Margo McKenzie pochodzi z jednej z najpotężniejszych magicznych rodzin w Szkocji. Ku rozpaczy krewnych odrzuciła czary po tragicznym w skutkach rytuale z udziałem jej matki. Dziewczyna stara się prowadzić zwyczajne życie. Pracuje w bibliotece, nałogowo czyta książki, ma niemagicznych znajomych i unika wszystkiego, co mogłoby wprowadzić do jej codzienności chaos.
Mimo to pewnej nocy po wypiciu kilku kieliszków wina za dużo, wygłupiając się przed przyjaciółką, Margo rzuca zaklęcie mające postawić na jej drodze idealnego mężczyznę. To z jej strony tylko żarty, jednak niewiele później opuszczoną ruderę w sąsiedztwie kupuje Theo Thorne – architekt, który spełnia wszystkie wymagania Margo wobec jej wymarzonego partnera.
To tylko przypadek czy dziewczyna sprowadziła go zaklęciem? A może mężczyzna stanowi wytwór czarów i nie jest prawdziwy? Dotarcie do prawdy utrudnia fakt, że Theo kupił obciążony potężną klątwą dom, którego wszystkich poprzednich właścicieli spotkał tragiczny koniec. Rodzina każe więc Margo trzymać się od niego z daleka, szukając sposobu na zmuszenie Thorne’a do opuszczenia przeklętej posiadłości. Theo nieodparcie przyciąga jednak do siebie Margo…
Z wykształcenia anglistka, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, z zawodu kierowniczka w pewnej międzynarodowej korporacji, z zamiłowania autorka romansów z wątkami kryminalnymi i sensacyjnymi. Pisze praktycznie od dziecka, od kilku lat dzieląc się swoimi tekstami w Internecie. Sama dużo czyta, a jej ulubioną autorką pozostaje Joanna Chmielewska. Prywatnie lubi podróże, planszówki ze znajomymi i swojego psa, labradora Milo. Sentymentalna bzdura jest jej pierwszą powieścią wydaną drukiem.
Co prawda było parę scen, przy których trochę parsknelam śmiechem, choć nie powinnam i pewne rozwiązania były delikatnie naiwne, ale to było idealne guilty pleasure!
(Psiapsi głównej bohaterki i Ross wypadli mega słabo, I mean ich teksty momentami mnie przeważały 😅)
Przez autorkę 3 razy prawie dostałam zawału Podobało mi się, że nie był to zwykły romans, tylko wpleciony był jeszcze wątek paranormalny. W sumie właśnie ta rodzinno- magiczna część mnie bardziej zainteresowała niż sam romans, bo jak dla mnie trochę za szybko się wszystko rozwinęło.
to była okay książka, ale trochę się czułam jakby czytała 3 osobne wątki które potem się łącza (zakończenie mi się nie podobało 💔)
postacie poboczne czyli, Charlie jej przyszły mąż (który dosłownie ma trzy kwestie) i Willow (pomimo, że jest taką typową disney chanel villain) to najlepsze postacie tej książki!
Ciekawa historia z fajnym klimatem i odrobiną grozy👀 jednak wątek romantyczny nie do końca mi leżał i wolałabym, by zamiast niemu, więcej uwagi poświęcono magii. Mimo to przyjemnie spędziłam z nią czas i z silnymi bohaterkami. No i główna bohaterka, która jest molem książkowym, to dodatkowy atut. ✨
TW: Przemoc wobec zwierząt 😥 Dobrze, że @nattrook o tym wspomniała, bo dzięki temu chociaż trochę mogłam się na to przygotować psychicznie.
O rany, nie wiem od czego zacząć. Miałam się zakochać w tej książce. Naprawdę bardzo tego chciałam. Ale nic mi tego nie ułatwiało. Wszystkie akcenty magiczne, związane z czarownicami, czarami itp. - super, uwielbiam. Tak samo te tajemnice, klątwy itp.
Ale gdy tylko na plan wkraczali męscy bohaterowie i otwierali usta miałam ochotę czymś rzucić.
Denerwowało mnie zachowanie i odzywki Charlie, czyli przyjaciółki głównej bohaterki, ale przy prawdziwych samcach alfa, nie wypadała aż tak źle.
Theo, oh Theo. Co to za dziwna akcja w sklepie spożywczym. "W jego towarzystwie tak miło spędzałam czas". Facet Ci wrzucał do koszyka rzeczy, których nie chciałaś, w ilości jakiej nie przejesz, w tym swoją ulubioną herbatę, żeby ją u Ciebie pić ale nie no spoko, miło spędzacie czas, to najważniejsze.
Są dwa typy ludzi. Jedni na hasło "Czujcie się jak u siebie" będą grzecznie korzystać z mieszkania na łamach przyzwoitości. A drudzy będą grzebać Ci po szafkach, sprawdzać co gdzie trzymasz i w jakich ilościach. Theo to ten drugi typ.
"Brakuje ci tylko okularów, byłabyś seksowną nauczycielką." he, he. Rozmawiali ze sobą dopiero kilka razy w życiu.
Kwiatuszki tekstowe od Rossa: "-I nie możesz poświęcić mi nawet dziesięciu minut? Mogę zadzwonić jutro, ale jaką mam gwarancję, że w ogóle odbierzesz? Czyli zjawił się niezapowiedziany pod moimi drzwiami po to, żebym na pewno mu nie odmówiła i go wysłuchała? To chyba jakiś żart?"
" Dany już nie ma, więc spław też Theo, żebyśmy mogli mieć święty spokój." Nie mów jej z kim ma być, a z kim nie, ma swój rozumek, mały bo mały, ale ma.
No i zakończenie. Lubię motywy, które zostały w nim wykorzystane. Lubię w momencie gdy są dobrze wykreowane i dopasowane. Tutaj niestety tak nie było.
Jednocześnie uważam, że jest to najlepsza książka od Ludki, a z drugiej strony odczuwam trochę niesmak i rozczarowanie.
Zacznijmy od początku: - czytałam tę książkę na wattpadzie lata temu i była to jedna z nich, dzięki której pokochałam twórczość tej autorki. Do teraz niezmiennie będę mówiła, że Ludka zawsze powinna była pisać urban fantasy/fantasy, a nie erotyki. Marnuje swój potencjał, ale rozumiem, że erotyki teraz dobrze się wydają. - książka jest równie dobra jak ją zapamiętałam. Dobrze zarysowane postacie, ciekawy setting, dobre opisy itd. Wątek magii i zmór się po prostu kupuje - oddałabym nerki za całą serię książek o czarownicach z Inverness, ALE
1. Margo jest głupia. Tyle razy ile ukrywała jakąś prawdę tylko po to żeby potem coś złego się stało i dopiero potem się do tego przyznała jakby nie ufała własnej rodzinie, która poświęciła by za nią życie. Bitch, please, masz 25 lat czy 12? 2. Co to było za zakończenie? To było chyba najbardziej lazy writing jakie zobaczyłam od pewnego czasu. Może nawet bym je kupiła gdyby nie to, że wydawało się być odklejone i pisane na szybko w 1 rozdziale.
A to płynnie przenosi nas do powodu mojego niesmaku i rozczarowania: czekałam na zakończenie książki na wattpadzie kilka lat. Książka została zawieszona w eterze dokładnie po rozdziale 35 (kto czytał, ten wie w jak pojebanym momencie się on kończył), a to oznacza, że brakowało nam do zakończenia całych 4 rozdziałów. Nie żartuję. Byłam absolutnie zawiedziona, nie ukrywam, bo to oznacza w zasadzie 2 możliwe ścieżki: 1. Zostaliśmy ograbieni z kilku/kilkunastu rozdziałów, które mogłyby powstać jeśli książka nie zostałaby zawieszona i zakończona jedynie do wydania 2. Ludka faktycznie planowała napisać 4 rozdziały więcej, ale tego nie zrobiła i zamiast tego napisała jakieś 15 innych książek, zostawiając czytelników tak o.
Nie wiem, co jest gorsze.
Podejrzewam jednakże, że prawda jest bliżej 1 niż 2, ponieważ - tak jak wspomniałam wcześniej - zakończenie jest kompletnie lazy napisane i coś podobnego nigdy by nie przeszło gdyby nie fakt, że jest to książka o rodzinie czarownic a główna bohaterka jest op.
Nie chcę dawać tutaj mocnych spojlerów, więc nie napiszę jak cała sytuacja została rozwiązana, ale jestem mocno rozczarowana. Mogę napisać jedynie tyle: prawdziwe zakończenie zostało rozwiązane w 1,5 rozdziału, a akcja zapierdalała tak szybko, że zastanawiałam się przez chwilę czy to ta sama książka, co do 35 rozdziału, czy nie.
Jest jeszcze jedna przykra rzecz na sam koniec: moim zdaniem, ludka cierpi na pisaniu tak wielu książek w ciągu roku, bo przez to jej stare książki są o niebo lepsze od tych nowych. Są bardziej przemyślane, styl jest lepszy, fabuła się bardziej klei i bohaterowie nie myślą jedynie o seksie i ruchańsku.
Editio, wypuście Ludkę i dajcie jej pisać urban fantasy.
Książka o czarownicy. Rzuciłam się jak dzik w maliny. I odbiłam się od postaci w tej książce. Po pierwsze książka mogłaby być o 100 stron krótsza. Po drugie postacie wykreowane są ewidentnie pod tezę. Mówi nam się jakie są ich cechy charakteru ale ich zachwianie tego nie odzwierciedla. Co więcej, widać że część postaci jest tylko po to, żeby popchnąć fabułę do przodu. Mam wrażenie że autorka najpierw wymyśliła sobie o czym będzie książka i potem pod to stworzyła postaci. I jak nie wiedziała jak popchnąć dany wątek to wrzucała tam poszczególne osoby. Często po prostu przewracałam oczami. A główna bohaterka mnie po prostu wku...rzała... Szkoda
Oesu jakie to było okropne. Doslownie cały ten dramat dało się rozwiązać w kilka minut jeśli główna chociaż raz szczerze porozmawiałaby ze swoją rodziną.. (zreszta ten plot z podróżą w czasie tylko tk udowania) Typiara ciągle powtarzała ten sam schemat. Coś zataja, coś się wali, potem się wreszcie przyznje co odwaliła, ciotki ratują sytuację i na koniec stwierdza, że już zawsze bedzie szczera ze swoją rodziną bo to jest najważniejsze. A potem jeb znów to samo błędne koło.
Dodatkowo każda z postaci ma jedną cechę charakteru i trzyma się jej jak brzytwy. Chociaż to i tak wiecej jiz ten jej wybranek serca. On jest po prostu przystojny i jest architektem. That’s it..
This entire review has been hidden because of spoilers.
Okej, ta książka nie była jakaś wybitna ale coś w sobie ma. To był zdecydowanie idealny czas na przczytanie jej, w czuła się w moje aktualne potrzeby. Świat wykreowany cudownie, przypominał mi trochę w niektórych momentach ,,cud miód maline" więc jeśli pokochaliście tą książkę tak jak ja to zdecydowanie polecam i tą. Cała rodzina była tutaj cudownie pokazana, było widać że każda z dziewcząt jest w jakiś sposób inna ale jednak razem są identyczne. Kocham ten klimat jaki tu powstał. Sam Theo choć na pocztaku wiele razy irytował to to taki cud, potrzebuje takiego chłopa w moim życiu. Margo w wielu momentach mnie denerwowała ale widziałam w naszych charakterach wiele podobieństw wiec nie mam jej tego za złe. Jedyna rzeczą do której się w sumie moge tak mocno przyczepić jest rozwiązanie akcji, ja nie wiem co to było, jakoś tak się obeszło moim zdanie bez fanfar i jakiegoś blasku. Nie podobało mi się jak to się wszystko wydarzyło a tymbarzej ostatni rozdzial, no super ale nie lubie takich rzeczy. Biorąc pod uwagę, że drugi tom jest o Willow to nie chciałam po niego sięgać ale jednak zmieniłam zdanie. Ocena taka a nie inna przez wzgląd na koniec
Mam lekki problem z jedną częścią wątku romantycznego, nie siadł mi do końca i bohater z nim związany średnio przypadł mi do gustu, NATOMIAST THEO>>>> Wątek z magią i czarownicami jest chyba moim ulubionym, nie spodziewałam się zaczynając te ksiazke, że aż tyle magii w tym będzie, byłam przygotowana bardziej na romans z lekkim wąteczkiem magicznym, więc zaskoczyłam się naprawdę pozytywnie
Wciągająca, zakończenie totalnie zaskakujące, a sceny paranormalne wywołujące dreszcze. Historia Margo i Theo - nie pomyślałabym, że tak to się wyjaśni 🥹♥️ Polecam!!
Rozumiem, że fantasy można uważać jako "wszystko może się tu stać, magia to magia", ale jednak powinny istnieć pewne granice. W fabule musi być jakaś spójność, nawet magia bez zasad powinna dać się w pewnym stopniu przewidzieć. Tu autorka nie trzyma się żadnych zasad. Raz do magii wymagana jest konkretna ilość mocy, innym razem nie, czasem potrzeba przedmiotów, inkantacji i innych takich na proste zaklęcie a czasem na bardzo trudne nie potrzeba niczego. System magiczny nie trzyma się kupy, nie ma żadnej skali. Bohaterka potrafi wszystko i nic jednocześnie zależnie czego akurat potrzebuje od niej fabuła. W jednej scenie jest boginią magii i wymyśla zaklęcia jako pierwsza na świecie, żeby w następnej scenie nie wiedzieć jak poruszyć szklankę magią. Wątek romantyczny jest creepy, faceci tu to zwyczajni namolni stalkerzy. Tym dalej w las tym gorzej, po tom 2 na pewno nie sięgnę.
Magia, czarownice, klątwa, duchy, tajemnice z przeszłości i dziewczyna, która nie chce mieć nic do czynienia z magią. Brzmi jak fascynująca przygoda, prawda? Zapewniam Was, że taka właśnie jest lektura książki „Do zakochania jeden urok” Ludki Skrzydlewskiej. Choć okładka i tytuł mogą sugerować słodki romans, to w rzeczywistości jest to wciągająca historia o ciemnej stronie magii! 💜
••Jedno niewinne zaklęcie może całkowicie odmienić życie.••
Margo McKenzie doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego stara się zupełnie nie używać magii. Jej ciotki, które pochodzą z najpotężniejszego klanu czarownic w Szkocji nie popierają wyboru dziewczyny. Pewnego razu chcąc zaimponować przyjaciółce i pokazać jej, że jednak potrafi używać magii, Margo wymyśla zaklęcie, by los postawił na jej drodze idealnego mężczyznę. Szokującym wydarzeniem jest moment, gdy ten ideał faktycznie pojawia się w życiu Margo. Inteligentny, oczytany i pociągający Theo Thorne jest ucieleśnieniem wszystkiego, czego szukała w mężczyznach. Niestety zamieszkał po sąsiedzku w domu, nad którym krąży potężna klątwa. Od tego momentu życie Margo nie będzie już takie spokojne 🤫
Ta zwariowana fabuła i niesamowita urokliwość sprawiła, że w pewnym momencie zapragnęłam choć na chwilę znaleźć się w urokliwej Szkocji pełnej magii i czarów, która choć bywała bezwzględna, to jednak posiada w sobie coś, czemu zdecydowanie nie można się oprzeć. Autorce wielokrotnie udało się sprawić mi bardzo miłą niespodziankę w postaci dosyć nieprzewidywalnych wydarzeń. Nie oszczędzała bohaterów. Bez skrupułów rzucała im kłody pod nogi, ale to właśnie dzięki temu można bardziej wczuć się w klimat tej historii.
Bardzo polubiłam bohaterów tej książki, niemalże wszyscy są naprawdę cudownymi postaciami, do których bardzo szybko zapałałam sympatią. Jednak to główna bohaterka najbardziej zapadła mi w pamięć. Niesamowicie spodobało mi się to, że różni się ona od tak wielu w ostatnim czasie spotykanych przeze mnie postaci literackich.
Jeżeli tylko macie okazję to jak najbardziej zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę, która – mam nadzieję – oczaruje Was, porwie Was do swojego świata oraz skradnie Wam serce równie mocno, jak stało się to w moim przypadku. Sięgając po książkę „Do zakochania jeden urok” nie spodziewałam się tak udanej powieści, tak dobrze napisanej historii, zachwycającej akcji i cudownie wykreowanych postaci. Polecam! 💜
zawsze do polskich autorów podchodzę z dystansem i zwykle nie mam dużych wymagań - tutaj było podobnie, ale miło się zaskoczyłam! historia niesamowicie mnie wciągnęła i nie mogłam oderwać się ani na moment. cała aura magii i czarownic 🧙🏻♀️🔮 od razu przywołała mi na myśl sabrine i wszystkie witchy filmy, które oglądałam, kiedy byłam młodsza. chociaż to romans, niesamowicie ucieszyłam się, że autorka zrobiła z niego wątek raczej drugoplanowy i bardziej skupiła się na elementach suspens, tajemnicy i samych czarów, bo w końcu na to liczyłam! po około 80% fabuły z ciekawości wpisałam wymienione przez autorkę lokalizacje w google maps i jakie było moje zaskoczenie, kiedy wszystkie okazały się realnymi lokalizacjami. sam ten fakt już dodał +100 punktów do atrakcyjności historii, bo cudownie było przemierzać inverness razem z margo za pomocą internetu <3
Nie będę ukrywała że wzięłam się za tę książkę że względu na śliczną okładkę 😁 Niemniej pozytywnie się zaskoczyłam. Bardzo lekka opowieść z kilkoma głupotkami, na które jednak można przymknąć oko.
“-Ja, Margo McKenzie, wzywam do siebie mężczyznę. Mężczyznę, który jest mi przeznaczony. Mężczyznę idealnego, o jakim marzę…”
Jak jedno zaklęcie, które miało nie istnieć, rzucone przez czarownicę wzbraniającej się od magii może wywrócić czyjeś życie do góry nogami?
Margo należąc do rodziny jednych z najpotężniejszych czarownic z całej Szkocji, niejednokrotnie czuła na sobie oddech ciotek na karku, oznajmiając, że odcina się od używania magii. Teraz pracując w bibliotece, prowadząc niemagiczne życie, mając niemagicznych przyjaciół, żyje w świecie książek, chodząc od czasu do czasu na randki, kończące się fiaskiem.
Mimo tego jej życie można było nazwać spokojnym, do czasu, aż poprzez pozornie nieszkodliwy żart, oraz dużej ilości wina z przyjaciółką, udaje że rzuca zaklęcie mające stworzyć jej mężczyznę idealnego. Idealnego dla niej. Co dziwniejsze ów mężczyzna kilka dni później zjawia się w progu jej drzwi. Theo Thorne, był wszystkim tym co chciała w facecie Margo. W dodatku teraz zamieszkał w domu… na którym ciąży klątwa.
Oficjalnie mogę powiedzieć, że ta książka przyprawiła mnie o zawał serca minimum trzy razy (jak nie więcej!)
“Do zakochania jeden urok” nie jest “zwykłym romansem”. Choć okładka i tytuł mogą sugerować słodki romans, to w rzeczywistości jest to wciągająca historia o ciemnej stronie magii! Wątek paranormalny, który dodawał jednocześnie rozpędowi całej akcji odkrywając kartka po kartce nowe sekrety klanu McKenzie, oraz wydarzenia z przeszłości, komplikujące bądź wyjaśniające okoliczności przed jakimi musi stanąć Margo.
Romans pomiędzy Margo a Theo był bardziej drugoplanowym wątkiem, ponieważ magia całkowicie zawładnęła główną fabułą, co było bardzo miłą odmianą (choć gdyby było odwrotnie równiez bym nie narzekała). Nie zabrakło też kilku smutnych scen jak i tych przez które książka nauczyła się latać po pokoju, przez co zachowana jest równowaga, a całość dobrze ze sobą współgra.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o stylu pisania Ludki Skrzydlewskiej, która już jakiś czas temu skradła moje serce. Historia napisana lekko (chyba, że chodzi o plot twisty przez które miałam zawał serca) i z humorem, którego nie brakowało w wielu momentach. “Do zakochania jeden urok” jak tytuł wskazuje jest naprawde urokliwą historią, a ja sama nie mogę się doczekać aż sięgnę po następną część.
Boże! Zakochałam się w tej książce. No ale zacznijmy od początku. Kiedy ta książka pojawiła się na Legmi, uznałam że może kiedyś się za nią zabiorę. Potem odkryłam, że okładka jest narysowana przez Magdalenę Babińską, co było jednym z plusów, a następnie przeczytałam opis i uznałam, że może całkiem fajny pomysł na fabułę. No i w końcu przyszedł ten dzień, że nabrałam ochoty na tą historię. I jak już wspominałam, ZAKOCHAŁAM SIĘ. Początkowo, była to po prostu fajna opowiastka, ale to jak Theo został przedstawiony, te wszystkie wydarzenia, wykreowane postaci... No mega mi się to podoba. Do tego ten lekki dreszczyk (oczywiście nie każdego przestraszy, ale mnie i owszem). Pod koniec książki jeszcze wydarzyło się parę plot twistów, jedne gorsze drugie znacznie lepsze. I ostatecznie uznaję, że to jest naprawdę wyjątkowa książka, miejscami nieco zbyt słodka, ale za to niesamowicie spójna. Myślę, że nie raz jeszcze wrócę do tej historii, bo naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak bardzo ta fabuła wpisuje się w moje gusta czytelnicze.