Valentin to było... "coś". Śmiech przez łzy na każdej stronie i ból serca gdy widziałam jakie zdobywała pozytywne oceny.
Od razu zaznaczam, że nie jestem grupą docelową dla której była pisana ta książka. Sama dostałam ją w prezencie i pewnie bym po nią nie sięgnęła gdyby nie to, ale nie zwalnia mnie to z wystawienia jej adekwatnej oceny.
Valentin jest słabą książką. Pomijając to, że seria nie jest ambitna, po mimo tego, że autorka stara się ją na taką kreować. Świat przedstawiony jest płytki i brakuje w nim głębi jak u większości postaci. Wilki, wampiry i wiedźmy są stereotypowe, brakuje im niuansów czy chociaż pewnych elementów które odróżnią je od archetypów swoich postaci. Jest pewna religia i magia, ale są one nierozwinięte, albo często pisane w sposób dla mnie komiczny, jak zawracanie się do "Luny" jak do Boga, np. "na Lunę" itp. Same takie zwroty dla mnie zaniżają powagę utworu, a dodanie własnego, pewnego rodzaju boga, bez większego, uzasadnionego powodu, powiela to uczucie.
Miejscom brakuje jakichkolwiek dokładniejszych opisów, z czego każde opisane miejsce akcji mogłoby wydarzyć się prawie wszędzie. To samo dzieje się z postaciami. Lexi zachowuje się jak każda protagonistka takiego romansu. Jest to sztandarowa "y/n" z Wattpada, kobiecy odpowiednik "everyman". Jej postać nie zapada w pamięć. Każda czytelniczka może się z nią utożsamiać, gdyż nie ma cech które mogą rozróżniać ja od innych. Sytuacja braci jest podobna. Valentin jest tym bardziej wybuchowym, energicznym typem postaci, którego łatwo pokochać ze względu na otwartość, przeplataną chłopięcym charakterem. Lucian jest archetypem starszego brata, a zarazem Wattpadowego "mafia bossa" z charakteu. Poważny, rozważny, czasami mroczny i wzbudzający postrach, ale ma swoją kochająca stronę. Często przepracowany, rządzi braćmi i chce mieć wszystko pod kontrolą. Jeśli chodzi o Corine, w pierwszej części (jestem w trakcie czytania drugiego tomu) była pomijana. Postać u której Lexi mogła znaleźć odwagę w domu pełnym nieznajomych jej mężczyzn. Ostania akcja z porwaniem Lexi, która ma na celu wprowadzić jej relacje(Coriny)z Devinem w drugim tomie, jest napisana bardzo pośpiesznie, bez większych detali, dzięki którym moglibyśmy poznać ją w ciężkiej sytuacji. Taka jest w sumie Corina. Młodsza siostra, gdzieś zapomniana między rozdziałami. Jeśli chodzi o Cosmina, to jego już wcale nie mogłam zapamiętać. Czułam że jest to postać, która ma wprowadzać element komedii, uzupełnić rodzinę, niż żeby miała jakąś prawdziwą funkcję. Tak samo Toma, który był tak mało istotny, że gdy w drugim tomie było wspomniane o czterech braciach, nie mogłam sobie przypomnieć czwartego, dopóki z powrotem nie otworzyłam pierwszej części i go nie znalazłam.
Podobnie jest z fabułą. Cała przeszłość Lexi jest dla mnie bardzo naciągana, tylko żeby pasowała do okoliczności relacji z Valentinem. Ojciec i narzeczony są okropnymi postacami, ale ich przemocowy charakter i zachowanie są napisane tak ogólnikowo, że wcale tego nie odczuwam. Są po prostu źli i tyle. Po charakterze Lexi ciężko zauważyć jakiekolwiek skutki, które mogłaby przynieść związana z tym trauma. Czuję, że cały wątek zrobiony jest po to by usprawiedliwić romans Lexi z Valentinem, podczas gdy wciąż jest w związku z Adamem, oraz aby nadać jakiejkolwiek historii i charakteru dla Lexi. Tylko, że to nie działa. Nie idzie napisać dobrego bohatera jeśli jego cały charakter opiera się na wydarzeniach, które nie miały na niego zauważalnego wpływu.
Sceny seksu są komiczne. Wiem, że nie są to łatwe tematy do napisania, a autorka utwierdza mnie w tym przekonaniu. Ciągle powtórzenia zwrotów i słów, jak np. "cipka", "wzwód", "warcząc gardłowo", "pragnę cię", prawie wcale nie uwzględniając żadnych synonimów, zastąpienie większości słów w takich sytuacjach przekleństwami czy kolokwializmami, czy używanie zdrobnień jak "słodki tyłeczek" sprawia, że ciężko się to czyta. Nie wiem na kogo miałoby to działać, ale na pewno nie na mnie. Nie mogę się wczuć w powagę sytuacji kiedy Valentin każe bohaterce "zacisnąć na nim swoją słodka cipkę". Sceny erotyczne są jak z taniego filmu pornograficznego, brak w nich większej intymności, uczucia między bohaterami, a nawet jeśli mają być pisane jako stricte napędzane porządniem, to są przy tym niesamowicie płytkie. Na większości z nich po prostu się śmiałam. Nie oczekuję od romansu z wilkołakiem szczegółowego opisu kształtu potu spływającego po czerwonych policzkach bohaterki, tym bardziej, ze sceny 18+ nie są tym czego szukam w książkach, ale dobrze byłoby zobaczyć coś więcej niż, parafrazując, dojście z chrapliwym jękiem gdy zacisnęła się na jego palcach.
Podobnie jest w całej książce. Brakuje rozbudowanych opisów w dzięki którym mogłabym wczuć się w świat i wydarzenia. Akcja jest przewidywalna, a niektóre wątki, odnoszę wrażenie, że są dodawane by wypełnić prostą, główną linię wydarzeń.
Na koniec i tak muszę przyznać, że dobrze się bawiłam przy tej książce, ale nie z powodów jakie autorka miała na myśli pisząc ją. Śmiałam się na prawie każdej stronie, a moje wydanie jest oblepione karteczkami i pomazane od własnych adnotacji w których krytycznie oceniałam sytuacje w utworze. Czasami książka budziła we mnie ciekawość, styl autorki jest bardzo przyjemny przez co czyta się to bardzo szybko. Zastanawiały mnie następne wydarzenia, a bardziej jak autorka to rozegra. Sama mam pewien sentyment do tej serii, ze względu na to że jest ona częstym tematem rozmów z moimi przyjaciółkami i czekam na kolejne części, żeby móc zagłębić się w absurd tej historii. Dlatego daje dwie gwiazdki, a nie jedną. Istnieją książki gorzej pisane, są bardziej szkodliwe, a tu mogłam zobaczyć pewne plusy tego dzieła. Trzba też przyznać że warsztat pisarski autorki w kolejnym tomie się poprawia, ale wciąż nie jest to dobra książka.