To słowo idea. Właściwie nawet nie słowo. Słówko, bo przecież brzmi, jakby było zdrobnieniem. Żeńska końcówka, nieprzypadkowo, dwie sylaby, wiele znaczeń.
Troska jest tak abstrakcyjna, że nie nadaje się na bohaterkę książki. Będzie więc bohaterką drugiego planu. Tkwi w wielowymiarowym klinczu, niewidoczna, a jednocześnie bardzo fizyczna, nieodpłatna, a mimo to kosztowna, powiązana z miłością i utrapieniem, z altruizmem i samokontrolą. W trosce nie ma nic spektakularnego, nic błyszczącego, a jednak w czasach kolejnych kryzysów mogłaby się nam sprawdzić.
Szyjąc Olgi Gitkiewicz to miniaturowe eseje o codzienności, w której wymagamy coraz więcej troski i w której martwić się jest łatwiej niż się troszczyć.
Dziennikarka, redaktorka, freelancerka. Absolwentka wrocławskiej socjologii i Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z tygodnikiem „Polityka” i portalem gazeta.pl, na łamach których publikuje reportaże i teksty historyczne. W czasie pisania książki Nie hańbi rzuciła pracę w korporacji i przeprowadziła się z Wrocławia do Żyrardowa. Jej reporterski debiut został znakomicie przyjęty. Otrzymał nominacje do Nagrody Literackiej „Nike”, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz Nagrody im. Teresy Torańskiej.
Olga Gitkiewicz napisała esej o trosce, i zrobiła to świetnie, podchodząc do tematu z różnych niespodziewanych stron.
Autorka zaczyna od problematyki samego słowa, jego znaczenia w kontraście do innych języków i jego pochodzenia, bo co zaskakujące nasza troska, pochodzi od prasłowiańskiego troskati, co oznacza trzaskać lub pękać. Dalej jest o trosce jako o haśle chętnie wykorzystywanym przez polityków, szczególnie w kampanijnej retoryce albo troska mitologicznych Mojr wyrażona poprzez tkanie przez nie porządku świata. Jest też troska w polemice psychologicznej, o tym, że kobiety mówią głosem troski i o tym, że męska troska uważana jest za cnotę, a damska za oczywistość. I o tej przyrodzonej kobietom trosce, którą widziałyśmy w dzieciństwie w swoich domach, w opiekujących się nami babciach i w zmęczonych po pracy mamach, które przygotowywały dla nas obiad.
Oczywiście tych opisanych perspektyw, z których autorka omawia troskę jest więcej, ale to już musicie same przeczytać. Na koniec, to co najbardziej mnie ujęło w tej mini książce, to detale codzienności trafnie opisywane przez Gitkiewicz. Wielokrotnie czułam się jakbym czytała swoje spostrzeżenia czy wspomnienia, a jednym z nich jest ten fragment:
„W dzieciństwie wydawało mi się, że cały dom należy do mojej babki. Że jest jej światem. Centrum tego świata stanowiła kuchnia, a w niej, nieco ukryty za drzwiami, stał kredens. Czego tam nie było, cukry i mąki na czarną godzinę, jakieś pudełka, kubki, spodki, rachunki, dokumenty, zdjęcia, chleb, sztućce, gumki recepturki. Wszystko babki. Dziadek miał w tym kredensie jedną szufladę, uwielbiałam w niej grzebać, była jak szkatułka ze skarbami. Druciki, kapsle, magnesy, taśmy izolacyjne, plastelina albo przypominająca ją masa, kombinerki, dziwne blaszki, cholera wie co. Do dziś pamiętam zapach smaru wymieszany z zapachem metalu. Nad tą szufladą była szafka, a w niej słoik z guzikami. Małe, duże, kolorowe, perłowe, materiałowe, moja babka wciąż coś do czegoś przyszywała. Często prosiła, żebym nawlekła jej nitkę na igłę, bo sama już nie mogła tego zrobić, a może po prostu chciała, żebym jej pomagała. Robiłam to bezwiednie, wystarczyło poślinić koniuszek nici”.
A skąd ten tytuł, „Szyjąc”? Niech podpowiedzą wam wspomniane wyżej Mojry :) Polecam bardzo, czytajcie!
nie no, ludzie. autorka chciałaby chyba trochę być annie ernaux, trochę rebeccą solnit, ale po co nam nowe ernaux i solnit?? przez to wychodzi jakaś strasznie wtórna książka, może byłoby to świeże w 2015, a tak to umęczona jestem strasznie ¯\_(ツ)_/¯
nadal bardzo potrzebna książka - zbiór mini esejów (?), przemyśleń, ciągów myśli i zdań, czasem nurt myśli, strumień świadomości autorki. miło i niemiło się czytało, bo przypominałam sobie o moich babciach, mamie, siostrach, koleżankach, o mnie samej i tak jakoś mi smutno. i chyba dalej bedzie.
Bardzo przyjemne i wprowadzające w nadchodzący trend, który właśnie zwiastuję oficjalnie na moim Goodreads, który zaraz będziemy nazywać zwrotem ku trosce. Pozdro