Czy można przyzwyczaić się do końca świata? Damian Kowal w swojej debiutanckiej powieści Ćwirowidło opisuje rzeczywistość, która przesunęła się o kilka klatek w stronę apokalipsy.
Wrocław nie jest już częścią Polski, tylko wielokulturowego, otwartego na przybyszów z zewnątrz Śląska. Zmieniają się nazwy ulic, słyszane na nich języki, znikają zwierzęta, pojawiają się nowe rośliny. A przede wszystkim – brakuje wody. Podobno ktoś gdzieś widział wróbla. A przecież wyginęły. Zmianie nie ulegają kompleksy Daktarego – głównego bohatera, który słuchając japońskiego popu, przemierza miasto, z lękiem sprawdza stan konta, szuka zleceń, najważniejsze, że czynsz ma już zapłacony.
Ćwirowidło to opowieść o końcu świata, jaki znaliśmy, katastrofie klimatycznej i moralnym niepokoju, który dopada w momencie, kiedy akurat jesteśmy bez pieniędzy, pracy i perspektyw.
Książka Kowala jest trzymającą w napięciu historią o naturze, patodeweloperce, kompromisach, wyzysku w pracy i niepewności. Poznajemy świat, w którym najbardziej luksusowym towarem jest woda, a codzienność jest walką o byt, memami i fragmentami niedokończonych rozmów. A czasem atakiem wielkich, niebezpiecznych ptaków. To nie „Jurassic Park”, to Dolny Śląsk za kilka lat. „XD” – jak mówią przyjaciele.
Kowal w Ćwirowidle stawia pomnik nieśmiertelnej sile natury, eksplozji przyrody, miłości do ptaków i radości wbrew wszystkiemu. Political fiction, ale wcale nie do końca fiction, bo przecież w tym Wrocławiu rozpoznajemy znajome ścieżki i stare problemy. Prozatorski debiut Kowala to portret świata płonącego niemocą i rewolucją, folder zdjęć, screenów, linków, fragmentów konwersacji. A ostatnia kwestia brzmi: „Na pohybel wszystkim”.
Przeczytajcie, póki jeszcze lato. A jeśli teraz nie zdążycie, to w następne lipce. Przydałaby się playlista na Spotify ze wszystkimi utworami, które zostały przywołane w książce.
O książce powiedziała mi znajoma w pracy a jako że jestem ciekawska to przeczytałam i teraz ja będę mówić o niej dalej. Kurcze podobało mi się mega chociaż próg wejścia miałam dość ciężki. Mega urzekło mnie to że mimo że nie jestem rodowitą wrocławianką to książka poprzez takie drobne aspekty jak wspomnienie wykładów w Barbarze pozwoliła mi poczuć jakąś więź z tym miastem. Podobało mi się mocno prowadzenie fabuły bo przez to, że skupiłam się tak mocno na aspektach wyglądu świata nie zauważałam jak bardzo wydarzenia poszły do przodu. Przez to książka wydawała się taka przyjemna i nienachalna. Poza tym dylemat głównego bohatera rozpracowany mistrzowsko (utożsamiałam się z nim zarówno przed dołączeniem do strajku jak i po). Duży plus ode mnie leci za skupienie się na wróblach. Kocham brubelki.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Mam mieszane odczucia. Wciągająca, kilka razy nawet zasmiane na głos, ale nie mam pewności czy w momencie w którym autor by tego sobie życzył. Cringe mocno się ściele, ale może taki był zamysł? Opisy ptaków, przyrody - cudowne! Te wątki podobały mi się najbardziej. Smaczkiem jest akcja powieści, tocząca się na terenie Wrocławia, to całkiem przyjemne móc umiejscowić sobie to wszystko w tak konkretnych miejscówkach. Do tego muzyka jako tło, czy nawet równoprawny bohater, super sprawa. No bo kto z nas nigdy nie zniszczył się muzyką? :D
Cóż, czekam na kolejne powieści, bo liczę, że będzie tylko lepiej!
Świat przedstawiony w Ćwirowidle jest całkiem ciekawy i przerażająco łatwy do wyobrażenia. Fabuła nie porywa, większość akcji rozgrywa się na ostatnich 50 stronach. Nie mam pojęcia ile lat ma główna postać - może gdyby było to dookreślone łatwiej byłoby mi przełknąć dobór słów i dialogi, które niestety często mnie dekoncentrowały i są w mojej ocenie najsłabszym elementem tej książki.
Może i ta książka nie przenicowuje myślenia o literaturze i języku, ale jeśli ktoś (tak jak dosyć często ja) tęskni za pełnowartościową powieścią z wyraźną, wciągającą intrygą i budzącym sympatię bohaterem, to jest to pozycja więcej niż satysfakcjonująca. Nie mówiąc już o pracy wyobraźni, jaką wykonuje autor sytuując swoją opowieść we Wrocławiu po/w trakcie katastrofy klimatycznej.
Właśnie bogactwo świata przedstawionego, soczystość i gęstość wizji, jaka budowana jest przed oczami czytelniczki, jest tutaj niesamowitym atutem. Znajdą się tu więc smaczki dla osób znających i lubiących Wrocław, żarty różnej maści (skrzyżowanie ul. Tokarczuk i Twardocha "mnie bawi") - ale przede wszystkim bardzo przekonywującą rekonstrukcja polskiego miasta w ogniu zmian klimatu, pożarów, susz i sezonów burzowych. Z całym bogactwem życia społeczno-politycznego.
Świata doświadczamy tu wieloma zmysłami - przede wszystkim słuchem. Na każdej stronie bowiem pojawiają się mniej lub bardziej wyraźne nawiązania do otaczającego bohatera soundscape'u. Nie wiem, czy istnieją inne powieści, które w swoim centrum stawiają typka zajmującego się fieldrecordingiem - latającego po mieście z rekorderem.
W tych dźwiękach prym wiodą cisi (a może wcale nie?) bohaterowie, jakimi są ptaki. Odnajdywanie kolejnych gatunków, z ich charakterystycznymi dźwiękami - od klangoru po ćwierkanie - jest umiejętnym puszczeniem oka do czytelnika, który czytając też się uczy. Trochę w stylu "Listowieści", ale z o ile większą lekkością i bez nieświeżego patosu.
Być może "Ćwirowidło" okaże się moim odkryciem tego roku. Już bardzo dawno nie czytałam czegoś tak ożywczego, innego, z tą lekką nerdowską nutą, która przenosi w światy zwykle dla mnie niedostępne. Tutaj autor przeniósł mnie w przyszłość, do świata, w którym Śląsk nie jest już częścią Polski, tylko niezależnym, suwerennym krajem. Do świata, który pod względem przyrodniczo-klimatycznego settingu jest niestety bardzo prawdopodobny - pożary, reglamentacja horrendalnie drogiej wody, przepaść między prekariatem a nielicznymi bogaczami, ekstrema pogodowe. Do świata, w którym dominują dźwięki i odgłosy, w którym się słucha, nasłuchuje i słyszy (albo nie słyszy) - ten aspekt całkowicie mnie zaczarował! Spróbujcie, wsłuchajcie się, jak Kowal dzieli się z nami tym uniwersum. A o czym to jest? O ptakach. Jest tu duuuużo o ptakach (to ta nerdowska nuta). Ale i o wierze w ideały i nonkonformiźmie, wyborem między kruchą stabilizacją, zawierającą w sobie zapewnienie podstawowych życiowych potrzeb, na krótko, ale zawsze, a wiernością przekonaniom, związaną z zachwianiem tych wątłych filarów, na których opiera się materialna egzystencja i realnym zagrożeniem życia. I o równie kruchej, nieśmiałej miłości w czasach niepewności i braku perspektyw. I wreszcie o japońskim popie (posłuchałam, serio!)
Niesamowicie dobrze się czytało. Już dawno nie miałam w rękach czegoś tak dobrego. Nie wierzę, że muszę się rozstać z historią Daktarego, tak po prostu.
Czasami ta książka jest jak opowiadanie gimnazjalisty a czasami jak bardzo przemyślana historia, z całym uniwersum Wrocławia (i Śląska) w czasach potężnych zmian klimatu. Wciągnęłam się na końcu mocno ale dopiero jakoś w ostatnich 20%. I tak uważam że warto - choć to mocno przerażająca perspektywa przyszłości w tej części świata to chyba jeszcze bardziej przerażające jest jak blisko tego momentu jesteśmy