Przyroda, która przejmuje miasto, zaczyna od najmniejszych pęknięć w betonie.
Rodzina sikorek zamieszkała w Warszawie pod adresem Metro Świętokrzyska 02.
Pewien szpak umościł sobie gniazdo w bombowcu z Muzeum Lotnictwa.
Wróble wprowadziły się do starego neonu Teatr Dramatyczny.
Przyroda wcisnęła się w najmniejsze szczeliny miasta i znalazła szpary w zabudowanych metropoliach. Zazieleniła dziury chodnikowe, o które potykamy się śpiesząc do pracy.
Ten świat, którego nie dostrzegamy na co dzień, oczarowuje jeśli tylko znajdziemy chwilę, żeby go odkryć. Michał Książek zabiera nas na spacer po dobrze znanych ulicach i zachęca, by patrzeć uważniej. Tropi sekretne życie ukryte wśród betonu i schowane za neonami wielkich miast. Z przewrotnym poczuciem humoru opowiada o nieoczywistych przestrzeniach miejskich, w których rozgościła się natura.
Bar, gdzie pije się nalewkę, ławki, gdzie pije się wódkę oraz krzak za przystankiem, gdzie się sika. Wszystkie okazują się czymś innym... Wyśpiewanym terytorium, wyszukanym domem, starannie wybranym spośród wielu miejscem. Terytorium lęgowym. Samiec sikory modrej śpiewa w ciągu dnia nawet pięć godzin, by wyśpiewać sobie dom.
Atlas dziur i szczelin to hymn na cześć miejskiej przyrody.
4 / 5 Książkę kupiłam od samego autora podczas spaceru. Michał Książek zabrał nas na godzinę uważności do pobliskiego skweru. Szukaliśmy dziupli, obserwowaliśmy ptaki, zachwycaliśmy się małymi porostami i mchami na pniach. Książka była napisana właśnie tak: z uważnością i wyczuwalnym zachwytem. Jednocześnie przez to, że czytałam w ostatnim czasie wiele książek przyrodniczych, wiem, że niektóre czytało mi się lepiej - dlatego 4 gwiazdki. Książka bardzo ładna. Forma jest ciekawa, wplata czasem przyrodnicze lub biologiczne pojęcia, próbuje nauczyć, ale i uwrażliwić. Przyjemna lektura. Olśniło mnie, że chyba chciałabym zasadzić trochę roślin i zadbać o bliskie mi drzewa ;))
4,5 - jedyne czego brakuje tej książce to ilustracji. Naprawdę wciągająca niczym najlepsza intryga, a to książka - spacer po 4 porach roku w Warszawie i innych miastach w poszukiwaniu życia i jego braku. Chyba najbardziej uwiodły mnie fragmenty o owadach, tak mało wiemy i ich życiu.
musisz najpierw wiedzieć, że możesz coś zauważyć, żeby to zauważyć
w swojej książce Książek daje nam podstawowe narzędzia do obserwacji miasta, garść informacji, które mają stanowić przyczynek do własnych poszukiwań, szczyptę pasji, której nie da się przeoczyć w krótkich, skaczących od tematu do tematu rozdziałach, które przypominają rozbiegane myśli przewodnika-zajawkowicza
czytam atlas dziur i szczelin i słucham bogatek za oknem, spoglądam dół i widzę, że kaczki bawią się w spływ rzeką, widzę, jak grzywacz bada teren rozkopany pod budowę kolejnego bloku lub ulicy - plany pozostają niejasne - i myślę o parze gołębi, która upodobała sobie balkon mojej mamy, o trzmielicy, która zniknęła pod kamieniem na działce dziadków, i czuję, że miasto żyje nie tylko ludzkim życiem, ma mieszkańców, których idee zamieszkiwania różnią się od siebie, i mam ochotę wystawić na parapet doniczkę z wodą, żeby robaczki mogły się w niej taplać i bogatki z mazurkami pić z niej, jeśli zapragną, i chcę rozglądać się po drzewach, szukać łamiącego płciowe schematy schizophyllum, nauczyć się znajdować gniazda, a przede wszystkim chodzić delikatnie, zrobić miejsce, bo w mieście musimy się zmieścić
urocza książka, każdy wyalienowany mieszczuch powinien ją przeczytać
Gdybym miała w jednym zdaniu opisać tematykę książki, powiedziałabym „co w mieście piszczy”. Dokładnie o tym jest reportaż Michała Książka, który ciekawy sposób opisuje przyrodnicze zjawiska, jakie (cały czas) mają miejsce w aglomeracjach miejskich. Zadziwiające jest, jak wiele życia znajduje się między łączeniami chodników czy w dziurach ścian budynków. Miejsca zupełnie nieoczywiste, są tak pełne życia i bogactwa, że spokojnie można określić to zjawisko jako małego kosmosu w miejskim wszechświecie. Okazuje się, że fauna i flora jest niezwykle bogata, co pokazuje nam siłę i determinację tych porostów, mchów i innych roślin. Z rozdziałów „Atlasu dziur i szczelin” śledzimy również niełatwe życie miejskich ptaków. Nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, ile gatunków skrzydlatych stworzeń otacza ludzi w mieście. Lekturę książki często przerywałam, aby wyszukać w sieci zdjęć np. bogatka czy modraszki. Podobnie zresztą było gdy opowieść dotyczyła „społeczeństwa edafonu glebowego” ;) Autor świetnym, gawędziarskim tonem opowiada, w jaki sposób przeróżne gatunki muszą walczyć o przetrwanie, zapewnienie sobie i potomstwu jako takich warunków do przeżycia na przestrzeniach składających się głównie z asfaltu, betonu i szkła. To dzięki sposobowi opowiadania książkę czyta się tak przyjemnie. Poza informacjami ściśle naukowymi pan Michał wtrąca własne dygresje, które nadają wypowiedzi lekkiego i często żartobliwego tonu. Tym właśnie cechuje się świetnie napisany reportaż. Gdyby nie było tych zabawnych epizodów, treść prawdopodobnie nabrałaby charakteru encyklopedycznego, a to mogłoby znużyć czytelnika. „Atlas dziur i szczelin” to książka dla mnie nietypowa, bo zakres zainteresowań czytelniczych mam jednak nieco inny. Rzadko czytuję reportaże i z pewną dozą niepewności podchodziłam do lektury tej książki. Pierwszym wrażeniem było to, że nie da się jej przeczytać jak klasyczna powieść. Musiałam rozbijać lekturę na rozdziały, a czas czytania wydłużył się znacznie, zanim spokojnie usiadłam napisania tej opinii. Podsumowując, książka jest naprawdę dobra. Zawiera w sobie wiele informacji i zwraca uwagę czytelnika na wiele aspektów, nad którymi zazwyczaj się nie zastanawiamy. Przyjemnie zrobić sobie taką odskocznię i zmienić gatunek literatury. Zachęcam Was do zapoznania się z tą pozycją. Jest naprawdę ciekawa. Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak, za co bardzo dziękuję.
3.5 Przyjemne połączenie obserwacji przyrody, ciekawostek i pewnej takiej prostej miłości i troski wobec otaczającego nas świata. Duży plus za ten aspekt ekologiczny i uświadamianie, że na przykład wycinanie drzew nie służy przyrodzie (może ktoś jeszcze tego nie wie).
Jedyny problem z tą książką wynikał z tego, że autor jest z wykształcenia przyrodnikiem i momentami ciężko mi było połapać się w tych wszystkich nazwach porostów, owadów, czy części roślin.
Książka do niespiesznego czytania. Opisy przyrody, ptaków, owadów a to wszystko w miejskiej scenerii. Niezastąpionym doświadczeniem jest przeczytanie jakiegoś fragmentu, a później z zafascynowaniem obserwowanie kałuży doszukując się opisywanych zjawisk. Natomiast sposób prowadzenia narracji określiłabym jako medytacyjno-liryczny. Kiedy się skupiłam na treści byłam w stanie przez nią płynąć i ją chłonąć, a następnie obserwować świat wokoło w poszukiwaniu dziur, szczelin i innych miejsc które są tuż obok nas. Polecam jako sposób na wyciszenie i otwarcie się na naturę która nas otacza nawet wtedy kiedy wydaje nam się, że dookoła jest tylko beton.
Znakomite. Nigdy bym nie sądziła, że książka o modraszkach, prosionkach i topolach tak mnie wciągnie i da tyle emocji! Michał Książek jest utalentowanym opowiadaczem i wielkim znawcą materii, ale to, co czyni "Atlas" wyjątkowym, to skierowanie uwagi i uwrażliwienie na to, co żyje razem z nami, mieszczuchami, obok nas, często pomijane wzrokiem, ignorowane, a jeszcze częściej plenione i niszczone, żeby było "ładnie". Książek traktuje to biologiczne życie z wielkim szacunkiem i niemal czułością, a w "Atlasie" znajdziemy nie tylko informacje, ale i gorzką ironię połączoną z refleksją o destrukcyjnym potencjale człowieka. I jego bezbrzeżnej głupocie.
Dużo wiedzy zmieszczone w krótkiej książce. Ciekawe spojrzenie na drzewa w mieście i związane z nimi rośliny i zwierzęta. Sporo przybijających anegdot o betonowaniu i niszczeniu przyrody. Gdyby książka była dłuższa, mogłaby być męcząca, ale w takiej formie jest ok.
Gdzie można się wybrać, aby obserwować przyrodę? Większość zapewne odpowie: na łąkę, w ostępy leśne, nad staw, w niezdobyte góry. W książce autor zabiera nas na niemalże roczną podróż (od maja do marca) po mieście (właściwie kilku) i pokazuje przyrodę. Okazuje się, że w mieście jest co obserwować. Jest wiele zwierząt, roślin, na które nie zwracamy uwagi. Opowieść snuje się poprzez różne pory roku, różne ptasie i robacze rodziny. Autor pokazuje nam ten niezwykły, wbrew pozorom bogaty świat flory i fauny. Pokazuje w sposób niezwykle barwny i ciekawy. Czytanie książki było dla mnie wielką przyjemnością. Szczególnie z kubkiem kawy na tarasie, gdzie początkowo towarzyszyły mi brzęczenia owadów i śpiew ptaków. Nawet wróbelek na chwilę przycupnął na balustradzie, niestety odwrócenie mojej głowy go spłoszyło i poleciał dalej. Normalnie pewnie nie zwróciłbym uwagi na to, że koło południa dźwięki przyrody umilkły. Ale dzięki lekturze zacząłem zastanawiać się, jaka jest tego przyczyna? Może temperatura zrobiła się zbyt wysoka. Za przedpremierowy egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu.
Pierwszy raz miałam do czynienia z twórczością Michała Książka. W swoim najnowszym reportażu "Atlas dziur i szczelin" porusza bardzo ważne tematy dotyczące przyrody i środowiska. Nie miałam pojęcia, że w szczelinach, dziurach i dziuplach mogą znajdować się tak interesujące żyjątka, mówię tutaj między innymi o roślinach, robakach, owadach, gryzoniach i ptakach. Podobnie jak autor, uwielbiam podglądać przyrodę. Poza wczesnym rankiem uwielbiam słuchać śpiewu ptaków. Lubię obserwować, jak ptaszki przylatują do karmnika i skubią sobie specjalnie dla nich przygotowane ziarna. Uwielbiam patrzeć, jak z budki wylatują młode ptaszki. Panicznie boję się gryzoni, dlatego unikam ich jak ognia. W tej książce poznacie między innymi szpaka, który w nietypowym miejscu zrobił sobie gniazdo. Dowiecie się również o innych dziwnych miejscach, które ptaki wybrały sobie na gniazdo. Wszystko, to obserwował Michał Książek. W tym reportażu poznałam mnóstwo ciekawostek. Nie wiedziałam, że po opuszczenia gniazda przez pisklęta, budkę lęgową należy całkowicie opróżnić. W nowym roku ptaki zrobią sobie w niej nowe gniazdo. Nigdy nie czyściłam budek lęgowych. Dziękuję autorowi za uświadomienie. Myślałam, że autor swoje obserwacje prowadził tylko w zatłoczonej Warszawie, ale miło mnie zaskoczył. Dlaczego? Dowiecie się, czytając ten ciekawy reportaż. Drogowcy często stawiając krawężniki, wycinają korzenie starych i nowych drzew. Nie wiedząc o tym, że w ten sposób przyczyniają się do ich śmierci. Oczywiście nie następuje to od razu, tylko po jakimś czasie. A takie drzewa są mieszaniem innych stworzonek małych i dużych. Gdyby nie Michał Książek, to nawet nie zwróciłabym uwagi na ten olbrzymi problem. Po raz kolejny dziękuję za uświadomienie. Wycinka lasów, to kolejny problem, ale o nim nie będę się rozpisywała. "Atlas dziur i szczelin", to roczna obserwacja przyrody Michała Książka. Dzięki temu, co robi, dużo osób zaczęło interesować się przyrodą. Brawo. Pamiętajcie, nawet w betonowym mieście znajdzie się szczelina, w której istnieje życie. Warto się temu przyjrzeć z bliska. Początek książki mnie rozczulił. Dowiedziałam się, jakie ptaki najdalej latają w poszukiwaniu jedzenia, a które z nich pokonują najkrótszą odległość. Dlaczego to robią? Muszą nakarmić swoje pisklęta. Czy wiecie co to jest trypofobia? Nie martwcie się, ja też tego nie wiedziałam. Teraz, dzięki "Atlasowi dziur i szczelin" znam odpowiedź na to pytanie. Nie wytłumaczę wam tego, ponieważ autor doskonale to wyjaśnia. Podoba mi się forma tego reportażu. Znalazłam tutaj krótkie rozdziały, które pozwoliły mi lepiej zrozumieć omawiane tematy. Dzięki tej książce jeszcze bardziej pokochałam przyrodę. I co jest najlepsze? Wychodząc z domu, wypatruję dziur, szczelin, dziupli i norek. Zastanawiam się, kto aktualnie je zamieszkuje. Uwielbiam obserwować wiewiórki. W Polsce są rude, a w Anglii szare. Szare wiewiórki są agresywniejsze i wygryzły rude. Przykre, ale niestety prawdziwe. Bardzo podobał mi się rozdział poświęcony pszczołom. Nie wiedziałam, że królowe matki są aż tak bardzo zabójcze. Co takiego robią? Po odpowiedź odsyłam was do tej książki. Poznałam również mnóstwo mniej lub bardziej przydatnych informacji, ale o tym już musicie przeczytać sami. Podsumowując: jeżeli kochacie przyrodę i chcecie poznać nowe fakty i ciekawostki na ten temat, to śmiało sięgnijcie po tę książkę. Nie zawiedziecie się. Wiadomo, że nie każdemu z was przypadnie ona do gustu. Mimo wszystko polecam. Czytając ten reportaż, miałam wrażenie, że oglądam program na kanale National Geographic. Pozytywne uczucie.
Polecam "Atlas dziur i szczelin" Michała Książka.
Ps.
Na uwagę zasługuje również cudowna okładka, która przyciąga wzrok.
Proszę państwa, co to jest za przewspaniała, czuła, uważna, piękna książka przyrodniczo-filozoficzna! Jeśli podobał się wam Pawilon małych ssaków Patryka Pufelskiego, to jest duża szansa, że i Atlas dziur i szczelin wam się spodoba bo obie pozycje odwołują się do tych samych pokładów wrażliwości na przyrodę i umiejscawiają człowieka we właściwym jego miejscu: tam, gdzie hasło "pan wszelkiego stworzenia" brzmi jak nieśmieszny żart.
Człowiek to machina niszcząco-porządkująca, która zapomniała, skąd się wywodzi, i skąd wypożycza - na krótką chwilę przecież - budulec dla swojej postaci, i która marzy o wieczności dla samej siebie. Więc tworzy miasta, które są tak nieprzyjazne życiu! Za to proste, uporządkowane, schludne - i odcinające nas od natury, natury naszej własnej i natury jako przyrody. Ale jednak można w nich wytropić życie, które wykorzystuje każdą niedoskonałość, każdą szczelinę, dziurę, załom, nierówność, pęknięcie. To są dla mnie te szczeliny istnienia, o których pisała Jolanta, córka Ireny, wnuczka Bronisławy, prawnuczka Ludwiki. Książek przepięknie i z wielką czułością pisze o mieszkańcach tych dziur i szczelin. U niego każdy porost, skoczogonek i ptak jest pełnoprawnym mieszkańcem miasta. Naprawdę można się popłakać ze wzruszenia podczas lektury.
No i jest to rzecz piękna językowo! Nadaje nazwy obiektom, procesom i zjawiskom przyrodniczym, na które nazw nie ma. Wnosi do języka potocznego nazwy naukowe i robi to z wielką swadą. To wielka wartość bo nazwanie często unaocznia istnienie tych obiektów, procesów i zjawisk, które istnieją, ale których nie zauważamy. Wierzę, że dzięki temu więcej ludzi zacznie je dostrzegać i zabiegać o ochronę ich istnienia.
Książka zupełnie inna od tych jakie czytam na co dzień. Pierwsza moja myśl – książka przyrodnicza? Eeee… chyba nie dla mnie, nawet programów przyrodniczych z głosem Krystyny Czubówny nie oglądam, bo mnie to nudzi. Ale zachęciło mnie to, że autor w sposób przystępny i żartobliwy opowiada o naszych sąsiadach – tych, których mijamy na każdym kroku, a nie dostrzegamy. Kto by pomyślał, że w betonowych dżunglach, pod – a właściwie nad naszym nosem, pochowane w każdych możliwych dziurkach żyją kolejne „społeczności”. Że nie tylko las ma swoich dzikich mieszkańców, ale także metropolie, gdzie wydawałoby się nic prócz szczurów i karaluchów się nie uchowa. Dzięki tej lekturze przechodząc przez Centrum, w okolicach Pałacu Kultury inaczej będę patrzeć na otoczenie. Zacznę obserwować, czy wrony, które zwłaszcza zimą bezceremonialnie sadowią się na barierce mojego balkonu na 10tym piętrze bloku, są już faktycznie w stanie mnie rozpoznać i będą zaglądać czy jestem w domu i ich nie wygonię. Ale przykro jest czytać o tym, jak bardzo wszechobecny beton zabija drzewa, do których korzeni nie jest w stanie dotrzeć woda z największej nawet ulewy. A przecież warto się do tych drzew przytulić, podziękować za to, że w trakcie upału zapewniają cień i wytchnienie. To właśnie tu są nam potrzebne.
Książka, dzięki której wiemy więcej i na otaczający świat patrzymy inaczej. Warte przeczytania.
Książka dająca tyle radości co smutku czy wręcz gniewu. Trochę więcej przypisów by było dobre, ja akurat znam sporo roślin, ptaków czy owadów, ale już mchów nie, a nawet gdyby, to mam taki staroświecki pogląd, że książka powinna być sama w sobie zrozumiała dla czytelnika. No ale przypisy są teraz przerażającymi stworami i albo się je wstydliwie wrzuca na koniec książki, albo nie robi w ogóle. Chwilami porównania autora były dla mnie naciągnięte, moim zdaniem ludzie nie wrzucają butelek czy niedopałków do dziur w drzewach bo chcą zatkać niepokojącą dziurę, tylko po prostu są strasznymi syfiarzami i odkładają swoje śmieci gdziekolwiek dookoła, jakby nie było tam drzewa, rzuciliby na ziemię. Ale to tylko drobiazgi, ogólnie to jest dobra książka. Tylko bardzo smutna.
This book enables human-nature contact and allows all cosmopolitans to become a bit more aware of the vulnerable surroundings in the big cities.
Nature is a big part of our lives if not our life itself in some sense. Getting to know it equals getting to know our inner selves and the world around us. 🍃
Kocham te książkę ❤️ Jest tak bardzo moja w sensie czucia przyrody, aż wzdychałam z ulgą, że nie jestem w tym sama. Autor tak pięknie i wrażliwie opowiada o ptakach, owadach i roślinach, że „Atlas dziur i szczelin” to lektura obowiązkowa dla wszystkich, dla których przyroda to coś więcej niż idealny, skoszony trawnik bez ździebka innych roślin!
Brat co se nazwał gałąź „odtworzeniem historii poszukiwania światła“, co nie. Brat tyle się naoglądał ptaków że ma najlepsze pióro w Polsce. Tak jak zazwyczaj nie cierpię opisów przyrody i robię się zielona w nieprzewidzianym przez autorów sensie, tak tę książkę połknęłam na raz. Nawiązanie do minecrafta i wiedźmina w jednym zdaniu. Co nie
Książka dla każdego, kto jest wrażliwy na przyrodę. Dla każdego, któremu się wydaje, że jest wrażliwy na przyrodę. A zwłaszcza dla tych, którzy nie są. Może w końcu zaczną być? Magia tej książki może na nich zadziała. Dla mnie jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku.
Cudna książka, idealna dla takiej miłośniczki miejskiej flory i fauny jak ja. Zwłaszcza że też bardzo lubię stać w różnych "dziwnych" miejscach i czekać, aż jakiś znany mi patszek wyleci z tej czy innej dziury :)
Michał Książek – reportażysta, leśnik, ornitolog i poeta, wszystkie te oblicza pokazujący w książce – uczy, jak patrzeć. Przysiada na ławce i przez kilkadziesiąt minut czeka na znajomą sikorkę. Idzie ulicami tropem drzew i ptasich gniazd w załomach murów. Przez lupę przygląda się mchom, dostrzegając życie toczące się między mikrolistkami. Wie, co skrywa się pod płytą chodnikową, w bliźnie po uciętym konarze, w dziurce od klucza i porzuconym już gnieździe. Tu właśnie pojawia się czułość – w cierpliwości obserwatora, w jego współczuciu, zachwycie każdym przejawem życia walczącego o przetrwanie na betonowej pustyni, którą sobie tworzymy, i wreszcie w jego eksperckiej wiedzy, bo nie tylko widzi, nie tylko dostrzega, ale też rozumie – co zdaje się być zupełnie unikatowe. Nie ma chyba większej czułości niż ta u podstaw tak głębokiego, aktywnego postrzegania.
Książka bardzo ciekawa dla zainteresowanych tematem. Może na prawdę otworzyć oczy na piękno małych rzeczy naokoło. Jest przystępna, dobrze się czyta i wprawia w dobry nastrój.