Melissa Turner postanawia wyjechać z Londynu do Nowego Jorku, by tam rozpocząć studia. Decyduje się na to ze względu na swojego chłopaka Christophera, który od roku studiuje w Stanach Zjednoczonych.
Na miejscu okazuje się, że chłopak nie był wobec niej szczery, i kiedy ona ślepo mu wierzyła, on spotykał się z inną. Melissa jest zdruzgotana, bo nie dość, że zaczyna nowy etap w życiu, to w dodatku zostaje kompletnie sama z dala od domu.
Na szczęście wokół dziewczyny zaczynają pojawiać się nowi ludzie, a współlokatorka namawia ją do udziału w imprezie organizowanej przez bractwo studenckie.
I to właśnie tam dziewczyna poznaje grupkę Irlandczyków odbiegających od typowych chłopaków, z którymi do tej pory miała do czynienia. Nowi znajomi prowadzą rozrywkowy styl życia i nie przejmują się konsekwencjami.
Jeden z nich szczególnie zachodzi Melissie za skórę. Noel Hamilton od początku pała do niej niechęcią, a ta szybko zmienia się w jawną nienawiść. Jednak dziewczyna nie może zaprzeczyć, że chłopak bardzo ją pociąga…
Twoi rodzice zaciągają kredyt żebyś Ty mogła wyjechać do Stanów na studia, bo tam też studiuje miłość twojego życia. Perspektywa oraz możliwości są cudowne, ale co byście zrobili, gdyby okazało się, że po tylu latach znajomości - osoba, która była ci najbliższa, postanawia z tobą zerwać? Właśnie w tym tragicznym momencie poznajemy Melissę oraz wkraczamy do jej życia.
Co najlepiej zrobić po rozstaniu? Ogarnąć się na bóstwo i wyjść na imprezę, by myśli mogły skupić się na czymś innym – na to właśnie namówiła bohaterkę jej współlokatorka Alex. Okazuje się, że z pozoru niewinne wyjście będzie miało ogromne znaczenie dla dalszych losów Melissy. Podczas wydarzenia poznaje chłopaków należących do bractwa, którzy niedawno przybyli do Stanów z Irlandii po to, by studiować. Noel Hamilton wysuwa się na pierwszy plan. Przystojny, stanowczy, lubiący dobrą zabawę oraz kobiety – po prostu ideał, o którym marzy każda dziewczyna.
Dziewczyna na początku jest bardzo niechętnie nastawiona wobec Noela, ale coraz ciężej jest jej odpierać zainteresowanie chłopaka. W pewnym momencie chemia między nimi przekracza wszelkie normy, a w sumie to dopiero początek tego, co ich czeka.
Nie mogłam oderwać się od historii Melissy, zauroczyłam się już od pierwszego rozdziału. Podobało mi się to, że ciągle było czuć napięcie, czy to między bohaterami czy ogólnie podczas przebiegu fabuły. Momentami było mi ciężko odgadnąć co może stać się dalej, bo wyobraźnia autorki jest nieprzewidywalna.
Kolejny aspekt na plus to według mnie, że w jednym tomie czytelnik otrzymuje pełną historię Mel oraz Noela. Bardzo lubię, gdy fabuła jest dokończona, a zakończenie nie pozostawia złudzeń. Uważam, że to najlepszy prezent jaki Weronika mogła nam czytelnikom zrobić.
Powtarzam nie od dziś, że jestem fanką wszelkich miłosnych historii, a ta na pewno do dołączy do grona moich ulubionych. Jestem oczarowana mnogością wątków oraz tym, że to nie była po prostu kolejna przeczytana książka, o której prędzej niż później zapomnę.
Weronika Mucha-Kępińska ma ten dar, że potrafi czytelnika trzymać w napięciu - czy to w takiej historii miłosnej jak “Can’t let go” czy w innych jej pracach, które miałam okazję przeczytać na Wattpadzie. Sinusoida wydarzeń jest niesamowita, w jednym momencie cieszyłam się, że w końcu bohaterowie będą mogli cieszyć się swoim szczęściem, by w za kilka stron zagryzać ze złości wargi, bo zdarzyło się coś, czego nie przewidziałam. Może momentami miałam wrażenie, że akcja dzieje się dziwnie za szybko, ale po co jeszcze bardziej utrudniać życie bohaterom. W fabułę wplecione są przeróżne wydarzenia, które czasami łamały mi moje czytelnicze serduszko.
Uważam, że “Can’t let go” to dobry debiut oraz świetna historia. Wszystkim miłośnikom miłosnych historii powinna przypaść do gustu. To świetna propozycja na chłodne popołudnie, bo na pewno umili Wam czas oraz rozgrzeje wasze serduszka.
Zacznę od tego, że lekkie pióro autorki sprawiło, że książkę czytało się szybko i przyjemnie. Nie jestem jakąś ogromną fanką narracji trzecioosobowej, ale tę pozycję czytało mi się naprawdę lekko. Można powiedzieć, że przez nią przepłynęłam.
Bardzo podoba mi się to, jak zostali wykreowani bohaterowie. Mimo, że były momenty, w których mnie irytowali, to i tak każdy na swój sposób skradł moje serce.
Melisa jest pewną siebie osobą, która musi znosić obecność swojego byłego i jego nowej dziewczyny na każdym kroku. Wiedząc, że nie jest to dla niej łatwe, kibicujemy jej z całych sił. Wszystko jest opisane tak, że emocje, które jej towarzyszą, udzielają się czytelnikowi, co bardzo mi się podoba.
Noel jest chłopakiem, który lubi się zabawić. Nie myśli o żadnej stałej relacji, ponieważ wie, że nie zawsze są one dobre i trwałe. Jego zachowanie może wywołać naprawdę różne emocje, a niektóre jego decyzje mogą zostawiać wiele do życzenia, ale nie można pochopnie go oceniać.
Iskry między bohaterami było czuć od pierwszych stron. Ich relacja jest czasami skomplikowana, lecz każdy popełnia błędy i jak wiadomo, czasem warto dać drugą szansę. Bardzo podobał mi się przeskok czasowy, który został bardzo dobrze przeprowadzony. Mimo, iż wiedziałam, że takowy będzie, to i tak byłam zaskoczona.
W książce jest kilka chwil, gdy serce się łamie i momenty dla bohaterów są ciężkie, ale możemy znaleźć także takie, w których będziemy się śmiać bez opamiętania. Jest też kilka zwrotów akcji, które sprawiły, że musiałam na chwilę się zatrzymać i ochłonąć. To sprawia, że czytelnik jest spragniony więcej ich historii. Ostatnia scena skradła moje serce i myślę, że zrobi to również z waszym.
Jeśli jesteście fanami lekkich historii pełnych humoru i lubicie, gdy wasze serce szaleje, to jest to zdecydowanie książka dla Was. Czytajcie, a się ZAKOCHACIE.
Mam nadzieję, że jeszcze dane nam będzie spotkać się z książkami autorstwa Weroniki.
Nigdy bym nie sądziła, że ta książka aż tak wpadnie w moje gusta i skradnie moje serce. Jest to debiut, który jest świetnie napisany i porywa czytelnika już od pierwszych stron.
Od czego tu zacząć… może od tego, że czytanie „Can’t let go” sprawiło mi ogromną przyjemność. Książka ma super wykreowanych bohaterów, interesującą fabułę, ale nie powiedziałabym, że czyta się ją jakoś bardzo szybko, bo ta lektura zawiera w sobie dużo tekstu i rozbudowanych opisów (na co osobiście nie narzekam, bo jestem tego fanką 🤭).
Melissa Turner to dziewczyna, która przyjechała na studia do Nowego Jorku głównie ze względu na swojego chłopaka, który tam się uczył. Niestety okazało się, że jej chłopak, Chris, w międzyczasie znalazł sobie inną dziewczynę i w ten sposób Melissa ze złamanym sercem, za namową współlokatorki, ląduje na imprezie w bractwie, na której poznaje Noela.
Dla Noela Hamiltona przepadłam bezpowrotnie. Na pierwszy rzut oka ten Irlandczyk nie wygląda na chłopaka, któremu jakaś dziewczyna chciałaby oddać serce. Mam na myśli oczywiście charakter, a nie wygląd, bo tego, że blondyn jest cholernie przystojny, nie można mu odebrać. Noel względem kobiet nie bywa zbytnio troskliwy, a wyjątkiem okazuje się Melissa, która już od momentu poznania na imprezie zagnieżdża się w jego głowie. Hamilton ma dobrą gadkę, urok osobisty, z pewnością jest w stanie pobudzić wszystkie zmysły kobiety i jest również opiekuńczy. Żeby nie mówić o nim w samych superlatywach, to przyznam szczerze, że były momenty, kiedy chciałam go udusić za jego zachowanie (może dobrze, że jest on postacią fikcyjną, bo teraz prawdopodobnie siedziałbym za kratkami 🤨).
Melissa jest postacią, która potrafi zaskakiwać. Pomimo drobnej postury, kobieta trenuje kickboxing i jest w tym dobra na tyle, że wygrywa zawody. Po tym, jak Chris z nią zrywa, pozwala sobie na chwile załamania, jednak nie na długo. Dziewczyna z całych sił stara udowodnić sobie i innym, że jest w stanie poradzić sobie bez byłego chłopaka, co powoduje, że początkowa nieznajomość z Noelem przeradza się w coś poważniejszego do takiego stopnia, że Melissa zupełnie przepada dla chłopaka.
Czytając „Can’t let go”, przeżyłam całą paletę emocji. Pojawiały się momenty zażenowania, potężnego zdenerwowania, zauroczenia i takie, w których niekontrolowanie parskałam śmiechem.
Dużym szokiem był dla mnie przeskok czasowy w pewnym momencie książki. Wierzcie mi lub nie, ale ja naprawdę się tego nie spodziewałam, więc kiedy przeczytałam „XXXX XXXX później”, to aż mi dech zaparło 😂 (nie chcę konkretnie podawać, jaki jest odstęp czasowy, aby nie psuć zupełnie elementu zaskoczenia osobom, które zdecydują się sięgnąć po CLG).
Postacie poboczne świetnie uzupełniają historię Noela i Melissy. Bardzo spodobała mi się różnorodność charakterów między bohaterami, bo to tylko urozmaiciło tę historię. Książka liczy zaledwie 400 stron, a całkiem sporo się w niej wydarzyło, co jak najbardziej mnie cieszy! 🩷
Autorka napisała taką prostą historię bez jakichś większych dramatów, która ma niejeden element zaskoczenia. Nie zdziwię się, jak wrócę jeszcze kiedyś do tej książki, bo jestem zachwycona i pod wrażeniem tego, jak znakomity jest ten debiut.
„Can’t let go” to cudowny debiut, który pokochałam już od pierwszych stron. Przy każdym kolejnym czytaniu odczuwałam te wszystkie emocje na nowo. Bardzo zżyłam się z bohaterami i ta historia wiele dla mnie znaczy, dlatego jestem szczęśliwa, że mogę być jej częścią. Autorka ma przyjemny i lekki styl pisania, przez co łatwo trafia do czytelnika. Znajdująca się w książce narracja trzecioosobowa nie sprawiła mi żadnych trudności i idealnie oddawała uczucia oraz przemyślenia bohaterów.
Historia opowiada o Melissie, która wyjeżdża na studia do Nowego Jorku. Na wyprowadzkę z Londynu zdecydowała się ze względu na swojego chłopaka Christophera. Na miejscu okazuje się, że chłopak nie do końca był z nią szczery i za jej plecami spotykał się z inną. Melissa jest zdruzgotana sytuacją, w której się znalazła. Jej współlokatorka, gdy się o wszystkim dowiaduje, namawia ją do udziału w imprezie organizowanej przez bractwo studenckie. Tam właśnie poznaje grupkę Irlandczyków, z którymi zaczyna spędzać coraz więcej czasu. Noel, który jest jednym z nich, szczególnie zachodzi Melissie za skórę. Od początku za sobą nie przepadają, jednak nie da się zaprzeczyć, że między nimi wytwarza się napięcie i coś ich do siebie przyciąga.
Bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Melissa jak się okazuje, potrafi zaskakiwać. Trenuje kickboxing, czego nikt się po niej nie spodziewał. Jest na tyle w tym dobra, że wygrała nawet walkę kwalifikacyjną do mistrzostw stanowych. Po rozstaniu z Chrisem nie pozwoliła sobie na długie rozpaczanie za nim. Starała się wziąć w garść i pokazać sobie oraz innym, a szczególnie byłemu chłopakowi, że jest w stanie sobie bez niego poradzić. Melissa jest przyjazną i ciepłą osobą, ale ma też temperament i umie odgryźć się komuś, jeśli sytuacja tego wymaga. Przez jakiś czas przekomarzała się z Noelem, za którym na początku nie przepadała. On natomiast cały czas wykazywał zainteresowanie jej osobą. Biorąc pod uwagę jego preferencje do relacji z kobietami opartymi jedynie na potrzebach seksualnych, można wywnioskować, że nie dbał o ich uczucia. Wyjątkiem okazała się Melissa, o którą się troszczył. Dbał o nią i zawsze mogła liczyć na jego pomoc. Między nimi narodziło się napięcie, które było wręcz wyczuwalne. Nie tylko przez resztę bohaterów, ale również czytelnika. Tak jak Melissa była dobrą i pogodną dziewczyną, tak Noel to jej totalne przeciwieństwo. Wiedziała, że powinna trzymać się od niego z daleka, ale jednak coś ich do siebie przyciągało. Świadczą o tym również jej reakcje na obecność lub dotyk chłopaka. Noel jest specyficzny to fakt, ale po poznaniu Mel stopniowo się zmienia. Wnosi też dużo humoru do tej historii. Ma swoje wady, tak jak każdy w tej książce i to czyni, że bohaterowie są bardziej wiarygodni. Nieraz miałam ochotę go udusić i nadal mam mu za złe jedną sytuację, ale również go trochę rozumiem. Od razu zaznaczę, że nie popieram tego, jak się wtedy zachował.
Nic jednak nie przebije Chrisa, który jest totalną porażką. Uwierzcie, że znienawidzicie go tak samo, jak ja. On zdecydowanie nie zalicza się do tych pozytywnych bohaterów. W książce poznajemy również współlokatorkę Mel, Alexandrę oraz resztę Irlandczyków. Alex była dobrą osobą. Chciała wyciągnąć Mel z dołka i mimo, że nie przyjaźniły się długo, obie mogły na siebie liczyć. Ciągnęło ją do Luki, który był chyba najbardziej odpowiedzialną osobą z całej paczki. Haiden był kochany i opiekuńczy. Uroczo się zachowywał względem Mel. Leo było akurat mniej niż reszty, ale był ułożonym i dobrym przyjacielem. Zafer na początku był zamknięty w sobie i nie dopuszczał do siebie nowych osób, jednak stopniowo się to zmieniało i można było liczyć na jego pomoc. Różnorodność ich charakterów urozmaiciła tę historię.
Pomysł na fabułę był dość oryginalny. Nie spotkałam się z książką, w której główna bohaterka przeprowadza się ze względu na chłopaka, który jak się okazuje, zostawia ją dla innej. Po ich rozstaniu Melissa zostaje przekonana przez współlokatorkę do wzięcia udziału w imprezie. Poznaje tam nowych znajomych i zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Towarzyszymy im przy różnych imprezach czy wyjazdach. Historia skupia się głównie na Melissie i Noelu. Pojawiające się między nimi napięcie z czasem przerodziło się w coś głębszego. Nie potrafili się w tym odnaleźć ani określić swoich uczuć, przez co ich relacja była trochę burzliwa. Mieli swoje wzloty i upadki. Nie byli idealni, co jest akurat zrozumiałe. Mam wrażenie, że dzięki ich relacji można nabrać pewnych refleksji. Najważniejsza jest szczera rozmowa, a nie ucieczka przed problemami. Mimo wszystko starali się uczyć na błędach i gdy już zapowiadało się, że wszystko będzie dobrze, doszło do pewnego wydarzenia, które wiele zmieniło w ich życiu. Pozostało tylko czekać, aż znajdą dla siebie jak najlepsze rozwiązanie.
„Can’t let go” to historia o poszukiwaniu samego siebie, przyjaźni, miłości, stracie, trudnych chwilach oraz nadziei na lepsze jutro. Podczas czytania towarzyszyło mi mnóstwo różnych emocji. Były chwile, w których chciało mi się śmiać albo miałam ochotę udusić, któregoś z bohaterów. Ta pozycja niejednokrotnie wywołała uśmiech na mojej twarzy, ale rownież łzy, łamiąc mi serce. Bardzo spodobał mi się wątek muzyki oraz kickboxingu. Bohaterowie mieli swoje zainteresowania, co jest jak najbardziej na plus. Noel, który napisał dla Mel piosenkę, był totalnie rozczulający. Świetnie się bawiłam przy tej pozycji i miło spędziłam z nią czas. Nie mogłam się oderwać od czytania i nie było czasu na nudę. Interesujące opisy urozmaiciły trochę całość tej historii. Od momentu skończenia jej poraz pierwszy, często wracam do niej myślami i myślę, że jeszcze przez jakiś czas to się nie zmieni. Przepadłam dla tej książki oraz bohaterów bezpowrotnie. Jeśli czujecie, że są to Wasze klimaty, to jak najbardziej zachęcam do przeczytania. Mam nadzieję, że przypadnie Wam ona do gustu, równie mocno co mnie.
"Can't let go" to jeden z tych debiutów, na który czekałam na długo przed oficjalną premierą. Całkiem przypadkiem trafiłam na instagramowy profil autorki i polubiłam klimat zbudowany wokół tej historii oraz utworzoną do niej playlistę. Jednak jak to często bywa, gdy się na coś bardzo czeka, los lubi płatać nam figla i właśnie tak było w tym przypadku. Gdy odkryłam, że w dostarczonym zamówieniu brakuje właśnie tej pozycji, byłam trochę zła, bo musiałam pozmieniać swoje plany czytelnicze, dlatego mogłam sięgnąć po nią dopiero teraz.
Zdarzyło się Wam, że w waszym zamówieniu brakowało książek, które zamówiliście? Mnie spotkało to pierwszy raz, ale w tym roku miałam już przygodę z niedostarczeniem przesyłki z powodu "błędu logistycznego" (cokolwiek to znaczy), więc chyba los chce mi dać do zrozumienia, że zdecydowanie za dużo czytam.
Ale dobra, wróćmy do meritum, czyli do przedmiotu dzisiejszej recenzji. Zatem o czym jest "Can't let go"?
Melissa Turner postanawia zostawić swój rodzinny Londyn i przeprowadzić się do Nowego Jorku, aby rozpocząć studia na tamtejszym uniwersytecie. Dlaczego dziewczyna zdecydowała się, by rozpocząć naukę tak daleko od domu? Wszystko za sprawą jej chłopaka Christophera, który wyjechał tam już rok wcześniej. Niestety jak to często bywa ze związkami na odległość, chłopak zaczął spotykać się z kimś innym, informując Melissę o zaistniałej sytuacji, dopiero gdy dziewczyna przeprowadziła się za ocean. Czy po zerwaniu z Christopherem Mel zdecyduje się zostać w Stanach Zjednoczonych? W pierwszej chwili była niemal pewna, że powrót do rodziców będzie najlepszym rozwiązaniem, jednak za namową koleżanki z pokoju, postanawia zastanowić się nad krokami, które ma zamiar podjąć i wybiera się z nią na imprezę do bractwa studenckiego.
Właśnie tam dziewczyna poznaje grupkę Irlandczyków, którzy okazali się zupełnie inni, niż chłopcy, których do tej pory spotykała na swojej drodze. Młodzi mężczyźni są bowiem bardzo rozrywkowi i zdają się zupełnie nie przejmować konsekwencjami swojego stylu życia. Jeden z nich — Noel Hamilton, szczególnie nie przypada dziewczynie do gustu. Jednak jak doskonale wiemy, nienawiść od miłości dzieli tylko jedna bardzo cienka linia. Czy zatem pożądanie wygra ze zdrowym rozsądkiem? Tego dowiecie się, sięgając po debiutancką powieść Weroniki Muchy-Kępińskiej.
Muszę przyznać, że "Can't let go" to zaskakująco dobry debiut. Wprawdzie narracja trzecioosobowa nie należy do moich ulubionych, ale w tym konkretnym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadzało. Autorka ma bardzo lekki i przyjemny styl pisania, co sprawiła, że w zasadzie książka czytała się sama, a ja, jako odbiorca miałam możliwość zżycia się z bohaterami, którzy zostali naprawdę świetnie wykreowani. Potrafili zaskakiwać, a przez swoje czasem lekkomyślne i pochopne decyzje, wydawali się prawdziwi, co jest niewątpliwie dużym atutem tej powieści. Podobało mi się, że autorka zadbała o to, żeby pokazać, iż nawet tak młodzi ludzie potrafią wyciągać wnioski ze swoich czynów i uczyć się na własnych błędach.
Kolejnym istotnym elementem powieści są niewątpliwie przyjaciele głównych bohaterów, którzy nie raz oferowali swoje wsparcie oraz przemawiali Noelowi i Melissie do rozsądku, gdy wymagała tego sytuacja. Myślę, że tacy kompani to prawdziwy skarb i aż szkoda, że są to jedynie wykreowane przez autorkę postacie, a nie prawdziwi ludzie.
Sam pomysł na fabułę też wydaje się dość oryginalny. Próbowałam odszukać w pamięci, czy miałam okazję czytać książkę, z kombinacją podobnych motywów, jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Wiadomo, jak każda książka, ta również ma swoje lepsze i gorsze fragmenty, więc w tym przypadku nie mogło być inaczej.
Odniosłam wrażenie, że autorka chciała umieścić w tej publikacji wszystkie pomysły, jakie kiedykolwiek wpadły jej do głowy, jednak w trakcie pisania postanowiła jednak z nich zrezygnować. Jednym z nich był motyw sportowy, który bardzo polubiłam, a który w mojej opinii został trochę potraktowany po macoszemu, a w dodatku urwał się w najbardziej emocjonującym momencie. Szkoda, ale jestem w stanie zrozumieć, że autorce bardziej zależało na rozwinięciu innych elementów powieści. Niemniej jednak trochę mnie to zdenerwowało.
W książce występuje również znaczny przeskok czasowy. Osobiście nie jestem fanką takich rozwiązań, ale tu zaskakująco wyszło całkiem nieźle, dzięki czemu mogliśmy poznać siłę prawdziwej miłości. I chociaż pod koniec książki miałam ochotę ukatrupić Noela za jego zachowanie względem Melissy, to jednak cieszę się, że autorka postawiła postawić na happy end.
"Can’t let go" to historia, od której trudno było mi się oderwać i która zaskoczyła mnie zawartym w niej wachlarzem emocji. Myślę, że jest książką wartą przeczytania, która będzie idealną lekturą dla osób, które wierzą w siłę prawdziwej miłości. Dlatego, jeżeli należycie do tej grupy albo jesteście po prostu ciekawi tego, jak potoczyły się losy Noela i Melissy, zachęcam Was do sięgnięcia po tę publikację.
Jestem świeżo po lekturze książki i muszę przyznać, że jestem zaskoczona cała historia. Już nie raz podkreślałam, że kocham debiuty i to jest kolejny, jaki utwierdza mnie w przekonaniu, że mamy coraz lepsze debiuty i to nasze rodzime. Dodatkowo to nie będzie typowa lekka historia z lukrową miłością w tle. To, co dostajemy to świetnie napisana historia o miłości, przyjaźni, walce z przeciwnościami.
Melissa wyjeżdża za ocean na studia. By mogła studiować rodzice na to ciężko zapracowali ale dla swojej jedynaczki zrobiliby wszystko. Tu studiuje jej chłopak, i do dla niego podjęła też taką decyzję. Jedak już początek daje jej pierwszą kłodę pod nogi. Chris ją rzuca, bo kogoś poznał. Mel jest załamana i za namową współlokatorki idzie na imprezę do bractwa. Tu poznaje kilku fajnych ludzi w tym Noel, który od początku ją irytuje. Ale oprócz irytacji jest też w nim coś, co wzbudza w niej zupełnie inne uczucia. Ich relacja wkrótce zmienia sie ale życie znowu krzyżuje jej plany. Wraca do rodzinnego kraju i ucina kontakty ze wszystkimi łącznie z Noelem na długie 6 lat.
Noela to młody mężczyzna, który wraz z rodziną przyleciał do stanów, by mieć oko na matkę i młodszą siostrę. Nie ufa ojczymowi i chce być z rodziną. Tu na jednej z imprez poznaje Melissę. Między nim a dziewczyną powstaje więź. Tylko Melissa ma za sobą związek, po którym nie ufa Noelowi. Chłopak nie chce się wiązać, woli przygodę na jedną noc. Tylko że Melissa jest to pierwszą, która wzbudziła w nim nieznane mu uczucie. Po raz pierwszy pokochał i chce stworzyć z nią coś trwalszego. Tylko że Melissa wyjeżdża do chorej matki i zrywa z nim kontakt. Noel nie potrafi zapomnieć.
Książka to wspaniała historia, która wzbudzi w czytelniku wiele skrajnych emocji. Jest w niej sporo ciekawych i zbadanych momentów, nieoczekiwanych zwrotów akcji, ale także momentów, które sprawią, że w oczach pojawią się łzy. Historię czyta się bardzo przyjemnie, wciąga, sprawi, że nie da się od niej oderwać. Oprócz historii Melissy i Noela mamy także wiele pobocznych, które są świetnie wykreowane. Jak historia Alex i Luki, Leo i Haidena czy Zafera. Każdy z nich poprzez swoją historię dopełniali całość. Polubiłam ich od samego początku a jak do paczki dołączył Ian to powstała mieszanka wybuchowa ludzi, którzy zrobią dla siebie wszystko. W książce mamy pełną gamę emocji, które sprawią, że to nie będzie lukrowa i mdła historia. Jest także nieprzewidywalna. Autorka stworzyła nam świetne postacie, które są realnie wykreowane, popełniają błędy. Mamy wiele zabawnych momentów, które rozbrajają nas do łez, i tych wzruszających łapiących za serce.
Fabułę możemy podzielić na dwie zasadnicze części. Ta pierwszą studencką, z mnóstwem imprez i zabawnych momentów, gdzie poznajemy naszych bohaterów. Tu tez nawiązuję się relacja i uczucie między Mel a Noelem. Tu także powstaje przyjaźń między Alex i Mel oraz paczką naszych wszystkich bohaterów, bez których ta historia nie byłaby taka sama. I tą drugą po sześciu latach, gdy Mel i Noel spotykają się przypadkiem. Ta druga część jest pełna emocji, które są zupełnie inne niż w pierwszej. Nasi bohaterowie stali się dojrzalsi, naznaczeni przeszłością. W ich życiu wiele się zmieniło ale uczucie, jakie ich łączyło nadal jest silne. I kiedy już sobie poukładam plan autorka znowu mnie zaskoczyła . Końcowa szalenie emocjonująca, pełna dramatyzmu.
Zakończenie zaskoczyło, choć muszę przyznać, że można uznać, że z klasycznym happy endem. Za to pełne emocji i nietuzinkowe, pełne emocji i wzruszeń. Jak potoczy się los dwójki głównych bohaterów? Jaka rolę odegrają przyjaciele? Na te pytanie musicie odnaleźć odpowiedzi w książce. Ja gorąco polecam bo takich książek jest na rynku jeszcze za mało. Autorce gratuluje debiutu i mam nadzieje, że będzie więcej takich historii. Ps. osobiście z chęcią bym poczytała osobną historię dwóch innych par....
💞 "Can't let go" Weronika Mucha-Kępińska; Wydawnictwo NieZwykłe 💞
Melissa Turner postanawia wyprowadzić się ze swojego ukochanego, rodzinnego Londynu do Nowego Jorku, żeby rozpocząć tak studia. Od roku jest już tam też jej chłopak, wiec ten fakt mocno przykłada się do tej decyzji. Pełna nadzieji i nowych chęci dowiaduje się, że jej ukochany nie jest z nią szczery i w ciągu tego roku spotykał się z inną dziewczyną. Jak sobie poradzić? Melissa jest w nowym świecie, w nowej sytuacji i teraz dodatkowo kompletnie sama... całe szczęście, ze przyjechała tam na studia, więc nowych ludzi poznaje szybko. W tym jej przyjaciółkę, Alex. Dziewczyna proponuje jej wyjście na imprezę organizowaną przez bractwo studenckie, żeby się wyluzowała i przede wszystkim...poznała grupę przystojnych Irlandczyków. Tam też poznaje Noela Hamiltona, z którym od początku ma na pieńku...niechęć, a wręcz nienawiść jest namacalna. Ale może...coś uda się z tym zrobić?
💞10/10💞
Jejkuuuu...ale ta książka była genialna 😫 serio, to było takie cudo, że nie jestem nawet w stanie Wam opisać jak bardzo zakochana jestem w tej książce i jak bardzo chce, żebyście wszyscy mieli okazje ją poznać 💞 zaczynajac od początku, bohaterowie. Postać Melissy, Noela, ich przyjaciół i nie, rodziny były tutaj fantastycznie wręcz wykreowane. Melissa jest świetną, mocną, ale zarazem kruchą bohaterką. Czasem bywa irytująca, owszem, ale nie mocno i na ogół jest mega ciekawą postacią. Fajnie czyta się jej dialogi, ma poczucie humoru i często dochodzi do ciekawych wniosków. Noel znowu to troszkę trudniejsza postać...wiedziałam, że wiele osób nie zrozumiało pewnych zachowań tego chłopaka i ze były takie "za bardzo". W pewnym sensie to rozumiem, ale patrząc na to, co ten chłopak przeżył...wcale mu się nie dziwie. Jego przeszłość nie jest kolorowa i to sprawia, że mężczyzna próbuje naprawić błędy przeszłości swoich rodziców, robiąc to czasem aż za bardzo i przez to tez krzywdzi innych. Naprawdę bardzo bolało mnie czytanie niektórych scen...było mi żal chłopaka. Poza tymi głównymi postaciami mamy też wiele pobocznych, czyli przyjaciele i rodzina główny bohaterów. Są oni równie świetnie wykreowani i stanowią naprawdę ważny element książki, bo właśnie przez ich zachowania i pewne fakty jesteśmy w stanie w 100% poznać Melissę i Noela💞 dodatkowo są bardzo realni, popełniają błędy i potrafią się do nich przyznawać. To lubimy! 🥰 Jeśli chodzi o miejsce akcji to bardzooo podobało mi się jak fajnie były ty czasem rozbudowane opisy i ze wszystko mogłam sobie unaocznić. Podczas czytania towarzyszyło mi od groma emocji- od radości, śmiechu, aż po smutek, płacz i niedowierzanie. Ja z tymi emocjami się spotkałam i szczerze? Uwielbiam, gdy książki robią mi cos takiego, bo uważam, że gdy cos wzbudza nasze emocje to robi to dlatego, że jest dobre. Byle co nie zwróci Waszej uwagi na tyle, żebyście odczuwali głębokie emocje. Niesamowicie podobał mi się przeskok z akcji na studiach, na nagle 6 lat później. Nie będę zdradzać tutaj za dużo, bo to już jest gdzieś w połowie książki albo lepiej, wiec czytajcie 🙆🏼♀️ ale ogółem pięknie zostało to poprowadzone dalej. Zakończenie było tutaj przepiękne! Mimo, ze początkowo wydawało się, ze bie skończy się to wszystko dobrze...to jednak się udało 💞 Naprawdę serdecznie Wam polecam, czytajcie czytajcie i jeszcze raz czytajcie, nie będziecie żałować 💞💞💞 kochaaaam to! 💞
⭐️5/5 💞16+ 🌶3/5
📖stron: 394 💞seria: ❌ 🔡 litery: przyjemne do czytania, takie jak u Niezwykłego zawsze 💞 📍gatunek: romans
Historia, którą wykreowała Autorka, była bardzo przyjemna w odbiorze, czytało mi się ją naprawdę szybko. Akurat tak się zgrało, że w jednym czasie czytałam dwie książki osadzone w czasach szkolnych, jednak skoro już je zaczęłam, to nie chciałam przerywać. Byłam bardzo ciekawa, ile podobieństw znajdę w tych dwóch książkach i jakie wrażenia na mnie wywrą. Miło się zaskoczyłam, gdyż obie były naprawdę ciekawe i choć niektóre rzeczy mi się mieszały, tak czy inaczej bawiłam się naprawdę dobrze. " Can't let go" była jednak bardziej emocjonalna, nie była do końca przeznaczona dla młodzieży, więc mogłam śmiało wczuć się w emocje bohaterów. Raz po raz rozpalała moje zmysły, sprawiała, że z niecierpliwością przerzucałam kartki, byleby dowiedzieć się, co będzie dalej. Wiele razy podczas czytania, emocje sięgały zenitu, przez co wszystkie można było łatwo odczytać z mojej twarzy, zwłaszcza gdy łzy nabierały mi do oczu.
Książka, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być lekką lekturą, taką na jeden wieczór, nie do końca taka jest. Bohaterzy zmagają się ze swoimi młodzieńczymi problemami i gdy już wszystko zaczyna się układać, Autorka postanawia zrzucić na nas bombę. Historia, którą napisała, ma zawarte w sobie drugie dno. Poza sercowymi rozterkami nastolatków postanowiła zawrzeć coś więcej. Utrata matki to bardzo bolesny temat, który rozdziera serce na strzępy. Nie da się na to przygotować, co Autorka dogłębnie nam pokazuje. Świat Melissy przez całą długość powieści rozpadał się i składał na nowo. Bohaterka musiała pogodzić się ze stratą rodzica, przez co odsunęła się od najbliższych, a przede wszystkim od kogoś, kogo pokochała całym sercem. Ja myślałam, że na tym książka się skończy, jednak tak się nie stało, co było dla mnie niemałym szokiem. To, jak została poprowadzona dalej, było jeszcze cudowniejsze niż sam początek. Właśnie w tym momencie Autorka zaczęła mi coraz bardziej grać na emocjach. Sprawiła tym, że nie mogłam oderwać się od książki, dopóki jej nie skończyłam. Nie będę Wam tu się rozpisywać, gdyż myślę, że sami powinniście poznać losy bohaterów.
Historia Melissy oraz Noela jest warta uwagi. Pokazuje, że nawet nastolatkowie mają swoje problemy, które są równie ważne, co te dorosłych. Ciężki temat, który został tutaj poruszony, jest przesłaniem dla czytelników, że nie powinno się odsuwać od bliskich w najgorszych życiowych chwilach, gdyż oni z pewnością z chęcią udzielą nam wsparcia, czy po prostu będą przy nas. Główna bohaterka niestety popełniła błąd, odsuwając się od przyjaciół. Historia wykreowana przez Autorkę pokazuje również siłę miłości, która pomimo wszystko potrafi przetrwać długie lata. W ferworze tych wszystkich wątków i zawirowań Autorka znalazła miejsce, by wrzucić tam coś jeszcze. Przemoc domowa oraz toksyczny związek, również został tu nakreślony. Te dwie rzeczy łączą się w jedno, zresztą sami zobaczycie, gdy sięgnięcie po książkę.
Moim zdaniem historia zdecydowanie zasługuje na uwagę, zwłaszcza przez te wszystkie emocje, które zostały w niej zawarte oraz problemy, z którymi część z nas również musi się mierzyć. Uważam, że ten debiut jest naprawdę cudowny i cieszę się, że mogłam go przeczytać.
Dziękuję serdecznie Autorce oraz wydawnictwu za egzemplarz recenzencki. Droga Autorko życzę Ci tego, byś cały czas rozwijała swoją pasję, gdyż widzę tu potencjał. Gratuluję udanego debiutu i już nie mogę doczekać się kolejnych książek, które wyjdą spod Twojego pióra. Serdecznie polecam!
O debiucie Weroniki nigdy nie było mi dane usłyszeć, jednak gdy trafiłam na jego opis poczułam, że to może być coś naprawdę fajnego. Szczególnie zachęcający wydawał się wątek nienawiści między bohaterami, o którym było w nim wspomniane. Niestety cały czar prysł, gdy tylko zaczęłam czytać.
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to fakt, że tej wspomnianej niechęci wcale nie było. Przynajmniej nie tak, jak o niej napisano, bo do odczucia była ona tylko ze strony Melissy. Noel natomiast od początku był główną bohaterką wyraźnie zaintrygowany i zabiegał o jej uwagę. Mimo dość słabego pierwszego wrażenia nie straciłam entuzjastycznego podejścia. Myślałam nawet, że tylko to będzie minusem, bo w którymś momencie zaczęłam szczerze się uśmiechać. Poźniej jednak zauważyłam kolejną rzecz: źle rozpisane, jak na moje gusta, tępo akcji. Bohaterowie zbliżyli się do siebie zbyt szybko, a na dodatek w połowie książki zdążyli już nawet przespać się ze sobą, pocałować, wejść w związek, a potem rozstać. W samej ich relacji w moim odczuciu za bardzo był kładziony nacisk na seks i później także dawało mi się do we znaki, aż do samego końca. Na dodatek w ogóle nie dałam rady się w nią wczuć, bo została opisana zbyt ogólnie:(
Kolejna kwestia to wykreowanie bohaterów; dla mnie całkiem poległo. Melissa była niesamowicie irytująca już od pierwszej imprezy, w której nadmiernie oceniała Noela, chociaż nawet go nie znała. On sam natomiast na początku wydawał mi się naprawdę fajną, luźną postacią, jednak później zachowywał się jak dziecko. Szczególnie na koniec książki, gdzie jego zachowanie było wręcz niedorzeczne. Drugi plan również uważam za słaby i bez żadnego charakteru. Gdyby ktoś w tym momencie kazał mi krótko scharakteryzować np. paczkę przyjaciół naszej dwójki nie byłabym w stanie tego zrobić. Jak dla mnie w życiu Melissy pojawili się trochę znikąd i miałam wrażenie, że pominęliśmy gdzieś etap ich wkraczania do niego. Dodatkowo Noel był bardzo idealizowany i usilnie starano się wytłumaczyć wszystkie jego błędy, chociaż był już dużym chłopcem😬 Melissa natomiast w niektórych sytuacjach była opisywana jako ta zła, gdzie wcale tak nie było.
Niektóre teksty wprawiały mnie w lekkie zażenowanie, a reakcje nie brzmiały zbyt realistycznie. Na dodatek w całej fabule pojawiło się zbyt dużo różnych wątków, które ostatecznie nie zostały dobrze rozpisane. Najpierw historia szła sobie zwykłym tępem, a potem nagle pojawiło się kilka rzeczy, niczym deszcz z nieba, i wprowadzały kompletny chaos.
Oprócz powyższych przykładów udało mi się znaleźć jednak jakieś plusy. Pierwszy z nich to styl pisania autorki. Mimo wielu abstrakcyjnych dla mnie rzeczy czytało się naprawdę w porządku i szybko, przez co nawet się przy tym nie męczyłam. Drugi z nich to ta część książki, która była całkiem fajna i wywoływała we mnie uśmiech lub szczere rozbawienie. W tym jednak miejscu lista się kończy.
Mimo moich szczerych chęci po drodze coś niestety poszło bardzo nie tak. Książka kompletnie nie dla mnie i zdecydowanie nie poleciłabym jej nikomu.
Melissa rozstaje się ze swoim chłopakiem a właściwie to on zrywa z nią - jej świat rozpada się na kawałki i nie wie jak skleić go na nowo. To ona dla niego rozpoczęła studia aż w Stanach Zjednoczonych a teraz pozostała całkiem sama. Na ratunek przychodzi jej współlokatorka, która wyciąga dziewczynę na imprezę organizowaną przez bractwo studenckie. Grupa Irlandczyków, która świeżo przybyła do Nowego Jorku zmienia całkiem świat dziewczyny. To właśnie tak Melissa poznaje jednego z chłopaków - Noela, który jest nieokrzesany i mocno gra dziewczynie na nerwach. Jak potoczą się ich losy - to musicie sprawdzić sami!
Pierwszy przeogromny plus jaki zauważyłam czytając „Can’t let go” to pióro autorki - jest niezwykle lekkie, czytamy historie bardzo szybko a uśmiech bardzo często nie schodzi nam z twarzy! Weronika uraczyła nas masą zabawnych konwersacji między bohaterami a chwilami łamie nam serce a łzy same płyną po twarzy. Przyznam, że były momenty, w których mocno bolało moje serduszko więc ta historia raczy nas wszystkimi możliwymi emocjami - dla mnie jest to koleiny plus! Trzeba zaznaczyć, że spotykamy się tutaj z narracją trzecioosobową, osobiście nie jestem jej fanem ale tutaj siadła mi jak nigdy! Genialnie możemy wczuć się w wydarzenia i odczucia bohaterów.
Głowni bohaterowie - Melissa i Noel zostali swietnie wykreowani! Relacja między nimi jest mocno napięta ale radzę mocno przyjrzeć się historii Noela - on jest tym typem niegrzecznego chłopca ale z czegoś to wynika i warto zrozumieć dlaczego. Spotykamy w książce wiele momentów ciężkich dla bohaterów co mocno urozmaica historię ale również i dotyka za serce. Bohaterowie drugoplanowi również odgrywają dużą role w całości historii co bardzo mi się podobało.
„Can’t let to” to historia z totalnymi zwrotami akcji, wielokrotnie siedziałam i zastanawiałam się co Weronika z nami robi! Zaskoczycie się tutaj nie raz - ja osobiście tak miałam, że wiele momentów wyobrażałam sobie inaczej, które finalnie skończyły się w sposób dla mnie zaskakujący. Dlatego chylę czoła autorce - wykonała kawał dobrej roboty.
Warto zaznaczyć, że w tej książce spotkamy sceny zbliżeń bohaterów lecz są one na tyle subtelne i nie wulgarne, że nikt nie powinien mieć z nimi większego problemu.
Podsumowując - „Can’t let go” to genialna historia opowiadająca o młodych ludziach, ich studenckim i miłosnym życiu. A to wszystko później zamienia się w coś innego, coś niesamowitego, coś co musicie sprawdzić sami! Dla fanów enemies to lovers, skomplikowanych relacji i totalnego rolercosteru emocjonalnego - ta pozycja będzie genialna!
Jak zaczęłam czytać debiut ,,,Can’t let go” to przepadłam powiem Wam 🙈 Przeglądałam parę recenzji przed przystąpieniem do czytania i miałam pewne oczekiwania. Ale nie spodziewałam się, że książka sprawi, że aż tak się wzruszę.
Oczywiście ze wzruszeniem jest jak ze strachem – każdego z nas wzrusza co innego, porusza inna tematyka i to, że ja płaczę podczas lektury książki nie znaczy wcale, że i Wy będziecie płakać. Ale może? Nigdy nie wiadomo, warto się przekonać samemu. Dlaczego? Takie wzruszenia bywają oczyszczające. Łzy podczas lektury to takie katharsis dla czytelnika. I sprawiają, że książki zostają z nami na dłużej.
Kurza stopa, co tu się w tej książce wyprawia… kosmos! Czyta się migusiem, sama byłam w szoku, że książkę tak szybko przeczytałam. Byłam bardzo podekscytowana zaczynając tę historię. Autorka od poczatku potrafiła mnie zaciekawić, wzbudzić emocje i zadziwić. Historia rozpoczyna się od poznania Melissy, która 6 lat była w związku z Chrisem. Dziewczyna przyjechała za chłopakiem na inny kontynent, na studia. Okazuje się wówczas, że Chris ma nową dziewczynę Janet i zrywa z Mellisą. Pewnego dnia na imprezie bractwa poznaje Noela. Co wyniknie z tej znajomosci? Jak potoczą się dalsze losy Mellisy, musicie przekonać się sami 🥲
Książkę czyta się bardzo dobrze, akcja nie wlecze się i wciąga, a bohaterowie zostali świetnie wykreowani, byli prawdziwi, mogliśmy się z nimi utożsamić, zaskakiwali nas i inspirowali. Widzieliśmy jak się z czymś zmagają i jak przekraczają trudności, jak wychodzą zwycięsko z trudnych sytuacji… jak się zmieniają. Dlatego książkę ,,Can’t tel go”zapamiętam na długo, będę do niej wracała i polecała.
W tej niesamowitej książce Weronika Mucha-Kępińska pokazuje, że życie jest piękne. Nie łatwe, nie takie, jakbyśmy tego chcieli, ale jednak przepełnione dobrem, radością i szczęściem z codzienności. Ta książka naprawdę zmieniła moje postrzeganie wielu spraw. To opowieść ciepła, mądra, trudna, bolesna i przede wszystkim, dająca do myślenia.
Książka poprawi Ci humor, zmotywuje do działania, dostarczy brakujących emocji i pozwoli Ci odpocząć od codziennego zgiełku.
Książkę jest barwna, intrygująca i wciągająca. Bardzo polecam 💜
Melissa Turner razem ze swoim chłopakiem rozpoczyna studia w Nowym Jorku. Specjalne dla niego wyjeżdża z rodzinnego Londynu. Niestety Chris zrywa z Mel, przyznając że spotyka się z inną dziewczyną. Załamana bohaterka wpada w rozpacz, pozwala jednak współlokatorce wyciągnąć się na imprezę bractwa. I tam poznaje jego... olśniewającego i aroganckiego Noela Hamiltona. Para od początku zaczyna... się nienawidzić.
Ta książką, z tak przecudowną okładką oczarowała mnie niesamowicie i sprawiła, że nie potrafiłam się od niej oderwać. Historia Melissy i Noel’a, to przyziemne losy dwójki ludzi wchodzących w dorosłe życie. Dwójki studentów, którzy walczą o swoją przyszłość, mierzą się z problemami, są autentyczni w tym co robią i nie nudzą nas ani na sekundę - wręcz przeciwnie, wiele razy zaniosłam się śmiechem, niejednokrotnie również miałam ochotę rzucić książką za ich głupie decyzje 🙈. Rozsądku czasem w nich nie było.
Noel, jako początkowo bad boy niesamowicie przypadł mi do gustu. To właśnie jeden z tych bohaterów, w których zakochuję się od pierwszego przeczytania ❤. Zbuntowany, pewny siebie, a jednak w środku chowa kogoś całkiem innego. Mel to wspaniała bohaterka - nie irytująca❗ co dla mnie jest mega ważne. Nie jest to para głupich studentów, a młodzi i inteligentni ludzie. No i wiadomo... hate to love - czy trzeba nam coś więcej?
Trzecioosobowa narracja, niezwykle rzadka w książkach które czytam, przekonuje mnie, że jest to jednak wspaniała perspektywa, aby dokładniej poznać wszystkich bohaterów.
❤ Podsumowując - książka trafia do moich ulubieńców, jest wspaniała i wciągająca, zdecydowanie warta przeczytania.
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu oraz autorce za egzemplarz książki do recenzji [współpraca reklamowa].
Ta historia dosłownie pochłonęła mnie całą. Miałam wrażenie, jakbym oglądała genialny film, pełen emocji i problemów typowo ludzkich. Po dotarciu do końca nawet nie wiedziałam, w którym momencie ta historia się zakończyła. Cudo.
Co prawda nie przepadam za trzecioosobową narracją w książkach, ale ta jest jedną z przyjemniejszych, jakie czytałam. Już po kilku zdaniach nie zwracałam na to uwagi i skupiłam się na tym, co autorka chciała przekazać.
Bohaterowie są bardzo dobrze stworzeni. W wielu książkach spotkałam się z faktem, że im jest ich więcej, tym mniej są reali, że każdy z nich jest podobny do poprzedniego. W Can't Let Go tego nie znajdziecie! Każdy jest wyjątkowy, ma swój własny charakter, odmienny od innych. Dzięki temu w środku czytania nie musiałam się zastanawiać, kim jest ten wytatuowany XYZ, bo każdy jest inny. W dodatku nie raz uśmiałam się z ich tekstów, albo załamałam z głupich pomysłów.
Wow. To była interesująca przygoda. Żałuję, że książka jest jednotomówką, bo zdecydowanie chciałabym więcej historii tych pokręconych bohaterów!
W moim odczuciu nie było tutaj nienawiści spomiędzy żadnej ze stron. Noel był chamski i niemiły względem bohaterki, ale nie podciągałabym tego pod nienawiść. Dużym trudem dla mnie podczas czytania tej historii była narracja trzecioosobowa, której nie za bardzo lubię. Możliwe, że to też był powód, dla którego nie potrafiłam się wczuć w historię. Czytało mi się szybko i byłam ciekawa co dalej, ale kompletnie nie czułam tej historii. Może być to spowodowane tym, że relacja między bohaterami rozwijała się szybko, jak na moje gusta. Jedna scena, a raczej to jak zachował się względem Melissy Noel, przekreśliło mi go. Niby miał swoje dobre momenty, ale ta jedna sytuacja skreśliła go dla mnie. Miło spędziłam czas przy tej lekturze, ale nie jest to książka, która zapadnie mi w pamięć.
Miałam kupić tę książkę, już kilka miesięcy temu. Coś mnie jednak wstrzymywało. A co, jeżeli to będą pieniądze wyrzucone w błoto? A co, jeżeli to mi się nie spodoba? A co, jeżeli.... No właśnie.....a co jeżeli się myliłam? A myliłam się bardzo mocno. Nie miałam, co do tej historii żadnych oczekiwań, a otrzymałam czystą perełkę. Zaczęła się dosyć niemrawo i trochę nie w moim stylu, ale z biegiem czasu, ta akcja się rozkręcała (aż za bardzo bym powiedziała) i stawała się coraz bardziej interesująca i zadziwiająca. Dużo śmiechu, luzu, czasami smutku, irytacji czy złości. Czyta się ją bardzo szybko (tylko mi się nie chciało) i nie trzeba się bardzo skupiać, by coś zrozumieć. Jedynym błędem tutaj, według mnie, było umieszczenie kilku lat w 400 stronach. W pewnym momencie ma się wrażanie, że wchłania się za dużo informacji i fabuła toczy się zbyt szybko. Poza tym świetna historia, godna polecenia.
zacznijmy od tego że wzięłam tę książkę w ciemno, do połowy książka mi się nudziła ale gdy zaczęło się dziać to robiło się ciekawie, nie spodziewałam się takich zwrotów akcji w niektórych momentach ale koniec końców bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, oczywiście nie odbyło się bez płaczu 😭. Podsumowując, książkę idealnie określają słowa; MIŁOŚĆ TO NIE ŚWIAT USŁANY RÓŻAMI. SĄ WZLOTY I UPADKI. NIGDY NIE WIEMY, CZY DANY ZWIĄZEK PRZETRWA, CZY ROZPADNIE SIĘ PO MIESIĄCU 4,5 ✨
jezu ta książka jest wszystkim czego w ostatnim czasie szukałam. przysięgam. ona była fantastyczna. styl pisania autorki jest strasznie przyjemny i przez książkę się dosłownie płynie. relacja bohaterów jest świetnie poprowadzona. od lekkiej niedostępności przez narodziny uczuć do zwrotu akcji, który zwalił mnie z nóg. zakończenie, cóż. nigdy nie bałam się tak o losy bohaterów co o 7 rano jadąc do szkoły i słuchając ostatnich minut audiobooka. uwielbiam!
To było tak masakrycznie złe… Dawno nie zapoznałam się z tak strasznie źle napisaną książką. Ma ledwo 400 stron, a wydarzyło się tu więcej niż w nie jednej serii. Bohaterowie? Szarzy i bez wyrazu, a Noel to tak mnie porządnie wkurwił na końcu, że mam ochotę w coś przywalić. Jeżeli szanujecie swój czas to nie polecam
2,5★ Jest wiele rzeczy, do których mogłabym się przyczepić. Mimo to całkiem dobrze się bawiłam, słuchając jej. Dała mi to, czego potrzebowałam, czyli odskocznię od ciężkich reportaży
„Miłość to nie świat usłany różami. Są wzloty i upadki. Nigdy nie wiemy, czy dany związek przetrwa, czy może rozpadnie się po miesiącu.”
[ współpraca: @wydawnictwoniezwykle ]
Podczas czytania tej pozycji, czułam się jakbym wróciła do miłego wspomnienia. Ciepło rozchodziło się po moim ciele z każdą kolejną kartką, wraz z zalewającymi mnie następnymi falami uczuć.
No może do momentu osiągnięcia apogeum wzburzenia przez Noela i chęci sprzedania go na organy.
Melissa zdecydowała wyjechać na studia do Nowego Jorku. Głównym czynnikiem tej decyzji był jej chłopak Christopher. Niestety po jakimś czasie okazuje się, że nie był on do końca z nią szczery mając inną kobietę na boku. Mel zostaje sama. Z dala od domu, bliskich.
Zdruzgotana dziewczyna ulega współlokatorce i decyduje się wziąć udział w imprezie organizowanej przez bractwo. Poznaje na niej szaloną grupę Irlandczyków, którzy szybko wciągają ją w swoje imprezowe grono. Jeden z nich ma szczególny wpływ na Melissę. Choć Noel od początku ukazuje niechęć wobec dziewczyny, czuć między nimi rodzące się napięcie…
Historia o grzecznej dziewczynie i niegrzecznym chłopaku. O relacjach młodych osób, które popełniają typowe błędy, ucząc się życia. O trudach wkraczania w dorosłość. Zwykłe kwestie ujęte w jak najbardziej nie przekoloryzowany sposób.
Kreacja bohaterów jest genialna. Poza losami Melissy i Noela mamy możliwość zagłębienia się w życie pozostałych osób z paczki oraz śledzenia ich kroków. Żadna z postaci nie została zapomniana i dostała swoje należyte miejsce tworząc spójną historię.
Pióro autorki jest bardzo przyjemne w odbiorze. Książka dosłownie sama się czyta, z każdą stroną pragnie się więcej. Przy tym wszystkim czuć emocje bijące od tekstu. Zawarte jest wiele ciekawych chwil, nieoczekiwanych zwrotów akcji, ale też dla niektórych znajdą się momenty, na których można zalać się łzami.
Jeśli szukacie historii, która was pochłonie, to wydaje mi się, że CLG jest właśnie tym czego szukacie.
Noel zachowuje się jak dupek i dziecko równocześnie. Najgorsze jest to ,że i tak skradł moje serce gitarą i piosenką. Ale gościu nigdy nie mówi się kobiecie, żeby usunęła dziecko i za to cię nienawidzę. Mam mieszane uczucia co do tej książki. Główny bohater mnie denerwował samym istnieniem ale jego znajomi byli spoko. Natomiast do głównej bohaterki mam tylko jedno weź się puknij w głowę to może wytrzeźwiejesz i zrozumiesz , że z facetem trzeba tak jak z dzieckiem. Podsumowujące była to jedna z tych książek ,które kocham i nienawidzę w tym samym momencie. The end.
Ps: Zastanawiałam się czy dać temu ⭐⭐⭐ ale nie było to tak złe jak one week girlfriend. Ps: Bliźniaki były nie jedno.🫥
This entire review has been hidden because of spoilers.