Monika Banach, znana autorka kryminałów i mieszkanka Milanówka, znika niedługo przed wydaniem swej dziesiątej książki, która ma zainicjować jej nowy powieściowy cykl. Agentka pisarki zleca poszukiwanie Moniki detektywkom z Czajki. Po sukcesie, opisanym w poprzednim tomie, agencji zleceń nie brakuje. Ale są to głównie sprawy rozwodowe, które prawdę mówiąc mocno nudzą Klarę, a i Gaja jest już nimi trochę zmęczona. Toteż ochoczo przystępują do nowego zadania, zwłaszcza że nieocenionym źródłem informacji okazuje się, jak zwykle, Matylda, która dla samorządowego biuletynu przeprowadziła ostatni wywiad z pisarką. Śledztwo znowu jest pokręcone na maxa, pełne przypadków i mylnych tropów oraz nieprzypadkowych zderzeń z szefem lokalnej policji. Jednak gdy już wszystkim wydaje się, że wiedzą co kryje się za zniknięciem milanowskiej następczyni Agathy Christie, pojawia się pytanie: Czy zdążą na czas …
Dwie dotychczas wydane części serii Katarzyny Gacek nazywane są czasami obyczajowymi kryminałami. Zwolennicy typowych powieści kryminalnych zapewne zgrzytają zębami. Może i zgodziłabym się z zarzutem, że ani zbrodnie, ani ich sprawcy i ofiary nie są w książkach Gacek traktowane z należytą atencją. Stanowią niejako przypadkowe ciągi spotkań i wydarzeń w ciekawym, pełnym różnorakich doświadczeń życiu trzech kobiet. Tak, są to przede wszystkim powieści obyczajowe, co osobiście absolutnie mi nie przeszkadza. A to dlatego, że wszystko dzieje się w konkretnym miejscu i czasie oraz w określonych społeczno-kulturowych okolicznościach. Nie razi mnie nawet, że wszystkie aspekty opisywanej przez autorkę rzeczywistości, nie tylko zbrodnia i kara, traktowane są z lekkim przymrużeniem oka. Tak przecież również traktuje siebie samą każda z jej bohaterek, z dystansem i nutą sceptycyzmu. Ale wrażenia powierzchowności w przedstawieniu środowisk, w jakich funkcjonuje Agencja Detektywistyczna Czajka bynajmniej nie miałam. Przeciwnie, miałam poczucie, że większość z nich znam nieźle jeśli nie bezpośrednio z autopsji, to na pewno z realnego świata. A dystans i humor, choćby nawet wisielczy, to ważne elementy mechanizmów obronnych, jakie często pod wpływem takich książek i we mnie, jako czytelniczce, się wyzwalają.
W tym tomie szczególnie interesujące było dla mnie spenetrowanie mikroświata wokół rynku wydawniczego, z jakim zmaga się Monika Banach i jaki chcąc nie chcąc muszą oswoić na własny użytek Gaja, Klara i Matylda. Równolegle penetruje autorka cały czas małomiasteczkowy światek z jego samorządem i służbami, środowiska młodzieżowe i szkolno-edukacyjne oraz, last but not least, prywatne mikroświaty bohaterek. I robi to naprawdę dobrze.