Kamila zawsze marzyła o kochającym mężu i gromadce dzieci. Gdy poznaje Wojtka, zaczyna wierzyć, że spotkała idealnego kandydata na partnera. Po ślubie czuły i szarmancki mężczyzna zmienia się jednak nie do poznania, a oliwy do ognia dolewa jego zaborcza matka. Znerwicowana i zastraszona Kamila w tajemnicy obmyśla plan uwolnienia się od agresywnego męża i toksycznej teściowej.
Jacek nie może sobie ułożyć życia po tragicznej śmierci żony. Pogrążony w depresji bezskutecznie stara się odnaleźć jej zabójcę. Wkrótce bierze udział w nowatorskim projekcie, dzięki któremu zaczyna radzić sobie z tęsknotą. Gdy wydaje mu się, że odzyskał równowagę, odkrywa szokujące fakty na temat swojej żony.
Odnosząca sukcesy zawodowe Malwina nie myśli o powiększeniu rodziny. Naciskana przez męża godzi się na dziecko i stawia na szali karierę. Po ciąży zmagająca się z silną depresją i niemogąca liczyć na wsparcie męża kobieta marzy o odzyskaniu dawnego życia. Wkrótce pomocy udziela jej tajemniczy znajomy...
TRZY HISTORIE ŁĄCZĄ SIĘ W NAJMNIEJ SPODZIEWANYM MOMENCIE. TERAZ KAŻDY ZROBI WSZYSTKO, BY OSIĄGNĄĆ SWÓJ CEL. NAWET KOSZTEM PRZELANIA CUDZEJ KRWI.
Marcel Moss to jeden z najpopularniejszych autorów powieści kryminalnych i młodzieżowych w Polsce. Wszystkie jego książki osiągnęły status bestsellerów i stały się impulsem do gorących dyskusji na temat ważnych kwestii społecznych.
W rankingu Biblioteki Narodowej na najpoczytniejszych pisarzy i pisarki w Polsce w 2024 roku zajął 16. miejsce, w tym 2. wśród polskich autorów powieści kryminalnych.
Jest autorem świetnie przyjętej przez czytelników serii thrillerów młodzieżowych „Liceum Freuda”, której fabuła porusza trudne problemy współczesnej młodzieży, takie jak samotność, depresja, przemoc domowa i rówieśnicza, a także brak porozumienia między rodzicami a dziećmi.
Na swoim koncie ma również popularną serię detektywistyczną „ECHO”, z detektywami Igim Sznyderem i Sandrą Milton w rolach głównych. Każdy tom przedstawia nowe, niezależne śledztwo, koncentrując się na temacie tajemniczych zaginięć.
W 2024 roku ukazała się jego powieść „Polana”, która rozpoczęła serię kryminalną z udziałem komisarza Sambora Malczewskiego.
Marcel Moss jest również autorem bestsellerowych thrillerów psychologicznych oraz poruszających powieści młodzieżowych, takich jak „Mój ostatni miesiąc” i jej kontynuacja „Nasz pierwszy rok”.
2 ⭐️⭐️ Nie wiem czy to jest kwestia tego, że słuchałam w jej w audio, ale w pewnym momencie pogubiłam się. Wszystko wydawało się dla mnie zbyt chaotyczne, naciągane i podkoloryzowane- oczywiście czasem lubię swego rodzaju odklejenie, ale tu było tego jak dla mnie za dużo (wątek psychozy i urojeń).
Bardzo dużo w niej wulgaryzmów i seksu- zdziwiło mnie, że na okładce nie ma oznaczenia „tylko dla dorosłych” jak to było w przypadku książki „Mroczne sekrety”.
Liczyłam na więcej wątku kryminalistycznego, bo mówiąc szczerze nie obchodziły mnie ekscesy miłosne i seksualne wariactwa bohaterów, na których wywijałam oczami, gdyż stanowiły lwią część książki. I jeszcze ten styl pisania. 🤡Nie tego oczekiwałam 🫤
Nie wiem. Odnoszę wrażenie, że ostatnio odbijam się od książek Marcela Mossa i nie ma już tego zachwytu co był kiedyś. Raczej nie planuje już sięgać po książki tego autora, a przynajmniej w najbliższej przyszłości. Czuję, że muszę zrobić sobie przerwę.
Gdyby wszyscy trochę mniej pili wszystkie te problemy by nieistnialy. Doslownie każdy bohater wlewał w siebie pare litrów wódki każdego dnia. Miał być kryminał wyszła książka o macierzyństwie.
Mocne 2,5⭐️ Mam problem z oceną i zapewne jestem w bardzo nielicznym gronie, która ma mieszane uczucia co do książki. Trudno. Lubię autora, ale niestety ta historia do końca mnie nie kupiła, choć zapewne z wielu Was będzie innego zdania🤭
Moi drodzy Pan Marcel pisze coraz lepsze historie. Mroczne, gęste, duszne no po prostu idealne. W tej książce są podejmowane tematy chorób psychicznych, o których niestety w prawdziwym życiu słyszymy już bardzo często. Na samym początku myślałam, że historia Wojtka i Kamili to ta główna, o której będzie mowa w książce, jakże się zdziwiłam, kiedy w tytule kolejnego rozdziału przeczytałam nieznane mi imię, a potem kolejni bohaterowie dołączali do tej historii, byłam zdezorientowana, moja ciekawość rosła z każdą kolejną przekręcaną kartką. Jak dla mnie najbardziej popapraną historią, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu, była ta o Jacku, którego żona została zamordowana przez nieznanego mordercę. Pan Marcel pokazuje jak technologia może iść do przodu i jak to może być destrukcyjne dla ludzi. Pomysł toksycznej teściowej bardzo dobrze przedstawiony. Oj, gdybym ja taką miała to lepiej nie mówić co bym jej zrobiła. Książka wielowątkowa, poruszająca ważne i aktualne tematy, zrobiona po mistrzowsku. Niby trzy różne historie, które w pewnym momencie łączą się, a my zostajemy ze szczęką na podłodze. Czytajcie, bo to, co daje zakończenie wbija w fotel, tego nikt nie odkryje. Polecam, ale też ostrzegam o występowaniu w książce wulgaryzmów i to w dużym natężeniu.
Pół dnia myślę, czy mi się ta książka podobała, czy nie. Nadal nie wiem. Podobało mi się, gdy losy wielu bohaterów się połączyły, choć sposób ich „spięcia” wydał mi się w przypadku niektórych mocno naciągany. Podobnie jak całe zakończenie. Kamila, Wojtek i teściowa w kulminacyjnej scenie przypominali postaci z jakiegoś pokręconego filmu. Według mnie kompletnie nierealistyczne.
Część dotycząca Jacka przywodziła skojarzenia z serialem „Black Mirror” - fascynacja pomysłem (może nawet zachwyt) połączona z pewnym moralnym dyskomfortem.
Skojarzenia z tym szokującym, „pojechanym” serialem, a także odważne sceny erotyczne i rynsztokowy język uważam jednak za mocniejsze elementy tej opowieści. O ile w tej historii było dużo kombinowania i manipulowania, jak by to wszystko powiązać (i czułam ten wysiłek!), o tyle sceny seksu i wulgarny język wydawały się naturalne i na miejscu.
Była to pierwsza książka autora, którą przeczytałam, i przyniosła zaskoczenie. Przyznam, że nie tego się spodziewałam. Muszę przeczytać coś jeszcze i wtedy może się rozstrzygnie, czy lubię być w ten sposób zaskakiwana.
Dałam panu Marcelowi szansę, mimo że zawiodłam się już na queerowych książkach jego autorstwa. Wiele osób mówiło, że kryminały pisze lepsze niż młodzieżówki - nie. Gdyby nie fakt, że słuchałam tego w audiobooku najprawdopodobniej nigdy bym tego nie skończyła. Po pierwszej połowie książki weszłam na legimi upewnić się, że to kryminał a nie erotyk nieszczęśliwych mamusiek, bo nabrałam wątpliwości. Rozumiem, że niektóre kryminały wolno się rozkręcają ale w tym przypadku to dosłownie był erotyk z wątkiem kryminalnym. Najlepsze jest to, że kiedy już doczekaliśmy się wątku kryminalnego... skończył się on szybciej niż zaczął i wyglądał jakby był wciśnięty na siłę bo autor zapomniał że miał to być kryminał 💀
Ostrzegam spoilery!! Także z książki "Mroczne sekrety"!!
Od samego początku książki było dużo do notowania - dużo minusów o których chciałam wspomnieć w recenzji. Powinnam przede wszystkim wspomnieć że tuż przed tą książką przeczytałam tego autora książkę "mroczne sekrety" - moja pierwszą książkę autora, która także była 1 gwiazdką, ale to co wydarzyło się tu, było jeszcze gorsze. O "mrocznych sekretach" wspominam bo po ukończeniu tej książki zauważyłam, że wiele motywów w "Morderczych Instynktach" się powtórzy, i miałam rację. Wydawało mi się jednak, że w pisaniu książek chodzi też o coś nowego, bo co z tego że piszesz książki jeśli robisz to o tym samym, zresztą z zerowym progresem. Chciałam coś nowego, innego, by poznać różne twarze autora - zawiodłam się. Oczekiwałam czegoś ociupinę chociaż lepszego od "Mrocznych sekretów" bo "Mordercze instynkty" wydane zostały 2 lata później, więc technicznie czas na progress był. Mimo to miałam wrażenie że książka jak i styl jest jeszcze gorszy.
Kamila Tak jak w "Mrocznych sekretach" Autor decyduje się na długą pierwsza perspektywę, na 100 czy więcej stron i dopiero wtedy poznajemy głos innych postaci. Kamila spotkała mężczyznę z pozoru idealnego, który po ślubie jednak okazał się toksycznym mamo synkiem (Bogdan z "Mrocznych sekretów). Po ślubie odmieniło się wszystko, nie pomagał jej nikt a teściowa sabotowała, w najgorszej sytuacji nawet nie dawała jej jeść, martwiąc się tylko o syna (niczym nie karmiąca żony syna teściowa z "Mrocznych sekretów"). Zanim doszło do ślubu Kamila zaszła w ciążę, przez co po ślubie miała wiele zmartwień, lecz ostatecznie dziecko zmarło urodzone przedwcześnie. Nie wiem więc dlaczego Kamila nie postanowiła chociażby spróbować postawić na rozwód ("Mroczne sekrety"? Naprawdę, w Polsce da się wziąść rozwód, a mozna chociaż spróbować a nie zakładać, że trzeba męczyć się do kończą życia). Kamila ma taką naturę, że z koleżanką lubi porównywać penisy partnerów, więc nie brakuje (nieistotnych) rozmów na temat, "ma dużego?". Bez komentarza. Z początku dialogi z koleżanką - gdy nie rozmawiają o dużych i nie takich dużych - powtarzają tylko to co sama Kamila mówi nam wcześniej - o przemocy psychicznej ze strony męża i kontrolującej teściowej. Skoro już to wiemy, nie uważam, że potrzebujemy słyszeć to od razu drugi raz, pamiętamy, naprawdę. Dialogi więc są bezcelowe, nie wnoszą nic, więc po co istnieją w takiej formie w jakiej są? Nie wiem. Koleżanka ostatecznie i tak nie ma znaczenia bo znika gdzieś w natłoku wydarzeń, po tym jak zostaje okłamana przez Kamilę, że jej życie się naprostowało (Malwina z "Mrocznych sekretów"? I czemu właściwie te kobiety mają potrzebne kłamania o takich rzeczach? Nie wiemy, nie zostało to wyjaśnione, po prostu głupie decyzję głupich 30 letnich ludzi - zamykanie się specjalnie, odcinanie od społeczństwa na potrzebę reszty głównych postaci, pewnie dlatego, że tak jest łatwiej. Wiadomo, są sytuacje, że zostajesz zamknięty w małej grupie ludzi w swoim życiu, ale te postacie robią to celowo i bez powodu - wręcz tylko po to, żeby nie utrudniać autorowi fabuły która chce poprowadzić. Postacie wręcz pchają się do niebezpiecznych sytuacji swoim zachowaniem). Kamila nie godzi się za łatwo na to by być służka i ma dużo pretensji wyrażonych CIĄGŁYM CAPSLOCKIEM KTÓRY STRASZNIE PRZESZKADZA W ODBIORZE KSIAZKI, JEST NIESAMOWICIE IRYTUJACY, I ŻENUJĄCE JEST, ZE AUTOR NIE ZNA INNYCH SPOSOBOW BY POKAZAC, ZE JEGO POSTAĆ JEST ZDENERWOWANA (czujcie mój ból). Po stronie 96 zdecydowałam się wrócić do początku i policzyć capslocki, i zapisywać ich numer do końca lektury (tak jak przekleństwa ale to później)- w pierwszych 96 stronach było aż 25 zdań z Capslocka, w całej książce aż 57, nie licząc skrótów. Mówi to wiele o tej pierwszej części Kamili i jej osobowości - części przez którą ciężko jest przebrnąć, skoro nieco mniej niż połowa capslockow używa została w pierwszej części. Następnie, przekleństwa. Leją się one z ust Kamili niesamowicie. Jedno za drugim, sprawiając że lektura to istne piekło, naprawdę jest to bardzo irytujące, płytkie i nudne - czytać tyle przekleństw. Wiadomo, ludzie będą ich używać, ale to książka, w tym przypadku nawet książka, która powinna służyć za rozrywkę. Ale to nie tylko Kamila przeklina - bo jakby to była tylko jej własna cechą charakteru to można byłoby uznać, że to jej charakter. Niestety każda postać klnie jak leci, może poza teściową, która unika przekleństw, za to używa swoich podłych określeń, gdy wyprowadzona z równowagi. Postacie klną gdy: - coś ich boli - są zszokowani, nie wiedzą co robić - coś ich zaskoczy, coś nie przewidzianego i generalnie sa w dużych emocjach. Wiadomo, ludzie klną, jednak są sposoby by w tekście pisanym ukazać szok i zniesmaczenie i jakiekolwiek inne emocji w inny sposób niż uniwersalnych "kurwa". Licznik przekleństw (nie licząc wszystkich, mogłam parę zgubić, nie liczyłam różnorakich nazw męskich organów czy tych damskich, ani idiotów ani gównien i niektórych związanych z seksem): 50 przekleństw na pierwsze 96 stron książki, głównie przez Kamilę. Może potem uspokaja się na chwilę, by ostatecznie końcówka sypnęła przekleństw prawdopodobnie więcej niż cała Kamila. Łącznie było to 213 przekleństw na całą książkę, przy czym często było to nawet 7 przekleństw na stronę (udekorowane paroma capslockami). Moim zdaniem za dużo. Kamila chce się wynieść ze wsi ale ostatecznie jej mąż przekonuje ja by czekała, tylko na co? Skoro wie że nic się nie zmieni? Kamila kreowana jest z początku na osobę silna, która dostrzega, że jest manipulowana i pokazuje ludziom swój bunt (krzyczeniem, przeklinaniem i szarpaniem teściowej - głupie - ale zawsze coś) by następnie ulec im wszystkim i toczyć tak życie 2 czy więcej lat.
Prolog mówi nam - sama Kamila nam to mówi - że jej matka wpajała jej ideały typu duża rodzina, dużo dzieci - a ona skutecznie się buntowała, nie chciała tego, ale w końcu pękła i przekonała się, że jest to coś czego chce. Problem jest w tym, że to istnieje tylko w prologu, bo i na stronie tuż po prologu i w całej książce i nawet w opisie na dole Kamila jest uznawana i sama mówi że od zawsze chciała gromadkę dzieci. Czy ktoś to redagował? Czy prolog powstał osobno, czy został niechcący doklejony? Tył książki: "Kamila zawsze marzyła o kochającym mężu i gromadce dzieci" Prolog: Odkąd pamiętam, mama wpajała mi, że życie to największy dar, za który codziennie powinniśmy dziękować temu na górze. Doceniała każdą chwilę spędzoną z rodziną i wiedziała, że nic nie jest dane raz na zawsze. Gdy prowokowałam ją i mówiłam, że nie prosiłam się na ten świat oburzała się twierdząc, że nie doceniam tego co mam. Przygotowywała mnie do roli matki i przekonywała że ludzkie tragedie, wojny, choroby i wszechobecna przemoc nie stoją na przeszkodzie temu, by wydawać na świat dzieci. Sama sprawiła sobie szóstkę. Liczyła że powtórzę jej wyczyn. Długo opierałam się tej narracji, ale w końcu się podałam i zaczęłam marzyć o wielkim domu, kochającym mężu i gromadce dzieci, które biegałyby beztrosko po ogrodzie." To co w końcu? Matka Kamili jest później w ciężkim stanie, praktycznie nie żywa, nie odzywa się, jest w szpitalu i ma otwarte oczy ale się nie komunikuje. Kamila ma z nią kontakt, kocha ją, odwiedza ją, przynajmniej do kiedy trwa jej perspektywa, gdy ta się kończy a następnie gdy wracamy do Kamili jej matka nie jest już dla niej takim zmartwieniem (zniknęła tak jak koleżanka, czytaj autor prawdopodobnie o niej zapomniał).
Jacek Potem poznajemy Jacka. Który mial żonę Edytę, która miewała fantazje seksualne i lubiła chodzić z innymi czy do klubów swingersow czy do czego innego ("Mroczne sekrety"), Jacek nie zbyt to lubił ale był na tyle zakompleksiony, że uważał to za cud, że Edyta się nim zainteresowała - tak więc pozwalał jej na wszystko. Teraz nie żyje a jemu jest przykro. Ale to klamca, czego dowiadujemy się na końcu (kto nie jest fanem bycia okłamywany przez perspektywę postaci byłby zawiedziony tym końcowym plottwistem - łącznie ze mną). Tak naprawdę dowiedział się o zdradzie żony, mimo, że pozwolił jej na skoki z bok to miała ona obiecać, że nie zwiąże się z nikim emocjonalnie - co on uważał że zrobiła w relacji z Wojtkiem - śledził ich. Stwierdził, że ja zabije i tak zrobił, z żalu potem napił się alkoholu, brał leki i takie różne, i ostatecznie psychoza powiedziała mu, że byli szczęśliwi ale ona zginęła nagle, i nie wie kto ją zabił. W transie trwał długo, ale później obudził się za sprawą Tomasza i było mu źle z tym, że musi znów żyć rzeczywistością.
Jacek nie wie co robić po stracie żony więc zaprasza prostytutkę (też nie rozumiem związku przyczynowo skutkowego) ale to nie wypala, więc znajduje sobie lalkę, która ma przypominać jego żonę i ma do niego mówić, etc. Losowo ma refleksje o tym, że to w sumie nie bezpieczne ale szybko zapomina o tym by odbywać dużo stosunków seksualnych z lalka żony.
Chcę tu poruszyć problem seksu i scen erotycznych w książkach Mossa, nie wiem w jakim celu one tu są, bo są nie potrzebne i obrzydliwe, brakuje oznaczenia 18+ czy chociażby napisu na książce, że jest ona dla dorosłych. Czy sceny takie są umieszczane by sprawić, że książka będzie atrakcyjniejsza do jakiegoś nieznanego mi grona odbiorców? Takie sceny najbardziej atrakcyjne byłyby w erotykach czy romansach, może więc czas wypróbować nowy gatunek? Dołączam cytat z kiedy Jacek oglądał niedokończona wersję lalki:
"A jak się panu podoba pusia? Dodany jeszcze włoski łonowe, tak jak pan lubi. To niesamowite jak bardzo zbliżona jest względem cipki Edykty" Obrzydliwość.
Naszła mnie myśl, że Moss nie potrafi stworzyć męskiej postaci, która nie musiałaby tylko o seksie, ("Mroczne sekrety" Jakub) Czy męska perspektywa musi wiązać się z upodleniem mężczyzn, ukazywaniem ich jako tych co myślą tylko o jednym? Książka upadla także kobiety, Bo i Kamila i Malwina wybaczają swoim toksycznym partnerom przewinienia za seks lub nawet buziaka. Nogi się pod nimi urywają i każą im je rżnąć, to jest po prostu obrzydliwe.
Perspektywa Malwiny to z początku Kamila2, toksyczny partner, ograniczający, zmuszający do dziecka i gdy ta je ma okazuje się że mąż nie jest perfekcyjny, łamie obietnice, nie ma czasu dla żony i dla dziecka, martwi się o pracę i pozycję nie pozwalając Malwinie rozwijać się zawodowo ("Mroczne sekrety" Dorota i Bogdan). Ta ostatecznie chce z tym skończyć, i gdy przyłapuje męża na zdradzie stawia na rozwód, po którym zostają w przyjacielskich relacjach i na zmianie opiekują się dzieckiem (a na końcu końcu to nawet nie wiadomo co z Rafałem bo Moss lubi zakończenia na szybko i domyśl się co się stało z postaciami). Malwina zanim złapie męża na zdradzie sama go zdradza z Tomaszem - na jedną noc - co mu mówi, a on się potem i tak irytuje, że go zostawiła. Uważam to za głupia decyzję, która gdyby jej mąż się dowiedział mocno by jej zaszkodziła (Dorota i Mirek z "Mrocznych sekretów" którym zdrada zaszkodziła, a przynajmniej Bogdan się o nich dowiedział)
Gdy wydaje się, że historię się stabilizują i dojdziemy do jakiegoś sensownego, mało szokującego ale przynajmniej przyjemnego i w pełni pozytywnego końca wkracza Tomasz. Okazuje się mniej idealny, oszukany przez Edytę, pracownice jakiegoś klubu - po stracie tam wszystkich pieniędzy zamiast się odkuć planuje ją zabić, ale wpada w taką psychozę, że wydaje mu się że ja zabija - i to nam mówi - ale potem w starciu z prawdziwym morderca nagle uzmysławia sobie że to były sny, które go nękały gdy był pod wpływem leków i narkotyków (drugi z kolei). Perspektywa Tomasza przewraca historię do góry nogami i odpala Jakuba, którzy mimo bycia po dwóch różnych stronach razem skutecznie rujnują dalszą cześć historii i znika jakąkolwiek, nawet nikła, radość z lektury.
Tomasz zasłania się prywatnością i każe Jakubowi kontaktować się z Malwina i Kamilą zamiast nim w sprawie prawdziwego mordercy Edyty (myśląc wciąż że to on ją zabił lecz chcąc oskarżyć Wojciecha, bo Wojciech zdradzał z Edyta a Edyta zła bo okradła gdy zamiast przestac pic zdecydował się pić i pic, mimo że już nie mógł, watpliwe powody). Jakub stwierdza, że jak już doszczętnie zniszczono jego otoczkę niewinności to czas się pobawić i doprowadza do śmierci Tomasza, photoshopujac nagrania by wyglądało, że zabija go Wojciech lub Malwina z Kamilą (tego nie rozumiem bo było 9 jednym nagraniu z Tomaszem i KamiloMalwina ale co było na drugim z Wojtkiem to nie zrozumiałam) Gdy w końcu mówi KamiloMalwinie o co chodziło i wyjaśnia pokręconą sytuację mówi Kamili, że trochę się z nią utożsamia i współczuje (nie wiadomo dlaczego) i że jeśli nie będą się kontaktować z policją to rozwiąże jej problem Wojtka.
Tak więc Kamila, ofiara przemocy ze strony Wojtka zmienia się w źródło przemocy na "biednym" Wojtku. Zastraszają Wojtka nagraniem by ten usługiwał (wraz z matką) Kamili. Tak, to jest koniec.
Na marginesie to KamiloMalwina są sprytne, bo raz rozmawiają o tym że skąd mają wiedzieć, że Jakub mówi prawdę by na następnej stronie spotkać się z nim u nawet nie zapytać o to czy mówi prawdę, czy ma jakieś dowody etc i łatwo dają się uwikłać w jego plan wrobienia ich w morderstwo (też bez powodu)
Najgorszy koniec z możliwych, bo nie ukazuje rozwiązań dla osób w związkach przemocowych, pokazuje wrecz czego nie robić, stawać się tym kto był twoim koszmarem.
Podsumowanie Brak oryginalności (dużo schematów powtórzonych z "Mrocznych sekretów", same postacie w tej książce są często podobne - Tomasz i Jakub - zwidy i fantazje na alkoholu i lekach, Kamila i Malwina - toksyczne związki i ciąża) Przyspieszony koniec (tak jak w "Mrocznych sekretach") Przekleństwa, Capslocki Płytkość postaci (ponownie tak jak w "Mrocznych sekretach") - postaci poza główna fabuła nie istnieją, nie znają innych ludzi poza głównymi (jedynymi) bohaterami, nie podejmują modrych decyzji, dają się zwieść substancjom takim jak alkohol etc, czy też seksem Za dużo erotyku w kryminale, obrzydliwego, nic nie wnoszącego Zapomniane postaci (Kamili matka i Kamili koleżanka, jeśli nie więcej) Nic nie wnoszące, bezcelowe sceny i dialogi
Zdecydowanie nie polecam lektury i będzie to moje ostatnie spotkanie z autorem.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Kamila ma wszystko, o czym marzyła: kochającego męża, dom i dziecko w drodze. Jednak bańka mydlana pęka, gdy po ślubie wcześniej wspierająca ją teściowa zmienia się nie do poznania, a mąż nie daje kobiecie należytego wsparcia. Na domiar złego dochodzi do dramatu, po którym życie Kamili przeradza się w piekło. Jacek boryka się z żałobą po stracie żony. Jedynym ratunkiem okazuje się innowacyjny projekt, który zamiast pomóc mężczyźnie zaakceptować stratę, sprawia, że ją „odzyskuje”. Czas pokaże, jak mocno opłakane to wywoła skutki. Malwina jest znaną influencerką. Mimo że nie w głowie jej macierzyństwo, przystaje na prośbę męża i poświęca karierę dla rodziny. Kiedy dopada ją depresja, postanawia odzyskać swoje życie. Nie ma natomiast pojęcia, jakich ludzi spotka na swej drodze i ile zamieszania oni wprowadzą. Troje nieznajomych, Których losy połączą się w najmniej oczekiwanym momencie.
Aż głupio się przyznawać, ale to było moje pierwsze spotkanie z tym autorem. I cóż… na pewno nie ostatnie. Moss opisuje wszystko w sposób wielowymiarowy. Dostarcza nam porządnej dawki rozrywki i poniekąd refleksji wynikających z działań i monologów wewnętrznych bohaterów. W ten oto sposób otrzymujemy osobliwą stronę żałoby, dążenie do niezależności w konserwatywnym otoczeniu czy czynniki realnie wpływające na moralność.
Autor świetnie buduje napięcie. Do samego końca ukrywa najmocniejsze karty, co podskórnie czujemy, choć nie sposób odkryć ich samodzielnie. Osobiście uważam, że ostateczne wyjaśnienia zostały wyciągnięte niczym z kapelusza, a co za tym idzie – końcówka straciła na realności. Niemniej ma to swój urok, jeśli tak jak ja jesteście zwolennikami dodatkowego analizowania wszystkiego, nawet po przeczytaniu książki.
Każda z trzech odmiennych historii jest równie nieprzewidywalna i szokująca, niemniej to perypetie Jacka śledziłam najchętniej. Może to kwestia sporej analizy psychologicznej, jakiej dokonywałam, ale przede wszystkim to nietuzinkowa metoda radzenia sobie z żałobą przykuła moją uwagę. Nie mówiąc już o zakończeniu…
Pióro Marcela Mossa jest lekkie i jednocześnie czuć w nim spory warsztat. Każda perspektywa zbliża nas do bohaterów dzięki czemu nad wyraz łatwo możemy obserwować wszystko ich oczami oraz oczywiście poznać każdy zakamarek umysłów.
Książka mnie bardzo wciągnęła, pierwsze 70 procent dosłownie połknęłam, bo chciałam dowiedzieć się jak połączą się losy bohaterów itd. Ale cóż mogę powiedzieć o całości: wulgarny język, ilości pochłoniętego alkoholu przez głównych bohaterów trochę szokują, ale zakończenie pozostawiło we mnie jakiś niedosyt, nie usatysfakcjonowało mnie jako czytelnika, nie kupuję go.... Jedno jest pewne, jestem zaintrygowana na tyle, by sięgnąć po więcej książek Marcela Mossa..
2,4/5 Jakoś mnie nie przekonała, wszyscy bohaterowie ewidentnie mają problemy z głową i podejmowaniem decyzji. Plot twist był niezły ale nie podoba mi się motyw tego że jeden z bohaterów będący narratorem zakłamuje narrację, niby na tym polega plot twist ale skoro już czytamy o jego myślach to mogłyby to być jego faktyczne myśli...
Co z tego, że czytało się szybko, sprawnie i bez bólu, jeśli zakończenie z cyklu "tego twistu się nikt nie spodziewa" okropnie nie pasuje, szkodzi spójności książki, a jednocześnie upraszcza bohaterów?
Gdyby książki potrafiły mówić ta mówiła by "Wydarzenia we mnie rozegrane były sprawką nadużycia alkoholu i psychotropów". Sama książka 2/5 lecz zakończenie troche naprawia sytuację.
Ciekawy pomysł na narrację, dość intrygujące rozwiązanie oraz pełna intryg i zwrotów akcji fabuła, aczkolwiek trochę było tego wszystkiego strasznie dużo i strasznie szybko.
Wątki bardzo szybko rozwinięte i zamknięte, dzięki temu całość była bardzo dynamiczna ale sprawiała wrażenie niepełnej.
Zdecydowanie nie jest to zła lektura, ale nie zostanie ze mną na długo.
[kryteria oceny] 0,8/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0,4/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0,9/1 fabuła 0,3/0,5 intryga 0,1/0,5 kreacja bohaterów 0,2/0,5 styl pisania autora 0,1/0,5 „sedno”/ cel/ morał/ rozwiązanie 0/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
Zaczęłam czytać tą książkę i po przeczytaniu pierwszej historii, nie jestem w stanie jej kontynuować. Książka jest napisana bardzo ordynarnym językiem i jest tak irytująca, że od samego czytania rozbolała mnie głowa. Miał być to krótki i przyjemny przerywnik w trakcie czytania trylogii, a spotkałam się tylko z rozczarowaniem.
Dosłownie nie wiem co napisać. Zauważyłam, że każdy kryminał tego autora to tak naprawdę kryminał z wątkiem erotycznym, czytając opinie tylko się w tym utwierdzam. Wciągające, szybko się czyta, mocne i powalone. Mimo tego jedna historia mocno przypomina, tą z „mroczne sekrety” Od Mossa. Zaczyna mnie odtrącać jego styl pisania i ze w każdej książce musi być jakis psychol uzależniony od seksu, przynajmniej z tych co czytałam. 3 gwiazdki - coraz gorzej.
To jest jedna z tych książek, gdzie nie mogę zrozumieć, jak komuś mogła się ta historia podobać. Jestem wyrozumiała i wiem, że każdego opinia jest inna i to jest stu procentowo okej, ale po prostu nie umiem tego zrozumieć. Jak dla mnie ta książka w niektórych momentach jest wręcz obrzydliwa. Miałam wrażenie, że co chwilę czytam tylko sceny erotyczne. Słyszałam wiele pozytywnych opini, że to będzie mocny kryminał, a dostałam coś mocnego, ale w łóżku. Bohaterowie jak i cała ta fabuła jest strasznie sztuczna i wręcz wymuszona. Wiele fragmentów było dla mnie nie zrozumiałe w tym sensie: Jak? Po co?, Dlaczego?. Każdy bohater zachowywał się jeszcze gorzej od drugiego. Ich zachowanie było strasznie dziecinne, a większość miała tutaj ponad trzydzieści lat. Mam na półce jeszcze kilka pozycji tego autora i szczerze? Jak narazie zostawię je na stosie książek nieprzeczytanych, bo czuje, że na ten moment mogę się tylko i wyłącznie rozczarować.
Marcel Moss idzie z tymi swoimi książkami jak burza. Znacie je już wszystkie? Czy może jeszcze jakaś przed Wami? U mnie na półce czeka jeszcze "Mój pierwszy miesiąc" i "Nasz pierwszy rok". Narazie jeszcze nie umiem się do nich przekonać, ale wkrótce i tak je przeczytam, bo książki Marcela uwielbiam, więc muszę znać je wszystkie 😉 Wsród jego powieści są te, które są moimi ulubionymi, ale są też i te, które w mniejszym stopniu przypadły mi do gustu. Mam nadzieję, że te pozostałe również mi się spodobają, choć widziałam już dość skrajne opinie. Ale o tym będę musiała sama się przekonać, a tymczasem przychodzę do Was z moimi wrażeniami po przeczytaniu "Morderczych instynktów".
Jeśli myślicie, że nic w książkach autora Was nie zaskoczy, to koniecznie musicie przeczytać jego najnowszą powieść. Ja w pewnym momencie zwątpiłam i wręcz nie dowierzałam w to co czytam. Te mocniejsze historie, w których poziom patologicznych zachowań wylewa się z nich niczym sok z przepełnionej szklanki, są moimi ulubionymi, jeśli chodzi o twórczość autora. I choć ze zniecierpliwieniem wypatruje kolejnych perełek, to jak zaczynam czytać, to mam lekkie obawy, że może dana książka będzie za bardzo przekoloryzowana, albo "aż tak patologiczna", że aż śmieszna ("Idealna para" była dla mnie właśnie tak przekoloryzowana, miałam wrażenie, że autor na siłę wrzucił do niej wszystko, po to żeby była jeszcze bardziej powalona, a niestety czasem bywa tak, że im więcej takich rzeczy, tym historia wydaje się wręcz nierealna bądź śmieszna - oczywiście to tylko moje zdanie). Wracając do "Morderczych instynktów" - jest to książka, zaliczana właśnie do tych "mocniejszych" historii. Jak myślicie? Podobała mi się?
Trzy historie i trzech bohaterów, które napewno na długi czas pozostaną w mojej pamięci. Mamy tu Kamilę, która zawsze marzyła o kochającym mężu i gromadce dzieci. Gdy spotkała Wojtka, była przekonana, że w końcu spełniło się jedno z jej marzeń. Jednakże po ślubie wszystko co było piękne, zmienia się o 360 stopni, a dobry mężczyzna zamienia się w buraka, którego zdanie mamusi jest ważniejsze niż wszystko inne. Agresor, prostak, burak - to jedne z określeń, które cisnęło mi się ciągle do głowy gdy czytałam historię Kamili i powiem szczerze, że niektóre "scysje" były naprawdę mocne a poziom wulgaryzmów niemiłosiernie wysoki. Czasami miałam wrażenie jakbym czytała o jakiejś patologii spod sklepu 😂 także szok i niedowierzanie gwarantowane. I tak już na samym wstępie czułam się ogromnie wstrząśnięta. Ale nie tak bardzo jak po przeczytaniu o próbach wyjścia z traumy Jacka, który był pogrążony w depresji po tragicznej śmierci swojej żony. To dopiero wywołało we mnie ogrom emocji, których nie mogę pozbyć się do teraz. Marcel, skąd Ci to przyszło do głowy to nie wiem, ale przeraziło mnie to ogromnie 😅 I przechodząc do trzeciej historii, poznajemy w niej Malwinę, odnoszącą sukcesy fitnesiarę, która nawet nie myśli o założeniu rodziny. Dopiero po naciskach męża, niechętnie zgadza się na dziecko. Kobieta nie zdaje sobie sprawy, że ciąża wpędzi ją w silną depresję, a mężczyzna, który tak bardzo miał ją wspierać i pomagać, nagle przestaje okazywać jej jakiekolwiek zainteresowanie.
"Trzy historie łączą się w najmniej spodziewanym momencie. Teraz każdy zrobi wszystko, by osiągnąć swój cel. Nawet kosztem przelania cudzej krwi."
I jak to zawsze u autora bywa, mogłoby się wydawać, że bohaterowie nie mają ze sobą nic wspólnego, no może oprócz tego, że mają w życiu nie za ciekawie (użyłabym mocniejszych słów, ale nie wypada 😅). Ale pomimo wszystko ich drogi się łączą, a to w jaki sposób autor to zrobił ogromnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale to tylko dowodzi temu, że autor w genialny sposób zwodzi czytelnika w każdym możliwym momencie, przez co za chiny nie można domyśleć się zakończenia tej historii. "Mordercze instynkty" to z pewnością mocny rywal książki "Pokaż mi", która jest u mnie obecnie numerem 1 twórczości Marcela Mossa.
Po raz kolejny autor porusza tematy, które dla niektórych mogą być mocno kontrowersyjne i szokujące. Uwierzcie mi, sama nieraz otwierałam buzię z zaskoczenia, szczególnie w przypadku Jacka. Strach myśleć, że takie coś może rzeczywiście mieć miejsce i szczerze, wolałabym żeby jednak nie miało. Każda z tych historii jest przerażająca i szokująca, jednakże i niezwykle prawdziwa. Takie rzeczy niestety zdarzają się w społeczeństwie (tutaj chodzi mi o Kamilę i Malwinę), ale raczej się o nich głośno nie mówi. Jest to na tyle przerażające, że zapewne dla niektórych ta książka może okazać się za mocna, a niektórzy mogą odbierać ją nawet zbyt emocjonalnie. Pomimo wszystko, ogromnie polecam ją każdemu, bo jest naprawdę genialna!
Ostatnio przeczytałam najnowszą książkę Marcela Mossa "Mordercze instynkty". Jak sam autor napisał, część scen została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Jest to jedna z mocniejszych pozycji tego autora. Poznałam kilku głównych bohaterów. Byłam światkiem przerażających scen. Brałam udział w niezwykłych zwrotach akcji, po których nie mogłam dojść do siebie. Jednym zdaniem — Marcel Moss stworzył wyjątkowo realistyczne dzieło. Jego bohaterowie zmagają się z ogromnymi współczesnymi problemami. Polały się łzy. Kilka razy nie mogłam złapać oddechu. Końcowe sceny głęboko mną wstrząsnęły. Czytając książkę "Mordercze instynkty" otrzymałam mnóstwo emocji dobrych i złych. Marcel Moss zaskoczył mnie w ostatniej scenie. Wy pewnie też będziecie w szoku. Szczerze, liczyłam na mocniejsze zakończenie. Pierwszą bohaterką jest Kamila. Jej mama za wszelką cenę próbowała jej wmówić, że najważniejszą misją kobiety jest rodzenie dzieci. Czy ta bohaterka spełni oczekiwania swojej matki? Czy raczej będzie miała inne priorytety? Przed ślubem jej narzeczony Wojtek oraz jego rodzina byli bardzo mili dla naszej bohaterki. Po ślubie wszystko się zmieniło. Byłam przerażona tą ogromną zmianą. Można śmiało stwierdzić, że wyszło szydło z worka. Współczułam Kamili jej obecnej sytuacji. Przy tej bohaterce autor porusza bardzo ważne tematy: maltretowanie kobiet i teściowe z piekła rodem. Koniecznie musicie poznać Kamilę i jej niestety życie usłane gwoździami. Czy uda jej się wyjść w całości z całej sytuacji? Kolejną główną postacią jest Jacek. Z nim przechodzimy żałobę po stracie ukochanej żony. Co zrobilibyście, żeby przywrócić do życia waszą ukochaną osobę? Zobaczcie, jak tę sprawę rozwiązał Marcel Moss. Dodam tylko, że będziecie zaskoczeni. Dziękuję autorowi, że poruszył ważny temat: żałoba po stracie i pogodzenie się z losem. Czy Jacek ruszy do przodu i zacznie żyć od nowa? Czy raczej zamknie się w swoim świecie? Kolejną główną bohaterką jest Malwina. Jej mąż Rafał pracuje w korporacji i nie ma czasu dla swojej ukochanej. Ta bohaterka ma dwadzieścia pięć lat i całe życie przed sobą. Czy jest szczęśliwa? Czuje ogromną presję społeczeństwa na temat posiadania dzieci. Ona chwilowo nie ma planów związanych z powiększaniem rodziny. Chce robić karierę. Otwiera kolejny klub fitness. Jest znaną blogerką i mistrzynią fitness. Kobiety liczą się z jej zdaniem. Czy ona będzie liczyła się ze zdaniem męża na temat dzieci? Moim zdaniem przed ślubem powinno się rozmawiać na ten temat, żeby później nie było rozczarowań. Czy Malwina i Rafał dojdą do porozumienia w tej sprawie? Czy Rafał postawi na swoim, czy raczej Maleina wygra? Poczytajcie, a się dowiecie, co dla nich przygotował Marcel Moss. U tej pary będzie się dużo działo, niekoniecznie dobrego. Ostatnim głównym bohaterem jest Tomasz. Wychowywał się w patologicznej rodzinie. Myśli, że jest zły. Często popada w psychozę. Jak sobie z tym radzi? Czy znajdzie miłość swojego życia? Czy będzie jeszcze szczęśliwy? Co dla niego przygotował autor? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej książce. Warto przeczytać najnowsze dzieło Marcela Mossa "Mordercze instynkty". Poznacie ciekawych bohaterów i ich prawdziwe problemy. Nie zdradzę wam fabuły, ani połączeń, ale powiem jedno, będzie grubo. Będzie się dużo działo i nie zaśniecie, nim nie poznacie zakończenia. Marcel Moss cały czas jest w niezwykłej pisarskiej formie. Aż strach pomyśleć co jeszcze ukrywa się w jego głowie. Jeżeli lubicie mocne thrillery, które dają do myślenia, to nie możecie przegapić tego tytułu.
Marzeniem Kamili od zawsze był kochający mąż i gromadka dzieci. Gdy w jej życiu pojawia się Wojtek wierzy,że jest to mężczyzna stworzony dla niej. Niestety życie po ślubie zmienia jej zdanie na temat mężczyzny. Z czułego i szarmanckiego staje się mężczyzną nie do poznania a dodatkowo teściowa nie pomaga w poprawieniu sytuacji. Postanawia się uwolnić od zaborczej matki męża jak i jego samego.
Jacek mocno przeżywa śmierć żony. Była jego oczkiem w głowie. Bezskutecznie stara się odnaleźć mordercę, który pozbawił go kobiety jego życia. Po wzięciu udziału w nowatorskim projekcie wydaje mu się że stanie na nogi jednak zaczyna odkrywać szokujące fakty na temat swojej zmarłej żony.
Malwina stawia na swój rozwój osobisty. Nie myśli o powiększeniu rodziny. Naciskana przez męża decyduje się porzucić swoją karierę na rzecz dziecka. Po porodzie zmaga się z depresją. Brak wsparcia nie ułatwia sprawy. Chce wrócić do dawnego życia. Czy tajemniczy znajomy pomoże jej wrócić na tory sprzed ciąży?
Trzy historie, na pierwszy rzut oka całkowicie od siebie różne. Jednak w najmniej oczekiwanym momencie ich losy się łączą.
Każdy ma cel. Jednak jakie poniosą koszty by wrócić do pełni życia?
Znam i uwielbiam twórczość Marcela Mossa. Po każdą nowość spod pióra autora sięgam w ciemno. Jest styl pisania jak i sam pomysł na książki intryguje mnie i jestem często zaskoczona pomysłowością Marcela. Jakie jednak miałam odczucia po przeczytaniu"Morderczych instynktów"?
Ciężko czytało mi się tą książkę na początku. Z tego względu,że rzadko znajduje bohaterki o takim samym imieniu jak ja. Było to na początku krępujące 🙈Nie mam pojęcia dlaczego miałam takie odczucia 🥴
Książka podzielona jest na 5 części a samych historii mamy 3. Autor przyzwyczaił czytelników do takiego sposobu prowadzenia fabuły.
I jednak trzy inne historie, trzy inne rodziny a jednak w najmniej oczekiwanym momencie łączą się ze sobą pozostawiając czytelnika w ogromnym osłupieniu.
Czytało mi się tą powieść dobrze, mimo wszystko uważam ją za dość filuteryjną. Często znajduje w książkach Marcela dużą (bądź mniejszą) dawke erotyzmu i jak nigdy mi to nie przeszkadzało tak tutaj poczułam lekkie zażenowanie czytając co niektóre sceny.
Pomijając ten fakt, powieść była przemyślanie napisana. Gdy podczas czytania dochodził moment połączenia się wszystkich trzech historii pogubiłam się. Nigdy nie traciłam orientacji w fabułę od Marcela ale tym razem było inaczej. Potrzebowałam dłuższej chwili by móc sama w głowie połączyć wszystkie kabelki i móc dalej poznawać historie. Bez wątpienia potrzebujemy skupić się na akcji by nie pogubić się po drodze jak to było w moim przypadku.
Jednak mimo wszystko sam pomysł na książkę jest dla mnie ciekawy i oryginalny. Na pewno znajdzie swoich zwolenników. Osobiście zachęcam Was do zapoznania się z najnowszą Marcela Mossa.
Lubię historie, które wypływają spod pióra Marcela Mossa. Są wielowątkowe, wielowymiarowe i utrzymują poziom napięcia. Tą książką autor to potwierdził. Uważam, że jest to najlepsza powieść w jego dorobku, którą dotychczas czytałam. Było wybornie. Ukazane w pierwszej osobie wydarzenia były zainspirowane prawdziwymi. Aż włos się jeży, gdy się pomyśli, że część z intrygi mogła się wydarzyć w realu.
Autor podzielił powieść na kilka części, które są prowadzone w różnych przestrzeniach czasowych. Ukazuje zarówno bieżące wydarzenia, jak i przeszłość, która do nich doprowadziła. Pierwszą część pisarz zaczął w teraźniejszości. Bardzo dokładnej teraźniejszości, bo w kwietniu 2023. Poznajemy żyjącą nadzieją, ambitną Kamilę Szymczyk. Chwilę później cofamy się wraz z bohaterką do września 2020. To wtedy doszło do ślubu kobiety z Wojtkiem. Kamila marzy, by jej matka mogła cieszyć się jej szczęściem. Jest to niemożliwe, bo leży pod aparaturą podtrzymującą życie, w wyniku potrącenia przez pijanego kierowcę. Kamila przerwała studia, by być bliżej matki, jednak nie porzuciła planów dalszego kształcenia. Dużym wsparciem jest teściowa, Krystyna. Sielanka kończy się już miesiąc po ślubie. Teściowa stała się wiedźmą, a Wojtek okazał maminsynkiem. Mąż zrzuca niezadowolenie Kamili na karb hormonów wariujących w ciąży. Twierdzi, że demonizuje teściową.
Część druga należy do pogrążonego w depresji Jacka, którego żona, Edyta, została zamordowana rok wcześniej. Mężczyzna nie może pogodzić się ze stratą i zrobi dosłownie wszystko, by zachować Edytę przy sobie.
W części trzeciej narratorem jest Malwina Deresz, która trzy lata wcześniej osiągnęła życiowy sukces. Była celebrytką, blogerką, wicemistrzynią fitness i prowadziła kilka siłowni. Rafał był dumny z sukcesów żony, zdawał się być idealnym mężem. Mężczyzna marzył o powiększeniu rodziny i dzieciach, co nie wpisywało się w wygodne życie Malwiny. Po porodzie kobieta tyje, traci obserwatorów w social mediach, a jej biznes zaczyna podupadać. Sfrustrowana wychodzi do baru, a tam poznaje Tomasza.
W kolejnych częściach wydarzenia w życiu poznanych bohaterów zaczynają się przeplatać, intryga zagęszcza się, a napięcie rośnie. Autor kolejno podrzuca pasujące elementy mrocznych puzzli. Wszyscy pierwszoosobowi narratorzy tkwią w przeszłości, tęsknią za iluzją, która boli mniej niż prawda.
Mordercze instynkty obudziła we mnie Kryśka. Dawno żadna literacka postać nie zalazła mi tak za skórę.
Wszystkie wątki wnikliwie przemyślane. Stworzyły one sieć połączeń, które rozwiązanie znalazły w finale. Marcel Moss stworzył wyśmienity, dynamiczny thriller, z licznymi plot twistami, który z czystym sumieniem mogę polecić każdemu miłośnikowi tego gatunku.
Pod koniec pierwszej połowy kwietnia zadebiutuje najnowsza powieść Marcela Mossa, która ma szansę zachwycić czytelników bardziej niż wszystkie jego dotychczasowe dzieła. Dlaczego? Trzy historie, które zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, a jednak w najmniej spodziewanym momencie dochodzi do splatania ze sobą wydarzeń. Dokładnie w chwili, gdy każdy z bohaterów dąży do osiągnięcia swojego celu nawet jeśli przyjdzie mu iść do niego po trupach. Jacek, nie tak dawno stracił swoją żonę w tragicznych okolicznościach. Popadł w depresję i bezskutecznie szuka jej zabójcy, aby się na nim zemścić. Postanawia wziąć udział w pewnym projekcie – dość szalonym – który ma pomóc mu poradzić sobie z tęsknotą za ukochaną. Kiedy wydawałoby się, że wszystko zmierza ku odzyskaniu równowagi, odkrywa szokujące fakty na temat swojej zmarłej małżonki. Malwina, wicemistrzyni Polski w bikini fitness od lat skupia się na swojej karierze i nie planuje w najbliższym czasie powiększać swojej rodziny. Niestety, pod naciskiem męża, zgadza się na dziecko. Po porodzie bohaterka boryka się z ciężką depresją, brakiem wsparcia ze strony współmałżonka, a także wielkimi kompleksami. Marzy o odzyskaniu swojego dawnego życia.
Po przeczytaniu Morderczych instynktów mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to dotychczas najlepsza książka Marcela Mossa. Jest inna niż poprzednie – nie żeby inne powieści były złe. Thriller zawierał wszystko, czego od niego oczekiwałem: niepokój, przerażenie. Podczas czytania, przeżywałem wachlarz emocji. Każdy rozdział był inny, zawierał coś unikatowego i szczegółowo odzwierciedlał rzeczywistość. Byłem przekonany, że już nic mnie nie zaskoczy, tymczasem się Marcel Moss udowodnił mi, że się myliłem. Mężczyzna ukazuje zepsuty świat, z którym każdy z nas ma styczność na co dzień. Zazwyczaj autorzy w swoich książkach starają się unikać ciężkich tematów, a tutaj Marcel Moss podejmuje je i wychodzi mu to naprawdę dobrze. Można wręcz by rzec, że ta lektura idzie o krok dalej i pokazuje jak kończy się ignorowanie tych spraw.