„(…) Miałam irracjonalne wrażenie, jakby ktoś obserwował mnie od strony jeziora. Tym razem odwróciłam się, próbując stawić czoło swoimi lękom. Z przerażeniem zobaczyłam, jak w moją stronę wolno sunie srebrzysta poświata. Wytężyłam wzrok, to była mgła. Pierwszy raz widziałam taki spektakl. Płożyła się nisko przy samym gruncie, kłębiąc się i owijając każdy napotkany badyl. Wsuwała między drzewa, otulając je szczelnie grubą warstwą i okrywając splątane krzewinki. Z każdą chwilą obejmowała bardziej rozległy teren, cały czas przemieszczając się zwartą linią. Niesamowite wrażenie potęgowała wszechobecna martwa cisza zapadająca na obszarze, który zajmowała. Szalejący przed chwilą wiatr ucichł, nagle jakby wszystko dookoła zamarło w oczekiwaniu. Pomimo że jeszcze do mnie nie dotarła, czułam jej wilgotny, lodowaty i porażający powiew (…)”
***
Jaką mroczną tajemnicę kryje w sobie siedlisko położone w malutkiej podsuwalskiej wsi? Dlaczego niewyjaśnione zaginięcia mieszkańców z XX wieku splatają się z dzisiejszymi czasami i losem obecnej właścicielki? Kto spogląda ze starego monidła i dlaczego mgła pachnie liliami? Na te i inne pytania będzie musiała odpowiedzieć Matylda, która rozpoczyna nowe życie w niezwykłym, zapomnianym przez wszystkich Bieluszewie. Historia pełna mrocznych sekretów, wpisująca się w klimat starych kryminałów, gdzie najważniejszy jest suspens i groza.
Z polecenia pani bibliotekarki, klimat strzał w dziesiątkę na początek jesieni i na ten czas, kiedy z rana jest mgła mimo, w moim odczuciu, pewnych niezręczności w warstwie językowej i niezbyt skomplikowanej konstrukcji bohaterów jak i fabularnej, co na początku mnie irytowało, to dając się wciągnąć, można się nieźle przestraszyć dobra pozycja, aby poczuć spooky klimat, ten w wersji polski małomiasteczkowej, bo na Suwalszczyźnie serio są duchy i demony
Natknęłam się na tę książkę całkiem przypadkiem, przeglądając jeden z portali społecznościowych i szukając inspiracji czytelniczych. Po przeczytaniu opisu, wiedziałam, że jest to lektura dla mnie.
Świetny jest klimat tej książki: tajemnicza, mroczna Suwalszczyzna, pełna magii, starych wierzeń i demonów. Czytając ją o tej właśnie porze roku, odczuwałam skrzypnięcia drzwi, mgłę, skrzypienie śniegu pod butami, dwa razy mocniej. Autorka posłużyła się modnym ostatnio motywem" rzuć wszystko i jedź w Bieszczady", tylko góry zostają zastąpione tą nieodkrytą krainą w północno- wschodniej części Polski. Moim zdaniem bohaterowie są sympatyczni, ale dosyć "ubodzy" pod kątem psychologicznym: mało w nich wewnętrznych konfliktów, rozdarcia, wahań, wszystko jest w nich czarno- białe. Język również jest prosty, aczkolwiek może miał sprzyjać lekkiej lekturze na zimowe dni. Tak się też stało.