Ezoteryczna powieść o międzygatunkowym opętaniu. Wrocław, początek naszego wieku. 26-letni Konstanty zostaje zawładnięty przez ducha świni. Jest to starożytna świńska zmora, która objawia się ludziom, aby odmienić los nierogacizny. Następuje metodyczne pranie mózgu, niczym pralka nastawiona na wełnę i delikatne tkaniny.
Konstanty poznaje fizyczną dziewczynę – Klarę, z którą rozpoczyna romans, a równocześnie nadchodzi nieuniknione i głos opętującej rozbrzmiewa w głowie opętanego. Objawienie się rozszerza i kolejne osoby znajdują się pod wpływem zmory. Nie każdy przeżyje, ale to niekoniecznie oznacza coś złego. Cytując słowa świńskiego ducha: śmierć to śmiech czaszki z żuchwą i głupawy wyraz czaszek bez żuchw. Trzeba zachować właściwy wymiar trwogi.
Dopiero teraz nadrobiłam prozatorski debiut Marcina Czuba sprzed dwóch lat – „Objawienie Bogini-Świni” i muszę powiedzieć, że ta lekturowa zwłoka była absolutnie nieuzasadniona. Miałam w związku z tą książką obawy dotyczące potencjalnego dydaktyzmu, ukrytego pod płaszczykiem dziwacznego eksperymentu – bałam się naiwnej ekopoetyki itp. Niesłusznie! Marcin Czub konstruuje Boginię-Świnię nie po to, by w prostacki sposób odwracać hierarchie ludzko-zwierzęce, twierdząc jednocześnie, że w ten sposób robi rewolucyjny gest polityczny. Nie, nie – Bogini-Świnia to punkt wyjścia do świetnie zapisanej, dobrze poprowadzonej i momentami bardzo zabawnej opowieści o opętaniu. Czub pracuje na gatunkowych tropach, niekiedy dość utartych (jak centralny dla fabuły przeklęty dziennik), ale paradoksalnie dzięki temu ocieraniu się o kliszowość udaje mu się skonstruować coś bardzo nieoczywistego. Bo z jednej strony sugeruje nam, że będziemy obcować z najbardziej przewidywalnymi schematami sztuki eko, a z drugiej – że oto dostaniemy do ręki najprostszy horror. Potem umyka zarówno tej pierwszej, jak i tej drugiej możliwości, tworząc coś błyskotliwego i dużo ciekawszego niż wszystkie „Prowadź swój pług przez kości umarłych” tego świata.
Nie czytałam jeszcze „Natury dziury” (czyli drugiej książki autora, która niedawno miała premierę i znowu ma piękny rym w tytule [koham]), ale wkrótce pewnie zajrzę, bo debiut jest naprawdę zachęcający!
‚Objawienie Bogini Swini’ otwiera przepastne swiaty pozaludzkie. Robi to w sposob i grozny i humorystyczny. Czy to figle zwariowanej wyobrazni czy wazny glos w sprawie ‚pozaludzkosci’? glos dany tym, ktorzy glosu nie maja? W momencie, gdy jest jasne, ze ludzkie rzady sa niszczace i dla nas samych i dla planety, ta pozornie ‚zwariowana’ opowiesc o opetaniu, staje sie przypowiescia o prawdziwym zbawieniu.
Porywająca groteska? A może fantastyczna i sprawna językowo jazda bez trzymanki? Ta książka wymyka się schematom, jest szalona, a ja uwielbiam taką zgrabną, przewrotną współczesną prozę.
To jest właśnie literatura, którą chcę konsumować. Abstrakcja na poziomie mnożenia zera razy nieskończoność przez istotę posiadającą ciało o dwóch rękach i dziesięciu palcach.