierealnych rzeczy - wylot ze Stanów do Irlandii bez żadnych papierów i załatwień; okres który mija po dniu i można założyć białą sukienkę. Przede wszystkim jednak nierealne jest zachowanie Audree. To jest po prostu abstrakcja. Facet, który jej się podoba i daje jej serce na dłoni i ona, wiecznie naburmuszona i krzycząca i unosząca się o najmniejsze pierdoly. Między bohaterami przez to nie ma żadnej chemii, kompletnie. Na początku, kiedy ona jest w rozsypce - tak, ale później? To wszystko znika. Tutaj czegoś mocno brakuje. Nie rozumiem rozdzielenia na dwie części, serio. Na spokojnie ta książka mogłaby mieć kontynuację tutaj i mogłaby mieć te 400 stron. A teraz to wielkie masło maślane i w ogóle nie czuję się zachęcona do następnej części. Jak dla mnie historia Audree i Axela mogłaby się już skończyć na tym. Fajnie też, że dopiero po 200 stronach w ogóle dowiadujemy się czegoś o głównym bohaterze! No bo po co wcześniej zacząć ze sobą rozmawiać?? Boże, to było głupie.
na poczatku bylam bardzo pozytywnie nastawiona bo poczatek byl fajny. styl pisania tez byl bardzo przyjemny bo przez ksiazke sie plynelo. no ale mimo wszystko to jedyne plusy jakie znalazlam bo fabula byla nudna. bohater ciagle powtarzal ze nie zasluguje na nia i jest zlym czlowiekiem- czemu? siedzial w wiezieniu- za co? nienawidzila go cala rodzina- ale przez co? w sumie to koniec ksiazki a my za bardzo nic nie wiemy. relacja glownych bihaterow byla za szybka. nie czulam napiecia miedzy nimi przez to ze wszystko bylo od razu. od poczatku zachowywali sie w sumie jakby byli para i ja nie poczulam takiego stopniowego budowania relacji. nie jestem zachecona do czytania kolejnej czesci.
Momentami chciałam wyrzucić tą książkę przez okno, szczególnie w scenach z Amy, ale ogólnie to przyjemnie się ją czytało. Jestem jedynie wkurwiona, ponieważ nie mogę się dowiedzieć kiedy wyjdzie drugi tom, ale to tam mniejsza. Ps. Axel mógłby mnie jebnąć autem, a ja i tak bym mu podziękowała.
Książka niepodziewanie kończy się w połowie fabuły, co jest dla mnie trochę niezrozumianym zabiegiem, nawet jeśli ma powstać kontynuacja. Ogólnie szału nie ma, ale czyta się gładko, brakuje momentami budowania napięcia, bohaterowie ciekawi, ale postać Aubree zaczyna męczyć po pewnym czasie. Jej tendencja do wypierania i uciekania od rozmów momentami irytuje.