Nieprzeciętna wrażliwość i zdania chwytające za gardło, porażające szczerością i przenikliwością. Językowo czasami czuć niezręczność - chociaż można złożyć ją na karb przyjętej optyki (świat widziany oczami dziecka), to niektóre frazy można było bardziej dopieścić, doszlifować. Brakuje to chwilami rytmu, pewnej meliczności, która świetnie sprawdza się w prozie poetyckiej. Te karykaturalne obrazki też mają jednak swój urok i wartość - Nowicka nie popada w manierę pisania Schulzem, chociaż ociera się chwilami o bliskie mu zagadnienia, nie idealizuje rzeczywistości. Poezja codzienności miesza się z fizjologią, przykrym zapachem, odrażającą przemocą, wiejskim życiem blisko ziemi - dosłownie i w przenośni. Rzecz, do której się wraca.
"Smutek mnie uczy, że służę do życia.
- Kiedy jesz - mówi - masz pamiętać, żeby gryźć i połykać, tylko tyle. Bo widzisz, chodzi o to, że włosy rosną bez twojej pomocy, samo się oddycha i samo śpi, oczy wiedzą, co robić, żeby się zamknąć. W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego.
Więc idąc, tylko przebieram nogami, a siedząc, uciskam stołek, który skrzypi. Kiedy tak siedzę, widok całymi godzinami używa mnie do patrzenia."