Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Destiny Young otrzymała od losu niezwykły dar, który równie szybko okazuje się jej największym przekleństwem – jest w stanie porozumiewać się z duchami. W szkole uchodzi za dziwadło, zwykle trzyma się na uboczu i nie ma zbyt wielu przyjaciół, przynajmniej nie tych żywych. Dziewczyna pragnie jedynie przetrwać burzliwy okres liceum i wyjechać z małego Fort Brook.
Niespodziewanie do jej klasy dołącza nowy uczeń. Nicholas Layne zdaje się mieć wszystko, co w Akademii Fort Brook jest surowo zakazane – zszarganą reputację, tatuaże i zamiłowanie do łamania wszelkich zasad.
Destiny wie, że powinna trzymać się od niego z daleka. Nie ma jednak pojęcia, że posiada coś, czego chłopak bardzo potrzebuje. Od tej chwili Nicholas będzie początkiem jej problemów.
Julia Brylewska to polska autorka powieści romantycznych i obyczajowych dla dorosłych z elementami erotyki. Znana jest przede wszystkim ze swojego cyklu „Inferno”. W lutym 2022 roku ukazać się ma pierwszy tom jej kolejnej serii, dylogii „Gods of Law”, zatytułowany „Angry God”. Będzie to romans prawniczy z elementami hate-love i przyprawiony sporą dawką humoru.
O mój boze... Ta książka tak poruszyła moje biedne serduszko... Cudowna. Przyjemna ale też lekko smutna, trafiająca idealnie do człowieka, mająca duzo cudownych cytatow. Całkiem inna niż wszystkie książki Julki, prawde mówiąc nawet nie czułam tutaj jej klimatu. Treść mówiąca o bardzo ważnych rzeczach. Nie spodziewałam się takiego końca i jestem pewna, że jakbym czytała ją ciągiem a nie przerwała przed końcem to bym się popłakała. Kocham Destiny, Nicholasa i ich relacje. Nicholas na pewno w topce chlopakow brylewskiej. Polecam
Julia Brylewska zacznij dodawać do swoich książek opakowania chusteczek i antydepresanty, no i melisę najlepiej, bo moja psycha aktualnie już nawet nie siedzi, ona leży zajechana przez walec i potrącona przez pociąg
Po tak wielu dobrych opiniach myślałam, że ta książka bardzo przypadnie mi do gustu. Niestety stało się coś odwrotnego. Od początku nie mogłam się wbić w historie, większość ,,akcji” była nudna i dość przewidywalna. Odczułam wrażenie, że głowni bohaterowie to takie mimozy, nie potrafiłam się z nimi polubić. Zamysł książki też nie jest jakiś odkrywczy. Ogólnie wole jak autorka pisze w innej dziedzinie niż młodzieżówki.
Nie potrafię ubrać w słowa, jak piękna była ta książka. Julia Brylewska kolejny raz mi pokazała, dlaczego kocham jej twórczość. „Winter Flower” wywołało we mnie masę emocji i wiem, że to jedna z tych pozycji, która na długo zapadnie w mojej pamięci. Pierwszy raz spotkałam się w książce z bohaterką, która ma dar, dzięki któremu widzi duchy i może się z nimi porozumiewać. Chociaż wiele osób może twierdzić, że taka umiejętność jest niesamowita, prawdą było, że dla Destiny było to również najgorszą zmorą. Nie wiem, ile łez wylałam, czytając tę książkę, ale uwierzcie, że było ich całkiem sporo. Tak właściwie to jest to książka, na której płakałam najwięcej. Nie przypominam sobie, aby jakaś pozycja wycisnęła ze mnie więcej łez niż ta i mówię to z ręką na sercu. Destiny jest takim promyczkiem słońca. Jeju, jak ja uwielbiam jej postać. W swoim życiu nie ma łatwo. Chociaż można byłoby uznać, że dzięki swojemu darowi jest wyjątkowa, ludzie postrzegają ją jako dziwaczkę i wariatkę. Więc tak, dar dziewczyny jest również jej największym przekleństwem. Ciężko mi się czytało o tych wszystkich obelgach rzucanych w jej kierunku. Wiecie, co jest najbardziej zadziwiające i godne podziwu? To, że Destiny nigdy nie straciła wiary w ludzi. Nigdy nie chciała się mścić czy robić komuś złych rzeczy. Ta bohaterka była w stanie nawet pomóc swoim oprawcom, co jest ogromnym wyczynem, bo niewiele osób by się na to po tym wszystkim zdobyło. Destiny to taka dobra dusza chodząca po świecie pełnym okrutnych ludzi. Nicholas zdobył moje serce już na samym początku tej historii. Chłopak również w życiu nie ma kolorowo. Jestem skłonna stwierdzić, że Nicholas jest takim promyczkiem światła dla Tiny. To on jako jedyny jej uwierzył, trwał przy jej boku, stawał w jej obronie i zwyczajnie był dla niej. Nicholas dostrzegł w Tiny kogoś więcej niż tylko wariatkę, która rzekomo widzi duchy. Chłopak definitywnie zmienił życie Tiny. Rozświetlił je. Nie ma słów, które będą w stanie oddać to, jak bardzo go pokochałam. Muszę wspomnieć tu też o babci Destiny, którą potwornie polubiłam. Ruth jest kobietą o wielkim sercu i wielkiej charyzmie. Uwielbiam jej postać. Nawet nie wiecie, jak bardzo pokochałam relację tej dwójki. Zawsze chcieli dla siebie nawzajem jak najlepiej, troszczyli się o siebie i pomagali sobie. Z czasem ci obcy dla siebie ludzie stali się dla siebie kimś więcej niż tylko przyjaciółmi. Przyjemnie mi się czytało o tym, jak znajomość tej dwójki rozkwita i ewoluuje. „Winter flower” pokazuje, jak ważne jest życie i jak bardzo niektórzy nie cenią tego czasu, który mają na ziemi. Często, jako ludzie, skupiamy się na mało istotnych rzeczach, a zapominamy o tym, co jest ważne i cenne. Wielokrotnie chcemy dążyć do wyznaczonych celów kosztem nas samych czy naszych bliskich, załamujemy się, kiedy coś nam nie wychodzi, chcemy być najlepsi, perfekcyjni we wszystkim. Może czasami warto jest trochę przystopować, zwolnić tempo i pomyśleć coś typu „Wow, mimo wszystko cieszę się, że miał*m szansę doświadczyć tego, co już mi się w życiu przytrafiło.”. Nie każdy ma taką możliwość. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi. Pamiętajcie, że po każdej burzy wychodzi słońce, bycie perfekcyjnym jest przereklamowane, a wasze zdrowie psychiczne jest najważniejsze. WY jesteście ważni.
3.5-3.75 ⭐️ To było bardzo miłe zaskoczenie i z chęcią dałabym więcej bo książka naprawdę mi się podobała, ale NIE, kompletnie nie kupuje tego zakończenia 😭 tak jakby autorka nie miała pomysłu na finał
dawno zadna ksiazka mnie az tak nie zniszczyla jak ta. po przeczytaniu jej, gdy moja mama zobaczyła w jakim jestem stanie to zlapala sie za głowe i stwierdziła ze ktos mi umarl z rodziny🙂 a tak powaznie to ta ksiazka trafila do mnie bardzo mocno. na dlugo zapamiętam te historię i bohaterów bo bardzo sie do nich przywiązałam. ta książka byla wspaniala a za razem sprawila mi niewyobrażalny ból. kocham cie julia ale to co ty ze mną zrobiłaś po tej książce zostawie bez komentarza.
naprawdę przepiękna historia, ale po tych wszystkich zapewnieniach, że wyleję masę łez spodziewałam się czegoś mocniejszego. nicholas i jego tatuaże🧎♀️😋💗. cytaty w tej książce coś pięknego😭
"– Nie obchodzą mnie inni – odparł, jakby było to najbardziej oczywiste na świecie. – Chcę, żebyś ty tam była.”
Destiny Young na pozór to zwykła nastolatka. Jednak w wieku 7 lat dowiaduje się, że ma pewien " dar", który sprawi, że tych których uważała za przyjaciół, okażą się tymi, którzy odwrócą się od niej i będą z niej szydzić i ją wyśmiewać. Jednak Tiny mimo wszystko nie narzeka na swoją sytuację i stara się nie rzucać w oczy. Po prostu przetrwać ostatni rok w szkole i planuje później wyjechać z rodzinnego miasta.
Pewnego dnia w liceum pojawia się nowy chłopak. Mianowicie Nicholas Layne. Mimo krążących w szkole plotek chłopak nie zamierza unikać dziewczyny, a chcę ją poznać.
Wydawać się może, że " Winter Flower" to zwykła książka, którą po zakończeniu się odłoży i o niej się zapomni. Nic bardziej mylnego. Ta historia chwyciła mnie mocno za serce i sprawiła, że podczas jej czytania miałam łzy w oczach a raz zdarzyło się popłakać. To coś więcej niż zwykle literki na papierze. Destiny i Nicholas to bohaterowie z którymi mogę się utożsamić w większym lub mniejszym stopniu i to uderzyło mnie chyba najbardziej. To jak relacja dwójki nastolatków została przedstawiona roztopiła moje serce i to było piękne jak było widać jak ich relacja ze strony na stronę się zmieniała. Ta książka pokazywała,że czasem nie zawsze życie jest sprawiedliwe i mimo ogromnych chęci nie zawsze takie bywa, a na pewne pożegnania nigdy nie będzie odpowiedniego czasu i mimo chęci nie zawsze da się pogodzić z tym, że tych których się kochało już nie ma.
Zarówno Nick i Tini nie mieli łatwo w życiu gdyż zbyt wiele razy ludzie których kochali odchodzili zostawiając po sobie ogromny ból i zbyt często bolesne wspomnienia.
Zakończenie sprawiło, że nie tak szybko zapomnę o tym co przeczytałam i będę wracać do tej historii bardzo często myślami.
Ta książka pokazała takie rzeczy jak prawdziwa miłość, przyjaźń, wsparcie, zrozumienie oraz po prostu bycie blisko z osobami , które są ważne w naszym życiu.
No nie wierzę. Czy ja się zawiodłam na książce od Julii Brylewskiej? No niestety tak.
Po pierwsze... To było smutne na siłę. Cała ta historia WYMAGAŁA od nas smutku, a ja bardzo nie lubię jak ktoś każe mi czuć coś na siłę. Destiny była wiecznie pokrzywdzona i udręczona. Nick był oczywiście idealny, ale w taki sposób, że mnie po prostu irytował samym swoim byciem.
Zakończenie to był jeden wielki cyrk. Nie mam pojęcia dlaczego było aż tak przyspieszone. Może Brylewska sama zauważyła jak słabo jej to wszystko wyszło i nie chciała się w tym dużej babrać? Strzelanina czy co to tam było... No po jakiego grzyba?
Totalnie mnie to nie dotknęło. Kolejna książka z takim motywem, która mi się nie podoba. I te wymuszone reakcje na czytelniku... Eh.
New Adult to coś, co tej autorce raczej nie wychodzi.
Absolutnie cudowna i niesamowita. Nie mam więcej słów, jak mogłabym to opisać. Problemy bohaterów są niezwykle bliskie tym, z którymi aktualnie się zmagam. Mimo że dwa ostatnie rozdziały rozłożyły mnie na łopatki i płakałam, mówiąc, że mogłoby ich nie być, za jakiś czas stwierdzę, że były potrzebne, by odpowiednio oddać piękno całej historii. Nicholas Layne jest moim nowym ulubieńcem Julii Brylewskiej. Dziękuję za tę książkę. Była mi bardzo potrzebna.
Z ręką na sercu przyznaje, ze jest to najlepsza książka jaką dotychczas przeczytałam. Ślęczałam nad nią kilka godzin, bo nie mogłam się od niej oderwać, a teraz dosłownie siedzę i ryczę jak nie wiem🥹 Julka z całym szacunkiem przyznaje Ci, że napisałaś arcydzieło.