Najnowszy tomik Fiedorczuk to pełen niespodziewanych mariaży kolaż różnorakich tradycji i dyskursów poetyckich, które autorka zręcznie łączy w organiczną całość. Znana ze swoich „biologicznych” postaw i wierszy Julia Fiedroczuk nie zawodzi i tym razem, wciąż poszukując nowego sposobu opowiadania o naszej cielesności i emocjonalności, bez stronniczego przechylania się w którąkolwiek ze stron.
“są też zwłoki drugoplanowe w wiadomościach ich nie żałujemy bo są jak statyści albo kaskaderzy których się wymienia pod koniec kredytów kiedy nikt nie patrzy, a żołnierze na szczęście nie są kobietami i dziećmi.”
Większość z nich nie była „moja”, jednak tomik wierszy ma to coś w sobie, co oplata czytelnika jak sieć pająka i namawia do dalszego czytania, czego absolutnie nie się nie żałuje! Wiersze niosą ze sobą aspekt kosmologiczny, pohumanistyczny oraz ukazują ekokrytykę, dzięki czemu na utwory Fiedorczuk patrzy się jak na nowatorskie wiersze, choć traktują o wiadomościach, które wiele z nich od lat są brane pod uwagę przez ludzkość.
Jak to u Fiedorczuk: mniej oczywiste niż się na poczatku wydaje, ale nawet czytane powierzchniowo piękne, a miejsce akcji jest częścia przedstawienia + ciało to ruch.