Są młode, piękne, zdeterminowane, gotowe na wszystko - i depczą żonom Konstancina po piętach. Kiedy te drugie walczą o przetrwanie, kochanki zaczynają łowy. Ich bronią jest wszystko to, czego zmęczona opieką nad trójką dzieci żona nie wie, a celem bogaty samiec, który kupi gniazdko na Wilanowie i ustawi stałe zlecenie przelewu na 50 tysięcy złotych. Czym się różnią kochanki od żon? Jaką cenę muszą zapłacić za swoją pozycję na szczycie piramidy żywieniowej i kto tak naprawdę kieruje tym stadem?
Ewelina Ślotała po odczarowaniu mitów dotyczących życia żon Konstancina idzie dalej i bezwstydnie zagląda pod kołderkę kochanek milionerów. To, co tam odkrywa, najpierw zachwyca, jednak z każdą kolejną warstwą puchu oczarowanie zmienia się w strach. Tym bardziej że odpowiedź na pytanie, kto jest łowcą, a kto ofiarą, zwykle przychodzi za późno…
Ta książka uświadomiła mi, że każdy dosłownie każdy może napisać książkę. Czy autorka mogłaby się zdecydować, bo z jednej story płacze ze Konstancin ble i niedobry, ale z drugiej strony kocha pieniądze i nie może bez nich zyc (niezla odklejka jeśli nie da rady utrzymać się za 20 tysięcy miesięcznie). Uciekła z Konstancina zeby wkręcić się w mafię rosyjska xdddd czytając te "książkę" czułam jak moje szare komórki umierają
Po "Żonach Konstancina" przyszedł czas na drugi tom konstancińskich opowieści. Tym razem Ewelina Ślotała "bierze pod lupę" kochanki wpływowych, konstancińskich mężów. Co za tym idzie, poznajemy dalsze losy głównej bohaterki z pierwszego tomu, która na warszawskim Wilanowie poznaje Laurę. Kobieta ta nie jest żoną żadnego z konstancińskich mężczyzn, ani nawet nie aspiruje do tej roli. Jest natomiast luksusową kochanką jednego z bogaczy... Co wyniknie ze znajomości obu kobiet? I najważniejsze - jak wygląda życie kochanek grubych ryb z Konstancina? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w drugim tomie cyklu Eweliny Ślotały.
Książka utrzymana jest w podobnym klimacie, jak je poprzedniczka. Napisana równie łatwym stylem, czyta się błyskawicznie i z zainteresowaniem, momentami nawet większym, niż część pierwszą. Pomimo prostego stylu wypowiedzi, Autorka porusza tu niełatwy i ważny społecznie temat, a niektóre fragmenty szokują swoją wstrząsającą treścią. Ta książka również przypomina klimatem "Dziewczyny z Dubaju" Piotra Krysiaka. Powiedziałabym nawet, że w niektórych fragmentach to podobieństwo da się odczuć o wiele mocniej, niż w przypadku pierwszego tomu.
Tak jak poprzednio, tutaj również mamy treści, które odróżniają się od głównej historii inną czcionką, a ich wydźwięk jest typowo "reportażowy". Tym samym, patrząc na "Kochanki Konstancina" z punktu widzenia stricte literatury faktu, można powiedzieć, że jest to bardzo dobry reportaż. Intrygujący, szokujący, wstrząsający, który czyta się z dużym zainteresowaniem. Po lekturze tej ksiażki, nie trudno nie odnieść wrażenia, iż świat celebrytek, show businessu (a także polityki), to świat niezwykle zepsuty...
Do połowy było ok, nawet szybko się czytało. Potem książka, zwłaszcza pod koniec stała się trochę fikcją. Ciężko było uwierzyć w to, że autorka ma dostęp do takich informacji, więc można założyć, że dużo z nich zmyśliła. Szkoda, bo książka miała potencjał.
Nie jest gruba, jest sprawnie napisana i szybko się ją czyta. To kontynuacja poprzedniej książki. Narratorka w końcu odchodzi od męża i przenosi się do Wilanowa. Kiedyś to była "zatoka czerwonych świń", a teraz komunistycznych dygnitarzy zastąpiły kochanki bogatych biznesmenów. Mimo, że jest żoną (ale żona Konstancina żonie nie równa) szybko znajduje z nimi wspólny język. To młode kobiety poszukujące sponsora zapewniającego dostatnie życie za seks. W końcu nie tak dawno sama kimś takim była. Trzeba podkręcić emocje, bo opisy typów relacji seksualno-finansowych łączących panów i panie, okropnie nudnych bogatych żon czy prób dokopania mężowi i publicznego prania lokalnych brudów już nudzi. Więc nie ma jak rosyjska mafia, luksusowy handel żywym towarem. To się dobrze sprzedaje w literaturze popularnej, no i czymś trzeba wypełnić 170 s. Oczywiście gangusy nie pchają się w biznesowe sfery na chama, tylko tylnymi drzwiami. Poprzez owe kochanki, naiwnie łapiące się na sponsorowany shopping w Paryżu. A potem trzeba tę kasę odpracować. Fabułę ma uprawdopodobnić a to odwołania się do wpadki znanego swego czasu polityka, a to możliwość identyfikacji tej czy innej publicznej postaci. Dostajemy przekaz: ja tam byłam, miód i wino piłam, i wszystko co widziałam wam opowiedziałam. Gdybym się nie bała prokuratura, czy prawniczych hien na usługach konstancinian, to bym ich wszystkich opisała pod nazwiskami. No i jeszcze ta mafia, chyba też ceni sobie dyskrecję?! W każdym razie "Nierządem, powiedział ktoś dawno, Polska stoi". Wacław Potocki antycypował, XXI w. i nic się nie zmieni. Autorki nie posądzam o wyrafinowane inspirowanie się barokiem. Raczej o zachwyt, jak potrafią się urządzić bohaterki