Maja Lidia Kossakowska z niezrównaną wirtuozerią tkała z każdej opowieści barwny, żywy gobelin. Obraz tej historii, niczym kasandryczna przepowiednia, odmalowany jest w barwach przemijania, tęsknoty i walki z nieuchronnym. Seria Takeshi to wyjątkowy mariaż japońskiej kultury, solidnego warsztatu pisarskiego, ogromnej wiedzy i fascynacji krajem Kwitnącej Wiśni oraz fabuły dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Dodajcie do tego sceny walk żywcem wyjęte z Kill Billa, atmosferę zdegenerowanej industrializacji z Ghost in the shell a otrzymacie niesamowite tło dla ponadczasowej opowieści o przyjaźni, obowiązku i poświęceniu.
Oto ostatnia przygoda i ostatnie spotkanie z niesamowitą wyobraźnią Mai Lidii Kossakowskiej i przebogatym, złożonym światem, który stworzyła.
Maja Lidia Kossakowska was a Polish fantasy writer whose first publication was in 1997. She was nominated eight times for the Janusz A. Zajdel Award for her short stories and novels, and received it in 2007 for the short story Smok tańczy dla Chung Fonga. She has also received several other awards. She was best known for using angel themes in her work. She was the author of five books and many short stories.
Niestety mam wrażenie, że wysokie oceny tej książki bardziej wiążą się z tragiczną śmiercią autorki niż z zawartością. Seria o Takeshim zdecydowanie dla mnie była najlepsza seria od Pani Kossakowskiej niestety po dwóch dobrych tomach przyszła pora na przeciętny, żeby nie powiedzieć słaby. Za mało tu Takeshiego a za dużo niestety bezsensownych wstawek. Może miały one sens w dalszej historii, która planowała Pani Kossakowska niestety tego już się nie dowiemy. Dla mnie 2,5
Trudno jest ubrać odpowiednio recenzję książki, skoro wiesz, że autorka którą tak uwielbiałeś, szanowałeś jej twórczość oraz z wielką niecierpliwością wyczekiwałeś jej książek, nigdy już nic nie napisze. Takeshi, ostatnia książka, ostatnie dzieło, ostatnia część… Przepełnione słowa pisane bólem i poczuciem smutku… Pewnie jeszcze przez bardzo długi czas będę wypatrywać jej kolejnych książek gdzieś w Internecie… Niedowierzając, że jej już nie ma…
Bardzo długo czytałam tę książkę od przyjścia i premiery. Może dlatego by dawkować sobie to co pozostało. To ostatnie tchnienie jej historii…
Takeshiego pokochałam od pierwszej książki jaką mogłam przeczytać. Nie tylko za świetnie wykreowany świat, postacie oraz akcję ale również za nawiązania wielokulturowe. Głównie do Buddyzmu. Niekoniecznie może się spodobać czytelnikowi, który wyczekuje i kocha wiele dialogów, ponieważ głównie dominują tu opisy, lecz cała historia jest tego warta, by poznać świat Pani Maji, który chciała nam przekazać i pokazać w postaci Takeshiego.
W tej części ostateczna rozprawa z wszelkimi wrogami trwa w najlepsze. A my razem z Takeshim idziemy przez tę historię objęci trzymani za dłoń przez autorkę czujnie za rękę by nic nam nie umknęło. Patrząc na całą historię widać że Pani Maja miała długoterminowe plany względem Takeshiego. I na końcu nasuwa się długa refleksja na temat nieuchronności życia i przemijania. Jak wielkie plany mamy, realizacje a jak szybko mogą pozostać one zabrane…
To historia niczym piasek przesypujący się w klepsydrze… Gdzie w pewnym momencie ktoś ją przewrócił a piasek nigdy już nie skończy się przesypywać. Nie zobaczymy jak ostatnie ziarnko spada na dół…
Trzeci tom opowieści o roninie Takeshim, który zmaga się z przeznaczeniem ma posmak słodko-gorzki: z jednej strony to najlepszy tom w serii, kwintesencja bogatej wyobraźni i stylu Mai Lidii Kossakowskiej, z drugiej zaś ostania powieść Autorki. Czyni to serię o Takeshim niedokończoną, ale mimo to wartą każdej minuty poświęconej na czytanie. Jestem pewna, że osobom które lubią prozę Autorki wyobraźni nie brakuje i każdy sam dla siebie podomyka wątki.
Pierwszy tom serii zabiera nas do niezwykłego świata, łączącego w sobie stare i nowe, gdzie przeszłość dopada wędrownego malarza i rzuca go na ścieżkę, na której ważą się losy świata. Drugi tom rozbudowuje ten świat, choć cierpi na przypadłość "co za dużo to niezdrowo". Trzeci tom wszystko wynagradza - proporcje między wątkami są odpowiednie wyważone, a poetyckie, wręcz kontemplacyjne opisy łączą się z dynamiczną akcją. "Pałac Umarłych" to powieść, w którą człowiek się zatapia, nie wiedząc kiedy nadchodzi koniec. Ostatni rozdział, choć stawia nowe pytania zamiast zamykać wątki pozostawia jakiś wewnętrzny spokój - może nie dowiemy się co czeka Takeshiego w przyszłości, ale zawsze możemy do niego powrócić ponownie sięgając po trzy tomy jego przygód.
Seria o Takeshim powstała z pasji i czuć to na każdej, dopracowanej stronie - w każdym wątku, dialogu i opisie. Autorka czerpała inspiracje z tego, co ją interesowało, a seria o Takeshim jest niezwykłym połączeniem "Kill Billa", "Ruroni Kenshin", anime - ubogaconym wyobraźnią Autorki. Dzięki temu dostaliśmy wizję niezwykłego świata, w którym intrygi, magia, opiekuńcze zmiennokształtne istoty łączą się z technologią w postindustrialnym świecie, gdzie z jakiegoś niewyjaśnionego powodu cywilizacja cofnęła się do feudalizmu. W tym świecie poznajemy szereg bohaterów, którym od samego początku chcemy kibicować - szczególnie tajemniczemu Takeshiemu. Brutalność łączy się z barwnymi opisami, a sceny walki przypominają taniec. Trylogia o Takeshim ma w sobie coś unikatowego, co pozostaje w pamięci na długo.
"Pałac Umarłych" to powieść, która mnie oczarowała - klimatem, językiem, wykreowanym światem i w końcu samą postacią tytułowego bohatera. To powieść, która ma w sobie coś japońskiego - i nie mam tu na myśli tylko oczywistych inspiracji feudalną Japonią - ale niezwykłą umiejętnością łączenia sprzeczności: starego z nowym, momentów całkowitego bezruchu, jakby zatrzymania, by móc podziwiać kadr, by zaraz wznowić dynamiczną akcję; przemyślanych w najdrobniejszych szczegółach wątków z licznymi niedopowiedzeniami; świata, który im bardziej chce odrzucić magię i dawne wierzenia, tym bardziej się one do niego wdzierają. Dla mnie to niezapomniana powieść, tak samo jak Maja Lidia Kossakowska, która na zawsze pozostanie w sercach fanów.
"Pałac umarłych" to trzecia część Takeshiego. Wypadła lepiej w moim odczuciu niż drugi tom. Dostałam tu więcej akcji i tytułowego bohatera, na co, nie ukrywam, liczyłam 😁
Było trochę wątków do postaci pobocznych, ale jakoś miałam wrażenie, że mniej niż w 2 🤔 no ogólnie lepiej czytało mi się tę część. Chyba również przyzwyczaiłam się bardziej do stylu autorki, bo choć nadal pojawiały się między nami zgrzyty, to już nie aż tak i nie w takiej ilości.
Odkryłam, że wątek Takeshiego i Haru jest oparty na jednym z moich ulubionych motywów, choć tutaj nie wybrzmiał niestety w pełni, stąd nie od go wyczułam-lubię gdy starszego faceta połączy przeznaczenie z jakąś dziewczyną (trochę jak Geralt i Ciri albo Leon i Matylda, choć to nie do końca to).
Tak jak i wcześniej tutaj nadal byłam urzeczona kreacją świata, który bardzo pobudza wyobraźnię. To, co się dzieje na końcu niezwykle mnie zaskoczyło. Nie wiem czy pozytywnie czy negatywnie, po prostu zaskoczyło - totalnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i w zasadzie to byłabym ciekawa, co się stało dalej, ale cóż... nikomu z nas nie będzie to dane.
Niestety Maja Lidia Kossakowska nie uraczy nas kolejną częścią, a przy finale tego trzeciego tomu bardzo czuć, że to jeszcze nie koniec. Nie mamy tu finału ani rozwiązań, a jedynie przedsmak czegoś więcej.
Przyznaję, że ta świadomość bardzo mi ciążyła przy czytaniu, bo czułam, że coś tam dalej jest, powinno być, ale że odeszło razem z autorką i dla nas pozostanie owiane tajemnicą.
Wiem, że dla wielu nieukończona seria, a w dodatku bez perspektyw na dokończenie, nie znajduje się na liście do przeczytania, ale choć nie polubiłam się z tymi książkami tak jak na to liczyłam, to nie żałuję ich czytania.
Zostawiły we mnie coś po sobie, a to jest najważniejsze❤️
"Takeshi 3. Pałac umarłych" to już trzecia część przygód Cienia śmierci. Muszę przyznać, że ta część najbardziej mnie wciągnęła.
Takeshi z Haru zostają uratowani ze szponów Etsuke. Nie obyło się bez pomocy Rei oraz Nekomaty. Wszyscy docierają na ziemię Tygrysa pod skrzydła Księżyca Utajonego. I w końcu czas rozprawić się z imperium Ashihei. Jak skończy się ta bitwa? Czy wszyscy przetrwają?
Książkę głównie przesłuchałam i dzięki temu przełamałam do końca moje przekonanie, że nie potrafię słuchać fantastyki. Jednak się da. Lektor był znakomity, więc płynęłam przez tę historię. Zakończenie wprawiło mnie w niemałe zdumienie. Było tak futurystyczne i oderwane od reszty książki, że za bardzo nie wiem co o nim myśleć. Myślałam w ogóle, że to trylogia i sromotnie się zawiodłam. Bo niestety przez śmierć autorki ta historia na zawsze pozostanie niedokończona. Jestem strasznie smutna z tego powodu, bo bardzo bym chciała się dowiedzieć jak dalej by się to potoczyło. Czy losy świata już są przesądzone? Jak bardzo ważny jest Cień śmierci? Ta seria pozostawia mnie z dużym niedosytem. Ale dzięki niej otworzyłam się na inny rodzaj fantastyki z czego bardzo się cieszę. Jest to połączenie cech starożytnej Japonii z elementami magii i technologicznymi ciekawostkami. To mieszanka tak niebywała i zarazem interesująca, że nie może się nie spodobać. Opisy walki oraz dopracowane szczegóły sprawiają, że czas poświęcony temu cyklowi na pewno nie będzie stracony.