Marek Drelich to prawdziwy mistrz złodziejskiego fachu. Żyjący na uboczu przestępczego świata jest zawsze skrupulatnie przygotowany do każdego skoku, a podczas akcji opanowany i, gdy trzeba, bezwzględny. To, co sprawdza się w nietypowej pracy, niekoniecznie działa w życiu prywatnym. Mimo to Drelich wraz z byłą żoną dokładają starań, by wspólnie wychować dwójkę dorastających dzieci, Zosię i Nikodema. Gdy przychodzi moment wyboru, złodziej wie, że szykowany właśnie napad będzie jego ostatnim. Tymczasem w niewielkiej miejscowości na Opolszczyźnie bezwzględna sekta, pod przewodnictwem charyzmatycznego guru Kamaza, obejmuje pobliski ośrodek wczasowy. Na ich zajęcia trafia przebywająca na wakacjach u dziadka Zosia Drelich, wobec której przywódca rodziny ma bardzo konkretne plany.
Człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Pisarz, komik stand-upowy, publicysta, podróżnik. Autor ponad dwudziestu książek, a także licznych opowiadań, słuchowisk, artykułów, sztuk teatralnych i scenariuszy.
Oj wymęczyła mnie ta książka. Po naprawdę sprawiającej przyjemność (wiadomo, że eskapistyczną, taki to gatunek) pierwszej części, gdzie był i ciekawy współczesny pomysł na intrygę, i tempo, i dobre zwroty akcji, i sprawnie poprowadzone równoległe wątki rodzinne, pogłębiające i urealniające głównego bohatera, tutaj przez większość książki nic się nie dzieje (a jeśli nawet to nieprawda, bo wiadomo, że jednak dziać się musi, to tak przewidywalnie, letnio i niezajmująco, że nie podnosi tętna), postaci, w tym te z poprzedniej części, są raczej kartonowymi wersjami samych siebie, a główny temat - gasp! - sekty potraktowany jest tak pretekstowo, że wszystko, co go dotyczy (włącznie z "indiańską" fiksacją głównego drewnianego złola), ma taki najntisowy vibe Bravo Fotostory. Nie żeby dziś sekty nie istniały, ale jednak we współczesnej powieści sensacyjnej człowiek oczekiwałby podejścia do tematu - no właśnie, na miarę współczesności. Zawód tym większy, że w pierwszej części cyklu osią intrygi było właśnie wiarygodnie XXI-wieczne zagrożenie.
Na domiar złego marnie jest w warstwie językowo-redakcyjnej, co nie pomaga w lekturze. Nie podejmuję się ocenić, ile tu zawinił autor, a ile redaktorka, ale zgaduję, że dzielą się zasługami. To, co w całym tekście dzieje się z imiesłowami, nie jest dla ludzi o słabych nerwach ("Na wysokości Rawy kazał mu zjechać z trasy w Zawadach, kierując się na Skierniewice") i ktoś powinien był to wyłapać przed drukiem. Z kolei hiperpoprawność w zakresie czy to szyku i doboru słów ("Możesz, najpierw jednak otwórz auto" - mówi w dialogu bohater, mimo wszystko bandzior, do innego bandziora, trzymając go na muszce, bo kto to słyszał, żeby w takiej chwili powiedział "ale najpierw" ), czy form bezosobowych (o dole w ziemi, przygotowanym przez dwóch ludzi znanych zarówno czytelnikowi, jaki bohaterowi, czytamy: "miejsce ukryto skutecznie, starannie wysypano ściółkę, zaciągnięto gałąź, zamaskowano krzakami"), czy nawet użycia wołaczy, uparcie stosowanych wbrew wszelkiej wiarygodności przez wszystkie postaci, wskazywałaby na to, że tam, gdzie nie trzeba, redakcyjny hebel wszedł pewnie za mocno. Nagminne posługiwanie się przez narratora w całej książce rzeczownikami typu "olbrzym" i "wielkolud" (bo wiecie, jest wysoki), żeby nie powtarzać ksywy głównego antagonisty, również nie sprzyja powadze i nie buduje wrażenia panowania nad materią języka.
Ogólnie szkoda, bo we mnie żyje również taki bardzo prosty czytelnik, którego można złapać za gardło konwencjonalnie trzymającą w napięciu fabułą, a tu miał być rzekomo jeden z najlepszych kryminało-sensacyjniaków minionego roku, tymczasem zupełnie nie. Fatalnie nie jest, czyta się, podążałem do finału z nadzieją, że przynajmniej on dostarczy emocji, ale... rzecz kończy się szybko, z grubsza właśnie tak, jak można się spodziewać po pierwszych kilkudziesięciu stronach, i w sumie tyle. Bardzo przewidywalna książka.
Pod względem wartkości akcji, sposobu narracji i audiobookowej interpretacji książki przez Filipa Kosiora drugi tom przygód Marka Drelicha trzyma poziom. Podobny jest też zamysł przeplatania wątków zawodowych sympatycznego złodzieja z jego zaangażowaniem w naglące sprawy sięgające sfery prywatno-rodzinnej.
Jak zwykle perfekcyjnie przygotowany napad, tym razem na jubilera w galerii handlowej Silesia, miał ostatecznie zamknąć karierę złodziejską Drelicha. Coś poszło nie tak, czyli łup przepadł, ale na szczęście policja choć zbulwersowana skalą rabunku, na razie błądzi jak we mgle. Pewne informacje na temat tego, co się właściwie stało docierają do lekko poturbowanego Drelicha za pośrednictwem Kracha, jego mentora i łącznika ze światem zewnętrznym. Tymczasem jednak jego uwagę przyciągają wieści z Gronowa na Opolszczyźnie, gdzie na wakacjach u dziadka przebywa szesnastoletnia Zosia Drelich, przeżywająca właśnie swą pierwszą miłość i to - o czym dowiaduje się Iza, była żona Drelicha - do chłopaka należącego do sekty niejakiego Kamaza.
Od tego momentu sprawa napadu w Silesii ustępuje miejsca operacji pt. Sekta. Na początku nie byłam takim zwrotem akcji specjalnie zachwycona, bo temat wydał mi się zbyt społecznie, psychologicznie i emocjonalnie ważki, aby rozgrywać go w tego typu literaturze. Trzeba jednak przyznać, że kładąc nacisk na informacyjno-operacyjne poczynania Drelicha i na bezwzględność ostatecznej rozgrywki z charyzmatycznym guru sekty i jego najwierniejszymi przybocznymi książka nie tylko trzyma w napięciu i zaspokaja rudymentarne pragnienie sprawiedliwości, ale również obnaża jednocześnie podstawowe mechanizmy sekciarskich manipulacji i zakłamania.
Przy czym warto zauważyć, że Drelich nie gra solo. Choć z paru powodów, na przykład słusznie podejrzewając o korzystanie przez sektę z policyjnych źródeł, przygotował tę operację jako wojnę prywatną, ale korzysta z pomocy nie tylko członków rodziny i zdrajców sekty lecz również skłonił do współpracy Kracha oraz zwerbowanych przez niego ludzi. I jak zwykle jest wobec swych wspołpracowników bezwzględnie lojalny. Trochę szkoda tylko, że wobec Izy wykazuje cały czas dziwną, nieco rozczulającą bezradność.
Jeśli lubicie powieści sensacyjne, to koniecznie musicie sięgnąć po "Drelich. Nim braknie tchu" Jakuba Ćwieka.
Ta książka jest tak genialnie napisana, że czyta się ją jak najlepszy scenariusz filmu sensacyjnego. Drelich - główny bohater to postać nietuzinkowa. Złodziej, który skrupulatnie planuje każdy skok, nie rzuca się w oczy, a do tego utrzymuje dobre relacje z byłą żoną i nie uchyla się od obowiązków ojcowskich. Tym razem Drelich postanawia, że robi ostatni skok i przechodzi na emeryturę, bowiem zdecydowanie więcej czasu trzeba poświęcić dorastającym dzieciom. Ale jak to zwykle bywa, los kpi sobie z planów i nic nie idzie tak jak powinno. Nieoczekiwanie dla Drelichów dojdą inne kłopoty, bowiem zostaną wplątani w sprawę sekty, której przewodzi charyzmatyczny Kamaz, mający plany wobec córki Drelichów.
W tej książce wszystko jest dopracowane od a do z. Nie brakuje dynamicznego tempa i zaskakujących zwrotów akcji. W tej części (jest to drugi tom serii) autor zwraca szczególną uwagę na sposób działania sekty. W jaki sposób werbuje się członków, jak członkowie sekty potrafią być bezwzględni w dążeniu do obranego celu i w jaki sposób potrafią manipulować członkami, by było ślepo oddani i ulegli.
Według mnie wszystko tu gra idealnie, nie ma przypadkowych bohaterów, naciąganych czy prztysowanych scen. Czytało mi się tą powieść rewelacyjnie i mocno trzymałam kciuki za Drelicha. No nie da się gościa nie lubić.
Czytając Ćwieka zwyczajowo jestem jakieś dwie książki do tyłu - nie chcąc żeby zrobiły się z tego trzy, przyszedł najwyższy czas nadrobić kolejnego Drelicha.
Pierwszy był ok, natomiast czytało się go trochę.. niewygodnie - Ćwiek jest dobry w klimaty gatunkowe ale tego konkretnego najwyraźniej dopiero się uczył.
No i nauczył, bo “Nim Braknie Tchu” pochłonąłem niemal na strzała. Dialogi, opisy, przeskoki wątków - wszystko to po prostu zagrało; całość czytało się tak dobrze że niemal nie było dobrych momentów na odłożenie czytnika.
Kolejny element który moim zdaniem wyszedł na plus to… mniej Drelicha w Drelichu - postać tego kalibru (celowo tak napisana, bo jednak trzymamy się konwencji) skupia na sobie uwagę czytelnika w tak dużym stopniu że zasłania tło; tło które w tym przypadku jest znakomite.
Tak dobrze napisanej gruby bohaterów pobocznych jak “rodzina” Kamaza nie spotkałem w żadnym tekście od dawna - każda jedna z naprawdę licznych postaci miała swoje miejsce w opowieści, motywacje, charakter; cała ta sekta żyła ale nie stanowiła monolitu; jest to mistrzostwo świata jeśli chodzi o opisy dynamiki między ludźmi których wiele łączy, ale sporo dzieli (pomijam już wietnamskie flashbacki związane z niektórymi rodzinnymi świętami które niektóre opisy u mnie wywołały).
Wplątanie rodziny głównego bohatera w intrygę wyszło dość naturalnie; nie ma tu żadnych niesamowitych splotów okoliczności - ot, życie.
Włam z początku opisany jest naprawdę nieźle; nie musiałem się wysilać żeby przedstawione sceny wyobrazić sobie w filmie czy serialu - nieprzekombinowany; sprytny i w sumie realistyczny. Tak samo podoba mi się odejście od hiper-dokładnych opisów walk wręcz z pierwszego tomu których (jako ktoś kto w życiu co najwyżej mało finezyjnie obrywał pięścią po twarzy) momentami nie rozumiałem - tu byłem w stanie nadążyć za akcją.
A już całkowitą wisienką na torcie jest mrugnięcie okiem w stronę miłośników Indiany Jonesa - i pozostawię to bez rozwinięcia żeby nie spoilerować za bardzo.
Jest to moim zdaniem najlepsza książka Ćwieka - o ile klimat “Chłopców” bardziej do mnie trafiał, to w sumie cieszę się że szczyt umiejętności pisarskich przypadł na serię która dopiero się rozkręca.
Ostatni skok i Drelich przechodzi na emeryturę. Ale za to jak spektakularna! Zaplanowana w najdrobniejszych detalach, jak na Drelicha przystało. A jednak…. Coś poszło nie tak… W dodatku, okazuje się, że na jego córkę, która spędza wakacje u dziadka, ma chrapkę pewna podejrzana sekta. Niby wszystko gra, nastolatka chodzi radosna, z własnej woli odcięła się komórki, chętnie pomag aw opiece nad dzieciakami. A jednak do Izy przychodzi jej dawny znajomy i przestrzega przed tym, co może czekać na Zuzkę ze strony "rodziny". Chcąc, nie chcąc, Drelich zostaje wplątany w grubą sprawę! Jak to wszystko się potoczy? I kto z tego starcia wyjdzie cało? Czy determinacja w wyrwaniu własnej córki ze szpon sekty wystarczy przeciwko dobrze zorganizowanej organizacji i jej charyzmatycznemu przywdócy? Jak zwykle u Jakuba Ćwieka akcja nabiera iście hollywoodzkiego tempa. To nie tyle kryminał, nie obyczajówka, co rasowa powieść sensacyjna! Dzieje się dużo, jest sporo naprawdę świetnie rozpisanych starć, a w tle historia która sprawi, że niejednemu rodzicowi przebiegną po skórze ciarki. Uważam, że motyw sekty jest jednym z bardziej poruszających zarówno w książkach jak I w filmach. Niesamowite wrażenie sprawia obserwowanie mechanizmów jakimi posługują się wszelkiego rodzaju guru. Z jaką łatwością potrafią budowac zaufanie i wabić do siebie niczego nie podejrzewające ofiary. Trzeba wykazać się naprawdę silną wolą oraz mieć wsparcie ze strony najbliższych, żeby móc się z takiej pułapki wydostać. Książkę czyta się w napięciu i z zapartym tchem obserwuje się rozwój wypadków. Kuba nie szczędzi nam tutaj zwrotów akcji! Dziękuję wydawnictwu za możliwość wzięcia udziału w booktourze z tym tytułem.
Ma większość wad i zalet "Prosto w splot", odsyłam więc również to mojej recenzji tamtej książki, a tu skupię się przede wszystkim na różnicach.
UWAGA! BĘDĄ MAŁE SPOILERY!
1. W pierwszej książce było dobrze widać, że autor pieczołowicie przygotował się do pisania - ilość szczególików "technicznych" (nawet w takich tematach jak pieczenie ciastek) była "w sam raz", tj. czytelnik czuł, że się postarano, ale nie był też zasypany informacjami nie do przeparsowania. W tym tomie niby widać podobne podejście, ale wszędzie poza jednym (najważniejszym?) aspektem - czyli SPOILER! sektami. Myślałem, że Ćwiek poświęci więcej miejsca "wyrywaniu" osób (zwłaszcza pewnego konkretnej osoby) ze szponów tego typu organizacji, ale on po prostu nie podjął rękawicy. W sumie go rozumiem, bo mega-trudny temat, a książka musi mieć żwawe tempo i być ciekawa. Poza tym, idąć na skróty łatwo w tym temacie popaść w śmieszność. Niby zatem tego uniknął, ale niedosyt jest.
2. Książka jest sztucznie wydłużona o wątek Silesii. Nie jest to zły wątek, ale o ile w przypadku poprzedniej książki wątki przepięknie współgrały, to tu jest mały dysonans.
3. Sama sekcja kończąca (finał, domykanie wątków, itp.) również trochę poniżej poziomu tomu pierwszego.
To wcale nie jest tak, że się źle bawiłem - napięcie (zwłaszcza w 1-szej połowie) było top-notch, ale koniec końców książka wg mnie na 5 gwiazdek nie zasługuje (nawet w kategoriach czystej rozrywki). Dlatego 4.2, zaokrąglone w dół.
bałam się sięgać po tę ksiązkę, bo pierwsza część bardzo mi się podobała i myślałam, że nic jej nie dorówna. na szczęście się myliłam, bo ponowne spotkanie z Drelichem zachwyciło mnie jeszcze bardziej. w drugiej części mamy do czynienia zupełnie z nową historią, jednakże wątki obyczajowe z poprzedniej książki zostały doskonale rozwinięte, dzięki czemu mogliśmy jeszcze bardziej zrozumieć bohaterów i zżyć się z nimi. tematy, które porusza Ćwiek w tej części są dość niekonwencjonalne i wydaje mi się, że nie są takie proste do opisania, natomiast autor doskonale poradził sobie z tym zadaniem. czytałam w swoim życiu mnóstwo kryminałów i serii kryminalnych, ale pokuszę się o stwierdzenie, że seria o Drelichu zasłużyła na czołowe miejsce w moim rankingu. już nie mogę się doczekać następnych części i tym razem sięgnę po nie z dużymi oczekiwaniami.
Trudno nie polubić Drelicha za jego opanowanie i błyskotliwy umysł. Jest o wiele naturalniejszy niż Profesor z "Domu z papieru", a dzięki niezwykłej relacji z rodziną też bardziej ludzki. Tematyka sekt mnie zawsze porusza i zaskakuje, a motyw manipulacji na tak dużą skalę budzi grozę. Kuba prowadzi akcję wybornie - z fajerwerkami (jak akcja w galerii),ale i niekiedy w ciszy (jak sceny na ranczu),przesycając czytelnika strachem. Doskonała kreacja Kamaza i Cypriana.
Cóż mogę powiedzieć? Kolejna część Drelicha nie zawiodła. Jakub Ćwiek wie jak trzymać czytelnika w napięciu. Kolejne akcje, tym razem z większym udziałem bliskich Drelicha. Dziwne zbiegi okoliczności, zwroty akcji, sekta, która powoli i niepozornie wciąga córkę Drelicha- Zosię. Usiądź wygodnie i zapnij pasy. Czeka cię ostra jazda czytelniku.
Przesłuchane jak pierwsza część w audiobooku odegranym przez najlepszego Filipa Kosiora. Proszę, niech ta seria ma kontynuację. Tutaj wszystko gra: fabuła wciągająca, postacie dobrze napisane (Ćwiek dobrze pisze typowych sk*rwoli) i kapitalne dialogi składają się na książkę świetną w swoim gatunku.
Pierwsza część Drelicha to była moja ulubiona książka ubiegłego roku dlatego miałam bardzo wysokie oczekiwania od tej części - no i się nie zawiodłam, w tej książce po prostu wszystko się zgadza!
Świetna literatura rozrywkowa. Mistrzowski język i zwięzły styl. Fabuła trzymająca w napięciu, pełnokrwiści bohaterowie i brak logicznych dziur. Ćwiek po raz kolejny w znakomitej formie.
Szybko przeczytane/wysłuchane po pierwszej części. Nieprzekonująca fabuła i słaby finał. Dużo mniej scen z życia rodzinnego. Fantastyczny audiobook czytany przez Filipa Kosiora
No pękł drugi Drelich. W niecałą dobę. Czy jest lepszy od pierwszej książki? Z pewną przykrością stwierdzam, że jak dla mnie NIE. Ale... Drugi Drelich nie jest też gorszy niż pierwszy. Z przyjemnością wróciłem do przygód owego Pana, z przyjemnością czytałem o jego perypetiach. Towarzyszyło mi też grono ciekawych postaci - zarówno pozytywnych i negatywnych. To zresztą jest bardzo mocny punkt obu książek - postacie. Świetnie wykreowane i wiarygodne. Także relacje między nimi wypadają wiarygodnie. Fabuła trzyma w napięciu od początku do końca i chce się dowiedzieć co będzie dalej. Mamy także kombinowanie ze schematami. Spodziewamy się pewnych rzeczy które nie następują w sposób którego oczekujemy. Kolejny duży plus aby wyłamać się z konwencji ładnie, jednocześnie ją szanując. PLUS. Tak więc co mi zgrzyta? Drobiazgi. Na tym etapie serii o Drelichu są to drobiazgi. Mam nadzieję, że Pan Jakub nie pójdzie w stronę rodziny targanej plagami kolejnych dramatów z których każdy będzie jeszcze większy niż był poprzedni. Kolejna rzecz to jakoś za mało było mi tej Drelichowej rodziny. W poprzedniej książce miałem wrażenie iż było dzieciaków i ex żony więcej. Bardzo mi się to podobało. Tutaj też tego nie brakuje ale jest tego mam wrażenie mniej i jest to przesunięte za bardzo w tło (może to zabieg celowy?). Nie mam też problemu iż ta książka to taki mały skok w bok od wydarzeń z poprzedniej choć nie zostały tu one zignorowane i czekają na swoją kolej (akurat tego - jak tylko się zorientowałem iż mamy ów skok - się spodziewałem). Dla was czytelnicy także nie powinno to zrobić różnicy. Książka się świetnie sama w tym broni. I tak jak zwykłe zabrakło mi weny do dalszych rozważań więc powiem tylko... czytajcie 🙂 Moja ocena: 8/10 Książka to: Drelich. Nim zabraknie tchu. Autor: Jakub Ćwiek P.S. Rozbawiło i w pewien sposób mnie rozczuliło nawiązanie do pewnej książki pewnego Pana na podstawie której powstał film który niedawno miał premierę w kinie 😉 P.S. Chciałbym zobaczyć ekranizację Drelicha.