Ambiwalentna nierzeczywistość
W drugim tomie zbiorowym Valeriana i Laureliny znów dostajemy trzy historie. Niestety tym razem wyłącznie kosmiczne opowieści bez podróży w czasie. Rozszerzają one też świat Galaxity, wprowadzając nie tylko obcych, ale także koncepcję jego ekspansji. Przynajmniej w pierwszych dwóch, z kolei w ostatnim, choć nadal kosmicznie, mamy refleksję nad rewolucją.
Jednak nie jest to wszystko. Jak w pierwszym zbiorze dostajemy co nieco dodatków, to tym razem odnaleźć możemy trochę bardziej personalnych historii wokół naszych autorów, czy ich podejścia do tworzenia i science-fiction. Mimo ponurej scenerii „Miasta wzburzonych wód” z poprzedniego tomu Christin twierdzi, że „Valerian” stoi między optymistyczną (np. Star Trek) a pesymistyczną (np. „Aleja potępienia” Rogera Zelaznego albo „1984” Georga Orwella) fantastyką naukową. W końcu po apokalipsie powstało Galaxity. Mimo tego ambiwalencja tu się nie kończy.
Ląd bez gwiazd
W pierwszym komiksie na Valeriana po ustanowieniu stabilnych kolonii czekają ostatnie obowiązki. Musi pożegnać się z koloniami i wrócić do Galaxity. Niestety, pożegnania i mowy łączą się z poczęstunkiem, szczególnie tym wysokoprocentowym. Przy jego braku asertywności kończy się zataczaniem i krótkimi bełkotliwymi mowami w kolejnych i kolejnych koloniach. Czyli krótko mówiąc – rozsierdza Laureline i to wtedy pojawia się nowe zagrożenie. Na granicach układu pojawia się nieznana planeta.
Na niej Valerian i Laurelina znajdują parę komentarzy do naszego świata. Można tu odnaleźć kontynuacja krytyki broni atomowej, pytanie: czy sprzedający broń są współwinni konfliktom, czy po prostu wojnę płci. Rozwiązanie w ramach komiksu okazuje się super łatwe, prawie bez problemów – wystarczy wyjść z tej platońskiej jaskini i zobaczyć prawdę. Gdyby tylko rzeczywistość była tak prosta i optymistyczna.
Jednak by tego dokonać, nasi bohaterowie muszą się rozdzielić. Oboje dostają porównywalnie świateł reflektorów. Jednak tylko Laurelina dostaje strój, będący pierwowzorem Lei u Jaby. W seksistowskim świecie oboje muszą wykorzystać wdzięki i zalety swojej płci, by uratować nie tylko świat bez gwiazd od zagłady, ale także ziemskie kolonie.
Witajcie na Alflolu
W tej historii zostajemy przy Valerianie, a Laurelina niczym anioł na ramieniu, albo świerszcz Pinokia odgrywa sumienie Valeriana. W skrócie komiks ten można by odczytać jako krótki kurs amerykańskiego kolonializmu, rasizmu i Boskiego Przeznaczenia. Jak w poprzednim komiksie dowiedzieliśmy, że Galaxity swoją potęgę utrzymuję poprzez kolonizację; tak tutaj dowiadujemy się, jak ona wygląda.
Koncepcja barbarzyńskich indoeuropejczyków z Europy – kto korzysta z ziemi, do tego należy – szła wieloma ścieżkami. Zazwyczaj wiązała się z uprawą lub inną eksploatacją. Jednak każda kultura i cywilizacja wytworzyła swoje własne modele, które po przybyciu Europejczyków były z czasem niszczone i zastępowane – czy to w Ameryce, czy Indiach. Wygrana tej koncepcji została ewolucyjnie udowodniona, jednak człowiek ma możliwości selekcji sztucznej. Krytykować się i zrewidować kierunek rozwoju.
Ta krytyka Christina nie ogranicza się wyłącznie do tematu kolonizacji. W związku z przedstawieniem w komiksie kosmitów jako szlachetnego dzikusa albo hipisa eksplorują problem relacji z naturą, eksploracji środowiska i drapieżnego kapitalizmu. Czy natura musi się naprawdę martwić człowiekiem? Czy po prostu w najgorszym wypadku okażemy się ślepą gałęzią ewolucji i znajdzie się coś innego na nasze miejsce? Chyba lepiej do tego nie dopuścić. Ale droga hipisowskiego dystansu, ani instynktownej zachłanności nie są odpowiedziami. A nawet jeśli to ambiwalentnymi.
Ptaki mistrza
W ostatniej historii tomu drugiego nasza para rozbija się i trafia na cmentarzysko statków kosmicznych. Ostatecznie jest to bardzo prosta historia o rewolucji. Niektóre postacie są zabawne, szczególnie para, która prowadzi dyskusję filozoficzną między sobą i jest całkowicie oderwana od rzeczywistości.
Komiks w krótkiej i syntetycznej formie opowiada to, co można znaleźć w „Płomieniach” Brzozowskiego, czy myśli Hanny Arendt. To opowieść o samej kulturze, konformizmie, oczekiwaniach społecznych, a na koniec rewolucji i jej konsekwencjach. „Valerian” pozostaje tutaj bardzo bajkowy i wystarczy upomnienie, by uniknąć negatywnych skutków. Ale nadal pojawiają się trafne pytania. Czy możliwość złych konsekwencji, rewolucja przez złych ludzi, ze złym dziedzictwem albo ze złych pobudek musi być sama w sobie zła? Czy czasem zmiana nie jest tym, co jest zwyczajnie potrzebne?
The End
Valerian nie powala tempem, nie opowiada głębokich i przewrotnych historii, ale stale prze naprzód z komentowaniem rzeczywistości. Czy to wojna płci, kolonializm, ekologia, albo rewolucja – Pierre Christin i Jean-Claude Mézières się nie przestraszą, a jeszcze przedstawią je słodko-gorzko. Względem poprzedniego tomu rysunek zbytnio się nie zmienił, a choć narracyjnie dostajemy więcej ciekawych interakcji między Valerianem i Laureliną, to schemat historii wydaje się niezmienny. Jeśli komuś spodobał się poprzedni tom, to i tu raczej się nie zawiedzie.
Komiks przeczytany dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.