HISTORIA JOHANNA REICHHARTA, CZŁOWIEKA, KTÓRY WYKONAŁ NAJWIĘCEJ EGZEKUCJI W DZIEJACH LUDZKOŚCI.
CZY MOŻNA GO UZNAĆ ZA ZBRODNIARZA?
A MOŻE KAT ZAWSZE JEST NIEWINNY?
Johann Reichhart pozbawił życia co najmniej 3165 osób. Nie interesowały go ich płeć, wiek ani powód skazania. Nikt przed nim nie zabijał tak szybko i tak skutecznie.
Trudno uwierzyć w makabryczne rekordy, które ustanawiał, a jednak to wszystko wydarzyło się naprawdę. Sposoby wykonywania egzekucji, ich tempo, a także dobór ofiar szokują.
Ta historia nie działa się w średniowieczu. Wciąż żyją świadkowie tamtych czasów.
Wydarzenia w tej książce są oparte na faktach. Prawda bywa bardziej przerażająca od najwymyślniejszej fikcji.
Adwokat, praktykował prawo w Polsce i we Włoszech. Niczym w dowcipie lubi stare wino, spleśniałe sery i samochody bez dachu. W prozie - seryjny morderca. „Grzech” to jego pierwsza zbrodnia.
"Przez lata pisałem opowiadania, ale na studiach zarzuciłem je i moje natręctwo porządkowania myśli skupiło się na artykułach naukowych, a później siłą rzeczy także na pismach procesowych. Jednak chęć opowiadania historii przez cały ten czas narastała. Jednocześnie wciąż podsycała ją wyobraźnia. Gdy miałem stabilną sytuację zawodową wyobraźnia ciągle upominała się o przelanie na papier. Zamknąłem wszystkie inne sprawy i uznałem, że ten jeden, przy tym ostatni raz, spróbuję zmierzyć się z długą formą. Nie miałem opracowanego planu, rozpisanych wydarzeń ani drabinki bohaterów. Pisałem scena po scenie, bo tak wydarzenia podrzucał mi umysł. Właściwie musiałem jedynie spisać film, który oglądałem oczyma wyobraźni. W ten sposób powstał „Grzech”, a wkrótce okazało się, że to dopiero początek." trescjestnajwazniejsza.pl
Czy Reichhart faktycznie był "katem Hitlera"? Częściowe pewnie tak, ale może po prostu wykonywał swoje obowiązki, które wykonywał również przed nastaniem Hitlera. Ciężko czasem zweryfikować pewne rzeczy, ale wydaje się, że Reichhart do końca wierzył w swój etos pracy. I zwyczajnie było mu wszystko jedno kto rządzi, a jego praca była jego życiem. Może tyle i aż tyle.
" Wszyscy tam kiedyś trafimy. Dlatego czy inwestycje w ogóle mają jakikolwiek sens? Zmierzamy do nicości od pierwszego dnia naszego życia. Właściwie płodząc dzieci, wydajemy na nie wyrok śmierci. Czy mamy do tego moralne prawo? Z rozmysłem, pod pretekstem przedłużenia gatunku, skazujemy nasze potomstwo na trwająca całe życie agonię." Moje myśli, przemyślenia, obawy zapisane w książce...
W rodzinie Reichhartów bycie katem to tradycja. Johann Reichhart tą trudną do oceny schedę przejął po swoim wuju. Borykający się z problemami finansowymi i rodzinnymi Johann uznaje, że będzie to dla niego szansa na polepszenie swojej sytuacji materialnej. Bycie katem traktuje jako normalną pracę, którą musi wykonywać profesjonalnie i według panujących w ówczesnym świecie norm i zasad. Wykonywał ją również z szacunkiem dla skazanych. Zawsze schludnie ubrany, z dbałością o szczegóły, starał się wykonać swoje zadanie szybko bez problemów i zbędnego przedłużania. Jego celem było skrócenie czasu od momentu wejścia skazanego do specjalnego pokoju do momentu zawiśnięcia czy znalezienia się pod gilotyną. Nigdy nie oceniał. "Kat Hitlera" to według mnie tytuł wprowadzający w błąd. Johann Reichhart nie wykonał wyroku na Hitlerze, ani nie był przez niego powołany na ten urząd.
Max Czornyj w tej książce stawia nam wiele pytań, zmusza do zastanowienia się nad wieloma kwestiami związanymi z życiem i śmiercią. Pokazuje nam, że na wiele pytań nie ma jednoznacznej czy też dobrej odpowiedzi. Bo czy Johann Reichhart kat który wykonał najwięcej egzekucji był mordercą, złym człowiekiem? Czy tylko zwykłym mężczyzną kontynuującym tradycje rodzinne, wykonujący rzetelnie swoją pracę na etacie? Ja osobiście składniam się do tej drugiej opcji.
„Kat Hitlera” to kolejna pozycja w dorobku autora z serii o zbrodniarzach wojennych. Tym razem autor postanowił przybliżyć nam postać Johanna Reich Harta. Przyznaję, że choć czytałam wiele książek opartych na prawdziwych wydarzeniach, pamiętników czy choćby literatury wojennej, to nazwisko Reich Harta nie było mi do tej pory znane.
W najnowszej książce Max Czornyj przybliża nam postać kata, Johanna Reich Harta. Dzięki pierwszoosobowej narracji możemy wniknąć w jego umysł, poznać jego myśli. Johann za sprawą wieloletniej tradycji rodzinnej, został zawodowym katem. Jego mentorem i wzorem do naśladowania był wuj. Całe życie pragnął prześcignąć go w wykonanych egzekucjach. Autor w przystępny sposób próbuje nakreślić nam pracę kata, bardzo realistycznie przedstawia nam sposób, w jaki wykonywał wyroki. Johann pozbawił życia co najmniej 3165 osób. Nie miało dla niego znaczenia, czy zabijał mężczyzn, kobiety, czy dzieci. Stąd też nachodzi nas myśl, czy osobę, która wykonywała odgórne wyroki, możemy nazwać zbrodniarzem wojennym? „Kat Hitlera” to ciekawa pozycja, z pewnością warta przeczytania, jednak według mnie to jedna z najsłabszych książek autora z serii. Niemniej jednak nie żałuję czasu poświęconego na lekturę. Mogłam, choć w niewielkim stopniu, przybliżyć sobie postać kolejnego zbrodniarza wojennego.
Dla jednych był mordercą, dla innych nazistą, jeszcze inni widzieli w nim współpracownika okupanta. Kim był Johann Reichhart? Poznajcie Kata Hitlera od jednego z moich ulubionych autorów thrillerów, Maxa Czornyja.
Jonann Reichhart, bawarski kat państwowy pochodził z rodziny od pokoleń zajmującą się wykonywaniem wyroków śmierci. Z dziada pradziada fach ten przekazywany był nowym następcą. Johann przejął go od swego wuja, Franza i to od niego nauczył się wszystkiego. Szczególnie obliczenia wagi ciała i zmierzenia kości. Pierwsze egzekucje przeprowadził jeszcze w latach 20 XX wieku, za czasów Republiki Weimarskiej. Od początku przyświecał mu jeden cel, pobicie rekordu wuja w szybkości uśmiercenia skazańca. Nie miał dla niego znaczenia wiek, płeć, ani rodzaj przestępstwa. Kierował się maksymą, że morderca sam popełnia w chwili zbrodni samobójstwo, a on jest tylko wykonawcą. W okresie III Rzeszy nadal pełnił odziedziczony fach tyle, że na masową skalę. Dążył przy tym do opracowania sposobu, jak najszybszego uśmiercenia i projektu szubienicy. W ciągu pełnienia swego urzędu wykonał podobno ponad 3100 egzekucji.
Johann Reichhart to prawdziwy człowiek zagadka. Wytrawny kat, którego obsesją stał się czas wykonania egzekucji. Skrupulatnie mierzył go. Człowiek będący specjalistą od wykonywania wyroków śmierci, dla którego absolutnie nie miało znaczenia "komu służy". Z drugiej strony wymagał od swych asystentów szacunku dla śmierci. Sam ubierał się w nienagannie przygotowany strój i zakładał białe rękawiczki - na znak swej niewinności. Z kostuchą stał się za pan brat. Stała się dla niego czymś powszednim, czymś co nie wywierało żadnego wrażenia, żadnej emocji. Wykonywaną profesją ściągał pogardę współmieszkańców. Nawet współcześni mieli problem z oceną jego czynów. Zbrodniarz wojenny czy człowiek na usługach państwa działający według obowiązującego prawa? Czy to ostatnie może ściągnąć z niego odpowiedzialność za służbę dla Hitlera? Czy można mówić o humanitarnym wykonaniu kary śmierci? Na te pytania nie łatwo było kiedyś dać jednoznaczną odpowiedź i nie jest wcale łatwiej dziś. O czym mocno przekonuje Max Czornyj. O ile wcześniej pisał o ludziach stojących ponad prawem i wierzących w swą bezkarność, to postać kata z Bawarii jawi się w odmiennym świetle.
Max Czornyj snuje opowieść suchym, wyzutym z emocji językiem takim, jakim był bohater powieści. Chociaż unika drastycznych opisów, to udowadnia po raz kolejny, że rzeczywistość potrafi być bardziej przerażającą od fikcji. Nie ocenia, podaje kolejne fakty, z każdym rozdziałem wprowadzając w dziejowy mrok i zanurzając czytelnika w najciemniejszy okres historii. Osąd zaś postaci Reichharta pozostawia czytelnikom. Stawia trudne pytania o prawodawstwo dopuszczające karę śmierci. O winie tych wykonujących ją i tych, którzy dali mandat ludziom wprowadzającym ją do kodeksu karnego. Jesteśmy zmuszeni patrzeć śmierci prosto w oczy. Obserwować tych skazanych na nią, tych, którym odmówiono prawa do dalszego życia, tych, którzy mieli zostać wyeliminowani ze społeczeństwa. Przyglądamy się ich lękowi doprawdzającemu nieraz do szaleństwa, obojętności i odczuwamy współczucie wobec tych, dla których nic już nie można zrobić. Tych, których los został przeznaczony i spoczął dosłownie w ręku drugiego człowieka. Jedyne, co pozostało, to pozwolić im bezboleśnie i godnie zejść z tego świata. Kat Hitlera podobnie, jak inne opowieści z tego cyklu nie jest lekturą łatwą. Świadomość, że czytamy o tym, co wydarzyło się naprawdę pobudza przerażenie i wywołuje całą gamę emocji. Od wściekłości po bezsilność.
Max Czornyj rozbudowuje serię o hitlerowskich zbrodniarzach, w której udowadnia, że ma coś ciekawego do powiedzenia nie tylko odnośnie literackiej fikcji i makabry, ale dance macabre jest obecny również, gdy operuje na faktach
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki Kat Hitlera autorstwa Maxa Czornyja. Jest to kolejna odsłona bardzo kontrowersyjnej w ostatnim czasie serii traktującej o zbrodniarzach wojennych. Kat Hitlera jest jednak książką inną niż jej poprzedniczki. Wynika to z natury czynów popełnionych przez tytułowego bohatera. Jest nim Johann Reichhart pochodzący z rodziny, w której mężczyźni są katami od ponad stu lat. Profesja przekazywana jest z ojca na syna lub z wuja na bratanka. W przypadku Reichharta mamy do czynienia z drugą opcją. Obejmując funkcję Johann traktował ją jako pracę taką samą jak każdą inną. Był profesjonalistą w każdym calu. Zawsze był schludny i tego samego wymagał od swoich asystentów. Przerażające dla mnie było jego dążenie do maksymalnego skrócenia czasu egzekucji. Mężczyzna za punkt honoru postawił sobie pobicie rekordu ustanowionego przez swojego wuja. Reichhart szybko przekonał się, że nie jest w stanie utrzymać się wyłącznie z przeprowadzania egzekucji i dorabiał także w inny sposób. Wszystko zmieniło się po objęciu władzy przez Adolfa Hitlera. Wówczas Johann stał się etatowym katem dla konkretnego regionu i miał wypłacaną pensję podczas, gdy wcześniej płacono mu za wykonaną egzekucję. Z czasem pracy przybywało i Johann starał się nie tylko udoskonalać swoją technikę, ale i sposób przemieszczania się z miejsca na miejsce w celu wykonania wyroku skazującego. Nie potrafił zrozumieć dlaczego władze nie chciały zezwolić mu na przekraczanie w drodze wyjątku prędkości podczas, gdy poruszał się samochodem na miejsce egzekucji. Reichhart opłacił wybór ścieżki zawodowej samotnością, odosobnieniem, a nawet ostracyzmem społecznym. Również najbliższa rodzina się od niego odwróciła. Żona i dzieci utrzymywały z nim ledwie okazjonalny kontakt. Mężczyzna próbował zmienić profesję, ale zawsze przeszkody nie do przeskoczenia stawały mu na drodze. Przed lekturą Kata Hitlera nie miałam pojęcia o istnieniu Johanna Reichharta mimo, że wykonał on najwięcej egzekucji w historii. Dla mnie jednak jego działaność nie nosi znamion typowych dla zachowań zwyrodnialca. Postaci przedstawione przez Czornyja w poprzednich książkach cyklu cechowały się w swoim postępowaniu brutalnością i sadyzmem. Tutaj tego nie było. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Uważam ją za najlepszą spośród wszystkich wydanych dotąd części cyklu.
" [...] Ludzie powinni od dziecka być uczeni tego, że uczucia są jedynie oszustwem. [...]"
"Kat Hitlera" to kolejna interesująca propozycja historii na faktach od Maxa Czornyja. Tym razem autor wcielił się w postać kata — Johanna Reichharta.
Johann Reichhart urodził się 02.04.1893 roku w Wichenbach w Bawarii. W jego rodzinie od kilku pokoleń mężczyźni wykonywali zawód kata. Czy nasz bohater miał jakiś wybór, co do życiowego zawodu? Przekonacie się o tym z tej książki. Max Czornyj doskonale opisał jego historię. Czuć było emocje głównego bohatera i postaci, które szły na śmierć z jego ręki. Jak to się stało, że Johann stał się katem Hitlera? Czy pobił czasowy rekord swojego wujka w uśmiercaniu skazanych na śmierć? Jakich metod używał w celu wykonania wyroku? Tego i wiele więcej dowiecie się z tej książki.
Lekturę "Kat Hitlera" Maxa Czornyja słuchałam pod postacią audiobooka, czytał Leszek Filipowicz. Bardzo oryginalny głos. Warto poznać jego interpretację.
Po wysłuchaniu tej historii pozostałam z pytaniem: Czy Johanna Reichharta faktycznie można uznać za zbrodniarza wojennego? Przecież swoją działalność wykonywał dużo wcześniej. I to był wielopokoleniowy interes. Ta książka zmusza do głębokiej refleksji. Wiem jedno, nigdy nie chciałabym być katem. Nie dałabym rady patrzeć, jak ze skazanych uchodzi życie. Nie mogłabym słuchać ich błagań o darowanie życia. Psychicznie szybko bym wysiadła, a moje sny byłyby przeklęte. Czy wy chcielibyście być katami?
Dzięki tej książce możecie na własnej skórze przekonać się, co czuł nasz bohater, jak wyglądały jego stosunki z rodziną i innymi ludźmi z jego otoczenia.
Ogólne sama książka jest naprawdę dobra pod względem biografii bohatera i samych opisów utworzonych przez autora. Jakaś część tej książki zanudziła mnie faktycznie i był to przedział od 250 do 280 strony. Najpewniej spowodował to fakt że był to czas gdy uciekał z ulic niemieckich przez ostrzałem i trafił do schronu. Książka moim zdaniem za aż tak drastyczną nie uchodzi pomimo zawartych w nich wątków gilotyn, szubienicy a głównie samych morderstw w czasie panowania Hitlera a także powojennych latach. Fajne są przemyślenia od strony Autora i tu było jedyne ciekawe posłowie które akurat przeczytałam. Sam styl pisania Maxa Czornyja przypadł mi do gustu a taka tematyka jest dla mnie w dziwnym stopniu ciekawa tak samo jak czasy powojenne. Od samej książki oczekiwałam trochę więcej ale ciężko mi stwierdzić dlaczego czuję niedosyt. ⭐️⭐️⭐️⭐️
W rodzinie Johanna Reichharta zawód kata przechodził z pokolenia na pokolenie. Trudno więc się dziwić, że i on postanowił kontynuować ten zwyczaj. Jednak mimo, iż kara śmierci była powszechna, wykonujący ją ludzie musieli liczyć się z nieprzychylnością społeczeństwa. Kończy się to dopiero dzięki przejęciu władzy przez Hitlera. Do jakiego stopnia nowe czasy będą Johannowi przychylne? Czy błyskawicznie wykonywane egzekucje stanowią przejaw chorej obsesji na punkcie zabijania? A może jest zwykłym człowiekiem, który nadzwyczaj poważnie traktuje swoją pracę?
Max Czornyj nagminnie szokuje opartymi na faktach historiami. Kolanowski, Unterweger, Cyppek czy chociażby Mengele to odrażające, skrzywione umysły wykraczające poza wszelkie etyczne normy. Sięgając po „Kata Hitlera” spodziewałam się czegoś podobnego, tymczasem autor zafundował nam coś zupełnie innego. W przeciwieństwie do wymienionych zwyrodnialców, Reichhart nigdy nie czerpał radości z zabijania. Wykonywane przez niego egzekucje zawsze były oprawione szacunkiem do skazańców oraz samej śmierci. Nie istotne były płeć, wiek czy postawione zarzuty, liczyło się profesjonalne i jak najszybsze wykonanie wyroku. I choć jego intencje dalekie były od złych, to niestety plany Hitlera wszystko zawsze przekręcą na swoją korzyść.
Pokuszę się o stwierdzenie, iż ten słynny kat jest jedną z ciekawszych ludzi, których sylwetki Czornyj zechciał nam przybliżyć. Wierzył, że wykonując swoją pracę automatycznie zostaje zwolniony z odpowiedzialności za tych, którzy wydali faktyczny wyrok. Czy miał rację? Prawdopodobnie większość powiedziałaby, że to żadne wytłumaczenie, że praca dla Hitlera (nawet jeśli nie dosłowna) od razu zmienia człowieka w zbrodniarza. I właśnie to uważam za spory atut – fakt, iż każdy podejdzie do tego inaczej. Spojrzy na niego przez pryzmat własnych poglądów i wniosków. Tylko od nas zależy czy po przerzuceniu ostatniej strony poczujemy do Johanna obrzydzenie, współczucie, a może w ogóle nie będziemy w stanie dokonać ostatecznego osądu.
Monologi wewnętrzne są kolejnym niezwykle ciekawym elementem. Szczególnie te, które miały zaważyć na jego pracy. Autor świetnie ukazał niepewność, rozdarcie, a także świadomość, że ma dryg do tego zawodu i poniekąd satysfakcjonują go szybkie egzekucje, wyzbyte niepotrzebnych oraz dla skazanych stresujących sekund.
Kolejna świetna, intrygująca i rzecz jasna refleksyjna książka spod pióra Maxa Czornyja. Po raz kolejny prawda okazuje się bardziej przerażająca od najwymyślniejszej fikcji. Jednak teraz w nieco inny sposób. Inny, ale nie mniej szokujący.
Czytało mi się ją szybko - tak jak inne książki Czornyja, ale nie jestem przekonana, czy Reichhart pasuje do tej serii, bo nie zabijał "z własnej woli", to była jego praca (i według książki robił to "humanitarnie", stosując się do wytycznych, żeby ograniczać cierpienie ludzi)
Swoją drogą książka jest dosyć monotonna, egzekucja po egzekucji, a wszystkie do siebie podobne, więc to nie szokuje - i to kolejny powód tego, że nie jestem przekonana czy pasuje do tej serii
Ni ziębi, ni grzeje. Oklepany motyw na ile narzędzie jest winne, i na ile człowieka można za narzędzie uznać. Fani torture porn zapewne rozczarowani, bo flaków, krwi i tortur jest znikoma ilość w porównaniu z poprzednimi dziełami (mimo reklamowania książki przez autora dużą ilością trupów).
opis "kariery" kata, wspanialego i zapomnianego zawodu, z ktorego ten chlop dbaloscia o szczegoly, szacunkiem dla skazancow i perfekcja uczynil male dzielo sztuki
sprzyjaly mu czasy, ktore go zastaly
dobra opowiesc, bez owijania w bawelne i zbednego pieprzenia!
Zdecydowanie brutalna prawda obdarta z niedomówień i wątpliwości. Czornyj nie zawiódł a nawet sprawił, że tragiczne losy historyczne stały się wyraźne i czytelne dla młodszego pokolenia. Wielki szacunek, dla autora, dla Śmierci.
Czy możemy przyrównywać Johanna Reichharta wykonującego wyroki zgodnie z obowiązującym wówczas prawem do mordercy? Skończyłam dawno temu a to pytanie wciąż do mnie wraca. Okrutna książka.