Opowieść o młodych ludziach walczących o życie w świecie, w którym wszystko zawiodło. Zanim rozsypią się na kawałki, szukają ucieczki. W alkoholu, lekach, narkotykach, seksie, przemocy, autoagresji. Żyją i czekają, aż w końcu serca im pękną. Aż się nie obudzą.
Dzieciaki – nastolatki i dwudziestolatki – balansują na granicy. Próbują radzić sobie z brakiem miłości, depresją, zaburzeniami psychicznymi, nałogami i jednocześnie żyć na własnych zasadach. Im głębiej sięgamy do ich historii, tym jaśniejsze się staje, skąd ich urazy, traumy, dlaczego uciekają i co próbują zapomnieć. Dawid Karpiuk opowiada to wszystko ich realnymi głosami, których refrenem jest hiphopowy soundtrack. Narracja wymyka się schematom i choć płynie się przez nią jak w transie, to nie jest fikcja. Te historie wydarzyły się naprawdę.
Nowoczesne pisanie ludzi, którzy są młodzi duchem, a nie metryką, przypomina nieustanne bicie się z Masłowską o to, kto lepiej naśladuje mowę ulicy. Dodajcie do tego jeszcze zagubionych w rzeczywistości bohaterów i - albo na śmieszno - wtedy wyjdzie kolejny twórca z XD lub LOL w nazwie; albo na smutno - posypią się nagrody za wybitne dzieło, odważne, mocne - jak w opowieści o psie w galerii sztuki nowoczesnej Karola Mrozińskiego. Karpiuka znam, wiem, jak pisze jako dziennikarz, wielokrotnie rozmawialiśmy też o edukacji, jednak pierwsze strony "Dzieciaków" wydanych przez Wydawnictwo AGORA sprawiły, że mocno westchnęłam z obawy przed tym, że mam właśnie przed sobą jeden z tych tekstów, w których mocny przekaz zyskuje się tylko przez mocno brzmiące słowa. Miała być książka o zdrowiu psychicznym i problemach młodzieży, a on mi tu rzuca rapsami i slangiem w rozmowach o śmierci? Jednak ta książka, jak i jej bohaterowie, bardzo szybko pokazuje, że jest piękna - mimo tego, z czym się mierzy. To nie jest powieść, to ponad 300 stron reportażu literackiego (sic!), w którym nie słychać głosu autora. Jest za to trudny do opisania czas dorastania: braku miłości i akceptacji; ucieczek: z domu, od problemów, ciąży, przemocy - do narkotyków, seksu, toksycznych relacji, nielegalnych form zarobku. To bolesny - chociaż czasem też zabawny, bo groteska ratuje nas przed rozpaczą, tekst, który jest jak przebiegnięcie tuż przed pędzącym pociągiem, to supernowa, po której spojrzenie na problemy młodych ludzi już nie będzie takie samo. Nie da się po tej książce już mówić: „oni nie mają się wobec czego buntować”, „mają wszystko”, bo ten solidny materiał ukazany w rytmie muzyki, której słuchają rozmówcy Karpiuka, pokazuje, że czasy nastoletnie to mrok, złe wybory, rozpacz, a nie wizualizacja "My Super Sweet 16": są nory, w których spędza się czas, bo coś trzeba ze sobą zrobić, stali ich bywalcy, miejsca z tanim alkoholem, dostawcy mefedronu, koksu; szukanie miejsc w galeriach, w których nie ma kamer, myślenie o aborcji, związki i domy pełne przemocy. Trudno nie mieć wrażenia, że to życie zafundowali bohaterom im rodzice, którzy - jak pokazują rozmówcy Karpiuka - sami są zagubionymi dzieciakami tłumiącymi w używkach swoje lęki. Kobiety, mężczyźni, nastolatki - wszyscy są przegranymi w tym patriarchalnym świecie, bo nie wpasowują się w jego wzorce i cierpią, bo są nie dość... piękni, mądrzy, bogaci, kochani. Wszyscy tu uciekają, a chcieliby po prostu być. Przeczytajcie sami i dajcie znać, co sądzicie, bo dla mnie to bardzo ciekawy eksperyment na styku gatunków - nie przekonują mnie wprawdzie cytaty ze współczesnych utworów hiphopowych, ale są zawsze adekwatnie do opisywanej historii, jakby życie bohaterów splatało się z tym, co leci w ich słuchawkach.
Rozczarowujący styl. Nie oceniam historii samej w sobie, chociaż jak na opartą na faktach (?) jest mocno fabularyzowana i bardzo brakuje w niej jakiegoś wstępu lub posłowia od autora na ten temat. Niestety styl również nie przypadł mi do gustu. Najwidoczniej wymienienie autora najpierw jako muzyka, dopiero później dziennikarza nie jest przypadkowe. Pełno wpleceń tekstów piosenek które rozepchały książkę (równie mocno co graficzne opracowanie i duża czcionka i spore marginesy). Słownictwo miało chyba odwzorować klimat, nadać charakteru, ale było tak cool że aż przerysowane.
2/5 Pierwszy raz miałam styczność z tego typu książką. Z początku chciałam porzucić czytanie, bo nie potrafiłam odnaleźć się w jej chaosie. To wszystko wynikało ze stylu jakim autor postanowił się posłużyć. Nie ukrywam, że nie przypadł mi do gustu, jednak dobrze było spróbować nowej formy, zdobyć doświadczenie. Zawsze jest to okazja do odnalezienia swojego kawałka, a jeśli nie to przynajmniej upewnienia się w swoich upodobaniach. Myślę, że ten nowoczesny sposób opisywania historii jest tutaj cechą charakterystyczną, wraz z idącą z nią w parze wulgarnością. Przedstawiona rzeczywistość również nosi miano brudnej, nieprzyzwoitej, zdemoralizowanej. Ale czy wyolbrzymionej? To zastanawia mnie najbardziej – jakie przełożenie ma treść na stan faktyczny? Czy takie okoliczności mają miejsce w tak dużej/ intensywnej skali? To, co powodowało u mnie niezorientowanie w fabule była mnogość bohaterów wraz z niespójnymi losami. Pewne postacie były ze sobą powiązane, inne pojawiały się i znikały, nie łącząc się z ogółem. Za zaletę uważam konsekwencję w budowaniu wydarzeń. Pomimo możliwości wyjścia naprzeciw problemom, wydostaniu się z patologii – nie każdemu się udaje. I to doceniam, ukazanie tego problemu.
Dorosłość bez znieczulenia czy może dorastanie na petardzie? Tańcząc na linie życia, chcą je przeżyć na własnych regułach. Nastolatkowie, których świat oszukał, ponieważ pragnęli czegoś innego niż zwyczajnej egzystencji. Zawiodła także szkoła, rodzina i system. Stali się niewidoczni, bo za bardzo się wyróżniali, przez co łatwiej jest udawać, że nie istnieją. Stereotypowo zakłada się, że jest to wina ich wychowania w dysfunkcyjnych rodzinach. Być może. Najgorsze w tym wszystkim jest marginalizowanie problemów, za jakie uważają się młodzi ludzie, którzy czują się niekochani. Dom pełen używek, pełen pieniędzy albo presji, która narasta z każdym rokiem, aby zrealizować niespełnione wizję rodziców. Niniejsza pozycja to obnaża. Owszem przemoc rodzi przemoc, jednak, dlaczego nie można temu zapobiec? Choć ciężko to przyznać to tak wygląda dziś dojrzewanie, bo otacza nas pandemia, wojna czy także kolejne przewroty w naszym kraju. Każda z opisanych osób próbuje sobie z tym poradzić, ale ucieka się w narkotyki, alkohol, leki, przypadkowy seks czy autoagresję. Bez owijania w bawełnę Karpiuk pokazuje jak młodzież stara się po prostu przetrwać każdy następny dzień. To nie są pojedyncze przypadki, bo przecież teraz coś Ci odbiło, wydoroślejesz to zmądrzejesz lub życie Cię jeszcze pokory nauczy. A jednak powstała ‘’Patointeliegncja” wykrzyczana przez Matę, nieprzypadkowo. Takich osób jest wiele, lecz kryją to pod maską zakładaną na co dzień, aby ukryć, jak bardzo trudno im jest wstać każdego dnia i udawać kogoś kim się nie jest, aby zadowolić innych. Dlatego może lepiej jest zaakceptować fakt, iż mamy prawo czuć się źle oraz zrozumieć także ludzi wokół nas.
Typowy warszawski nastolatek symulator. Całkiem ciekawe, dałbym 5 gwiazdek gdyby nie tak bardzo wulgarny język w jakim jest tak książka napisana. I o ile wulgarność samych postaci mi nie przeszkadza tak tutaj nawet narrator jest wulgarny.
wspaniała książka. trudne tematy ale i zaśmiać się można. Dawid ma talent do pisania. nie chciałem żeby się ta książka kończyła ... ani tak ani wogole. to jedna z tych książek po których przeczytaniu trzeba odchorować i tyle...
3.5⭐️ chyba nie jestem w stanie tego dobrze ocenić...smutna, dość bolesna historia bardzo młodych ludzi chociaż w niektórych chwilach cała historia wydawała się odrobinę przekoloryzowane, a język był momentami zbyt potoczny