Wszyscy wokół albo oszuści, albo komedianci, albo ludzie bezdennie słabi. Ja miotam się bezsilnie, bo oczywiście "babie" nie pozwoli przecież nikt z tych mężów stanu polityki prowadzić, a tymczasem wierzcie mi, że my byśmy tę politykę o całe niebo dalej i lepiej prowadziły niż oni! – pisała w 1916 r. do męża Zofia Moraczewska.
100 lat temu Polki wywalczyły sobie prawa wyborcze. Do Sejmu Ustawodawczego, który miał na nowo określić sposób funkcjonowania państwa polskiego po odzyskaniu niepodległości, weszło 442 mężczyzn i 8 kobiet – była wśród nich Moraczewska. Nazywano je posełkami albo posełkiniami, czasem poślicami. Wywodziły się z różnych środowisk, ale – często wbrew swoim partiom – działały wspólnie w sprawach, które uważały za ważne: sprawach kobiet.
Nie mają swoich ulic, nie mają pomników, nie uczy się o nich w szkołach. Kim były posełki, o co walczyły i jaki poniosły koszt tej walki?
Świetnie napisana i udokumentowana książka. Choć przebyliśmy długą drogę od czasu pierwszych posełek, to wciąż jest tak dużo do zrobienia! I tak wiele głoszonych przez te wspaniałe kobiety haseł i poglądów wciąż jest aktualnych (zdarzyło mi się przy niektórych przekląć kilka razy dość soczyście z niedowierzaniem, że 100 lat minęło, a myślenie w wielu kręgach o tym, jaka jest rola kobiety w społeczeństwie, praktycznie się nie zmieniło). Ale to nie tylko opowieść o kobietach, lecz także o nieustającej walce o godność i prawa człowieka jako takiego. Ta książka powinna być lekturą szkolną.
Uwielbiam takie książki, do których chcę tylko zajrzeć, a po chwili orientuję się, że nie sięgnę po nic innego póki takiej książki nie skończę. I dokładnie tak było z "Posełkami", które wzięłam do ręki z ciekawości (planowałam czytać wznowienie "O pięknie" Smith), a zostałam na kolejne 3 dni - tak, sama jestem w szoku, że tak szybko skończyłam tę książkę, bo do najkrótszych ona nie należy. To taka książka, którą się po prostu połyka. I jest to wyjątkowo duży atut, biorąc pod uwagę, że jest to książka non-fiction. Zasługę można przypisać autorce - Oldze Wiechnik udała się rzecz nie tak łatwa, bo przytoczyć portrety ośmiu kobiet, wplatając w to politykę oraz sytuację w Polsce od początków XX wieku do czasu po II wojnie światowej, i zrobić to w taki sposób, że książka będzie praktycznie nieodkładalna - to wielka sztuka. Bardzo płynna narracja, w którą wlecione są cytaty, ale też nie brakuje komentarza odautorskiego i faktów, powoduje, że książkę czyta się rewelacyjnie. Bardzo podobała mi się konstrukcja książki, która najwięcej uwagi poświęca Zofii Moraczewskiej, jednej z pierwszych posłanek w pierwszym sejmie wolnej Polski, o której jak mniemam znalazło się najwięcej informacji i dlatego też jej postać stała się osią dla narracji. Pozostałe 7 kobiet nie jest już przedstawionych tak szczegółowo i z taką pieczołowitością jak Moraczewska, ale ich historie wybrzmiewają równie dobrze. Oczywiście, wynika to z braku dostępnych źródeł, ale i to udało się autorce umiejętnie obejść, nie ujmując uwagi żadnej z posłanek. Wyjątkowo udało się autorce przedstawić każdą kobietę z osobna z całą gamą jej właściwych przekonań (bo wbrew pozorom pierwsze posełki nie zgadzały się we wszystkim ze sobą, ich życiorysy były bardzo różnorodne, tak samo jak ich pochodzenie), ale jednak na tle tworzącej się na nowo Polski, jej odbudowy i pozycji kobiety w tamtym czasie te kobiety się jednoczyły i oddawały pracy nad wspólnymi projektami. Polityka nie jest głównym tematem tej książki, mimo że jest jej w niej sporo. To książka o wyjątkowych kobietach, feministkach, silnych, z pasją, zaangażowanych, niebojących się mówić o swoich przekonaniach w czasach, kiedy głos kobiety nie był pożądanym wkładem w dyskusję, a "babie nie pozwoli przecież nikt polityki prowadzić". To tym kobietom zawdzięczamy wiele dzisiaj. Bo czy myślimy o takich ograniczeniach jak obowiązek posiadania pozwolenia od męża na podjęcie pracy zawodowej, nakaz bycia posłuszną mężowi, przewaga ojca w różnicy zdań z matką, nakaz przyjmowania nazwiska męża czy szereg ograniczeń związanych z ponownym zamążpójściem w przypadku wdowy, które już w ogóle nie odnoszę się do wdowców. Znajdziecie w tej książce portrety różnych kobiet, które znalazły się w tym samym miejscu i walczyły o te same wartości. Przeczytacie kim były zanim stały się posełkami, z kim żyły, czym się zajmowały, co myślały. Zajrzycie do ich listów, dzienników, ogłoszeń prasowych. I wpadniecie po uszy. Rewelacyjna książka, polecam Wam ją całym sercem!
Świetnie napisany i bardzo dobrze udokumentowany reportaż o tej części naszej historii, która jest nieobecna w powszechnej świadomości. Mnogość źródeł i relacji dotyczących pierwszych posełek może wydawać się przytłaczająca, ale dzięki zgrabnej narracji, której osią jest historia Zofii Moraczewskiej (co wynika zapewnię z najlepszego dostępu do informacji) przez tę książkę się po prostu płynie. Portrety wspaniałych, dzielnych kobiet i ich działań dla społeczeństwa. Miejscami przerażajace było to, jak ówczesne problemy są dzisiaj wciąż obecne (jak chociażby, co za zaskoczenie, rola kościoła katolickiego), dlatego czytajcie, pamiętajcie i wyciagajcie wnioski.
Osiem kobiet, które nawet po tych wszystkich latach, rewolucjach i przemianach pozostają niegasnącą inspiracją – „Posełki. Osiem pierwszych kobiet” w biografii Olgi Wiechnik.
Zmiana zaczyna się od słowa. Nawet takiego słowa, które jeszcze nie zaistniało w języku, które dopiero miało nadejść, ale już kłębiło się, budowało, tworzyło po cichu, wciąż nienazwane, niewypowiedziane na głos. Słowa, które określiłoby te kobiety, które zyskały głos i tym głosem mogły poprowadzić innych ku wspólnie budowanej przyszłości. Kobiety wyzwolone z oków umierającego systemu, aktywne i obecne przy kreowaniu nowego świata. POSEŁKI to jedno z takich słów, które zainspirowało zmianę. Pojawiło się wtedy, gdy do Sejmu Ustawodawczego państwa polskiego weszło nie tylko 442 mężczyzn, ale też osiem kobiet. Wbrew powszechnej opinii, wbrew wątpliwościom ich bliskich, z impetem przeobraziły świat wokół siebie i stworzyły podwaliny dla naszej współczesnej rzeczywistości.
Olga Wiechnik nie zanudza czytelnika historycznymi szczegółami, nie wnika w meandry systemu politycznego, ale w zamian tworzy spójną, niezwykle poruszającą i zaskakującą opowieść o wyjątkowych Polkach, które wzięły sprawy w swoje ręce i stanęły na wysokości zadania. Każda z bohaterek „Posełek” była inna, wywodząca się z innego środowiska, o innych konotacjach oraz przeszłości, a jednak każda z tych historii inspiruje, każda przyciąga siłą swojej postaci. Osobiste przemyślenia, rodzinne wspomnienia, fragmenty listów, biograficzne anegdoty, a wszystko to w bardzo kobiecym, bojowym duchu emocji i uniesień bohaterek połączonych wspólną sprawą. Sprawą, dzięki której my dzisiaj jesteśmy właśnie w tym miejscu historii.
Czystej ludzkiej złości. I nie dlatego, że książka jest nieciekawa (nie jest), czy źle napisana (też nie), czy że tematyka źle ujęta. No też nie. "Posełki" dozowałam sobie małymi porcjami, ponieważ nawet sto lat po wydarzeniach opisywanych przez autorkę- w polityce i polskiej mentalności zmieniło się niewiele.
Albo inaczej. Myśmy się cofnęli o cały wiek.
Gorzka to lektura, ale z poczucia obowiązku dodam że wspaniale zredagowana, obejmująca bardzo szeroki przedział czasowy i przekrój przez wydarzenia historyczne o których sama wiedziałam niewiele.
Kawał brakującej polskiej historii! Dziękuję autorce, za włożony wysiłek, by wydostać te zasłużone kobiety na światło dzienne i zrobiła to w wielkim stylu!
Jednocześnie zatrważające, że nasze losy, a losy posełek, dzieli około 100 lat, a momentami czułam się, jakbyśmy nie zrobiły ani jednego kroku do przodu💔
Naprawdę świetna lektura. Na początku nie rozumiałam, czemu opowieść o Moraczewskiej przeplata się cały czas z życiorysami pozostałymi posełek, ale szybko okazało się to jasne - chodzi nie tylko o to, że o niej wiemy tak wiele, a o innych tak mało. Jej życie stanowi też doskonałe tło dla pozostałych sylwetek. Bardzo podoba mi się też narracja - autorka podaje z pozoru suche fakty w fabularyzowany sposób, ale nie podkoloryzowany. Aż wstydzę się trochę przyznać, ale miejscami ta opowieść trzymała mnie w napięciu jak kryminał. Sporo też jest sarkazmu i ironii, subtelnej, wzbogacającej. Fascynująca książka, a bogata bibliografia pozwala łatwo sięgnąć po więcej. Poza tym jestem pod ogromnym wrażeniem doboru cytatów i fragmentów tekstów bohaterek. To jest absolutnie niesamowite - minęło 70, niekiedy STO LAT, a ich teksty są AKTUALNE. Łamie mi to serce i po prostu wścieka - od STU LAT kobiety, feministki, emancypantki trąbią - muszą trąbić - o tym samym!
Najbardziej szokujące jest to, że minęło 100 lat a w debacie publicznej nic się nie zmieniło, ciągle obracamy się wśród tych samych problemów, nadmierna dostępność alkoholu, ubóstwo, niedoinwestowanie usług publicznych, głodowe emerytury, kwestie historyczne i obyczajowe, rola i udział Kościoła w społeczeństwie, uczciwość w polityce i wiele, wiele innych.
"Polacy za dużo zajmują się ideologią, a za mało praktyczną stroną życia."
Dobrze poznawać sylwetki kobiet tytanek, bohaterek, które swoją pracą przetarły drogi kolejnych pokoleniom, walczyły o prawa kobiet w świecie, który był dużo bardziej mizoginistyczny, trudniejszy od tego, który znamy teraz. To niezwykle poruszające z jednej strony, z drugiej zaś niezwykle inspirujące.
Dzięki tej książce zobaczyłam też jak trudne było budowanie Młodej Polski, ustanawianie państwa na nowo, jak wielki to był wysiłek i nakład pracy całego społeczeństwa. Jakim ciosem musiała być druga wojna światowa i wszystko co ze sobą przyniosła.
Świetna książka, bardzo ciekawie nakreślone sylwetki pierwszych posełek. Niezwykłe, odważne kobiety, które zasługują na szacunek i pamięć.
Może lekko naciągnięte te 5 gwiazdek, ale ta książka ma punkty styczne z Chłopkami, które odniosły taki sukces czytelniczo - komercyjno - wszelaki i tak pięknie widzę różnicę jak można pisać o kobietach, o ich prawach, w tym o kobietach wiejskich, żeby zostawić jakąś przestrzeń, nie strzelać do czytelnika ideologiczną narracją i własnymi tendencyjnymi poglądami
Szkoda, że to Posełki nie odniosły takiego sukcesu jako książka, bo zasługują na to o wiele bardziej. Tak jak napisałam może dostrzegłabym jakieś minusy np wyraźną dominację w tekście postaci Zofii Moraczewskiej, może niektóre wątki można było pogłębić, ale i tak to kawał dobrze napisanego reportażu
Cieszę się że sięgnęłam po ten tekst właśnie teraz, krótko po Chłopkach. Brakowało mi tej satysfakcji z lektury, jaką w tym przypadku dostałam. Warto zapamiętać te Panie:
Zofia Moraczewska, Maria Moczydłowska, Zofia Sokolnicka, Jadwiga Dzubińska, Anna Piasecka, Gabriela Balicka, Franciszka Wilczkowiakowa , Irena Kosmowska
Bardzo jestem wdzięczna za powstanie tej pozycji, zdecydowanie jest to dla mnie jeden z najważniejszych reportaży jakie przeczytałam. Przesłanie płynące z niego w postaci wspaniałego listu/testamentu Zofii Moraczewskiej wzruszyło mnie niezmiernie jak i wpisuje się też w moje przemyślenia i poglądy.
Podziwiam te ideowe siłaczki, które swoją tytaniczna pracą, często swoim kosztem zmieniały życie swojego otoczenia jak i całego kraju na lepsze. Oczywiście jak zwykle frustrujące przy takich książkach jest to, że musiały walczyć o sprawy dosc oczywiste, sporo udało się wywalczyć , ale wciąż dużo zostaje do zmiany, a pewne czynniki zewnętrzne jak tradycja czy rola kościoła mimo, że w mniejszym stopniu to wciąż mają spory wpływ na nie.
Każdy słyszał o Jędrzeju Moraczewskim, ale już na pewno nie każdy o jego żonie, Zofii. A była to postać niezwykła, absolutnie wykraczająca myślą poza swoje czasy. Podobnie zresztą pozostałe posełki - każda z nich była inna, prowadziła inne życie, pochodziła z innych środowisk, różniła się poglądami, upodobaniami, cechami charakteru, ale łączyło je to, że nie bały się - na przekór powszechnej opinii że "babie nie wypada" - wziąć sprawy odbudowy Polski w swoje ręce. Cieszę się, że mogłam poznać ich historie, niejednokrotnie wytrzeszczając oczy w reakcji na ich śmiałe wypowiedzi i postępowe poglądy, czując ogromny podziw i sympatię. Bo autorka przedstawia nam ich sylwetki nie tylko jako tytułowych posełek, polityczek, działaczek społecznych - ale też jako ludzi. Wspaniałe, odważne kobiety, którym tyle zawdzięczamy.
,,A dlaczego nie ma fundacji/manifestacji/dodatkowych urlopów/blablabla dla mężczyzn”. Otóż ta książka właśnie ilustruje czemu, pokazując pracę, jaką kobiety musiały wykonać nie tak dawno, bo sto lat temu, by zyskać prawa całkiem podstawowe - do własnego majątku, wykonywania pracy zawodowej, rozwodu czy ustalenia ojcostwa. Tytułowe posełki i inne działaczki nie zrobiły tego czekając, aż ktoś łaskawie uzna ich postulaty za dość ważne. Zrzeszanie się, głośne artykułowanie potrzeb - to od początku stanowiło podstawę ruchów kobiecych. Uprzywilejowani w ten sposób walczyć nie muszą, zatem również nie umieją. Nie dysponują zbiorowym doświadczeniem, z którego można czerpać. Według mnie to lektura obowiązkowa, świetnie napisana, oparta o ogromną pracę badawczą. Oczywiście, dystrybucja historii zebranych w książce nie jest równa, bo część bohaterek to postaci dziś już niemal zapomniane. Tym bardziej warto się z nimi zapoznać. Przy okazji, trudno całość nazwać patetyczną czy polukrowaną - autorka nie stroni od pokazania środowiskowych konfliktów czy politycznych rozczarowań. Polecam szczególnie czytelnikom ,,Służących”. W papierze wygodniej! Przynajmniej mnie zdecydowanie ułatwiłby nawigację po przypisach, które są godne uwagi.
Zabrałam się za nią, gdy miałam problemy ze skupieniem się, więc momentami strasznie mnie językowo przytłaczała.
Przytłaczało mnie też to, jak kobiety były (są) pomijane, jak się drwi z ich osiągnięć, ignoruje pomysły, jak się je wciska w kąt, do kuchni. Jak się o nich zapomina. No bo kurde! Czy ktokolwiek słyszał o którejkolwiek z tych kobiet na lekcjach historii? Ja ani razu.
A wszystkie z nich odegrały znaczącą rolę w odbudowie Polski. W walce o prawa, które teraz mamy. W walce o biedniejszych, uboższych, gorzej traktowanych. O rodziny.
Najbardziej przeraża mnie to, że momentami miałam wrażenie, że czytam o współczesności. Że czytam o kobietach żyjących tu i teraz. O nas.
Każda powinna znać tę herstorię, bo pokazuje z jaką trudnością uzyskałyśmy prawa, a jak łatwo jest nam je odebrać.
Książka wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Najprawdopodobniej olbrzymie znaczenie w jej postrzeganiu ma moja płeć i fakt, że robię to, co robię. Lektura boleśnie uświadomiła mi, jak wyglądało życie kobiet jeszcze sto lat temu i z czym walczyły tytułowe “Posełki”. Sto lat – niby dużo, ale przecież to czasy gigantycznego rozwoju nauki, technologii, przemysłu. Wiadomo, postęp dotyczył mężczyzn. Kobietom tradycyjnie nic się nie należało. Nawet prawo do nauki (po co – skoro nie ma wśród elity naukowej kobiet, dawać im możliwość kształcenia się). Zakaz nauki na uniwersytetach kobiet, przecież nie jest żadną przeszkodą, by stać się naukowcem. Kobiety są po prostu bardziej ograniczone - mogły przecież być samoukami i zdobyć kilka prestiżowych nagród bez dostępu do laboratoriów. Skoro tego nie zrobiły - po co im wykształcenia - lepiej niech siedzą w domu. Mogą zawsze nająć się na służbę. Należy pamiętać jednak, że 20 godzin pracy na dobę to norma a przeforsowanie ustawy o złagodzeniu warunków pracy służby domowej jest poza zasięgiem, gdyż “zabrania ona zlecania służącej pracy zagrażającej zdrowiu i życiu”. Jest jeszcze kilka fragmentów, które pokazują w jak oczywisty sposób dyskryminowano kobiety, np. ten, wskazujący na prawo zgodnie z którym - nauczycielka po wyjściu za mąż - traci pracę lub ten, w którym “bękarty i ich niemoralne matki – nie mają żadnych praw, a zgodnie z Artykułem 305 Kodeksu cywilnego – poszukiwanie ojcostwa jest zabronione”.
Nie wyobrażam sobie codziennej pracy w sejmie tych kobiet. Jaką musiały mieć determinację, by każdego dnia zmagać się z uprzedzeniami, brakiem empatii a mimo wszystko stawiać czoła codziennym problemom i walczyć o to, co dzisiaj jest dla nas codziennością.
Nic mnie tak nie irytowało w ubiegłym roku jak wysyp miernych produkcji okołorocznicowych - książek, albumów, komiksów, sztuk teatralnych i imprez masowych. Słowo “niepodległość”, choć brzmiące dumnie stawało się usprawiedliwieniem dla wszelkiego rodzaju kiczu i złego gustu, o ideologicznych manipulacjach nie wspominając. Dlatego dobrze, że “Posełki” Olgi Wiechnik ukazują się niejako niezależnie, niepodlegle od tej - skądinąd wspaniałej - rocznicy. Opowieść o pierwszych posłankach to opowieść o emancypacji kobiet, o ich różnorodności i wspólnej sile. O tym, że solidarność można budować ponad podziałami i najlepiej potrafią robić to kobiety.
Książka o kobietach: o ich walce z nierównością płci, o ich determinacji i zaangażowaniu w zmianę świata na lepsze, o chęci bycia nawet nie lepszą, ale równą, tak po prostu. Czytajcie, działajcie, walczcie o siebie, tak jak one walczyły o nasz głos te 100 lat temu.
Nosz psia mać, dosłownie aż się gotuje ze złości. Gdzie są te kobiety w polskiej historii ktoś mi wyjaśni?! Jasna cholera cała moja jakakolwiek wolność jednostkową zawdzięczam im, a gdybym sama nie siedziała w książkach to tylko skrawkowo mogłabym o nich usłyszeć. A oczywiście o budowaniu Polski po rozbiorach jest od cholery i trochę. Piłsudski to Piłsudski tamto… a takiego wała! Recenzja absolutnie wysokich lotów jak widać ale wyć mi się chce. I co najgorsze…. Pomysły, które obecnie jakoś tam przechodzą w rządzie, pokazywane są nam jako rewolucyjne i jako laska najwyższa te kobiety próbowały 100 lat temu wprowadzic. Naprawdę dzień w dzień dziekuje takim osobom, jak autorka za odkopywanie pamiętników i danych tych działaczek. A im samym za prawa które mam teraz. Lektura obowiązkowa, chyba nie muszę dodawać.
Kobiety wreszcie doczekały się swoich praw! Recenzja książki „Posełki. Osiem pierwszych kobiet” – Olgi Wiechnik
Czy znasz datę odzyskania przez Polskę niepodległości? Czy wiesz, kto był pierwszym premierem wolnej Polski? Czy wiesz, jak miała na imię przynajmniej jedna posłanka, która weszła w skład pierwszego sejmu II RP?
Na pierwsze pytanie odpowiedź zna prawie każdy, na drugie, spora część społeczeństwa, na trzecie prawie nikt. Olga Wiechnik w reportażu historycznym „Posełki. Osiem pierwszych kobiet” przywraca posłankom wchodzącym w skład pierwszego sejmu II RP należne im miejsce w historii.
Bardzo ciekawa jest kompozycja całego reportażu. Większą część książki stanowi biografia Zofii Moraczewskiej. Kobieta zauważyła ciekawą rzecz: mężczyźni pozostawiają po sobie wiele dokumentów, listów, pamiętników. Dlatego zdaniem Moraczewskiej, pamięć o męskich dokonaniach jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Kobiety natomiast skupiają się na działaniu. Z tego powodu Moraczewska postanowiła zostawić po sobie ślad w postaci solidnej dokumentacji. Oprócz opisu życia Moraczewskiej, w „Posełkach” znajdują się biografie pozostałych posłanek. Niektóre krótsze, inne dłuższe. Wszystkie napisane we wspaniałym stylu i doskonale udokumentowane (dużą część książki stanowią przypisy oraz bibliografia).
Wiechnik poświęca wiele czasu na opisywanie życia i charakteru każdej z pań. Dużo mniej treści stanowi ich działalność w sejmie. Być może wynika to z tego, że u większości bohaterek bycie posłanką było mało znaczącym epizodem w długim, fascynującym życiu. Autorka pokazuje z czym musiały mierzyć się pierwsze kobiety w sejmie: nieufnością, nietolerancją, pomniejszaniem kompetencji. Przez pryzmat działalności posełek, czytelnik może zobaczyć, jakie problemy trapiły kobiety sto lat temu, by po chwili refleksji odkryć, że pozostają one boleśnie aktualne. Pierwsze posłanki łączyło wiele, np.: praca u podstaw rozumiana jako edukowanie od najmłodszych lat. Podkreślanie znaczenia małej ojczyzny oraz tego, jak ważne są działania na rzecz lokalnej społeczności. Dzięki temu, że wszystkie osiem kobiet znały nie tylko obyczaje ziemiaństwa, ale wiedziały doskonale, jak wygląda życie niższych warstw społecznych, wiedziały, że kobiety niezależnie od tego, czy są robotnicami, chłopkami, służącymi, urzędniczkami, czy arystokratkami, łączą takie same przeżycia i problemy: przemoc, brak rozwodów, brak dostępu do edukacji, brak pieniędzy. Pierwsze posłanki miały również ciekawe podejście do feminatywów, które (o zgrozo!) budzą większe kontrowersje niż sto lat temu (w międzywojniu naturalne było to, że jeżeli pojawia się nowy zawód, to tworzy się dla niego nazwę męską i żeńską). Panie uważały, że feminatywy tworzą nową tożsamość kobiet. Podkreślają ich sprawczą rolę i nadanie im nowych praw społecznych i ekonomicznych. Zaakcnetowanie, że mimo różnic kobiet i mężczyzn, obie płcie pozostają równe. Pokazują, że żeńska część społeczeństwa to nie tylko XIX-wieczna Matka Polka, ale także osoba sprawcza, wyedukowana, która potrafi sama zadbać o siebie i swoją rodzinę.
Świetna książka, którą każdy powinien przeczytać. Bardzo dobrze napisana, a przy tym niesamowicie smutna. To ile te kobiety zrobiły i poświeciły, a mimo wszystko nie wspomina się o nich i ich osiągnięciach tylko podkreśla to, że mimo tego ile rzeczy się zmieniło w przeciągu tych 100 lat kobiety nadal są na gorszej pozycji.
"Najdroższe moje - porzućmy zdecydowanie i raz na zawsze to jakieś nasze prawdziwe czy udane dla różnych celów utylitarnych poczucie kompleksu niższości. Nie jesteśmy ani odrobinę mniej warte czy mniej mądre od mężczyzn – jesteśmy tylko inne".
Myślę że książka ta ma pod wieloma względami zły tytuł. Myślałam, że sięgam po książkę i silnych polskich kobietach, zawziętych polityczkach. Coś z czym się nie identyfikuje i wiele kobiet nie. Chciałam odrobić zaległą lekcje z historii.
Nie spodziewałam się, że jest to książka nie tyle o polityce co o Polsce w okresie przed 1 wojna, w trakcie, dwudziestoleciu międzywojennym, 2 wojnie. O historii Polski nie przez pryzmat, walk, ugrupowań, dat, ale ludzi, tego jakie było myślenie w tej Polsce o rachunach i ideach, jak ludzie się zakochiwali i troszczyli o rodziny, jak wyglądała praca i rodzina, jaki był język i co było największym problem. Jest to urocza po prostu książka o losach 8 kobiet i ich rodzin z tamtego okresu. Pokazuje pełny obraz polskiej rzeczywistości.
Niezwykle ważna książka. Przyznam, że po zakończeniu jej płakałam przez 10 minut, głównie z frustracji i żalu, który spowodowany był opisanymi w książce wydarzeniami. Najbardziej jednak frustruje mnie brak pamięci o posłankach w historii Polski. A przecież wszystkie przyczyniły się do odbudowy naszego kraju po rozbiorach, emancypacji kobiet, powstaniu konstytucji.
Lektura ciekawa, inspirująca i niestety często przygnębiająca (w tych momentach, kiedy problemy sprzed stu lat są nadal boleśnie aktualne). Brawa dla autorki, która postarała się zrekonstruować życiorysy nawet tych posełek, o których wiadomo niewiele.
Ta książka jest obowiązkowa dla każdego kto mówi coś w stylu, że"przecież w Polsce kobiety miały prawa wyborcze zaraz po odzyskaniu niepodległości, więc kobiety miały się dobrze"
Znakomita! Przeniesienie w realia tych trudnych dla Europy lat przełomu wieku XIX i XX przez pryzmat losów kobiet. Losów ogromnie skomplikowanych, zupełnie dla Nas dzisiaj niezwykłych. A do tego kobiet niezwykłych, posiadających wizje i odwagę do tego aby zmieniac swiat. Chciałbym powiedziec *osob* tylko w tych realiach byłoby to lekkim nadużyciem. No wlasnie. Tylko czy my dzisiaj mozemy mowic, ze realia są aż tak rozne, ze już jest dobrze? Ze mozemy spoglądać na te czasy jako bardzo odległa przeszłość czy raczej powinnismy spojrzec w lustro i powiedziec - wciąż jestesmy jeszcze w krzakach, z myśleniem o dostępie do edukacji dla wszystkich, o równych szansach i wreszcie o równouprawnieniu? Z punktu widzenia czasu pewnie nie, tylko czy to znaczy ze jest ok? W moim przekonaniu taka lektura obowiązkowa dla szkół w ramach Historii, WOS czy języka ojczystego. A jak kto nie czytał wtedy, to do dzieła!