W miejscu takim jak to morderca codziennie patrzy wszystkim w oczy.
Górskie miasteczko u podnóża Eigeru, gdzie wszyscy się znają, ale mało kto dobrze sobie życzy, jednoczy nagle jedno – strach przed grasującym w Alpach seryjnym mordercą, który zostawia ciała swoich ofiar w rytualnych inscenizacjach.
Szwajcarią wstrząsa informacja o brutalnym zabójstwie nastolatka w Oberlandzie Berneńskim. Zaledwie miesiąc wcześniej w pobliżu odnaleziono ciało mężczyzny, który prawdopodobnie zginął z ręki tego samego człowieka. Sprawca wodzi policję za nos, pozostając poza radarem organów ścigania.
Kierownictwo luksusowego hotelu Sternen spodziewa się najgorszego sezonu od czasów otwarcia. By położyć temu kres, angażują Piotra Sauera, prywatnego detektywa z Zurychu. Już od pierwszych dni w Niederwalden lokalna społeczność daje Sauerowi odczuć, że nie jest mile widzianym przybyszem. Szybko przekonuje się, że każdego można tutaj podejrzewać i nikomu nie można ufać.
Dolina straconych złudzeń to duszna atmosfera małego miasteczka, latami skrywane tajemnice i życiowe wybory, w których każda ścieżka zdaje się prowadzić w przepaść.
Blurby:
"Zabójstwa w górach, porywające śledztwo, interesujący bohaterowie i zakończenie z dreszczykiem. Polecam wszystkim fanom kryminałów."
Mieczysław Gorzka
"Błyskotliwa intryga z mocnym twistem! Alpejskie miasteczko z kryminału Anny Górnej przypomina swoim klimatem raczej Twin Peaks niż sielską idyllę ze szwajcarskich pocztówek."
Rysy, pęknięcia i zbrodnie na szwajcarskiej pocztówce w cyklu kryminalnym z detektywem Piotrem Sauerem.
Oba pierwsze tomy cyklu to dwie strony jednego szwajcarskiego medalu. „Kraina złotych kłamstw” to zbrodnia z najwyższej półki. Bogaci, wpływowi ludzie i ich bogate, wpływowe problemy. Kłamstwa i pieniądze, aktorski świat wyrafinowanej gry. Wisienką na torcie jest inspiracja prawdziwą zbrodnią, prawdziwym zaginięciem i tym, co nierozwikłane do tej pory. Natomiast „Dolina straconych złudzeń” to podróż do alpejskiego kurortu, który okazuje się być taką samą prowincją jak wszędzie, z mieszkańcami, którzy uwielbiają trzymać swoje sekrety blisko, bliziutko i trzymają Wyjątkiem są tutaj zjawiskowe krajobrazy, z których Anna Górna korzysta ile wlezie – można nasycić się widokami, których nawet zbrodnia nie jest nam w stanie przysłonić.
Autorka potrafi budować nastrój tajemnicy i niewyjaśnionego, wciąga nas w intrygę, zręcznie podkręca napięcie. Widać, że robi to z przyjemnością, czuć tę radość pisania podczas lektury. To kryminały z pomysłem, inne ze względu na tę charakterystyczną zagraniczną perspektywę. Klasyczne w formie, pozbawione natrętnych dłużyzn czy makabrycznych opisów. Wszystko wyważone, lekkie i dopracowane jak w szwajcarskim zegarku. Nazwisko Anny Górnej warto dopisać do kajecików miłośników literatury kryminalnej, a ja liczę na to, że detektyw Sauer jeszcze do nas powróci.
Anna Górna zadebiutowała w zeszłym roku książką „Kraina złotych kłamstw”. Niestety, nie miałam okazji zagłębić się w tej historii, choć wiem, że zbierała ona same dobre opinie. W tym roku autorka wydała kolejną swoją powieść. Sugerując się opiniami kilku osób, które bardzo polecały pierwszy tom z Piotrem Sauerem, zdecydowałam się sięgnąć po „Dolinę straconych złudzeń”.
W małym miasteczku w Szwajcarii grasuje morderca, który ciała swoich ofiar pozostawia u podnóża Eigeru w rytualnych inscenizacjach. Kiedy w Oberlandzie Berneńskim zostaje znalezione ciało nastolatka, mieszkańcy są wstrząśnięci. Zaledwie miesiąc wcześniej w pobliżu zostało znalezione ciało mężczyzny i wszystko wskazuje na to, że obie ofiary zginęły z rąk tego samego człowieka. Kierownictwo hotelu obawia się najgorszego sezonu od otwarcia, dlatego decydują się wynająć Piotra Sauera, prywatnego detektywa. On, jednak szybko przekonuje się, że nie jest mile widziany w Niederwalden oraz że nie może nikomu ufać.
Uwielbiam historie, których fabuła rozgrywa się w małym miasteczku, którego mieszkańcy dobrze się znają i wiedzą o sobie wszystko. W swojej powieści Anna Górna świetnie oddała klimat właśnie takiej miejscowości. „Dolina straconych złudzeń” to dość obszerna lektura, jednak styl autorki sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie. Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę, autorka umiejętnie wodzi czytelnika za nos i podrzuca nam mylne tropy, z zaciekawieniem śledziłam losy bohaterów i wspólnie z nimi próbowałam odkryć prawdę tajemniczych morderstw. Choć historia, którą przelała na papier Anna Górna, nie do końca spełniła moje oczekiwania, mianowicie zabrakło mi tutaj większego napięcia i zwrotów akcji, to uważam, że jest to pozycja warta przeczytania. „Dolina straconych złudzeń” to dobrze skonstruowany kryminał w górskim klimacie z ciekawym bohaterami, mnóstwem tajemnic i przede wszystkim intrygującą zagadką. Dla niektórych może wydawać się za długa, autorka bowiem raczy nas również opisami przyrody, ale mnie to absolutnie nie przeszkadzało. Pomimo iż jest to historia, w której nie ma zawrotnego tempa, a prowadzone śledztwo toczy się raczej spokojnie, to wciągnęła mnie ta powieść i z pewnością w wolnej chwili nadrobię poprzedni tom przygód Piotra Sauera. Was, natomiast zachęcam do lektury „Doliny straconych złudzeń”.
Góry. Pierwsze skojarzenie po przeczytaniu książki Anny Górnej „Dolina straconych złudzeń”. Majestatyczne, wyniosłe, spokojne - góry. Każdy kto odczuwa podobnie, na pewno odnajdzie cząstek siebie w tym krajobrazie. I na tym można by zakończyć jednostronny opis przyrody, jednak dobrze wiemy, że góry mogą być również mroczne, nieprzewidywalne i budzące grozę. Taka właśnie jest historia opisana przez autorkę.
W małym, turystycznym miasteczku u podnóża Alp, zaczyna grasować seryjny morderca, który swoje ofiary porzuca w górach. Niepokojące są jednak inscenizację, w których zostawia ciała, rodem z brutalnych rytuałów. Policja robi wszystko, żeby szybko schwytać sprawcę, jednak ten nie daje za wygraną, a w Aplach ginie kolejny człowiek, nastolatek. W dochodzenie, za sprawą właścicielki luksusowego hotelu, a konkretnie ciotki zabitego nastolatka, zostaje zaangażowany Piotr Sauer, prywatny detektyw z Zurychu. Ku wielkiej nieprzychylności ze strony policji i wielu przeciwnościom ze strony mieszkańców miasteczka, próbuje rozwikłać tą przerażającą historię.
Dolina straconych złudzeń to opowieść o małej społeczności, gdzie latami skrywane tajemnice, wpływające na życiowe wybory, oddziałują w drastyczny sposób na teraźniejszość.
Osobiście odnalazłam się w tej książce od samego początku, klimat górskich opisów przyrody, to coś co uwielbiam. Czytelnik na moment może przenieść się w Alpy i podziwiać ich piękno. Sama historia grasującego mordercy jest niezwykle wciągając, do samego końca trzymająca w niewiedzy i napięciu. Dla mnie zakończenie było fenomenalne. Miałam kilka typów, kto może zabijać, ale ostatecznie, tego się nie spodziewałam.
Możecie wybrać jedno dowolne miejsce dokąd chcecie się udać - jakie by ono było?
Ja najbardziej marzę o locie w Kosmos, a z takich przyziemnych miejsc aktualnie wybrałabym Malediwy. 🏝️
Jednak Szwajcaria jest też na mojej liście, a akurat w niej rozgrywa się akcja naszej powieści.
Akcja toczy się w Niderwalden, pięknym, turystycznym miasteczku, w którym dochodzi do serii mord€rstw. Co lepsze - sceny zbrodni przywodzą na myśl rytualne obrzędy. Co gorsze - sprawca jest nadal na wolności i każdy jest podejrzany, jak i każdy może paść ofiarą.
Nasz główny bohater detektyw Piotr Sauer zostaje zatrudniony, by rozwiązać sprawę i jak najszybciej zapewnić spokój mieszkańcom. Szczerze przyznam, że Piotra polubiłam od pierwszyzna stron, tak jak jego asystentkę Mię.
Akcja wciąga od początku i trzyma do końca. Obstawiałam innego sprawcę, ułożyłam sobie w głowie całą historię i czekam z podekscytowaniem, aż się spełni moja wizja. No cóż, około 350 strony już się domyśliłam, że moje podejrzenia są błędne i inna osoba jest szalonym mordercą. Za drugim razem się już nie pomyliłam.
Historia jest niesamowicie ciekawa, bohaterowie są sympatyczni i się ich lubi, co uważam za niezwykle ważne, gdy przed sobą ma się pięćset stron powieści. Męczyły mnie jedynie przydługiej opisy, które z czasem zaczęłam pomijać. Nie rzutuje to na moją końcową ocenę, bo opisy bez problemu mogę pominąć, ale zmienić treść fabuły już nie. Całe szczęście tutaj nic nie trzeba zmieniać, bo świetnie czytało się tę pozycję: został idealnie wykreowany klimat hermetycznego miasteczka, zamknięcie mieszkańców w „swoim kręgu”, gdzie ręka rękę myje, a przecież szaleńcem może być każdy…
Świetnie się bawiłam brnąc przez kolejne strony „Doliny straconych złudzeń”. Nawet, gdy nie podobał mi się dobór akurat tej osoby na szaleńca… a wiecie dlaczego nie jestem rozczarowana? Bo zostało to logicznie wytłumaczone, czego brakuje wielu innym książkom.
Jednym słowem - polecam! Był to świetnie spędzony czas.
Piotr Sauer po zamknięciu sprawy Isabell Muri dostaje zlecenie od właścicielki hotelu w Niederwalden. Gdy detektyw przybywa na miejsce okazuje się że na górskich szlakach grasuje bardzo sprytny ale niezwykle szalony morderca, który kładzie na twarzach ofiar maski Krampusa. Czy są to zbrodnie rytualne? I czy sprawcą jest któryś z mieszkańców czy to ktoś zupełnie obcy?
Proszę państwa, kto jeszcze nie czytał, proszę natychmiast bić się w pierś i nadrabiać! Nawet jeśli nie czytaliście Krainy złotych kłamstw bez problemu odnajdziecie się w fabule Doliny… bo historie są zupełnie różne, łączy je jedynie postać detektywa i jego przeszłość.
Jak dobrze się to czytało! Jestem zachwycona Doliną co tego stopnia że uważam że była zdecydowanie lepsza od Krainy… Autorka wykonała tutaj kawał bardzo dobrej roboty i jeśli ta tendencja się utrzyma to będziemy mieć na rynku kolejną rewelacyjną serię kryminalną!
Książka wydaje się ciągnąć w nieskończoność ale w tej historii nie ma nudy. Akcja rozwija się niespiesznie, oprócz głównego wątku kryminalnego pani Anna bardzo ciekawie buduje wątek relacji głównych bohaterów, Piotra i Mii, ich prywatnych spraw które poniekąd wpływają na sprawę którą wspólnie próbują rozwiązać.
Polecam tą historię tym którzy właśnie lubią zatracić się w długiej historii z wieloma wątkami i niezwykłymi postaciami. To książka dla tych którym nie spieszy się z rozwiązaniem zagadki a przyjemność czerpią z każdego małego puzzelka który w efekcie prowadzi do finału.
Rozwój akcji w tej książce mogłabym z czystym sumieniem porównać z jazdą kolejką górską, gdzie pierwsza połowa trasy to wolne wznoszenie się na szczyt ale za to druga to już totalnie szalona jazda gdzie przyspieszenie powoduje ekstremalny wzrost ciśnienia!
Jeśli jeszcze nie wiecie z jaką książka spędzicie majowy weekend to myślę że warto zastanowić się nad Doliną Straconych Złudzeń!
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, natomiast "Dolina straconych złudzeń" jest drugim tomem serii #piotrsauer i nie ukrywam, że książki najlepiej czytać w odpowiedniej kolejności. Do sięgnięcia po tą powieść zachęcił mnie interesujący opis i klimatyczna, górska okładka. Jest to kryminał z mocno rozwiniętym wątkiem obyczajowym, a ja bardzo lubię takie polączenie. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niezwykle szybko i z dużym zainteresowaniem. Ja już od pierwszych stron zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i byłam bardzo ciekawa jak pisarka poprowadzi tą historię. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana i równie dobrze poprowadzona, a bohaterowie naprawdę świetnie wykreowani. Myślę, że śmiało takie postaci moglibyśmy spotkać w rzeczywistości. Na kartach powieści mogłam poznać prywatnego detektywa Piotra Święta, który tak naprawdę od początku zyskał moją sympatię. Z zaangażowaniem śledziłam jego losy oraz sprawę kryminalną z którą przyszło mu się zmierzyć i powiem Wam, że niezwykle plastyczne opisy sprawiały że podczas czytania książki czułam się tak jakbym razem z bohaterami uczestniczyła w śledztwie i próbowała odkryć kto jest odpowiedzialny za te makabryczne wydarzenia. Autorka naprawdę umiejętnie buduje napięcie, wodzi Czytelnika za nos, zagęszcza atmosferę, sprawia, że ciężko oderwać się od lektury, a wszystkie emocje towarzyszące bohaterom udzielają się także Czytelnikowi. Pisarka świetnie oddała scenerię i małomiasteczkowy klimat górskiej miejscowości, oczami wyobraźni przenosiłam się we wspomniane przez Anię miejsca i chłonęłam ich urokliwość. Miło spędziłam czas z tą książką i chętnie w przyszłości ponownie sięgnę po historię spod pióra autorki. Polecam!
"Dolina straconych złudzeń" to druga część serii z Piotrem Sauerem. Kryminał spokojnie można czytać bez znajomości poprzedniego tomu.
Lato, widoki jak z pocztówki, niewielka społeczność – Autorka sprawia, że aż chce się spędzić w Niederwalden choć trochę czasu. Piotr Sauer jednak nie zostaje ciepło przyjęty. Mieszkańcy są wrogo nastawieni i szybko okazuje się, że jego śledztwo to zderzenie z murem nie do przebicia. Za widokówkowym obrazkiem małej alpejskiej miejscowości kryją się sekrety i zawiść, które otaczają lokalne interesy, wierzenia i tradycje. Anna Górna zaraża czytelnika tą atmosferą, daje odczuć klimat Niederwalden, a dzięki temu totalnie angażuje w przebieg wydarzeń.
A śledztwo jest niesamowicie ciekawe. Książka liczy ponad 500 stron, ale powieść nie jest “przegadana”. Bohaterów jest wielu, ale Anna Górna nie pozwala się wśród nich pogubić.
Fabuła konsekwentnie toczy się wokół głównego wątku i przez cały czas dużo się dzieje: pojawiają się nowe odkrycia, podejrzenia, niespodziewane zwroty akcji, a pośród tego Autorka wplata wątki obyczajowe, które urozmaicają historię.
Myślę, że zakończenie usatysfakcjonuje każdego czytelnika. Zaskakujące, ale przy tym logiczne – idealnie podsumowuje śledztwo. Przyznam, że coś mi się tłukło z tyłu głowy i rozwiązanie intrygi przewidziałam dość szybko, jednak Anna Górna nie dała mi całkowitej pewności, co chwilę odciągając uwagę od mojego podejrzanego 🙂 A ostatnie sceny pokazały, że Autorka ma odwagę zakończyć historię w bezwzględny sposób, nie mając dla bohaterów wiele litości 🙂
Czytajcie "Dolinę straconych złudzeń"! To kryminał na wysokim poziomie, przemyślany, wciągający. Jest naprawdę dobrze napisany: nie “na kolanie”, na szybko, ale przemyślnie, z pasją i wiedzą. Pani Anno – chapeau bas!
"Dolina straconych złudzeń" Anny Górnej to drugi tom o Piotrze Sauerze. Pierwszy bardzo mi się podobał, dlatego postanowiłam również nadrobić drugą część.
Szwajcarią wstrząsa informacja o brutalnym zabójstwie nastolatka. I to już drugie morderstwo w tej okolicy. I prawdopodobnie sprawcą jest ta sama osoba. Policja nie bardzo sobie radzi, więc kierownictwo luksusowego hotelu, które spodziewa się przez te wydarzenia bardzo słabego sezonu zatrudnia detektywa, Piotra Sauera, by rozwiązał tę sprawę. Nasz bohater szybko przekonuje się, że nie jest mile widziany w tej okolicy. Jednak razem ze swoją asystentką Mią krok po kroku odkrywają prawdę..
To już druga książka autorki i muszę napisać szczerze, że ma świetny warsztat. Jej debiut był bardzo dobry, kontynuacja również przypadła mi do gustu. W życiu bym się nie domyśliła, że autorka jest świeżynką na rynku wydawniczym. Bardzo obrazowo i plastycznie przestawia nam Szwajcarię. W tym tomie mamy okazję poznać Niederwalden i jego malownicze okolice. Sprawa która jest opisana w tej części jest bardzo zawiła i muszę przyznać, że kompletnie nie miałam planu na to jaki może być finał tej historii. Jednocześnie zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Jedynie do czego mogę się przyczepić to, że troszkę mi się książka dłużyła. Napięcie czasem opadało, a ja traciłam koncentrację i umykało mi trochę faktów. Poza tym uważam, że to bardzo dobra seria i z pewnością sięgnę po kontynuację.
Anna Górna przebojem wdarła się w tamtym roku do mojej kryminalnej topki roku. Pierwszy tom serii z Piotrem Sauerem siedział mi w głowie długo po zakończeniu lektury, więc bardziej niż jasne było to, że sięgnę po kontynuację.
I "Dolina straconych złudzeń" już pokazuje, jaki progres wykonała Autorka, pisząc o tej historii. Nadal urzeka przepięknymi opisami Szwajcarii, nadal kreuje wciągającą maksymalnie historię. Wydaje mi się natomiast, że drugi tom jest nieco bardziej dynamiczny, niż "Kraina złotych kłamstw", a całej historii dało to jedynie pozytywnego kopa.
Podoba mi się również rozwój relacji między poszczególnymi bohaterami. Wiadomo, w kategorii kryminał to intryga powinna stać na pierwszym miejscu, ale ostatnio zdałam sobie sprawę, że cieszą mnie takie "życiowe" historie. A tutaj problemów osobistych i różnego rodzaju przemyśleń było aż nadto.
Nie czuję się specjalnie pokonana przez fabułę, bo sprawca wszelkich złych czynów dość szybko wydał mi się oczywisty. Niemniej, motywacja i wszelkie okoliczności zostały wyjaśnione bardzo logiczne i spójnie.
To wszystko powoduje, że Anna Górna i jej twórczość umacnia się na mojej liście, a wydarzenia z ostatnich stron książki gwarantują mi jeszcze niejedno przyjemne literackie spotkanie w Szwajcarii.
"Dolina straconych złudzeń" Anny Górnej, to druga odsłona kryminalnej historii z Piotrem Saurem w roli głównej.
W małej, górskiej miejscowości dochodzi do brutalnych morderstw. O ile lokalna społeczność nie szczególnie przejęła się zabójstwem starszego, chorego mężczyzny, o tyle śmierć nastolatka wszystkim wstrząsnęła.
Tutaj, gdzie wszyscy się znają, każdy patrzy drugiemu na ręce i każdy jest potencjalnym sprawcą. Piotr Sauer ma trudne zadanie, bo od początku czuje, że nie jest mile widziany w Niederwalden. Policja też nie ma zamiaru obdarzać go zaufaniem, poza tym sami błądzą jak we mgle.
Anna Górna przenosi nas do małej miejscowości, wręcz hermetycznej, u podnóża Eigeru. Opisy górskie sprawiają, że momentami można się poczuć, jakby samemu przemierzało się alpejskie szlaki i czuło zapach drzew po deszczu. Do tego dochodzą lokalne wierzenia o Krampusie i Perchtcie. Mamy też skrywane tajemnice, atmosferę niedopowiedzeń i podejrzeń. Autorka stawia na mocno rozbudowane tło obyczajowe, które jest spójne, cały czas trzyma się głównego wątku powieści, co sprawia, że dialogi i prowadzona fabuła wychodzą bardzo naturalnie. Tutaj nie ma się do czego przyczepić. Książka nie jest przegadana, trzyma stały poziom napięcia, a sam pomysł na zagadkę kryminalną jest mocno przemyślany. Autorka bardzo sprytnie myli tropy i podrzuca oskarżenia, by na końcu wszystko co sobie ułożyłam w głowie, na temat potencjalnego sprawcy okazało się nieprawdą. Takie zagadki lubię, gdzie główkujesz, kombinujesz, a jednak nie jesteś wstanie przewidzieć kto za tym wszystkim stoi i dlaczego. Mocno polecam. Dajcie się porwać w szwajcarskie aply i spróbujcie razem z Saurem i Mią wyśledzić zabójcę, który nie zostawia śladów. Jedyne co znajdziecie na miejscu zbrodni to maski Krampusa.
Dość niezły kryminał - po opisie nie spodziewałam się niczego szczególnego, a tymczasem "Dolina straconych złudzeń" okazała się wciągającą powieścią. Mamy zapierające dech w piersiach szwajcarskie krajobrazy, brutalne morderstwa i dość dobrze poprowadzone dwie linie czasowe.
Żałuję trochę drugiego aktu - nieco przegadanego względem reszty fabuły. Mam drobne uwagi - dość niewyszukane słownictwo, powtarzające się sceny i niektóre frazy - ale w zestawieniu z innym górskim kryminałem, który ostatnio czytałam - jest to niebo a ziemia. Z chęcią sięgnę po pierwszy tom przygód Sauera.
Niestety w czasie czytania odrobinę się wynudziłam, ta książka jest rozwleczona na zbyt dużo stron. Zamiast czuć duchotę chciałam już tylko tę książkę skończyć.
"Dolina straconych złudzeń" to powieść, której akcja rozgrywa się w niewielkim szwajcarskim miasteczku u podnóży Alp, gdzie każdy każdego zna i ciężko mieć jakiekolwiek tajemnice. Już na samym wstępie wielkie brawa dla autorki za to jak wspaniale kreśli słowem, stworzyła niesamowitą atmosferę miejsca i z łatwością przeniosła mnie w opisywane przez siebie świat, co więcej po przeczytaniu książki nabrałam ochoty na odwiedzenie Niederwalden! W swojej wyobraźni spacerowałam po uliczkach i piłam kawę w którejś z kawiarni z widokiem na Eiger, jakież było moje zdziwienie, gdy w posłowiu okazało się, że to miasteczko nie istnieje 😂🙈.
Poza tym tak jak i w poprzedniej książce oprócz tego, że mamy tu wątek kryminalny autorka dość mocno rozbudowała warstwę obyczajową, co w tym przypadku absolutnie mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie nadaje charakteru i dzięki temu czyta się je błyskawicznie. Ponadto pani Górna wodzi za nos do samego końca i pomimo że w mojej ocenie fabuła w "Krainie złotych kłamstw" była bardziej zawiła to i tutaj do ostatniej strony było masę podejrzeń i poszlak i nie było pewności, kto tak naprawdę stoi za wszystkim. Może i samo zakończenie okazało się dosyć schematyczne, a motyw sprawcy nie do końca dla mnie zrozumiały i odrobinę mnie rozczarował to sama intryga była bardzo logiczna i dobrze przemyślana, a całość rekompensowała ten drobiazg.
Bardzo się cieszę, że po wspaniałym debiucie kolejna powieść autorki mnie nie zawiodła. To nie tylko świetny kryminał z dobrze rozwiniętą warstwą obyczajową ale również wspaniała podróż po urokliwych miejscach u podnóży Alp. Z niecierpliwością wypatruję kolejnej książki autorki, a wam gorąco polecam zarówno "Dolinę straconych złudzeń" jak i "Krainę złotych kłamstw" i gdybyście mieli wątpliwości to uprzejmie donoszę, że w mojej opinii śmiało można sięgać po te książki niezależnie, ale oczywiście czytając je w kolejności lepiej i przede wszystkim łatwiej będzie poznać nam głównego bohatera i jego życie.