Dosłownie magiczna lektura.
Italo Calvino w "Wykładach amerykańskich", próbował zdefiniować jedną z cnót literatury, jaką jest lekkość, pisząc: Możemy uznać, że od stuleci o literaturę rywalizują dwie przeciwstawne tendencje: pierwsza stara się pozbawić język ciężaru, sprawić, by unosił się nad rzeczami niczym obłok, czy raczej drobny pyłek, albo jeszcze lepiej – jako pole magnetycznych impulsów; druga tendencja usiłuje nadać językowi ciężar, objętość, konkretność rzeczy, ciał i doznań.
Takie jest właśnie pisarstwo Carter: zwiewne, powabne, pełne swady. I to jest również pokaz siły literatury, ale nie tej brutalnej, napastliwej i rozbuchanej, ale subtelnej, opartej na grze słów, redefiniowaniu symboli i ciągłej pracy na metaforach i kulturowych tropach. Z każdym kolejnym tekstem zabawa tylko nabiera tempa i trwa w najlepsze, mimo zmian estetyki czy nastroju. Elementem wspólnym, który spaja wszystkie koncepty jest język. Żywy, ostry i bezkompromisowy, czego chyba najlepszym przykładem jest “Kot w Butach” (moje ulubione opowiadanie z tego zbioru!). Szeroki jest to wybór i każdy, kto ma odrobinę wrażliwości na słowo powinien znaleźć tu coś dla siebie. Ja życzliwym okiem patrzę chociażby na tekst tytułowy, który równie dobrze mogłaby napisać Le Guin. Ale z pamięci nie mogę wyrzucić również “Krwawej komnaty”, historii ślubu i nocy poślubnej, która wprost kwestionuje wszelkie nasze intuicje i kulturowe przyzwyczajenia, żeby z jednego z najwspanialszych dni w życiu (przynajmniej w założeniu) zrobić gotycki horror o zabarwieniu feministycznym.
Zbiór place lizać!